„Czy na was, mężowie ateńscy, moi oskarżyciele wywarli wrażenie, tego nie wiem. Bo co do mnie, to sprawili, że sam niemal zapomniałem kim jestem – tak przekonująco mówili. Nie powiedzieli jednak – trzeba przyznać – nic prawdziwego. Najbardziej zaś z licznych kłamstw zdziwiło mnie jedno, to, kiedy rzekli, iż winniście uważać, abym was nie oszukał, bo taki znakomity ze mnie mówca. Że tego się nie wstydzili [...]. Chyba, że takim mówcą nazywają kogoś, kto mówi prawdę”. Platon, Obrona Sokratesa

 

Część trzecia

Od 1989 roku, do opinii publicznej coraz bardziej przebija się głos radykalnych środowisk, dla których nadzwyczajne przywiązanie do Polski stanowi wystarczający powód formułowania radykalnych żądań a także uzasadnienie wykluczenia ze społeczności Polaków nie podzielających ich opinii. Można postawić pytanie, czy tego rodzaju działanie stanowi zagrożenie dla Polski? Aby na to odpowiedzieć należy odwołać się do konkretnego doświadczenia historycznego Polaków i spytać: Czy w 1939 roku Polacy zrobili wszystko, aby zapobiec zmowie agresorów, zneutralizować zagrożenie, zmniejszyć straty? Czy podczas II wojny światowej można było rozegrać sprawę polską inaczej?

W latach 30. XX w. w kierownictwie politycznym II RP, pod dominującym wpływem marszałka J. Piłsudskiego, podejmowane były istotne decyzje dotyczące ułożenia relacji z najbliższymi sąsiadami. Podpisanie układów o nieagresji z Rosją i Niemcami stanowiło fundament koncepcji bezpieczeństwa, w której szczególnego charakteru nabierała polityka zagraniczna. Została zdefiniowana jako polityka równych odległości. Już po śmierci marszałka Piłsudskiego, do tej koncepcji została wprowadzona autorska opinia Józefa Becka, ówczesnego ministra spraw zagranicznych. Twierdził on, że ideologie stanowiące podstawę systemów władzy, w faszystowskich Niemczech i bolszewickiej Rosji, są fundamentalnie sprzeczne, co wyklucza możliwość porozumienia Hitlera ze Stalinem w dającej się przewidzieć przyszłości . Beck twierdził, że Niemcy nie mogą zaatakować Polski (podobnie jak Rosja), ponieważ w każdym przypadku, druga strona będzie kontratakować. Jednocześnie żadna ze stron, bez udziału Polski, nie będzie w stanie uzyskać przewagi gwarantującej pokonanie przeciwnika i trwalsze wyzyskanie tego zwycięstwa. Wyciągał z tego wniosek, że Polska nie będzie zagrożona dopóki konsekwentnie trzymać się będzie polityki równych odległości. Jego zdaniem, nawet w przypadku ewentualnego konfliktu Polacy będą prowadzić działania wojenne wyłącznie na jednym kierunku, tylko przeciwko Niemcom albo tylko przeciwko Związkowi Radzieckiemu.

Przebieg wojny zweryfikował dramatycznie doktrynę bezpieczeństwa realizowaną przez elitę polityczną i wojskową II RP.

Pamiętamy politykom Francji i Anglii, że we wrześniu 1939 roku nie dotrzymali zobowiązań a Niemcom i Rosji ich zbrodniczy pakt zniszczenia Polski. I słusznie!

Niemniej jednak nasuwa się pytanie, dlaczego kierownictwo polityczne II RP tak uparcie trzymało się nie do końca racjonalnej doktryny?

Wydaje się, że istotną przyczyną – choć nie jedyną – tego stanu był brak dopływu informacji o charakterze strategicznym, co w konsekwencji powodowało poważne niedoinformowanie kierownictwa politycznego państwa.

