„Czy na was, mężowie ateńscy, moi oskarżyciele wywarli wrażenie, tego nie wiem. Bo co do mnie, to sprawili, że sam niemal zapomniałem kim jestem – tak przekonująco mówili. Nie powiedzieli jednak – trzeba przyznać – nic prawdziwego. Najbardziej zaś z licznych kłamstw zdziwiło mnie jedno, to, kiedy rzekli, iż winniście uważać, abym was nie oszukał, bo taki znakomity ze mnie mówca. Że tego się nie wstydzili [...]. Chyba, że takim mówcą nazywają kogoś, kto mówi prawdę”. Platon, Obrona Sokratesa

 

Część czwarta

W środowiskach demokratycznej opozycji wciąż toczy się wielki spór na temat okoliczności narodzin III RP, któremu część publicystów działająca w intencji zaostrzenia podziałów, próbuje upodobnić do czasu narodzin PRL. Nie wiadomo, który raz z w naszej historii, wzbudzona nienawiść dzieli Polaków na zwalczające się obozy. W jednym znajdują się środowiska o radykalnych poglądach, przekonane, że władzę komunistów należało obalić siłą, w walce. Zarzucają „innym”, którzy doprowadzili do zmian – na drodze negocjacji i kompromisu – zdradę. Twierdzą oni ponadto, że ci przedstawiciele demokratycznej opozycji, którzy wynegocjowali kompromis, jakoby mieli obiecać niektórym osobom związanym z ustępującym reżimem jakąś ochronę, w zamian za pokojowe oddanie władzy. Jednak w ciągu 20 lat istnienia wolnej Polski nie udało się znaleźć żadnych dowodów na potwierdzenie tych podejrzeń. Wielokrotnie osoby uczestniczące w rozmowach przy Okrągłym Stole, cieszące się autorytetem i szacunkiem, w tym związane z Kościołem, zaprzeczały i jednoznacznie wypowiadały się, że zarzuty te są chybione i żadnej ugody – zwłaszcza gwarancji bezkarności dla przedstawicieli ówczesnego reżimu w zamian za oddanie przez nich władzy – nie było. Potwierdzają to informacje o okolicznościach budowania przez „Solidarność” większości parlamentarnej, po wyborach w czerwcu 1989 roku . Jednak rzeczowe argumenty i brak dowodów, zaprzeczenia o tajnym układzie z komunistami rzekomo zawartym przy Okrągłym Stole, nie trafiają do ogółu opinii publicznej.

Wydaje się, że dla środowisk radykalnych stan faktyczny, związany z okolicznościami odzyskania przez Polaków suwerenności ma drugorzędne znaczenie, ponieważ wyznawcy i sympatycy radykalnych działań niekoniecznie chcą odkryć prawdę. Strategiczny cel planu ma pozostać ukryty przed opinią publiczną, a uwaga koncentrowana jest mobilizowaniu społeczeństwa. Ciągle poszukuje się przydatnych „narzędzi” i „środków”, które miałyby moc wyzwalania dużych emocji, tworzących u zwolenników przekonanie, że „tę sprawiedliwość” można stanowić bez oglądania się na dowody, demokratyczne obyczaje i procedury. Chodzi o poszerzenie pola współodpowiedzialności za zdarzenia, co do których decydenci mogą zakładać, że są niezgodne z prawem.

Ten wymóg spełnia m.in. hipoteza polityczna, jakoby źródłem wszelkiego zła w PRL miały być służby specjalne. Nie ideologia i jej twórcy, system władzy, dominacja jednej partii, ustanowiony porządek prawny, układy decydujące o uzależnieniach, ale właśnie służby!

Kolejne nagłośnienie informacji dotyczących fundamentów PRL, jako systemu sprawowania władzy, naukowo wywiedzionego m.in. z filozofii marksistowsko-leninowskiej, w tym: o terrorze, jako środku zapewniającym zdobycie i utrzymanie władzy; twórcach konstytucji PRL; uchwałach BP PZPR na temat bezpieczeństwa państwa; decyzjach podejmowanych przez państwa – członków UW albo RWPG , są mniej bulwersujące i nie szokują odbiorców. Natomiast służby specjalne PRL nadają się do tego celu znakomicie.

W historii Polski po 1989 roku kampanie propagandowe, związane z rozliczaniem historii PRL, zwłaszcza służb specjalnych, nie były przypadkowe, stanowiły niekiedy pretekst do osiągania innych wymiernych korzyści politycznych. Podtrzymywanie oskarżeń związanych z ww. hipotezą polityczną, jakoby Polskę oplatała niejawna pajęczyna układów, które są źródłem korupcji, zapaści gospodarczej i cywilizacyjnej – stanowi fundament strategii mającej na celu, wcześniej zdobycie (albo odzyskanie) władzy i „dokończenie rewolucji”.

