Redakcja: Dlaczego pilnie potrzebujemy programu małej retencji?

Prof. Zbigniew Karaczun: Potrzebujemy tego programu, ponieważ woda w Polsce staje się coraz cenniejsza. Zaczyna nam jej brakować przede wszystkim dla rolnictwa, które stanowi sektor najbardziej narażony na skutki zmian klimatu. Czynnikiem najwrażliwszym na skutki tych zmian jest z kolei woda oraz jej dostępność dla upraw i roślin.

Mała retencja to zatrzymywanie wody w środowisku w każdy możliwy sposób. Powinna ona polegać na odbudowie zbiorników śródpolnych, które utraciliśmy w wyniku melioracji osuszających, odtwarzaniu terenów bagiennych i mokradłowych oraz nawadnianiu ich w celu magazynowania wody. Mała retencja polega również na zachowywaniu czy wprowadzaniu zadrzewień śródpolnych, które także stanowią zbiorniki retencyjne, zatrzymujące wodę w środowisku. Oczywiście wody z bagien czy mokradeł nie możemy wykorzystać bezpośrednio do naszych potrzeb, ale te systemy i siedliska bardzo pozytywnie wpływają na cały system przyrodniczy wokół nich i nawadniając, powodują, że wody nie brakuje również obszarom i roślinom, które uprawiamy.

W pewnym stopniu powinniśmy także zatrzymywać wodę poprzez budowę sztucznych zbiorników retencyjnych, czyli takich, gdzie będziemy zatrzymywali zwłaszcza wodę opadową, żeby nie dochodziło do negatywnego zjawiska szybkiej ucieczki wody do Bałtyku lub aby się dało ten proces spowolnić. Powinniśmy zatrzymywać wodę w tego typu niewielkich zbiornikach śródpolnych, które będą obsługiwały np. jedną gminę czy jeden powiat oraz zapewnią pewną strategiczną rezerwę dla rolników. W momencie bardzo dużej suszy rolnicy mogliby z takich zbiorników wykorzystać wodę np. do podlewania swoich upraw, podczas gdy inne źródła powinny być specjalnie chronione. Może bowiem dochodzić do sytuacji takich jak w tym roku w Skierniewicach, gdzie pojawił się problem, aby zapewnić pokrycie zapotrzebowania mieszkańców na wodę pitną i wodę potrzebną w gospodarstwach domowych.

Innymi słowy prawie każdy sposób, który pozwoli nam zatrzymać wodę w systemie jest dobry, chociaż istnieją pewne wyjątki. Mówiłem do tej pory o małych zbiornikach, ale są również plany kaskadyzacji, budowy wielkich zbiorników wodnych oraz tam na Odrze i Wiśle. Te duże zbiorniki nie tylko nie poprawią bilansu wodnego i nie pozwolą na efektywne używanie wody, ale ponieważ ich budowa będzie się wiązała z koniecznością regulacji biegu rzek, w efekcie może się okazać, że rzeki te utracą swoją zdolność retencyjną. Dzisiaj Wisła ma swój naturalny bieg, meandruje, rozlewa się oraz wykorzystuje różne zagłębienia w terenie, po to żeby część wody tam pozostawała, zwłaszcza po tzw. wyżówkach. Tak więc, kiedy wody w rzece jest dużo, a potem jej poziom opada, to woda w niektórych starorzeczach czy zagłębieniach nadal pozostaje.

Gdybyśmy zbudowali wielkie zbiorniki i zrealizowali plany, które prezentuje rząd, musielibyśmy tego typu naturalne zdolności retencyjne rzek zlikwidować, a to bardzo niebezpieczne, ponieważ skurczy się ich potencjał retencyjny, ale przede wszystkim zniszczymy środowisko przyrodnicze i ogromne bogactwo różnorodności biologicznej, która właśnie z naturalnym biegiem rzek jest związana. A więc zatrzymujmy wodę w systemie, retencjonujmy ją w jak najszerszej skali, ale w małych zbiornikach, a najlepiej wykorzystujmy do tego naturalne zdolności systemu przyrodniczego.

Czy istnieje związek między wydobyciem węgla a zanikaniem wód?

W przypadku kopalni odkrywkowej tak, ponieważ z jednej strony wybieramy nakład, czyli to, co jest nad złożem węgla, a później wydobywając ten węgiel musimy cały czas drenować teren, odprowadzając z niego wody gruntowe, po to żebyśmy mogli wprowadzać tam maszyny. To działa podobnie do pompy tłocząco-ssącej, która zasysa wodę z całej okolicy, powoduje, że ucieka ona ze studni, ze zbiorników wód podziemnych, ginie w wodach powierzchniowych i sprawia rzeczywiście dramatyczny kłopot dla terenów rolniczych w strefie swojego oddziaływania.

Czemu na pojawianiu się susz mogą ucierpieć również elektrownie?

To jest problem polskiego podejścia do energetyki i takiego dość rozpaczliwego bronienia przez kolejne ekipy rządowe energetyki węglowej. Co prawda w tej chwili trochę się to podejście zmienia i część partii deklaruje odejście od węgla, co byłoby bardzo dobrym kierunkiem, ponieważ każda elektrownia węglowa musi być chłodzona. Bardzo wiele elektrowni chłodzi się w systemie otwartym, tzn. pobiera wodę z pobliskiej rzeki, aby wykorzystywać ją do chłodzenia bloków energetycznych, a następnie zrzucać jako tzw. wody umownie czyste. Mają one podwyższoną temperaturę i choć nie są zanieczyszczone chemicznie czy biologicznie, to w pewien sposób wpływają jednak na środowisko przyrodnicze. Susza powoduje natomiast, że zaczyna brakować wody w rzekach i może dochodzić do sytuacji, kiedy elektrownia nie jest w stanie pracować na pełnej mocy, ponieważ w rzece nie ma wystarczającej ilości wody do chłodzenia bloków energetycznych.

Oglądaj całość