Odpowiedzialne instytucje II RP nie posiadały agentury w centrach politycznych i wojskowych krajów, które były ważne z punktu widzenia naszych interesów. Ówcześni decydenci polityczni i wojskowi nie otrzymywali informacji dotyczących: realnej gotowości sił zbrojnych Francji i Anglii do wykonania operacji zaczepnej w przypadku ataku Niemiec na Polskę, rozmowach politycznych i wojskowych tych mocarstw m.in. z ówczesną Rosją i III Rzeszą; negocjacji niemiecko-rosyjskich i zawartego paktu pomiędzy tymi państwami o wspólnym ataku na Polskę, ich współpracy gospodarczej, politycznej i wojskowej. Strona Polska nie posiadała rozeznania: z jednej strony, gry prowadzonej przez W. Brytanię i Francję wobec II RP; i z drugiej strony, przyjętej przez niemiecki Sztab Generalny strategii błyskawicznego rozegrania wojny przeciwko Polsce, w której z góry założono współpracę z ZSRR.

Na przebieg kampanii wrześniowej miały wpływ nie realistyczna koncepcja prowadzenia wojny tylko na jednym kierunku, a więc przeciwko Niemcom, i dostosowana do niej strategia wojskowa zakładająca rolowanie obrony z północnego zachodu w kierunku południowego wschodu. Polacy nie mieli żadnych szans w sytuacji załamania koncepcji obrony na linii Wisły i uderzenia rosyjskiego ze wschodu.

Okazało się, że zabrakło rozpoznania zamiarów i sił nie tylko potencjalnych agresorów, ale również sojuszników.

Ten sam błąd popełnili przywódcy polityczni działający na emigracji. W konsekwencji Polacy związani z rządem emigracyjnym uznali „innych” Polaków, którzy powołali PKWN i przejmowali władzę w Polsce, za zdrajców.

Z dostępnych informacji zarówno pamiętnikarskich jak i zawartych w archiwach Stanów Zjednoczonych i W. Brytanii wynika, że mocarstwa te – związane do lipca 1945 roku umowami sojuszniczymi z Rządem RP na Uchodźstwie – traktowały interesy polskie i własne zobowiązania wobec tego rządu, wyłącznie instrumentalnie.

Pojawiają się zatem pytania, czy Rząd RP na Uchodźstwie wiedział o „rozgrywaniu” przez aliantów interesów Polski? A konkretnie, czy dysponował informacjami pochodzącymi z własnych źródeł o stanie rokowań prowadzonych pomiędzy USA i Anglią z ZSRR , w tym dotyczących szeroko rozumianej problematyki polskiej? Bowiem na długo przed zakończeniem wojny rządy USA i Anglii uznały wobec ZSRR linię Curzona za przyszłą granicę pomiędzy Polską i Związkiem Radzieckim, co oznaczało oddanie Rosji tzw. Kresów Wschodnich.

Nasuwają się zatem inne pytania. Czy kontrolowane przez Rząd RP na Uchodźstwie służby specjalne Oddziału II Sztabu Naczelnego Wodza i działające w ramach AK, posiadały dostęp do informacji dotyczących m.in. decyzji wypracowywanych wobec Polski w rosyjskich centrach politycznych i wojskowych, powołania na terytorium Rosji polskich oddziałów wojskowych, penetracji przez rosyjską służbę specjalną polskiego podziemia – instytucji i osób – oraz organizowania i inspirowania prowokacji, gier operacyjnych, mających na celu zwalczanie polskiej konspiracji na tzw. Kresach Wschodnich i na ziemiach na zachód od Bugu, oraz wytycznych kierowanych do dowództw związków operacyjnych i taktycznych AR wymierzonych przeciwko polskim instytucjom politycznym i wojskowym?

