Mój artykuł stanowi polemikę z niektórymi opiniami prof. M. Kornata (Marek Kornat, Rok 1939. Koncepcje i decyzje Józefa Becka [w:] Płk Józef Beck (1894-1944) Żołnierz, dyplomata, polityk, IPN Oddział w Łodzi, Łódź-Warszawa 2017).

 

Część druga

Czy przegrana kampania wojenna z III Rzeszą we wrześniu 1939 r., która stanowiła przyczynę śmierci prawie 10 mln. Polaków, w tym ponad 90% elit, utratę prawie 40% terytorium i zniszczenie ponad 80% infrastruktury można usprawiedliwić?  (Artykuł stanowi polemikę z niektórymi opiniami M. Kornata, Marek Kornat, Rok 1939. Koncepcje i decyzje Józefa Becka [w:] Płk Józef Beck (1894-1944) Żołnierz, dyplomata, polityk, IPN Oddział w Łodzi, Łódź-Warszawa 2017).

Jeszcze dalej prof. Kornat pisze: „Nie żywiąc zupełnie zaufania do polityki mocarstw zachodnich i nie dostrzegając u nich żadnych objawów woli udzielenia pomocy Czechosłowacji – należało odrzucić ofertę udziału w trójstronnym wystąpieniu ostrzegawczym w Berlinie. Beck uczynił to najpierw w maju, a następnie we wrześniu 1938 r. Ewentualna zgoda na kooperację z mocarstwami zachodnimi wymuszała konieczność wyrażenia zgody na współpracę z ZSRR, co w praktyce oznaczało akceptację wpuszczenia armii sowieckiej na terytorium Rzeczypospolitej”[1]. Kolejny akapit, w którym autor powtarza znane opinie sformułowane przez innych badaczy. W tym kontekście nie są ani odkrywcze ani nie wnoszą do sprawy nowych istotnych okoliczności. Po drugie, po raz kolejny trzeba zwrócić uwagę na sprawę, której dotyczyła gra? A chodziło o bezpieczeństwo II RP i utrzymanie niepodległości własnego państwa! Warto więc rozebrać na czynniki pierwsze niektóre sformułowania użyte przez Kornata. Na wstępie: „Ewentualna zgoda na kooperację z mocarstwami zachodnimi wymuszała konieczność wyrażenia zgody na współpracę z ZSRR” jest co najmniej dyskusyjna. Ponieważ z Francją kooperowała Polska od odzyskania niepodległości a nawiązanie współpracy z Wielką Brytanią było jednym z ważniejszych celów polskiej polityki zagranicznej. A więc współdziałanie z tymi krajami nie było niczym nadzwyczajnym zwłaszcza w sytuacji narastania możliwości wybuchu wojny. Po za tym wszechstronna współpraca z tymi państwami była w polskim interesie bowiem bez ich wsparcia II RP nie była w stanie obronić niepodległości w przypadku konfrontacji z Niemcami. A była ona nieuchronna według samych piłsudczyków, co zostało stwierdzone już w końcu 1934 r.

Panuje dość powszechna zgoda w środowisku badaczy, że w 1938 r. ani Francja ani Wielka Brytania nie chciały wojny z III Rzeszą. Ich polityka polegała na realizacji zamysłu skierowania ewentualnej agresji na Wschód. Takie były także ich intencje w sprawie propozycji przyłączenia władz II RP do akcji dyplomatycznej w obronie Czechosłowacji. Kwestia dotycząca wspomnianej interwencji miała miejsce w maju 1938 r. Przypomnijmy, że III Rzesza wcześniej bo w marcu skutecznie zrealizowała operację Anschlussu, co w bardzo istotny sposób wpływało na sytuację geopolityczną w regionie zwłaszcza na bezpieczeństwo Czechosłowacji. Natomiast musimy także pamiętać o uwarunkowaniach geostrategicznych, mianowicie takich, że ówczesna Czechosłowacja miała wrzecionowaty kształt, który wrzynał się pomiędzy III Rzeszę i Austrię. Po Ansschlussie zachodnia część terytorium Czechosłowacji, w jednej trzeciej (Czechy i Morawy), została otoczona przez Niemców, co uniemożliwiało skuteczną obronę w przypadku ataku niemieckiego. Jedynym państwem, które mogło udzielić skutecznego wsparcia Czechosłowacji była II RP. Tym bardziej, że ówczesna Polska posiadała w tym własny interes bowiem opanowanie Czechosłowacji przez III Rzeszę prowadziło w rezultacie do założenia niemieckiej „pętli na szyję” Polski. Z tego punktu widzenia obrona Czechosłowacji leżała najbardziej w interesie polskim bez względu na wszystkie inne okoliczności.