Warto w tym miejscu ponownie przywołać opinię Pawła Jasienicy , który w eseju nt. powstania w Wandei pisze: „Terminowi »historia« świadczy się ostatnio szczególny szacunek, niektórzy zaczęli go nawet pisać dużą literą. Kto tylko sądzi, że wolno mu ugniatać żyjące pokolenie jak plastelinę, ten występuje oczywiście w roli mandatariusza Historii. [...] Duże H na początku tego słowa powinno działać jak sygnał ostrzegawczy. Zapowiada bowiem czynność ogromnie podobną do wystawiania weksli o zupełnie wątpliwym pokryciu, czyli do postępku przewidzianego przez wszystkie kodeksy karne krajów cywilizowanych. Ponieważ jednak kodeksy owe odnoszą się do osób prywatnych, nie ma w nich wzmianki o takiej ewentualności, że wystawca weksla najmuje zaraz znaczne siły policyjne, a to w celu pilnowania by wierzyciele nie tylko nie upominali się o zapłatę, lecz sami utrzymywali wspomnianych policjantów”.

Trafność oceny dokonanej przez Jasienicę potwierdza wezwanie zawarte w publikacji „Ukryte sprężyny” Rafała Matyji, który twierdzi, że rozwiązanie i likwidacja służb specjalnych PRL jest jakby niewystarczająca bowiem zagrożeniem są ludzie, którzy byli powiązani z nimi . Postrzega on problem następująco „Zebrane przed laty przez prof. Zybertowicza fakty publicznie znane pozwoliły na sformułowanie przekonującej tezy o tym, że »zasoby dawnych i obecnych służb specjalnych, głównie wojskowych«, stanowią jeden z trzech węzłów sieci posiadającej wpływ na bieg zdarzeń w Polsce. [...] Ludzie związani ze służbami specjalnymi w PRL stali się istotną częścią elity III RP, a w chwili gdy – korzystając z podwójnej władzy SLD – zaczęła się ona przekształcać w oligarchię, odgrywali istotną rolę w kształtowaniu najważniejszych decyzji”.

R. Matyja, opierając swoje podejrzenia nie na dowodach, a jedynie na wątpliwym zbiorze informacji czyli „faktach publicznie znanych”, formułuje bardzo konkretny i daleko idący zarzut.

Niektóre osoby związane ze służbami PRL, dzięki szczególnym umiejętnościom, zdobyły autorytet, doceniony w niepodległej Polsce. Jednak uogólnianie takich przypadków jest niezgodne ze stanem faktycznym. Dlatego publikację R. Matyji można odczytać, jako wezwanie do kolejnej kampanii propagandowej, związanej z „dokończeniem rewolucji” rozpoczętej w 2005 roku. Pozostając w konwencji rozważań autora podejrzeń, warto zwrócić uwagę, że ujawniają one, chyba niezależnie od jego woli, zbieżność z poglądami niektórych radykalnych bolszewików. Dość znany jest pogląd Lenina dotyczący niektórych intelektualistów, których nazywał „pożytecznymi idiotami”. Bo właśnie dla Lenina – podobnie jak teraz dla R. Matyji – było oczywiste, że jeżeli zdobywa się władzę i chce się ją utrzymać, to bez zastosowania terroru na wielką skalę, tego celu zrealizować się nie da!

Analizując podjęte decyzje dotyczące rozwiązania wojskowych służb specjalnych i zagrożenia, które ta decyzja obiektywnie uruchomiła, warto zwrócić uwagę na trzy zdarzenia.

Po pierwsze, radykalne środowiska, kwestionujące zmiany po 1989 roku, przejęły w 2005 r. kontrolę nad wszystkimi służbami specjalnymi na zasadach wyłączności. Warto podkreślić, że kierownicze stanowiska powierzono prokuratorom! Również w tym czasie, aby zapewnić legitymizm kampanii obliczonej na niszczenie III RP ujawniono, „niby dowody” dotyczące tzw. „układu”, który jakoby zagraża Polsce, a więc zasoby archiwalne i ewidencyjne wojskowych służb specjalnych, personalia kadry, niektórych współpracowników, istotne dane o działaniach operacyjnych. Bez wątpienia przydatne dla obcych służb specjalnych!

Po drugie, nawiązując do propagandowej kampanii związanej z likwidacją wojskowych służb specjalnych trzeba zwrócić uwagę, że po 1989 roku w MON i podległych ministrowi służbach zachodziły zmiany związane z demokratyzacją państwa. MON znalazł się w obszarze cywilnej kontroli. A więc kolejnymi ministrami ON zostawały osoby – członkowie rządów, które obejmowały władzę, zdobywając większość parlamentarną. Cywilni ministrowie ON kolejnych rządów III RP decydowali o personalnej obsadzie kierowniczych stanowisk w służbach, zmianach organizacyjnych, zadaniach. Wojskowe służby specjalne objęte były nadzorem i kontrolą przez urzędującego ministra ON i określone komisje parlamentarne. Działania w konkretnych procedurach były objęte kontrolą prokuratur i sądów.