Rząd RP na Uchodźstwie i kierownictwo państwa podziemnego, w miarę trwania wojny, otrzymywali coraz więcej informacji wskazujących wprost, że terytorium Polski zostanie zajęte, po wyparciu wojsk niemieckich, przez Armię Radziecką. A sprawa suwerenności i niepodległości Polski będzie rozgrywana z udziałem Związku Radzieckiego. Według prof. Jana M. Ciechanowskiego „Stalin [...] już w lutym 1943 roku miał oświadczyć gen. Sikorskiemu, że ma zamiar tworzyć oddziały polskie przy Armii Czerwonej, które później planuje zwrócić Polsce” . Z kolei według opinii kolejnego „[…] Naczelnego Wodza, tj. gen. Kazimierza Sosnkowskiego z lutego 1944 – Moskwa dąży do sowietyzacji Polski i uczynienia z niej 17. republiki w granicach, które określi Stalin” . Z badań wynika, że „w Moskwie wiedziano bardzo wiele o tym, co się działo się w „polskim Londynie”. Stało się to możliwe dzięki działalności słynnej „Piątki z Cambridge” pod wodzą Kima Philby. Najcenniejszym agentem dostarczającym materiały, dotyczące spraw Polski, był Anthony Blunt, który w Secret Service odpowiadał za kontakty z rządami emigracyjnymi. Wśród przekazywanych do Moskwy szpiegowskich depesz, były setki poufnych informacji wywiadu brytyjskiego o posiedzeniach rządu polskiego. W tym o operacji „Burza”, tajnych brytyjskich analizach, dotyczących stosunków polsko-sowieckich, o Powstaniu Warszawskim, wewnętrznych relacjach w polskim obozie emigracyjnym oraz o kontaktach na linii emigracja – kraj. Stalin miał więc dzięki swojemu wywiadowi (również z Polski i USA), przeogromny aparat nasłuchu polityczno-militarnego, dotyczącego zagadnień Polski”.

Pod koniec 1943 roku kompetentni i odpowiedzialni przywódcy nie powinni mieć zatem żadnych wątpliwości, gdzie ulokowany był główny ciężar toczących się wydarzeń. Tym bardziej, że władze Związku Radzieckiego konsekwentnie wraz z mocarstwami sojuszniczymi USA i Anglią, prowadziły wobec Polski politykę zmierzającą do zakwestionowania wiarygodności zarówno Rządu RP na Uchodźstwie, jak i kierownictwa państwa podziemnego w okupowanej Polsce.

Na terenach tzw. Kresów Wschodnich Rosjanie realizowali wobec Polaków politykę terroru i bezwzględnie likwidowali wszelkie przejawy aktywności o charakterze politycznym, wojskowym i społecznym.

Przywódcy państwa podziemnego, politycy i wojskowi, mogli mieć jeszcze jakieś złudzenia, ale tylko do czasu, gdy dotarły do nich informacje dotyczące „rozegrania” przez Rosjan zbrojnego wystąpienia Polaków pod komendą AK, uczestniczących w akcjach wyzwalania Wilna, Lwowa i walk na Wołyniu. Oddziały te zostały podstępnie rozbrojone. Niektórych żołnierzy wcielono do WP, większość dowódców aresztowano i zesłano do obozów na Syberii. Kolejne posunięcia strony polskiej, dotyczące m.in. realizacji planu „Burza” i później ujawnienia się kierownictwa państwa podziemnego celem podjęcia negocjacji ze stroną rosyjską, budzą jeszcze większe wątpliwości. Oto okazało się, że kierownicze gremia państwa podziemnego, w kluczowym momencie rozgrywki działały jakby „w ciemno”, być może ulegając inspiracji. Bowiem kierownictwo to podejmowało decyzje, które z punktu widzenia długofalowych interesów, były nieracjonalne. Dlaczego?

Z oceny dzisiaj dostępnych informacji wynika, że do zakończenia wojny stronie polskiej – Oddziałowi II Sztabu Naczelnego Wodza i wywiadowi AK – nie udało się zbudować na kierunku wschodnim, w aparacie partyjnym i wojskowym AR, w dowództwach I i II Armii WP, środowiskach penetrowanych przez rosyjskie służby specjalne, struktur konspiracyjnych, zapewniających dopływ wartościowych informacji, posiadających głębokość, kamuflaż i skuteczność, choćby w niewielkim stopniu porównywalnych z tymi siatkami wywiadowczymi, które Polacy zbudowali w Generalnym Gubernatorstwie i innych teatrach działań wojennych.

