Redakcja: Które artykuły dokumentu unii lubelskiej były najbardziej sporne podczas rokowań przed jego przyjęciem?

Dr Hubert Wajs: Diariusze, które dziś posiadamy ukazują pewne punkty sporne. Jednym z nich była na pewno kwestia zachowania przez Litwinów odrębności swojego państwa. To, co było istotne w całych negocjacjach pozostaje jednak trochę poza naszym prostym oglądem. Możemy się opierać na dokumentach czy sprawozdaniach, ale musimy mieć świadomość, że ci ludzie ze sobą rozmawiali, negocjowali w różnych sytuacjach i pewnych elementów na pewno nie widzimy. Są bowiem rzeczy, które nawet z obecnej perspektywy wydają się dość zagadkowe.

Sejm rozpoczął obrady w styczniu i jak wiadomo na przełomie lutego i marca strona litewska odjechała, po czym wróciła mniej więcej w kwietniu i wówczas dogadała się z królem. Król na początku maja zwołał sejmiki litewskie, które wydelegowały nowych posłów, a po trwających cały czerwiec negocjacjach powiedział, aby mu zaufać i zostawić margines na dokończenie pewnych spraw. 28 czerwca postanowiono o przyjęciu ostatecznego kształtu unii. Musimy przy tym pamiętać, że po wspomnianym odejściu Litwinów sejm obradował dalej, przyłączył Podlasie i spore części Ukrainy. Występowały również elementy nacisku na różne osoby. Co więcej, kiedy patrzy się na dokument i osoby, które go podpisały, to nie ma tam jednego z przedstawicieli rodu Radziwiłłów herbu Trąby. Jest Mikołaj Krzysztof Radziwiłł „Sierotka”, który dopiero zaczynał karierę polityczną, natomiast kanclerz litewski Mikołaj Radziwiłł Rudy dokumentu nie podpisał i nie ma tam jego stempla.

Krzysztof Radziwiłł to niezwykle ciekawa postać, która znalazła się w Lublinie na wyraźne wezwanie króla. Wahał się on czy przyjechać do miasta, ale po włączeniu do Korony Podlasia, gdzie miał swoje dobra, był zobowiązany do złożenia przysięgi władcy. Gdyby jej nie złożył, mógłby przykładowo te dobra stracić. Król zapraszając go, czyli pewnym sensie wzywając do przysięgi, w krótkim okresie czasu nadał mu także kilka urzędów, co można odczytać jako wyraźny element przeciągania jego osoby na swoją stronę. Ten przypadek, tak jak i wiele innych, ukazuje całą misterną grę, toczącą się wokół przekonywania społeczeństwa do unii.

Czemu przyjęte w akcie unii lubelskiej rozwiązania uznaje się za nowatorskie, jak na tamte czasy?

Na to należałoby spojrzeć w dłuższej perspektywie, w jakiej funkcjonuje historia. My lubimy widzieć sprawy w taki sposób, że podejmuje się jakąś decyzję, ta decyzja daje wynik i wszystko odbywa się bardzo szybko i sprawnie. Historia jednak ani tak się zazwyczaj nie dzieje, ani nawet skutki tego, co się szybko wydarzy nie są od razu widoczne. Jest to raczej, jak to mówią historycy, długi proces.

W tym samym momencie, w którym my zawieraliśmy unię w Krewie, trzy państwa skandynawskie, Dania, Szwecja i Norwegia, zawarły bardzo podobną unię w Kalmarze. Był to czas, kiedy królestwa nad Bałtykiem próbowały się łączyć. Korona i Wielkie Księstwo Litewskie objęły południowo-wschodnią część Bałtyku, a unia kalmarska jego północno-zachodnią część. Różnica polega na tym, że nasz sojusz przetrwał najpierw do unii lubelskiej, a później aż do końca Rzeczypospolitej, czyli jakby nie patrzeć cały okres od XV do XVIII w. Unia kalmarska wytrwała zaś w zasadzie przez cały wiek XV, ale napięcia wewnątrz niej były tak duże, że doszło w końcu do powstania Szwedów przeciwko Duńczykom i unia rozpadła się już na początku XVI w.

Za nowatorskie można oczywiście uznać wykorzystanie parlamentu. Decyzja o unii nie została podjęta przez króla, a dwa sejmujące stany. Doprowadzenie do tego rozwiązania odbyło się za sprawą negocjacji i to właśnie negocjując zmieniono prawo, co jest bardzo ważne, bo w Rzeczypospolitej prawo było niezwykle istotne. Bez dokonania pewnych przesunięć prawnych unia nie byłaby możliwa i wtedy doskonale to rozumiano.  Najważniejszy w tym wszystkim jest fakt, że my poza niechęcią rodu Radziwiłłów czy sytuacji, gdy Litwini w XVII w. postąpili trochę inaczej niż Polacy, nie możemy wskazać momentów, kiedy między społeczeństwem polskim i litewskim doszłoby do krwawej rozprawy albo użycia nacisku militarnego.

Była to więc dość wyjątkowa sytuacja. Oczywiście można mówić, że w okresie potopu szwedzkiego stało się inaczej niż byśmy oczekiwali. To działo jednak się już 100 lat później, czyli trzy pokolenia po unii, a i tak sprawy jakoś się ułożyły. Można przywoływać różne konflikty czy konfederacje wojskowe, które miały miejsce w XVII w., ale nie działo się to na zasadzie, że Litwini chcieli się wyraźnie oderwać i my ich zmuszaliśmy do pozostania w unii przy pomocy siły militarnej, jak czasami bywało w innych miejscach. Zdumiewające dla ówczesnej Europy było to, że zespolenie nie odbyło się siłą, a na drodze negocjacji. W tym obszarze czasowym mieliśmy zresztą kilka takich rozwiązań, które Europę mogły zadziwić.

Trzeba sobie zdawać sprawę, że jest to okres, kiedy bardzo dużo w naszych społeczeństwach się dzieje, na co nakładają się zmiany gospodarcze, wyznaniowe czy kulturowe. Moment niezwykle ciekawy ze względu na swoją różnorodność, pokazujący, że mimo mniej lub bardziej sprzecznych interesów potrafiliśmy ze sobą rozmawiać. Kiedy na początku XVII w. królowa Elżbieta I zdała sobie sprawę, że należy coś zrobić w kwestii korony brytyjskiej, to szukając rozwiązania przedstawiciele jej kancelarii przyjechali do Krakowa, aby dokonać odpisu dokumentu unii lubelskiej. Przetłumaczyli go na łacinę, a z łaciny na angielski, ponieważ było to zjawisko, które już od 30 lat trwało i funkcjonowało bez problemów. Fakt ten bez wątpienia ukazywał znaczenie unii lubelskiej w skali europejskiej. Ten sposób znalezienia wspólnego interesu i wynegocjowania wszystkich spraw, czasem oczywiście z pewnymi elementami nacisku, ale wyłącznie politycznego, był niewątpliwie bardzo atrakcyjny.

Oglądaj całość