Już prawie siedem lat minęło od opublikowania przeze mnie na portalu OtokoClub tekstu „Czy można matce kazać urodzić śmiertelnie chore dziecko”. Tekst dostępny pod tym linkiem.

Tekst poruszał temat niezwykle nośny społecznie i ogromne wzbudzający kontrowersje; świadczy o tym już sam fakt, że do dziś figuruje on na stronie portalu z największą liczbą komentarzy. Nie sądziłem, że przyjdzie mi raz jeszcze powrócić do tematu, ale rozwój wydarzeń sprawił, że stało się to koniecznością. Nie dlatego bynajmniej, jakobym zmienił wyrażone w nim poglądy i postawę, lecz z powodu orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z dnia 22 października 2020 r., wobec którego muszę zająć stanowisko, abym nie został posądzony o milczenie z konformizmu.

Orzeczenie Trybunału można streścić w zdaniu: „Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej nakazuje matce urodzić śmiertelnie chore dziecko”. Nie ma potrzeby, abym powtarzał, dlaczego się z tym nie zgadzam – można przeczytać argumentację na portalowej stronie. Chcę natomiast ująć problem z punktu widzenia tych, którzy uważają, że przerwanie ciąży jest niemoralne nawet wtedy, gdy kobieta nosi w sobie płód obciążony śmiertelnymi wadami. Co nimi kieruje, jakie są ich intencje? Zakładam, że kieruje nimi przekonanie, iż jest to ich moralnym obowiązkiem, oraz poczucie, iż ich intencje są dobre. Z natury rzeczy moje wnioski będą tylko hipotezami, ale rozumowania, które do nich prowadzą, warto podjąć, albowiem zawsze powinniśmy starać się zrozumieć drugiego człowieka, jak też mamy wówczas szanse lepszego zrozumienia samych siebie.

Przekonanie, że żadna aborcja, w żadnych okolicznościach, nie jest moralnie dopuszczalna, opiera się na uznaniu tezy o świętości życia. Ci, którzy takie przekonanie mają, dopuszczają wprawdzie możliwość podjęcia dla ratowania życia matki działań, które skutkują śmiercią płodu, ale uzasadniają to tym, że zabicie płodu jest ubocznym skutkiem działania właściwego, nie zaś celem. Zazwyczaj akceptacja tezy o świętości życia motywowana jest religijnie – to Bóg powołuje do życia, jest więc ono święte i tylko Bóg może go pozbawić.

Ludzie, których wiara jest szczera i głęboka, zdolni są do osobistego dania świadectwa, że w czasie próby znajdują w sobie dość siły, aby udźwignąć ciężar nieszczęścia. Na drugi dzień po opublikowaniu orzeczenia TK Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, adwokat zaangażowany w działania na rzecz zakazu aborcji, napisał na Facebooku, że właśnie zmarł jego synek, wkrótce po urodzeniu. Wiedząc o nieuleczalnych wadach poczętego dziecka, podjęli z żoną decyzję, że mimo to urodzi ona dziecko. Taką postawę wierności własnemu sumieniu nazywamy postawą heroiczną.

W etyce nie jest kwestionowana teza, że nie wolno od nikogo wymagać przyjęcia postawy czy podjęcia działania heroicznego. Wolno jedynie własnym przykładem ukazywać, że człowiek może być zdolny do heroizmu – podkreślmy to: własnym przykładem, nie zaś powołując się na innych. Faktycznie mamy tu do czynienia z argumentacją: skoro ja mogę, to ty również możesz. Jest to argumentacja, którą często stosujemy do samych siebie, jako że lżej jest człowiekowi znosić własne nieszczęście, gdy uświadomi sobie, że inni w takich sytuacjach potrafili udźwignąć ciężar.

Ci jednak, którzy chcą zakazać całkowicie aborcji, idą dalej w tej argumentacji. Faktycznie zdają się oni bowiem przekonywać: skoro są tacy, którzy zaświadczyli, że mogą, i skoro ty również możesz, zatem każdy musi. Ta argumentacja nie jest jednak zasadna – z możliwości nie wynika konieczność. Postawmy więc pytanie: na jakiej podstawie sądzą niektórzy, iż to, co oni uważają za nakaz Boga, powinno mieć także postać nakazu prawnego obowiązującego wszystkich.

Aby na to pytanie odpowiedzieć, musimy rozróżnić dwie sytuacje. Pierwsza to ta, w której twierdzi tak ktoś, kto sam złożył świadectwo wierności. Tu odpowiedź zdaje się prosta – oni czują w sobie głos Boga. Ale czy słyszenie tego głosu uzasadnia, aby to, co oni uczynili z wolnej woli, inni czynić mieli z nakazu? Zbyt wielu jest przecież ludzi, którzy nie mają siły na udźwignięcie ciężaru. Czyżby Bóg wymagał od niektórych rzeczy dla nich niemożliwych? Ewangelie przytaczają słowa Jezusa, że kto chce iść z Nim, musi wziąć swój krzyż i naśladować Go, kto zaś tego nie czyni, nie jest Jego godzien (Łk 9, 23; Mt 10, 38 i 16, 24).

Wymaganie czegoś niemożliwego jest sprzecznością, więc Bóg tak nie postępuje. W słowach Jezusa jest ukazanie wzorca, zachęta do udźwignięcia ciężaru – to zaś ma sens tylko w przestrzeni ludzkiej wolności. Jezus przyjął Krzyż dobrowolnie, więc Jego słowami nie da się uprawomocnić bezwzględnego zakazu aborcji. A zatem ci, którzy w przestrzeni swojej wiary życiem własnym z wolnej woli potwierdzają, że szczerze pragną zbawienia, niechaj innych nie prowadzą do zbawienia siłą.