Polskie służby specjalne, na tym najbardziej ważącym kierunku, poniosły porażkę. Ocena metod działania, dokonana m.in. przez Jana Nowaka-Jeziorańskiego , choć trafnie opisuje pracę operacyjną służb specjalnych ówczesnej Rosji, to w żaden sposób nie może usprawiedliwiać nieskuteczności działań służb specjalnych w dyspozycji Naczelnego Wodza.

To doświadczenie wskazuje po raz kolejny, że ważną przyczyną porażki Polaków były słabe elity wojskowe i polityczne, którzy tworzyli centrum decyzyjne na emigracji, oraz popełnione przez nie błędy. Przede wszystkim byli niedoinformowani, wskutek zaniechania wysiłków zapewniających pozyskiwanie informacji z ośrodków decyzyjnych w Anglii, USA i ZSRR, jak też wykorzystania zaprzyjaźnionych wpływowych osób do kształtowania decyzji zgodnie z długofalowym interesem Polski.

W kontekście okoliczności związanych z wybuchem wojny a następnie niekorzystnymi dla Polski rezultatami jej zakończenia, można stwierdzić, że po 1939 roku Polacy dali się drugi raz oszukać. Całą uwagę i wysiłek skoncentrowali na budowanie struktur wojskowych i wywiadowczych nastawionych wyłącznie na zaspokajanie potrzeb sojuszników zachodnich. Jednakże zarzut główny dotyczy zaniedbania wysiłków dotyczących zorganizowania agentury zapewniającej możliwość penetracji Rosji, choć działające na uchodźstwie kierownictwo polityczne i wojskowe ówczesnej Polski miało wystarczającą orientacje w głównych założeniach strategii Stalina.

Polacy i ich przywódcy nie potrafili zabezpieczyć interesów Polski, bo zabrakło przywództwa i umiejętności do poprowadzenia gry, w której parafrazując wypowiedź Winstona Churchilla, Polska nie ma wiecznych wrogów ani wiecznych przyjaciół. Polska ma i zawsze będzie miała własne interesy.

Podzielenie Polaków po II wojnie światowej, które było skutkiem porozumienia mocarstw dotyczącego stref wpływów, tworzyło warunki do ich antagonizowania. Byliśmy przydatni, zarówno żyjący w PRL, jak i na emigracji w grach mocarstw o wzajemne osłabianie przeciwnika, posługując się wobec nas odwoływaniem do idei patriotycznych. Daliśmy się podzielić na wrogie obozy i tę wrogość stale podsycano i umacniano. W tym miejscu można zauważyć, że w 1918 roku po odzyskaniu przez Polskę niepodległości nie istniały wśród Polaków aż tak głębokie podziały. A przecież II RP zmartwychwstała ze spojenia trzech różniących się historycznie i kulturowo części.

Istotnym rezultatem sporu Polaków o PRL, który nadaje nową dynamikę dla podziałów emigracja/kraj, jest wprowadzenie do świadomości Polaków podziału na Polaków „złych” – tych rosyjskich i Polaków „dobrych” – tych od Amerykanów!

**************

Od momentu powstania w lipcu 1945 roku PRL, niektóre państwa, reprezentujące tzw. obóz demokratyczny planowały, inspirowały i finansowały przedsięwzięcia zmierzające do osłabienia i dezintegracji obozu przeciwnego – komunistycznego.