Po trzecie, o skutkach związanych z rozwiązaniem wojskowych służb specjalnych można wnioskować przywołując doświadczenia dotyczące likwidacji służby do walki z przestępczością gospodarczą (PG) na początku lat 90. Istnieje dość uzasadnione przypuszczenie, że powstanie w III RP mafii może mieć związek z tą decyzją.

W latach 80., ówczesne władze PRL powołały w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych (MSW) wyspecjalizowaną strukturę do walki z przestępczością gospodarczą, którą w skrócie nazywano PG. Struktury PG funkcjonowały na wszystkich szczeblach ówczesnej milicji. Po upadku komunizmu w Polsce i odzyskaniu niepodległości była to jedyna instytucja, w której były zgromadzone zasoby – specjaliści, informacje, agentura i umiejętności – przydatne do ujawniania i dokumentowania przestępstw w sferze gospodarczej. Co oznacza, że PG posiadała realną zdolność walki ze zorganizowaną przestępczością, a więc korupcją na dużą skalę. Jednak niedługo po „narodzinach” III RP, na początku lat 90. uznano, że funkcjonariusze PG są szczególnie niebezpieczni i odegrali niechlubną rolę w zwalczaniu opozycji, co przesądziło o likwidacji tej służby.

W III RP przez długi okres toczyła się dyskusja, czy określone zdarzenia kryminalne wskazują na działalność mafii, czy tylko zorganizowanej przestępczości? Dopiero ujawnienie w podręcznym notesie gangstera nazwisk polityków, zabójstwo ministra – członka rządu oraz zabójstwo Komendanta Głównego Policji przesądziły, i to bezspornie, że w Polsce istnieje i ma swoje interesy mafia.

Według różnych źródeł badających skalę przestępczości ocenia się, że przez Polskę może być transferowanych co roku ok. 20 mld dolarów, pochodzących z transakcji będących pod kontrolą mafii. Spróbujmy postawić sobie następujące pytanie: Jakimi wyspecjalizowanymi narzedziami trzeba dysponować - środki, instytucje, personel, umiejętności i wpływy – aby zalegalizować, czyli „wyprać” 20 miliardów dolarów.

W Polsce nie istnieje i w dającej się przewidzieć przyszłości nie będzie służby, która byłaby w stanie zapewnić choćby częściową kontrolę tych olbrzymich przepływów finansowych. Z punktu widzenia zgromadzonych już informacji, decyzja o likwidacji PG była bez żadnych wątpliwości błędna, a może nawet celowa.
O ile jednak decyzję dotyczącą likwidacji PG można w pewnym stopniu racjonalnie uzasadniać, kładąc ją na karb rewolucyjnych zmian, które miały miejsce na początku lat 90. w państwie , w tym jakiś brak doświadczenia nowych decydentów w zakresie sprawowania władzy , o tyle taka okoliczność nie zachodzi w przypadku likwidacji wojskowych służb specjalnych.

W tym kontekście warto przywołać niektóre wypowiedzi Ludwika Dorna, który stwierdza m.in. „Deligitymizacja III RP na nowo postawiła problem przywrócenia szacunku społecznego dla zmarginalizowanych grup i budowy uczciwych mechanizmów dystrybucji szacunku” i dalej: „układ był jednym z kluczowych pojęć w koncepcji politycznej PiS. Przy jego pomocy mobilizował się elektorat, co pomogło i podczas wyborów, i przy rządzeniu”.

Środowisko, z którym był związany Dorn zdecydowało, że wojskowe służby specjalne zostaną „kozłem ofiarnym” operacji politycznej dotyczącej tzw. układu, której celem miało być zdobycie władzy. Wyłącznie pod tym kątem planowano i kalkulowano działania. Na tym etapie nie przywiązywano większej wagi do szczegółów, w jaki sposób likwidację przeprowadzić, i jakie mogą być ewentualne zagrożenia i koszty takiej operacji dla bezpieczeństwa państwa.