Władze polskie traktowały zagrożenie Czechosłowacji w 1938 r., zasadniczo, jako problem Francji. Ale uwzględniając przedstawione okoliczności i inne uwarunkowania reakcja władz polskich, w sprawie propozycji wspólnej akcji dyplomatycznej przeciwko III Rzeszy, była wówczas jak najbardziej zasadna. Bowiem przyłączenie się do tego przedsięwzięcia mogło gwałtownie pogorszyć relacje II RP z Niemcami. Ale byłoby to działanie racjonalne tylko wówczas gdyby było pomyślane, jako dezinformacja w związku z planem pozyskania dodatkowego czasu, na podjęcie współpracy z Czechosłowacją celem przeprowadzenia wspólnej operacji militarnej przeciwko III Rzeszy. Ale władze II RP odrzucały opcję współpracy dyplomatycznej z Francją i Wielką Brytanią wobec III Rzeszy na korzyść Czechosłowacji bowiem: „Ewentualna zgoda na kooperację z mocarstwami zachodnimi wymuszała konieczność wyrażenia zgody na współpracę z ZSRR, co w praktyce oznaczało akceptację wpuszczenia armii sowieckiej na terytorium Rzeczypospolitej”. Owe stwierdzenie stanowi domysł autora przytoczonego akapitu. Gdyby bowiem kierownictwo II RP opowiedziało się za interwencją na korzyść Czechosłowacji wówczas w ogóle nie wchodziłaby w grę „konieczność wyrażenia zgody na współpracę z ZSRR”. Ta kwestia mogła stanąć już po rozpoczęciu działań militarnych bowiem pojawiłyby się naturalne okoliczności do podjęcia rozmów polityczno-wojskowych w układzie II RP-Czechosłowacja-ZSRR. Takie rozwiązanie zapewniało możliwość neutralizacji zagrożenia dla Polski od  wschodu ale po drugie, możliwość wynegocjowania odpowiadającego interesom polskim porozumienia dotyczącego warunków ewentualnego przerzutu kontyngentów i uzbrojenia radzieckiego na front niemiecki w Czechosłowacji, w tym m.in. szlaków komunikacyjnych (kolejowych, drogowych, powietrznych), punktów logistycznych  (lub baz) niezbędnych dla obsługi tego przedsięwzięcia. W takim przypadku w ogóle nie byłoby mowy o stacjonowaniu wojsk radzieckich na terytorium II RP.

Jednak najbardziej istotne było, że wspólna operacja z Czechosłowacją przeciwko Niemcom neutralizowała w długofalowej perspektywie zagrożenie prowadzenia wojny na dwa fronty, jednocześnie przeciwko III Rzeszy i ZSRR. Rozwiązanie to zapewniało korzyść dla II RP w długofalowej perspektywie bowiem tworzyły się warunki, po osłabieniu Niemiec, w przypadku zagrożenia ze wschodu,  do skoncentrowania całego potencjału tylko na jednym kierunku do walki z komunistyczną Rosją. I bardziej suwerennego działania wobec mocarstw zachodnich (Francji i W. Brytanii).

Władze II RP zaryzykowały w 1938 r. bezpieczeństwo państwa (a faktycznie niepodległość), przez zaniechanie obrony terytorium Czechosłowacji przed agresją III Rzeszy, podejmując decyzje o charakterze strategicznym na podstawie wątpliwych przesłanek. Ponieważ owe kierownictwo realizowało, w decydującym momencie, gdy ważyła się niepodległość Polski, a więc od marca do września 1938 r., niezbyt trafną strategię polityczną w sprawie obrony niepodległości, w odwołaniu do: niewykonalnego planu politycznego dotyczącego „kordonu sanitarnego” przeciwko ZSRR, kontrowersyjnej koncepcji pod nazwą „polityki równych odległości”, u podstaw których znajdowała się motywacja ideologiczna. Sprawa prowadzonej przez ówczesną Polskę polityki nasuwa tym większe obiekcje, gdy odwołamy się do konkretów. Z punktu interesów II RP bezpieczeństwo Czechosłowacji i w dalszej perspektywie Polski ważyło się nieomal przez sześć miesięcy  1938 r., gdy władze polskie nadal kontynuowały współpracę z III Rzeszą, państwem totalitarnym i zbrodniczym, co ważniejsze, które w tym momencie zagrażało Polsce, a jednocześnie te same władze odmawiały porozumienia z ZSRR, także państwem totalitarnym i zbrodniczym, ale które w tym konkretnym momencie bezpieczeństwu II RP nie zagrażało.