W początkowym okresie, a więc zaraz po zakończeniu II wojny światowej były to działania ukierunkowane na zorganizowanie struktur konspiracyjnych, których zadaniem miało być gromadzenie danych wywiadowczych oraz środków do prowadzenia ewentualnych akcji dywersyjnych. Interesujące szczegóły tych działań ujawnił m.in. Tim Weiner. W książce „Dziedzictwo popiołów” podaje on następujące informacje: „Wiedzieli, że raczej wcześniej niż później dojdzie do nowego konfliktu i że po jednej stronie staną wtedy Amerykanie i Niemcy z Zachodu, a po drugiej Sowieci i ich wschodnioniemieccy sojusznicy. Byli przekonani, że ten konflikt szybko się nie skończy. [...] Tak wyglądała geneza CIA powołanej do życia w 1947 roku [...]. Najpierw we Włoszech w 1948 roku CIA kupowała tam za pieniądze polityczną lojalność. Jednocześnie wspierała paramilitarne działania różnych grup oporu w krajach za żelazną kurtyną. Tworzono oddziały, których zadaniem w czasie wojny byłoby spowolnienie marszu Armii Czerwonej. Zakładano, że w pierwszych dniach wojny Sowieci będą chcieli przerwać front w dolinie rzeki Fuldy [...]. I oczywiście chciano im w tym wszelkimi sposobami przeszkodzić. [...] Propaganda i »walka polityczna« okazały się efektywne. CIA przyczyniła się do wygrania wyborów we Włoszech przez siły niekomunistyczne i pomogły w konsolidacji centrolewicy i umiarkowanej prawicy. Wielkim sukcesem okazało się też Radio Wolna Europa [...]. Najlepsza propaganda to taka, która zawiera elementy prawdy. Za to działania paramilitarne prawie zawsze kończyły się katastrofą. CIA uwierzyła, że może opierać się na metodach, które OSS stosowało skutecznie np. w okupowanej Francji zaadoptować je do nowych warunków. Próbowano działać w ten sposób w Polsce [...]. Stracono wtedy wielu ludzi”.

Działania o charakterze dywersyjno-agenturalnym słabły w miarę jak oddalała się perspektywa III wojny światowej.

Bardzo ważnymi instrumentami, wykorzystywanymi przez służby specjalne obozu demokratycznego, do prowadzenia działań propagandowo-informacyjnych skierowanych m.in. do obywateli PRL – o czym wspomina m.in. Tim Weiner – stanowiły wyspecjalizowane instytucje zajmujące się emisją audycji radiowych i działalnością w sferze szeroko rozumianej kultury.

Jan Nowak-Jeziorański we wspomnieniach dotyczących Radia Wolna Europa pisze: „Clay doszedł do przekonania, że RWE należy rozwinąć na wzór RIAS . A więc zamiast jednej godziny programu z Nowego Jorku – winno być pięć potężnych rozgłośni nadających cały dzień i ulokowanych w bliskości krajów bloku sowieckiego. Każda z tych rozgłośni służyłaby społeczeństwu pięciu krajów ujarzmionych, jako namiastka wolnego radia i alternatywa radiowej propagandy komunistycznej. Gen. Clay, jeden z najbliższych przyjaciół gen. Eisenhowera, stanął na czele Krucjaty Wolności, która miała zbierać specjalne fundusze ze źródeł prywatnych i mobilizować dla przedsięwzięcia poparcie społeczeństwa. W owym czasie tylko niewielkie grono wtajemniczonych Amerykanów wiedziało, że Komitet i radio zasilane były od początku z funduszy rządowych przekazywanych za pośrednictwem CIA”.

Pisze również o wykorzystaniu RWE przez amerykański wywiad „Obaj redaktorzy zwrócili moją uwagę, że w ciągu audycji czy też zaraz po jej zakończeniu nadawane są po polsku różne szyfrowane tajemnicze zdania, przypominające hasła kierowane w czasie wojny przez BBC do francuskiego ruchu oporu. Nie ulegało wątpliwości, że były to jakieś sygnały wysyłane do polskich grup podziemnych albo agentów wywiadu amerykańskiego*. Według Tarnowskiego, który sześć tygodni wcześniej przyjechał ze Stanów, jest tam tajemnicą poliszynela, że radio znaczną część swoich funduszy otrzymuje z kasy rządowej za pośrednictwem CIA. Istnieje jednak milcząca konwencja, że głośno się o tym nie mówi”.

Z kolei Roman Daszczyński, w artykule poświęconym J. Nowakowi-Jeziorańskiemu podaje: „[...] Całe RWE składa się z pięciu redakcji tzw. desków. Prócz polskiego: czechosłowacki, węgierski, bułgarski i rumuński. [...] USA płacą i wymagają. Ramy programowe RWE ustalane są za oceanem – przez urzędników Departamentu Stanu i Centralnej Agencji Wywiadowczej. Bywa, że amerykańscy nadzorcy dążą do podgrzewania nastrojów społecznych w bloku sowieckim [...]”.