Operacja dotycząca tzw. układu przywodzi na pamięć inną, zrealizowaną w końcówce lat 30. przez hitlerowski wywiad w przeddzień napaści na Związek Radziecki. Zamysł przedsięwzięcia – zbudowany na głębokiej znajomości realiów władzy w stalinowskiej Rosji – polegał na „doprowadzeniu do świadomości” Stalina informacji, że w środowisku wojskowym zrodziła się opozycja, której celem miało być obalenie jego dyktatorskiej władzy. Niemcy trafnie przewidzieli reakcję Stalina, który uruchomił represje wymierzone w SZ ówczesnej Rosji. Aresztowano tysiące oficerów, wymordowano kierowniczą kadrę Armii Czerwonej. W ten o to sposób służby specjalne hitlerowskich Niemiec, zapewniły własnym wojskom znaczące korzyści, zwłaszcza w pierwszej fazie konfliktu z Rosją.

Likwidacja pionu PG w MSW stanowiła ważną, może nie jedyną, okoliczność pojawienia się w Polsce najpierw zorganizowanej przestępczości, a później mafii. Daleko poważniejsze następstwa będzie miało zlikwidowanie wojskowych służb specjalnych.

Nasuwa się pytanie, dlaczego niektórzy decydenci wnioskowali o likwidację wojskowych służb specjalnych w sytuacji, gdy suwerenna już RP podejmowała istotne decyzje dotyczące przebudowy potencjału obronnego, w tym m.in. modernizacji SZ, udziału w wojnie w Iraku i Afganistanie, zapewnienia suwerenności energetycznej, zbudowania sojuszniczych układów z Ukrainą i Gruzją? Pytanie jest tym bardziej zasadne, że w niektóre przedsięwzięcia były zaangażowane SZ RP, a likwidowana instytucja posiadała zdolność zdobywania informacji przydatnych do realizacji celów zdefiniowanych przez państwo.

Kolejna wątpliwość dotyczy strony formalnej przeprowadzenia likwidacji wojskowych służb specjalnych.

Po pierwsze, w przypadku stanowienia prawa niezbędne jest przestrzeganie podstawowej reguły, że proponowane rozwiązania poprawiają stan dotychczasowy. Nowe rozwiązania prawne powinny korzystnie skutkować w zakresie polepszenia stanu gotowości SZ do realizacji zadań w czasie pokoju i wojny, w tym kierowania i dowodzenia SZ, zapewnienia dopływu danych zapewniających skuteczne neutralizowanie zagrożeń itd. Ujawnione niektóre informacje – dotyczące zdarzeń związanych z zaangażowaniem pododdziałów WP w działania wojenne na terenie Afganistanu, różnych wypadków nadzwyczajnych w SZ – wskazują, że przeprowadzone zmiany spodziewanych pozytywnych efektów nie powodują.

Po drugie, decydenci, którzy wnioskowali i przeprowadzili likwidację wojskowych służb specjalnych musieli dysponować merytorycznymi opiniami i analizami dotyczącymi przedsięwzięcia. Muszą zatem istnieć dokumenty zawierające propozycje i decyzje dotyczące wyboru konkretnego wariantu likwidacji, w tym zasobów archiwalnych i ewidencji operacyjnej, procedur operacyjnych, agentury i współpracowników. Dokumenty zawierające ocenę zagrożeń i propozycję zorganizowania osłony kontrwywiadowczej, ze szczególnym zwróceniem uwagi na: dobór personelu, który zostanie wykorzystany w operacji, organizację dostępu do informacji, kanały przepływu różnych danych, sposób realizacji nadzoru i kontroli i odpowiedzialnych za podejmowanie decyzji.

Do opinii publicznej przedostały się informacje o rzekomych nieprawidłowościach, w tym tzw. fakty publicznie znane i ujawnione zasoby służb. Natomiast nie upubliczniono jakichkolwiek danych o treści dokumentów merytorycznych, które musiały stanowić fundament działań związanych z realizacją ustawy o likwidacji i weryfikacji. Należy spytać: gdzie są konkretne i potwierdzone informacje wskazujące, że służby stanowią zagrożenie dla państwa.

I po trzecie, w argumentacji, którą posługiwali się niektórzy politycy, historycy i dziennikarze na użytek opinii publicznej – gdy decydowały się losy wojskowych służb specjalnych – pojawiały się m.in. zarzuty, że pracownicy tych służb, w przeszłości zwalczali działania wolnościowe Polaków bo uczestniczyli we wprowadzaniu stanu wojennego, a więc odegrali negatywną i haniebną rolę w historii Polski! Formułowano oskarżenia związane z nie przeprowadzeniem weryfikacji kadry tych służb w wolnej Polsce, co miało dowodzić istnienia „niejawnej pępowiny” łączącej oficerów wojskowych służb specjalnych z „byłymi kolegami” obcego mocarstwa! Wskazywano również na inne zagrożenie, które wg autorów ma polegać na możliwości szantażowania oficerów wojskowych służb specjalnych i ich współpracowników przez obcą służbę specjalną na podstawie bliżej nie znanych danych, którymi obce mocarstwo może dysponować. Sformułowano też hipotezę polityczną, wg której kadra wojskowych służb specjalnych i zasoby archiwalne wraz z ewidencją operacyjną mają stanowić „element układu oplatającego” Polskę, będącego – ich zdaniem – źródłem korupcji w III RP!

