W ostatnim czasie znowu stało się głośno o Palestynie i Izraelu, o trwającym tam nieprzerwanie – raz narastającym, a raz gasnącym konflikcie. Jeszcze niedawno cieszyliśmy się (mam nadzieję, że wszyscy) z inicjatywy Papieża Franciszka, który będąc z pielgrzymką w Ziemi Świętej i spotykając się z ofiarami tego konfliktu – zarówno bezpośrednimi jaki i pośrednimi, wyjątkowo dobitnie i głośno potępił przemoc i jej eskalację oraz zaprosił przywódców – palestyńskiego Mahmuda Abbasa i izraelskiego prezydenta Szimona Peresa do Watykanu na wspólną modlitwę o pokój w Ziemi Świętej. 
Do tego spektakularnego spotkania: papieża, przywódców Autonomii Palestyńskiej i Izraela oraz ekumenicznego patriarchy Konstantynopola Bartłomieja doszło 8 czerwca. Media z rozmachem rozpisywały się o tym wydarzeniu, relacjonowały modlitwę, rozważały słowa tam wypowiedziane, utrwaliły przekazany sobie znak pokoju i wspólne posadzenie drzewka oliwnego – symbolu pokoju w watykańskich ogrodach.
Pokój (?) trwał... cztery dni. 12 czerwca porwano w okolicy izraelskiego osiedla Gusz Ecjon trzech Izraelczyków w wieku od 16 do 19 lat, a po kilku dniach odnaleziono ich ciała. Winnych wskazano od razu – izraelski dziennik Haaretz i inne podały informację cytując premiera Izraela Benjamina Netenjahu: to Hamas jest winny i za to zapłaci.
Długo czekać nie trzeba było – gdy trwały pogrzeby zamordowanych chłopców, w odwecie porwano na przedmieściach Jerozolimy palestyńskiego szesnastolatka, którego torturowano i żywcem spalono. Zamieszki jakie wynikły z ujawnienia tego faktu przelewają się nie tylko na ulicach Jerozolimy, ale i innych miast i pochłonęły już ponad 170 rannych ofiar. A to nie koniec.... Co najgorsze, osobiście przyzwyczailiśmy się już do tego typu informacji.


Prolog. Zemsta

Często spotykamy się z wzajemnie sprzecznymi oskarżeniami obu stron. Ziemia, na której Bóg objawiał siebie ludziom, po której chodził i nauczał Jezus, która jest kolebką najstarszych cywilizacji świata i ojczyzną trzech wielkich religii monoteistycznych wywodzących się ze wspólnej abrahamicznej tradycji, od wielu lat jest areną ciągłych konfliktów i napięć. I chyba dziś już nie bardzo wiadomo jak do niego doszło, a co gorsza – chyba nie wiemy jak go zakończyć.

Patrząc na to z boku – okiem biernego obserwatora zastanawiamy się, czy tu chodzi już o coś więcej niż tylko o zemstę i odwet?

Zemsta... jak najbardziej! Arabowie mają w pamięci zajmowanie siłą ziemi, wywłaszczenia, śmierć w wielu potyczkach. Wielu z nich mówi z rozgoryczeniem, że pomimo posiadanego izraelskiego paszportu czują się jak obywatele drugiej kategorii1. Pamiętają tragedie swojego narodu jak np. masakra w Dajr Jassin 9 kwietnia 1948 r., gdy terroryści z żydowskich organizacji Irgun i Lehi wtargnęli do wioski i zamordowali kilkuset arabskich mieszkańców niezaangażowanych w wojnę2.
Jednak to nie zemsta jest najważniejsza a główny spór toczy się o państwowość: Izraela, wiele lat nieuznawanego przez inne państwa arabskie tego rejonu, a także o państwowość palestyńską, która narodziła się w bólach, a którą Izrael w pewnym sensie uznaje i nie uznaje3.
Tyle wokół tego konfliktu narosło obiegowych i stereotypowych opinii, że warto jeszcze raz prześledzić poszczególne akty tej tragedii.