W kolejnym zauważeniu prof. Kornat stwierdza: „W październiku 1938 r. Polska wychodziła z kryzysu międzynarodowego w radykalnie pogorszonych warunkach zewnętrznych w stosunku do realiów ze stycznia tego roku. Ale nie można twierdzić, że sama przyczyniła się do takiego obrotu wypadków, bowiem Czechosłowacji obronić nie mogła. Nie przekonuje twierdzenie jakoby wrogość ze strony Warszawy przyczyniła się do kapitulacji Beneša”[2]. Opinia M. Kornata, że położenie II RP uległo pogorszeniu w drugiej połowie 1938 r., a więc po kryzysie czechosłowackim, jest oczywiście trafna. Tym bardziej, że już w październiku tego samego roku Ribbentrop przedstawił min. Beckowi warunki dotyczące włączenia WMG do III Rzeszy i eksterytorialnej komunikacji z Prusami Wschodnimi. Ale nie może być zgody na zdanie: „nie można twierdzić, że sama przyczyniła się do takiego obrotu wypadków, bowiem Czechosłowacji obronić nie mogła”. Tu tkwi problem, że z polskiego punktu wcale nie chodziło w 1938 r. o obronę Czechosłowacji tylko zachowanie niepodległości II RP. Trafnie przewidywano jeszcze za życia marszałka Piłsudskiego w końcu  1934 r., że Polska będzie musiała obronić swoją niepodległość w wyniku konfliktu zbrojnego. W grę wchodziła wojna z ZSRR albo z III Rzeszą w zależności skąd zagrożenie przyjdzie wcześniej. Z góry zakładano, że w przypadku jednoczesnej agresji Polska utraci niepodległość. Zagrożenie nadeszło najpierw ze strony Niemiec właśnie w 1938 r. Powstały optymalne warunki do zneutralizowania Niemców: udzielenie Czechosłowacji gwarancji bezpieczeństwa, co w przypadku konfliktu z Niemcami ubezpieczałoby II RP od Wschodu, i zapewniało współdziałanie z Francją. Polska miała żywotny interes żeby związać się z Czechosłowacją i wykonać uderzenie wyprzedzające wspólnie z nimi na froncie od Bałtyku po Węgry (punkt w którym granica ówczesnych Węgier stykała się z granicą Czechosłowacji).

Ówczesne kierownictwo II RP wypracowało inne stanowisko, że wejście Wehrmachtu do Czechosłowacji stanowi mniejsze zagrożenie niż „wpuszczenie” wojsk radzieckich do Europy Środkowo-Wschodniej. I w tym kontekście odpowiedzialność władz polskich, w sensie przyczynienia się do niekorzystnego obrotu wypadków [dla II RP], nie może budzić wątpliwości.

Podobnie jest z drugą opinią Kornata, że „nie przekonuje twierdzenie jakoby wrogość ze strony Warszawy przyczyniła się do kapitulacji Beneša”. Budzi ona także wątpliwości, gdy odwołamy się do dramatycznej sytuacji Czechosłowacji we wrześniu 1938 r. Mianowicie 21 września 1938 r. rządy Francuski i Brytyjski skierowały do władz czechosłowackich ultimatum dotyczące oddania III Rzeszy terenów z przewagą ludności Niemieckiej. „Specjalnie po to aby zaprotestować przeciw decyzji rządu [w sprawie przyjęcia ultimatum], do Pragi przybyli ze swych stanowisk dowodzenia generałowie Lev Prchala i Vojtèch Luža. W ich przekonaniu –nawet gdyby nie było szans na zwycięstwo – Czechosłowacja powinna podjąć walkę, aby przynajmniej ocalić honor. Wojskowi ci nalegali na zwrócenie się o pomoc do Związku Radzieckiego, nie zdając sobie sprawy, że Beneš podejmował już w tym kierunku bezowocne wysiłki (…) „Cios  w plecy”, jak do dziś postrzegają polską akcję Czesi, zachwiał morale czechosłowackiego wojska i społeczeństwa. W rozmowie z prezydentem Benešem gen Krejči przypomniał pogląd wyrażony przez siebie jeszcze 30 września [1938], że przystąpienie Polski do wojny pozbawia dalszą walkę sensu. Oczekiwał podjęcia przez Polskę dalszych działań zaczepnych na całej długości granicy ze Słowacją i Rusią Zakarpacką. Jego pesymistyczna ocena sytuacji przyczyniła się do decyzji o opuszczeniu kraju przez najwyższe władze Republiki (…)”[3].