Część komentatorów, popierających projekty ustaw w sprawie likwidacji wojskowych służb specjalnych, zwracało szczególną uwagę na aspekty moralne pracy oficerów operacyjnych i osób udzielających im pomocy. Najczęściej przypisywano wymienionym osobom motywacje używając określeń: „nikczemne”, „haniebne”, „niemoralne” albo „pozbawione skrupułów”, które stanowiły jeszcze jeden argument, tym razem etyczny, w dyskusji o pracy tych służb.

Rezultatem akcji, mającej na celu zdobycie władzy pod hasłem, że likwidacja wojskowych służb specjalnych spowoduje znaczące polepszenie sytuacji Polski i Polaków, stanowi opracowany przez A.M. raport, w którym ujawnione zostały personalia kadry wojskowych służb specjalnych, informacje dotyczące niektórych współpracowników oraz procedury operacyjne.

Reakcję rosyjskiej służby specjalnej na raport A.M., można określić jako wymowną . Warto wczytać się w wymowę opinii o raporcie wyrażanych przez obce służby specjalne, w tym szczególnie rosyjskie.

Oceniając informacje, które upubliczniono aby uzasadnić likwidację wojskowych służb specjalnych, warto zaznaczyć, że najczęściej były to tzw. „fakty prasowe”. Stanowiły one podstawę do snucia różnych wątpliwości.

W wielu przypadkach przedstawione informacje były nie zweryfikowane, a w niektórych po prostu nieprawdziwe. Jeden z argumentów – wykorzystywany przez wnioskodawców do przeprowadzenia likwidacji wojskowych służb specjalnych, mówiący o tym, że żołnierze tych służb nie zostali w wolnej Polsce zweryfikowani – jest chybiony. Dostępne informacje pokazują, że kolejne kierownictwa tych służb, od 1990 roku do ich rozwiązania, inspirowane przez urzędników MON albo z własnej inicjatywy, prowadziły aktywne działania zmierzające do zmian osobowych i strukturalnych. Miały one charakter permanentny, a ich ubocznym skutkiem była niepewność i poczucie braku stabilności, co musiało rzutować ujemnie na jakość pracy operacyjnej i morale kadry.

Zarzut pojawiający się wobec wojskowych służb specjalnych, związany ze szkoleniem niektórych oficerów za granicą, ujawnia nie do końca wyartykułowane podejrzenie dotyczące współpracy z obcą służbą specjalną, do której mogli zostać wówczas pozyskani. Nie można wykluczyć, że takie przypadki miały miejsce. Tym niemniej zgodnie z logiką, która pojawia się w tym zarzucie, warto zwrócić uwagę, że studia i kursy w zagranicznych uczelniach ukończyło, co najmniej kilkanaście tysięcy oficerów LWP. Liczbę polskich absolwentów uczelni w krajach tzw. demokracji ludowej można śmiało szacować na kilkadziesiąt tysięcy. Znacząca większość tych osób zdobywała dyplomy w b. Związku Radzieckim. Dlaczego więc obca służba specjalna miałaby ukierunkować swoje działania na werbowanie wyłącznie oficerów wojskowych służb specjalnych? Pytanie jest tym bardziej zasadne, że analitycy zajmujący się badaniem ww. służb przewidywali możliwość zmian w Polsce i weryfikacji w pierwszej kolejności, osób powiązanych z ustępującym reżimem.

Ten argument rzuca cień na wszystkich, którzy już po roku 1990 zostali skierowani na studia w zaprzyjaźnionych państwach NATO.

Tak jak absurdalny jest zarzut o istnieniu „pępowiny” rzekomo łączącej wojskowe służby specjalne z instytucjami obcego państwa, tak samo jest nieuzasadnione formułowanie podejrzeń wobec innych polskich instytucji, w których mogą być zatrudnieni absolwenci uczelni b. Związku Radzieckiego i tzw. krajów socjalistycznych.

Charakter przedstawionych powyżej zarzutów jest wyłącznie propagandowy. Uzasadnione jest poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, gdzie i konkretnie przez kogo zostały one sformułowane?

Jako czynnik przemawiający za rozwiązaniem wojskowych służb specjalnych przedstawia się ponadto zagrożenie, które ma wynikać z faktu, że obca służba specjalna może posiadać w swoich zasobach informacje przydatne do szantażowania oficerów i współpracowników związanych z wymienioną instytucją. 