2. Akt I. Scena I. Błędne decyzje

Skomplikowana jest geneza konfliktu, bo sięga do różnych źródeł. Na pewno jednym ze źródeł są tragiczne pomyłki palestyńskich przywódców z początków XX wieku: opowiedzenie się w czasie II wojny światowej po stronie państw osi, później poparcie dla ZSRR w czasie zimnej wojny a także sprzyjanie Saddamowi Husajnowi podczas wojny w Zatoce Perskiej. Wówczas jednak wynikało to z chęci zachowania równowagi i opozycji dla powstającego Izraela i jego światowych sojuszników. Teraz historia ocenia to jako poważne błędy wpływające na dalszy los Palestyńczyków. Po upadku ZSRR, OWP utraciła protektora, poparcie dla Saddama wywołało niezrozumienie nie tylko w USA, ale także w Europie, która raczej kibicowała Palestyńczykom w tym konflikcie4. Jednak najdotkliwsza była utrata życzliwości tradycyjnie przychylnych Palestyńczykom arabskich członków antysaddamowskiej koalicji.


Scena II. Tygiel religijny i etniczny

Musimy także rozróżnić strony tego konfliktu. Zbyt proste by było widzieć go jako konflikt na płaszczyźnie Izrael – Autonomia Palestyńska. Palestyńczycy to muzułmanie, ale także i chrześcijanie, wobec tego istnieją nie dwie, ale trzy, a nawet cztery główne strony konfliktu: muzułmanie i chrześcijanie pochodzenia palestyńskiego oraz państwo Izrael reprezentowane przez silnie przywiązanych do religijnej tradycji Żydów oraz silnie zlaicyzowany aparat państwowy Izraela mający poparcie w szerokich niereligijnych żydowskich społecznościach.
Na przełomie XIX I XX wieku, muzułmanie z chrześcijanami chętnie współpracowali. Arabscy chrześcijanie byli w Ziemi Świętej bardzo silną, bogatą i wpływową grupą, zajmowali ważne stanowiska w administracji oraz stanowili podporę palestyńskiej handlowej i wykształconej klasy społecznej. Turcy, długi czas sprawujący kontrolę w tym rejonie, byli pod tym względem bardzo tolerancyjni i elastyczni, stąd silna ekonomicznie społeczność posiadała większą swobodę. W 1946 roku przy końcu okresu Mandatowego, większość chrześcijan arabskich zamieszkiwała główne miasta regionu, a reprezentowane przez nich zawody i struktura społeczna były jedną z głównych przyczyn niechęci, jaką żywiła do arabskich chrześcijan żydowska emigracja5. Już spis ludności z 1931 roku ukazuje, jak bardzo kontrastują ze sobą poszczególne społeczności i jak silna między nimi była konkurencja6.

 

1 Zob. R. Dyoniziak, Izrael. Przemiany społeczne (w świetle badań izraelskich socjologów i pedagogów), Warszawa 1971, s. 11-12; D. Shipler, Arabowie i Żydzi w Ziemi Obiecanej, Warszawa 2003, s. 404.

2 D. Shipler, dz. cyt., s. 54; por.: A. Sabor, Na skrawku ziemi, Tygodnik Powszechny 15/2002.

3 „Gołda [Meir] powiedziała, że nie ma narodu palestyńskiego; Arafat z kolei oświadcza wszem i wobec, że Żydzi są po prostu wspólnotą religijną. Ty będziesz mi mówił, kim jestem? Tak właśnie robią, po obu stronach”, D. Shipler, dz. cyt., s. 91.

4 Por. B. Lewis, Bliski Wschód, Warszawa 1998, s. 8-9 i 25.

5 Por. także dane z 1922 r. w: W. Szczepański, Palestyna po wojnie światowej. Światła i cienie, Kraków 1923, s. 37, 165, 172, 193.

6 Odnośnie przemian społecznych w Palestynie w latach 1918 -1948 zob.: R. Dyoniziak, dz. cyt., s. 65n.