Druga sytuacja to ta, w której twierdzą tak ci, co próbie poddani nie zostali. Zapewne jakaś część z nich uniosłaby ciężar, choć nie sposób ustalić, którzy to z nich, a i oni też tego nie wiedzą, albowiem nikt nie potrafi zagwarantować, że w sytuacji skrajnej zachowałby się tak, jak teraz sądzi, że zachować się powinien. Do tych, którzy sprostaliby próbie, odnosiłoby się wówczas to, co powiedzieliśmy wyżej. Teraz jedynie można byłoby im zasugerować, aby zastanowili się, czy przystoi im taka kategoryczność sądu. Odnieśmy się więc do tych, którzy nie sprostaliby próbie, nie wskazując przecież na nikogo, skoro ani my, ani nikt spośród nich nie może być tego pewnym. Aby do ich sytuacji się odnieść, należy uwzględnić dwa fakty.

Po pierwsze, nie wszystkie zakazy i nakazy uznawane za nałożone przez Boga przybierają (przynajmniej w zdecydowanej większości społeczeństw) formę sankcji prawnej: na przykład przykazanie „nie kradnij” jest normą prawa stanowionego, a przykazanie „nie cudzołóż” nie ma sankcji prawnej. Po drugie, od niektórych norm uznanych za nakazane przez Boga, dopuszczalne są wyjątki, na przykład zabójstwo w obronie własnej jest wyjątkiem od normy „nie zabijaj”. Jeżeli zatem ktoś żąda bezwarunkowego prawnego zakazu aborcji, to zapewne nakaz ten uzasadnia takim rozumieniem zasady świętości życia, które nie dopuszcza wyjątków w odniesieniu do nowo poczętego życia. Życie płodu uznane zostaje za tak dalece uświęcone, że nie może istnieć moralne uzasadnienie jego przerwania.

Potrafię wyjaśnić tę postawę w jeden tylko sposób – oto wiara tych ludzi słabnie, oni zaś nie chcą do tego się przyznać przed samymi sobą. Wypierając ze świadomości to, że nie są już pewni istnienia rzeczywistości nadprzyrodzonej, równie nieświadomie zastępują wiarę ideologią. Wiara w Boga zostaje nieświadomie zastąpiona wiarą w życie, a oddawanie czci Bogu – biolatrią. Jeżeli człowiek ma wątpliwości, czy istnieje życie przyszłe, ale te wątpliwości spycha w nieświadomość, wówczas życie doczesne staje się świętością; w szczególności życie nowo rodzące się w łonie kobiety.

Ideologia przesłania rozsądek i nie dopuszcza wątpliwości: święte i nietykalne staje się nawet życie, które obumrze w tym łonie lub krótko po jego opuszczeniu, choćby nawet w cierpieniu i choćby za cenę cierpienia kobiety. To życie staje się bogiem i nie będziesz miał innych bogów. Nawet jeśli jesteśmy głęboko wierzącymi ludźmi, powinniśmy wystrzegać się stawiania kategorycznych żądań, bo nie wiemy, jak sami zachowalibyśmy się, gdyby to nam Bóg postawił pytanie, czyśmy gotowi przyjąć cierpienie. A jak mądrze acz złośliwie zauważył La Rochefoucault, zawsze mamy w sobie dość siły, aby znieść cierpienia innych.

Nie wiem, czy to jest dobre wyjaśnienie – po prostu innego podać nie potrafię. Mam mocne poczucie zaniku wiary w naszej cywilizacji, co w szczególny sposób przejawia się w zanikaniu cnoty, którą chrześcijaństwo zawsze stawiało na pierwszym miejscu wśród tzw. cnót kardynalnych – cnoty roztropności. Roztropność przejawia się w takim rozumowym dążeniu do dobra, aby jak najskuteczniej go osiągać, unikając ewentualnych niekorzystnych czy szkodliwych skutków ubocznych. Roztropność nakazuje zatem przed podjęciem działania starannie rozważyć, jakie są możliwe jego skutki, i czy szkodliwe konsekwencje nie przewyższą tych dobrych i pożądanych. Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, a też postawę Kościoła, z tego punktu widzenia należy ocenić jako nieroztropne.

Pobudzone zostały siły pragnące zniszczenia naszej cywilizacji. W masowych, moralnie uzasadnionych protestach, coraz silniej ujawniają się siły destrukcyjne, wyrażające się w agresji, wulgarności, profanowaniu miejsc sakralnych. Młodzi lewaccy barbarzyńcy, nienawidzący cywilizacji, której zawdzięczają wszystko, znaleźli kolejny pretekst, aby ją podpalać. A złamanie kruchego kompromisu aborcyjnego, utrzymującego się przecież już ponad 27 lat, musi na gruncie przeobrażeń, jakie przechodzi nasza cywilizacja, doprowadzić z czasem do całkowitego przyzwolenia na uśmiercanie płodu. Wszystkim nam przyjdzie płacić cenę za brak moralnego namysłu u tych, którzy autentycznie wierzą, i za nadmiar ideologii u tych, którym jedynie zdaje się, że przepełnia ich wiara; jak też za brak roztropności u jednych i u drugich.