Każda służba specjalna koncentruje uwagę na zdobywaniu przydatnych informacji m.in. o osobach i zdarzeniach, celem ewentualnego ich wykorzystania. Jest więc oczywiste, że obce służby posiadają takie informacje, nadal je gromadzą, i jak się wydaje dość skutecznie wykorzystują. Jednak sytuacja bardzo się zmieniła i, jak mówi przysłowie, „każdy kij ma dwa końce”. Użycie informacji w sposób, o którym mówią autorzy zarzutów skierowanych wobec wojskowych służb specjalnych, rodzi bardzo wiele zagrożeń. W konsekwencji może spowodować znaczące, a nieraz nieodwracalne straty potencjału obcej służby. Jest to więc narzędzie nie do wykorzystania na dużą skalę.

Kolejny zarzut przedstawia wojskowe służby specjalne jako instytucję stanowiącą część tzw. układu, który rzekomo oplata państwo. Według hipotezy politycznej „układ” stanowi jakoby źródło różnych zagrożeń, w tym m.in. korupcji.

Jest naturalne, że oficerowie oraz współpracownicy byłych służb specjalnych podejmują pracę w różnych instytucjach i organizacjach, zarówno polskich jak i zagranicznych, zgodnie z obowiązującymi zasadami gry na rynku pracy, i regułami dotyczącymi innych środowisk i grup zawodowych.

Na przykład absolwenci uczelni X zajmują eksponowane stanowiska w różnych instytucjach w Polsce i za granicą. I jest dość powszechne, że udzielają sobie pomocy i wzajemnie się wspierają. Czy jakiś ujawniony przypadek – wskazujący na możliwość popełnienia przestępstwa przez niektórych absolwentów uczelni X – przesądza o konieczności sanacji całego środowiska albo likwidacji tej uczelni?

Podobna sytuacja dotyczy środowiska dziennikarzy, które stanowi tzw. czwartą władzę. Przedstawiciele tego środowiska organizują własne źródła informacji, zabiegają o posiadanie szerokich kontaktów, w tym z osobami dysponującymi istotnymi informacjami, niekiedy decydentami. Nie budzą żadnej sensacji przypadki porzucania zawodu i podejmowania pracy w różnych instytucjach i organizacjach, którymi X interesował się wcześniej, jako dziennikarz. Nieodosobnione są przypadki przechodzenia przedstawicieli środowiska dziennikarskiego do polityki albo biznesu. Zgodnie z logiką zarzutów kierowanych wobec wojskowych służb specjalnych – w celu opisania roli i znaczenia odgrywanego przez środowiska dziennikarskie – można przywołać „pajęczynę oplatającą” Polskę. W nawiązaniu do przedstawionego stanu można postawić pytanie, czy ujawnione przypadki podejrzeń wobec osób z wymienionego środowiska – dotyczące popełnienia przestępstwa albo wykorzystywania stanowiska do osiągania innych korzyści, niekoniecznie finansowych – mają przesądzać o potrzebie stosowania jakichś nadzwyczajnych środków albo likwidacji gazety, w której taka podejrzana osoba (osoby) pracuje albo pracowała?

Wśród zarzutów, które mają deprecjonować wojskowe służby specjalne jest podnoszony aspekt rzekomego przekraczania norm moralnych. Przez niektórych komentatorów określany jako „łamanie ludzi”.

Choć brzmi to akademicko, to trzeba zauważyć, że państwa organizują służby specjalne w celach, których realizować jawnie nie mogą. Bowiem inne instytucje m.in. MSZ, MON, policja, prokuratura i sądy nie mogą w pełni wypełnić określone specyficzne zadania w zakresie dotyczącym jego najżywotniejszych interesów, w tym związanych m.in. z bezpieczeństwem, suwerennością, autorytetem. Siłę każdej służby specjalnej stanowią kadra operacyjna i źródła informacji. Dokonywanie oceny służb specjalnych z punktu etyki budzi określone wątpliwości. Są przypadki opracowywania kandydata do wykorzystania całymi latami. Dynamika zdarzeń i związane z nimi zagrożenia, mogą powodować, że pracownicy mogą stosować metody nie rutynowe. Polskie służby specjalne, w tym wyspecjalizowane w działaniach na korzyść SZ RP, w zakresie form i metod działania nie różnią się od stosowanych przez instytucje innych państw.

W latach 80. francuskie służby specjalne zrealizowały operację przeciwko aktywistom Greenpeace, w której śmierć poniosło kilka osób. Również w latach 80. amerykańskie służby specjalne realizowały operację specjalną, ramach, której ze środków finansowych uzyskiwanych ze sprzedaży narkotyków dokonywano zakupu uzbrojenia dla grup zbrojnych w Ameryce Łacińskiej. W ostatnich latach ujawniono i nagłośniono informacje dotyczące stosowania niekonwencjonalnych metod przesłuchań przez służby specjalne Stanów Zjednoczonych wobec osób podejrzanych o terroryzm. Od czasu do czasu przedostają się do opinii publicznej informacje dotyczące wykorzystywania niekonwencjonalnych metod przez służby specjalne niektórych państw m.in. FR, Izraela, CHRL.