W tamtym czasie i warunkach była II RP jedynym państwem, które mogło udzielić Czechosłowacji skutecznej pomocy dla obrony także własnej suwerenności. Można powiedzieć, że Czechosłowacja była  w tamtym momencie zdana na „łaskę” Polski. Gdy II RP odmówiła takiej pomocy i rozpoczęła przygotowania do opanowania Śląska Cieszyńskiego mogło to stanowić istotną okoliczność załamania czechosłowackich instytucji państwowych. W tym sensie wspomniana wyżej opinia Kornata dot. okoliczności kapitulacji Beneša ma niewiele wspólnego ze stanem faktycznym.

Następnie prof. Kornat zauważa: „Niemożliwość kształtowania priorytetów polityki wielkich mocarstw ani skutecznego oddziaływania na nie  - pozostaje bezspornym doświadczeniem dyplomacji polskiej jako państwa średniego. Ale inną kartą, którą skutecznie grała ona aż do ostatecznego zburzenia ładu wersalskiego we wrześniu 1939 r., było niedopuszczenie do tego, by państwo polskie stało się narzędziem potęg cudzoziemskich i zostało zdegradowane do statusu „klientalnego” w stosunkach międzynarodowych”[4]. Na początek ważna opinia M. Kornata: „Ale inną kartą, którą skutecznie grała ona aż do ostatecznego zburzenia ładu wersalskiego we wrześniu 1939 r., było niedopuszczenie do tego, by państwo polskie stało się narzędziem potęg cudzoziemskich i zostało zdegradowane do statusu „klientalnego” w stosunkach międzynarodowych”. W odniesieniu do tego stwierdzenia trzeba zauważyć, że każdy kij ma dwa końce. Na drugiej szali był „koszt” tej polityki: straciliśmy 40% terytorium, ok. 10 mln. obywateli, w tym 80-90% elit i ok. 80% infrastruktury. A na koniec trafiliśmy do strefy wpływów ZSRR. W tej kalkulacji wspomniany przez Kornata efekt: „niedopuszczenie do tego, by państwo polskie stało się narzędziem potęg cudzoziemskich i zostało zdegradowane do statusu „klientalnego” w stosunkach międzynarodowych” traci mocno na wartości.

Ponadto warto zwrócić także uwagę na stwierdzenie >statusu „klientalnego” w stosunkach międzynarodowych<.

Klientelizm jest złożonym fenomenem (opartym na patronacie) i może występować zarówno w systemach demokratycznych i autorytarnych, semidemokratycznych i semiautorytarnych. Oznacza specyficzny mechanizm powiązań społecznych występujący między dwoma podmiotami – patronem i klientem, z których każdy posiada odmienny status społeczno-ekonomiczny i dysponuje nierównymi możliwościami wywierania wpływu politycznego. Klientelizm charakteryzuje się takimi cechami, jak asymetryczność (patron jest znacznie silniejszy od klienta), współzależność (patron opiekuje się klientem w zamian za poparcie – paternalizm), rozproszenie (więzy osobiste są ważniejsze niż identyfikacja grupowa, co skutkuje atomizacją stosunków społecznych). Patronat – czyli opieka silniejszego nad słabszym może mieć charakter zarówno gospodarczy, jak i polityczny, choć podstawowym celem utrzymywania tego typu relacji jest stworzenie układu umożliwiającego patronowi wywieranie wpływu politycznego i służącego stworzeniu stabilnej, oddanej grupy zwolenników  oraz wykonawców jego decyzji. Możliwości jakie daje klientelizm, są większe tam gdzie istnieje partia dominująca, a państwo kontroluje sferę gospodarczą gdyż możliwości nagrodzenia klienta w zamian za lojalność są wtedy większe – pod postacią urzędów publicznych, stanowisk w przedsiębiorstwach państwowych oraz innych organizacjach kontrolowanych przez władzę [5].

