Redakcja: Jak potoczyła się bitwa pod Oliwą?

Dr Przemysław Gawron: Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, bo stuprocentowej pewności nie mamy, plan admirała Arendta Dickmanna zakładał, że port opuszczą dwie liczące po pięć okrętów eskadry, skupione wokół dwóch dużych statków, czyli Świętego Jerzego oraz Wodnika. Według instrukcji, którą przygotowali królewscy komisarze okręty w przypadku ewentualnego zwycięstwa miały nie ścigać wroga na otwartym morzu i skupić się na zniszczeniu przeciwnika znajdującego się w pobliżu. Plan ten zakładał przyjęcie szyku, który historycy nazywają szykiem „roju”. Polegał on na tym, że wokół „matki”, czyli największego okrętu miały znajdować się okręty słabsze, mniej liczne, wspomagające ogniem oraz posiłkami duży okręt, stanowiący główną siłę uderzeniową eskadry.

Plan zawierał, jak się później okazało, poważną wadę. Nie uwzględniał ambicji jednego z najdłużej służących w polskiej flocie szkockich oficerów, Jamesa Murraya, dowodzącego dużym galeonem Król Dawid. W rezultacie, kiedy eskadry wyruszyły Król Dawid wyprzedził wszystkie pozostałe okręty, co spowodowało, że przynajmniej przez moment zamiast roju mieliśmy do czynienia z szykiem torowym. Utrudniłoby to realizację planu, gdyby nie fakt, że na szczęście dla floty Zygmunta III Szwedzi zlekceważyli przeciwnika. Płynąc od strony Helu nie zachowali szyku, gdyż borykali się z zachodnim wiatrem, wiejącym od lądu. Admiralski okręt Tigern oraz wiceadmiralski Pelikanen wysunęły się naprzód, a reszta pozostała nieco z tyłu. Pozwoliło to na dokonanie pierwszego uderzenia, które nie do końca wyszło, tak jak planowano. O ile Święty Jerzy sprawnie zaatakował Tigerna, okręt został zdobyty, a szwedzki admirał zginął, nie obyło się też bez sporych strat.  Zwłaszcza, że w pewnym momencie inny polski okręt, Latający Jeleń, ostrzelał Tigerna w taki sposób, że większość strzałów trafiła w znajdujących się na jego pokładzie marynarzy ze Świętego Jerzego. Starcie zakończyłoby się pełnym sukcesem, gdyby nie fakt, że w czasie walki zginęli, tak dowódca piechoty morskiej, kapitan Jan Storch, jak i sam admirał Arendt Dickman, któremu kula zgruchotała obie nogi, co w tamtych czasach na okrętach oznaczało w zasadzie wyrok śmierci.

Jak wspomniałem nie dość, że na początku Król Dawid pokrzyżował polskie plany, to w dodatku nie wykonał zadania, czyli nie zaatakował Pelikanena, który zdołał uciec. Wodnik dopadł zaś „Słońce”, czyli szwedzki okręt Solen. Tu walka także przybrała dramatyczny charakter, ponieważ, kiedy marynarzom z Wodnika udało się go zająć, Solen został wysadzony przez jednego ze Szwedów, a eksplozja była na tyle potężna, że zginęło w niej również wielu marynarzy z samego Wodnika. Przywołując stworzony w tamtych czasach bon mot można powiedzieć, że nad Zatoką Gdańską zaszło wówczas „Słońce”.

Pozostałe szwedzkie okręty nie czekając na pełne rozwinięcie się polskiej eskadry, zaczęły się wycofywać. Pościg prowadzono niemrawo, zresztą oficerowie mając zapewne w głowie zakaz prowadzenia pościgu na pełnym morzu, nie wysilali się. Wszystkie statki bez większych problemów zdołały uciec, natomiast okręty floty królewskiej powróciły do bazy wyjściowej, wiodąc ze sobą bardzo cenną zdobycz, jaką był Tigern, porównywalny wielkością do największych okrętów w królewskiej flocie. Samo starcie trwało 2-4 godziny, obserwatorzy w Gdańsku naliczyli, że wystrzelono w tym czasie około 350 pocisków, co z perspektywy wieku XX czy XIX nie budzi większego podziwu, ale trzeba pamiętać, że była to pierwsza walka tej floty na tak dużą skalę. Można więc powiedzieć, że stanowiło to rzeczywiście poważne doświadczenie bojowe, choć jak wspomniałem z perspektywy wielkich flot, nawet drugiej połowy XVII stulecia, była to raczej potyczka niż wielka bitwa.

Jakie były konsekwencje bitwy pod Oliwą w kontekście całej wojny i sytuacji w Gdańsku?

W zasadzie żadne. Szwedzka flota poniosła straty na tyle niewielkie, że niemal ich nie odczuła. Nie pokrzyżowano dzięki temu zwycięstwu żadnych szwedzkich planów, ponieważ blokada miasta Gdańska miała zostać zniesiona na dniach, a więc i tak by do niej doszło. Szwedzi szybko zresztą przypomnieli flocie królewskiej, kto ma przewagę, ponieważ wiceadmirał Hermann Witte został wysłany z eskadrą na morze, tracąc tam jeden z trzech okrętów. Rozproszony przez burzę oddział stracił ze sobą łączność, a okręt Latający Jeleń został dopadnięty przez Szwedów i w zaciekłej, jak się wydaje, bitwie posłany na dno. Ponadto król nie miał pieniędzy, przez co przy ograniczonych zasobach, tak żywnościowych, jak i finansowych zaczęło dochodzić do sporów między marynarzami a piechotą morską. Doszło także do sporów w dowództwie, skutkiem czego Jamesa Murraya oskarżono o niewłaściwe zachowanie na polu bitwy. Król domagał się od komisarzy wszczęcia postepowania sądowego, z którego znamy zresztą wiele szczegółów dotyczących bitwy na redzie gdańskiej. Przez kilka następnych miesięcy flota nie podejmowała żadnych aktywniejszych działań.

Oglądaj całość