W raporcie A.M. szczególnie nagannie oceniono rzekomy udział służb specjalnych w transakcjach bronią i sprzętem wojskowym. Rynek uzbrojenia ma swoją specyfikę. Podobnie jak rynki diamentów, surowców i wyrobów o charakterze strategicznym. Transakcje na tych rynkach są realizowane przez specjalne instytucje, które w swoich działaniach szczególną wagę przywiązują do stosowania określonych procedur. Działania polskich instytucji prowadzone na tych specyficznych rynkach zderzają się z interesami innych krajów i są prowadzone w sposób, który najlepiej zabezpiecza określone interesy państwa. Specyfikę gry prowadzonej przez służby, na rynkach uzbrojenia, pokazują informacje o niektórych ujawnionych transakcjach dotyczących sprzedaży uzbrojenia przez m.in.: koncern Boforsa do Indii, firm z Niemiec do Iraku i Libii, firm z Francji i W. Brytanii do Arabii Saudyjskiej i na Tajwan, firm z Rosji do krajów z Bliskiego Wschodu, w tym do Iranu.

W nawiązaniu do wcześniej poruszonego problemu warto podkreślić, że służby mogą intencjonalnie, dla osiągnięcia określonego celu, ujawniać niektóre informacje dotyczące różnych „afer”. Z takim przypadkiem mamy do czynienia w odniesieniu do ujawnienia informacji dotyczących np. zneutralizowania w latach 90. przez służby specjalne USA rosyjskiego „kreta” albo wykrycia przez służby izraelskie przemytu broni z FR do Iranu. Wbrew jednoznacznym stwierdzeniom, które część publikatorów próbuje narzucić polskiej opinii publicznej, wiadomości dotyczące drastycznych zdarzeń z udziałem służb specjalnych, w państwach o utrwalonej demokracji są traktowane bardziej jako dowód ich nieudolności, „wpadki przy pracy” niż działanie o charakterze przestępczym. Tym bardziej, że ujawnienie takich danych może wynikać bardziej z określonych interesów służb i prowadzonej gry niż „prawa opinii publicznej do poinformowania”.

Na przestrzeni ostatniego wieku nie przeprowadzono nigdzie na świecie operacji likwidacji własnych służb specjalnych na podstawie wątpliwych argumentów i ustanowienia marnego prawa, które są nie tylko źródłem zamętu także zagrożeń. A przecież znane są przypadki śledztw, niekiedy długoletnich działań operacyjno-śledczych, związanych z neutralizowaniem „kretów” wprowadzonych do najważniejszych instytucji określonego państwa przez zagraniczne instytucje . Tam nikomu nie przyszło do głowy żeby „chorą” służbę rozwiązywać. Odpowiedzialne państwo i jego przedstawiciele podjęli, w sytuacji zagrożenia, działania merytoryczne. Odrzucili destrukcję. Wyszli z tej walki z tarczą. Opinia publiczna o zdarzeniach i rozgrywce dowiedziała się po trzydziestu latach. „Chora” służba miała autorytet w czasie prowadzenia walki i ma go do dzisiaj.

Scenariusz przedsięwzięć związanych z likwidacją wojskowych służb specjalnych można przyrównać do działania konsylium, w którym zabrakło lekarzy – specjalistów, a ich miejsce zajęły przypadkowe osoby, posiadające poczucie misji. Konsylium, korzystając z formalnego autorytetu, zdecydowało o likwidacji określonej części służby zdrowia np. onkologii, z uwagi na ujawnione przypadki patologii m.in. korupcję, zaniedbania, a nawet przypadki śmierci pacjentów. Według takiego właśnie scenariusza przeprowadzono likwidację wojskowych służb specjalnych.

Zastanawiająca jest powtarzalność i skuteczność działania wśród Polaków destrukcyjnego mechanizmu, który polega na bezkrytycznym tolerowaniu przypadków przyznawania sobie (przez niektórych Polaków zasłaniających się patriotyzmem albo Bogiem), prawa do „wciągania” innych rodaków do walki jakoby dla dobra ogółu. Choć doświadczenie wskazuje, że jednym z rezultatów działania tego „mechanizmu” może być sprowadzenie na Polaków kolejnej tragedii.

 

 

W artykule korzystałe z następujących materiałów:

Platon, „Obrona Sokratesa”, Wyd. Ośrodek Myśli Politycznej Wyższa Szkoła Europejska im. ks. Józefa Tischnera, Kraków 2007, s. 21.