Problem klientelizmu poruszył Flávio Eirȯ, 19.12.2016 roku, wypowiadając się w sprawie Programu Bolsa Familia PBF) realizowanym przez rząd Brazylii przy wsparciu Banku Światowego. Flávio Eiró - – doktorant w Wyższej Szkole Nauk Społecznych (École des hautesétudes en sciencessociales, EHESS-Paris) oraz w Centrum Zrównoważonego Rozwoju na Uniwersytecie w Brasílii. Mianowicie stwierdził on m.in.: „O klientelizmie należy mówić w tym kontekście z ostrożnością. Przede wszystkim jako uczony cenię precyzyjne definicje, nie powinniśmy więc mylić narzędzia analitycznego ze strategią polityczną – taką jak ujmowanie działań oponentów jako niemoralnych czy bezprawnych w celu ich zdyskredytowania. Taką strategię nierzadko stosowano wobec PBF (…) Z perspektywy mikrosocjologicznej nie możemy mówić o „programie klientelistycznym” czy „administracji klientelistycznej”, chyba że mamy na myśli zinstytucjonalizowane praktyki kupowania głosów (…) Klientelizm to nierówna osobista relacja między dwoma jednostkami, oparta na wzajemnej wymianie i mająca na celu maksymalizację ich interesów (…)”.

Problem klientelizmu poruszył prof. Roman Kuźniar przed warszawską konferencją w sprawie Iranu. Warto ją przywołać bowiem odnosi się do polityki III RP. Prof. Kuźniar stwierdził m.in.: „Nic o nas bez nas – tak brzmiała jedna z dewiz naszej dyplomacji. Nie zawsze skuteczna, jednak chętnie przez Polskę w różnych sytuacjach przypominana. I oto na naszych oczach zrywamy z tą tradycją, podobnie jak z wieloma innymi dobrymi standardami dyplomatycznymi. Na początek w odniesieniu do Iranu. Otóż na zaproszenie Departamentu Stanu USA Warszawa organizuje (13–14 lutego), a może tylko gości, konferencję na temat Iranu, ale bez Iranu. Jak gdyby Iran nie był legalnym uczestnikiem stosunków międzynarodowych, jak gdyby nie istniał jako podmiot prawa międzynarodowego czy jako członek Narodów Zjednoczonych. To trochę tak, jak przedstawiciele Świętego Przymierza rozmawiali o sprawie polskiej w czasach zaborów (…) Nie ma uzasadnienia, ale jest wyjaśnienie. Jest nim, niestety, klientelistyczna pozycja, z jaką powodów nie chcemy lub nie potrafimy być sojusznikiem – wolimy być klientem albo satelitą…”.

Wydaje się, że M. Kornat użył pojęcia „klientelizmu” w rozumieniu zdegenerowanych relacji, między niektórymi rodzinami arystokratycznymi a drobną szlachtą, które funkcjonowały w XVIII wiecznej Rzeczypospolitej. Zjawisko stanowiło istotny czynnik upadku Polski.

Stosunek klientalny nie musi z góry przekreślać przydatności dla stron takiego układu. W przywołanych definicjach zwraca uwagę, że stosunek  klientalny:  „jest to relacja, w której osoba o wyższym społeczno- ekonomicznym statusie (patron) używa swoich własnych wpływów i zasobów do protekcji i wynagradzania osoby o niższym statusie (klient), która odwzajemnia się, zapewniając ogólne poparcie i pomoc, w tym także osobiste usługi dla patronów. Klient to ktoś taki, kto jest powiązany z ludźmi zajmującymi wysokie pozycje społeczne dzięki spełnianiu oczekiwanych przez nich usług i wspólne korzystanie z rozmaitych świadczeń i przywilejów. Patron może w razie konieczności liczyć na wsparcie swoich klientów, oni z kolei, jeżeli tylko są mu wierni i oddani, nie pozostaną bez nagrody”. Ciekawa jest także definicja stosunku kientalnego F. Reirȯ: „klientelizm to nierówna osobista relacja między dwoma jednostkami, oparta na wzajemnej wymianie i mająca na celu maksymalizację ich interesów (…)”.

