Redakcja: Jak wyglądał dalszy przebieg powstania?

Michał Bąk: W bitwie pod Szczekocinami Kościuszko został pobity przez połączone wojska prusko-rosyjskie. Naczelnik musiał się wycofać do Warszawy, która 13 lipca 1794 r. również znalazła się pod prusko-rosyjskim oblężeniem. W kwietniu wybuchła insurekcja na Litwie, zajęte zostało Grodno i Wilno. Rosjanie niestety szybko opanowali sytuację, odbili Wilno i wypchnęli wojska litewskie za Bug. Litwini dwukrotnie próbowali podjąć ofensywę na tereny białoruskie, ale spotkali się tam z bardzo nieprzychylnym stosunkiem ludności miejscowej. Przeciwnie było z kolei w Wielkopolsce, gdzie powstanie wybuchło samoistnie. Było ono jednak dość nieskoordynowane i przydało się głównie do dywersji na tyłach Prusaków oblegających Warszawę.

Wojska pruskie pod Warszawą zostały zresztą mocno uszczuplone. Cierpiały z powodu zaraz, a po drugie ich oddziały w dużej mierze składały się z Polaków, którzy nie chcieli walczyć przeciwko swoim rodakom. Prusacy musieli więc wycofać się spod Warszawy. Niestety na tym etapie teren insurekcji był już głównie ograniczony do Mazowsza i części ziem wschodnich. Jakkolwiek udało się odeprzeć atak spod Warszawy, to ze wschodu nadciągały kolejne korpusy rosyjskie. Bitwa pod Maciejowicami zakończyła się już absolutną polską porażką, a sam Kościuszko dostał się do niewoli.

Rosyjski korpus ze wschodu nadciągnął od razu na Warszawę, rozpoczynając oblężenie pobliskiej Pragi. Teren insurekcyjny został mocno ograniczony, a sytuacja stała się wyjątkowo niekorzystna. Nowym naczelnikiem powstania został Tomasz Wawrzecki, figurant i człowiek pozbawiony charakteru, który nie był w stanie przywrócić morale powstańczego. Po rzezi Pragi przez wojska rosyjskie, najpierw doszło do kapitulacji Warszawy, następnie zaś 16 listopada poddały się wojska polskie, które wyszły na południe. Pod Radoszycami złożono broń, po czym działania zbrojne insurekcji kościuszkowskiej zakończyły się.

Czy pomimo klęski insurekcji da się wyodrębnić jej pozytywne aspekty?

Pod względem militarnym i politycznym insurekcja skończyła się oczywiście totalną katastrofą. Wojsko polskie zostało zniszczone, także jako instytucja. Kraj w rok po upadku insurekcji, po abdykacji Stanisława Augusta również uległ likwidacji. Warszawa dostała się w ręce pruskie, południe w austriackie, resztki Litwy przejęła natomiast Rosja.

Dziedzictwo pozytywne insurekcji jest zaś nieco inne. Jak to często bywa z polskimi powstaniami czy ruchami niepodległościowymi, chodzi przede wszystkim o dziedzictwo moralne. Pod względem praktycznym ważny był fakt, że Polacy zaczęli ćwiczyć się w działalności konspiracyjnej. Oficerowie, którzy nabrali doświadczenia w czasie insurekcji kościuszkowskiej tworzyli potem za granicą Legiony Polskie lub okazali się użyteczni w czasach Księstwa Warszawskiego. Dziedzictwo insurekcji wiąże się jednak głównie z tym, że Rzeczpospolita nie zginęła bez walki i nie skończyła się wraz z kapitulacją króla w 1792 roku, a Polacy podnieśli broń i walczyli do końca.

Jest to też spuścizna Uniwersału Połanieckiego, trochę zresztą podkoloryzowana, ponieważ ten akt prawny wiele chłopom nie dawał, ale jego legenda tak czy inaczej przetrwała. Przetrwała także legenda samego Kościuszki, która w XIX wieku budowała polską narodowość. Tu warto bardzo mocno podkreślić, że tak wśród elit, jak i chłopów, Kościuszko był tą centralną postacią, wokół której budowano ideę polskości. Wszystkie jego cechy charakteru, to że prowadził walkę do końca, był wodzem chłopskich kosynierów oraz że walczył za cały naród, a nie wyłącznie za szlachtę miały tutaj znaczenie. Całe wspomniane dziedzictwo moralne było potem intensywnie wykorzystywane przy budowaniu polskiej tożsamości narodowej w wieku XIX i w początkach XX.

Czy to powstanie miało szansę się udać?

Problem główny z planami insurekcyjnymi w czasie przed powstaniem kościuszkowskim polegał na tym, że obejmowały one planowanie do momentu, w którym uda się odbić ziemie polskie, natomiast nie padało nigdy za bardzo pytanie „co dalej?”. Możliwość pobicia garnizonów rosyjskich stacjonujących w Rzeczypospolitej faktycznie istniała i to w dużej mierze przynajmniej chwilowo się udało. Na dłuższą metę ta insurekcja, tak samo jak wojna z 1792 r., nie mogła jednak skończyć się sukcesem z prostej przyczyny, jaką była różnica potencjałów. Jednoczesna walka z Prusami i Rosją nie miała szans się powieść ze względu na kolosalną przewagę liczebną, jaką te kraje nad nami dominowały.   

Pod koniec powstania, po tym jak Prusacy wycofali się spod Warszawy, Polska nie posiadała wystarczającego potencjału materialnego czy przemysłowego ani zapasów broni i amunicji. Brakowało doświadczonych oficerów wyższego szczebla oraz zwyczajnych żołnierzy do linii. Rosjanie i Prusacy mogli prowadzić tę wojnę przez wiele lat, a Polacy po kilku miesiącach byli już w stanie totalnego wycieńczenia. Pod Maciejowicami Kościuszko wziął wszystko, co tylko mógł, a było to około 10 000 wojska, czyli mniej niż jeden korpus wojsk, przeciwko którym się wyprawił. Ze wschodu nadciągały już wtedy w dodatku kolejne korpusy rosyjskie.

Ta walka była niemożliwa do wygrania również ze względu na zacofanie ziem polskich, niedomaganie gospodarcze oraz administracyjne. W kwestii siły ludzkiej mieliśmy dwa wyjścia, drogę pruską, a więc silną administrację, która mogła wymusić na ludziach pobór do wojska albo drogę francuską, czyli społeczeństwo, które faktycznie chciało brać udział w wojnie i garnęło się do niej ochotniczo. U nas nie było ani jednego ani drugiego. Ochota do walki w powstaniu ze strony chłopów wygasła zaledwie po kilku bitwach, co najlepiej widać po Racławicach, kiedy większość kosynierów po prostu się rozeszła.

Oglądaj całość