Rafał Kalukin, „Powiedzieli dość. Opowiadają trzej liderzy koalicji – Jerzy Jóźwiak (SD), Roman Malinowski (ZSL), Lech Wałęsa (S)”, „Gazeta Wyborcza” 24.08.2009, s. 20–21.

Układ Warszawski (UW) – organizacja o charakterze sojuszu politycznego i wojskowego utworzona na podstawie zawartego dn. 14.05.1955 r. w Warszawie Układu o przyjaźni, współpracy i pomocy wzajemnej między Albanią, Bułgarią, Czechosłowacją, NRD, PRL, Rumunią, Węgrami i ZSRR (...). Przeobrażenia polityczne w państwach członkowskich UW na przełomie 1989 i 1990 wymusiły zmiany w charakterze i strukturze układu oraz definitywne wyrzeczenie się przez ZSRR doktryny ograniczonej suwerenności członków; w marcu 1991 zostały rozwiązane wszystkie wojskowe instytucje, łącznie ze Zjednoczonym Dowództwem Sił Zbrojnych, pozostawiono jedynie Doradczy Komitet Polityczny i Komisję Rozbrojeniową jako organy konsultacji w toczących się wiedeńskich rokowaniach rozbrojeniowych z NATO; 1.07.1991 zostały rozwiązane organy polityczne i podpisano protokół o likwidacji UW; cyt. za: Nowa encyklopedia powszechna PWN tom 6, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1997.

Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej (RWPG) – organizacja mająca za zadanie koordynację współpracy gospodarczej państw podporządkowanych politycznie i ekonomicznie ZSRR, powołana w Moskwie w 1949 r., utworzyły ją Bułgaria, Czechosłowacja, Polska, Rumunia, Węgry i ZSRR, następnie dołączyły: Albania (1949), NRD (1950), Mongolia (1962), Kuba (1972) i Wietnam (1978) (...). Załamanie systemu komunistycznego w europejskich krajach satelickich po 1989 roku oraz zmiany w ZSRR spowodowały upadek RWPG i jej rozwiązanie w Budapeszcie w 1991 r.; cyt. za: Nowa encyklopedia powszechna PWN tom 5, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1996.

Paweł Jasienica właśc. Leon Lech Beynar (1909-1970), odznaczony pośmiertnie w 2007 Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski; pisarz, historyk, publicysta, uczestnik kampanii wrześniowej 1939 r., podczas okupacji niemieckiej w Wilnie (oficer AK, redaktor konspiracyjnego pisma „Pobudka”), w okresie stalinowskim represjonowany i więziony, po wydarzeniach marcowych 1968 objęty zakazem publikacji, autor eseistycznej syntezy dziejów Polski (Polska Piastów 1960, Polska Jagiellonów 1963, Rzeczpospolita Obojga Narodów
cz. 1-3 1967-1972), w której ukazał rozwój i upadek polskiej państwowości (...); cyt. za: Nowa encyklopedia powszechna PWN, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1996.

Paweł Jasienica, „Rozważania o wojnie domowej”, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2008, s. 139–140.

W tym przypadku dotyczy wojskowych służb specjalnych.

Rafał Matyja, „Ukryte sprężyny”, „Tygodnik Powszechny”, nr 32/9 z 9.08.2009 r.

Sławomir Zalewski, „Służby specjalne w państwie demokratycznym”, Wyd. Akademia Obrony Narodowej, Warszawa 2002, s. 45.

Anna Tatarkiewicz, „Czekając na przywódcę”, „Przegląd” nr 6, 13.02.2011.

Jan Krzysztof Bielecki, „Mądry Polak po reformie”, „Gazeta Wyborcza”, 29–30.01.2011.

Amelia Łukasik, Agnieszka Rybak, „Rozrachunki i wyzwania. Ludwik Dorn”, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2009, s. 234.

Tamże, s. 163.

Do etycznych argumentów, dotyczących oceny pracy oficerów operacyjnych, odwoływał się m.in. Maciej Zięba, dominikanin.

Tzw. raport został szybko przetłumaczony i „zawieszony” w witrynie internetowej SWZ FR. Znajduje się tam do dzisiaj. Jest na bieżąco komentowany przez rosyjską opinię publiczną.

Norman Polmar i Thomas B. Allen, “Księga szpiegów. Encyklopedia”, Wyd. Magnum sp. z o. o., Warszawa 2000, s. 28; Christopher Andrew i Wasilij Mitrochin, „Archiwum Mitrochina”, Wyd. Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2001, s. 124-146: rozdz. „ Pięciu Wspaniałych”.

Dotyczy działań prowadzonych przez służby specjalne W. Brytanii wobec „kretów” zainstalowanych przez służby specjalne byłego ZSRR w brytyjskich instytucjach specjalnych i rządowych.