W obu przypadkach mówi się o relacjach pomiędzy ludźmi, ale wydaje się, że podobne relacje występują także pomiędzy różnego typu organizacjami np. takimi jak państwa. Generalizując można powiedzieć, że mniejszy powinien zawsze mieć na uwadze interesy większego. Istnieją uzasadnione podstawy żeby zakładać z dużą pewnością, że przedstawione zależności tak działały przed 1939 r. i współcześnie w Europie Zachodniej, w przypadku polityk zagranicznych Belgii, Holandii, Szwajcarii. Taką politykę prowadzi także Finlandia wcześniej wobec ZSRR a dzisiaj wobec Federacji Rosyjskiej. Taki charakter prowadziła do 1938 r. w Europie Środkowo-Wschodniej Czechosłowacja.

Prof. Kuźniar stwierdza, że taką politykę zagraniczną prowadzi aktualnie III RP wobec USA.

II RP prowadziła własną politykę zagraniczną do czego miała pełne prawo. Trzeba jednak zauważyć, iż uprawiana polityka przez kierownictwo polityczne II RP, której wykonawcą był min. Beck, była niezabezpieczona żadną siłą. Min. Beck prowadził politykę nieproporcjonalną do potencjału II RP. Problem polega nie na tym, że tak się działo tylko na tym, że nie zareagował i nie dostosował jej do sytuacji, gdy pojawiło się realne zagrożenie. Bowiem w marcu 1938 r. traciły znaczenie ewentualne stosunki klientalne teraz chodziło o utrzymanie niepodległości Polski.

Zwraca się uwagę na fakt, że kierownictwo polityczne II RP dokonało określonego wyboru w 1938 r. wobec Czechosłowacji z uwagi, że inne rozwiązania mogły prowadzić do uzależnienia od ZSRR.  Pomijając tą wątpliwą ocenę gdyż Polska wpadła na koniec do strefy wpływów Stalina warto zwrócić uwagę na zachowania innych uczestników gry w tamtym czasie. Mianowicie Francja i W. Brytania realizowały politykę skierowania niemieckiej agresji na Wschód i z góry założyły, że odbudują państwa zniszczone przez Niemców, po zakończeniu zwycięskiej wojny. Hitler dla zabezpieczenia tyłów III Rzeszy od strony Francji wystąpił skutecznie do Stalina, uosobienia wszelkiego zła którego zamierzał w przyszłości zniszczyć, z propozycją paktu politycznego przeciwko Polsce. Ostatni przykład dot. polityki W. Brytanii, która wystąpiła natychmiast po agresji niemieckiej na ZSRR w czerwcu 1941 r. z propozycją współpracy polityczno-wojskowej przeciwko Hitlerowi, choć niedługo wcześniej – polityczna elita brytyjska - uważała ZSRR za państwo totalitarne i zbrodnicze. Dla wszystkich wymienionych polityków (Chamberlaina, Daladiera, Hitlera, Churchilla, Stalina) najważniejsze było zabezpieczyć własne państwo, za wszelką cenę i dostępnych możliwości ponieważ nie byli przywiązani do żadnej ideologii. Nie myliła im się moralność z obwiązkami wobec własnego państwa i obywateli. W tym kontekście warto także przytoczyć wypowiedź Churchilla do gen. Sikorskiego niedługo przed podpisaniem układu Sikorski-Majski w 1941 r., że układy zawierane podczas wojny nie mają znaczenia.

W świetle przywołanych okoliczności opinia M. Kornata: „Ale inną kartą, którą skutecznie grała ona aż do ostatecznego zburzenia ładu wersalskiego we wrześniu 1939 r., było niedopuszczenie do tego, by państwo polskie stało się narzędziem potęg cudzoziemskich i zostało zdegradowane do statusu „klientalnego” w stosunkach międzynarodowych”  nie to, że budzi wątpliwości jest po prostu nietrafna. Zwłaszcza w świetle tego co stało się z Polską po roku 1945 r. 

 



[1] Tamże, 316-317.

[2] Tamże, s. 317.

[3] P.M. Majewski, Zmarnowana szansa?  Możliwości obrony Czechosłowacji jesienią 1938 r., Muzeum II  Wojny Światowej w Gdańsku, Gdańsk 2016, s. 292 i 301.

[4] Płk Józef Beck, op. cit., s. 317.

[5] Leksykon politologii, red. A. Antoszewski, R. Herbut, Wrocław 2002.