Innym, efektywnym narzędziem zorganizowanym i wykorzystywanym przez CIA był Kongres Wolności Kultury , instytucja powołana do prowadzenia działań wśród elit. Na podstawie informacji Olgi Glondys: „Kongres Wolności Kultury działał w latach 1950–1967 w Europie i USA. Powstał w bezpośrednim związku z zimną wojną, jako przeciwwaga dla sowieckiej propagandy uprawianej przez Kominform, a koncentrował się na działalności naukowej, organizacji wydarzeń kulturalnych i artystycznych oraz pomocy emigrantom z krajów w okowach dyktatury (szczególnie systemu sowieckiego). W świecie zachodnim działalność Kongresu Wolności Kultury miała wzmacniać, dzięki szeroko rozumianej akcji kulturalnej, współpracę polityczną Europy ze Stanami Zjednoczonymi. Chodziło o pozyskanie dla tej idei najświatlejszych umysłów Europy i neutralizację wpływów ideologii komunizmu w środowiskach intelektualistów zachodnich. Przez lata ta wielka machina polityczno-kulturalna zjednała sobie współpracę najwybitniejszych intelektualistów ówczesnego świata. W przytłaczającej większości w ogóle nie byli świadomi, że uczestniczą w sterowanym przedsięwzięciu. Byli liberałami, antykomunistami z przekonania. W latach 60. dziennikarze »The New York Timesa« ujawnili, że organizacja była potajemnie finansowana przez tajne służby Stanów Zjednoczonych – CIA – w wyniku czego Kongres zaprzestał swej działalności w 1967 r.”.

Równolegle z powyższymi działaniami, służby specjalne państw demokratycznych realizowały wobec instytucji i obywateli ówczesnej Polski, na olbrzymią skalę, przedsięwzięcia o charakterze stricte wywiadowczym. Zorganizowany został – przez państwa członków NATO i państwa zaprzyjaźnione – cały system regulujący procedury postępowania wobec osób zza tzw. żelaznej kurtyny. Procedury te przewidywały m.in. obowiązkową indagację każdej osoby przyjeżdżającej z PRL przez „urzędników” reprezentujących zakamuflowane instytucje, posiadające – na użytek opinii publicznej – status niezależności.

W ramach szeroko prowadzonych indagacji próbowano uzyskiwać szczegółowe informacje znajdujące się w posiadaniu rozmówcy na różne tematy m.in. miejsca pracy, zamieszkania, uzyskiwanych dochodów, charakterystyk osób, zwłaszcza działaczy partyjnych a nawet plotek i dowcipów krążących w środowisku rozmówcy, które były przydatne do wykorzystania w treści audycji informacyjno-propagandowych.

Osoby, które deklarowały wolę pozostania w kraju pobytu, kierowane były do obozów przejściowych, znajdujących się pod kontrolą służb specjalnych. Typowa procedura postępowania wobec „uciekiniera” przewidywała wypełnienie specjalnych ankiet i przesłuchania przez oficerów służb specjalnych. System miał zapewniać wyselekcjonowanie osób „podejrzanych”, którym odmawiano zgody na pozostanie. Wymienione obowiązkowe procedury zapewniały uzyskiwanie informacji przydatnych – nie tylko w działaniach propagandowych i dezinformacyjnych – przede wszystkim do oceny przydatności osób, do ewentualnego wykorzystania.

Najbardziej wyrazistym dowodem prowadzenia działań wywiadowczych przeciwko PRL jest przypadek płk. Ryszarda Kuklińskiego. W odróżnieniu od innych zdarzeń związanych z działalnością obcej agentury w Polsce, niecodzienność tego przypadku polega na publicznym potwierdzeniu, przez instytucję rządową USA, faktu agenturalnego wykorzystania płk R. Kuklińskiego.

*************

PRL był państwem autorytarnym i nie w pełni suwerennym. Znajdował się w orbicie wpływów Związku Radzieckiego, który wyznaczał granice wolności i niezależności ówczesnej Polski. PRL był też państwem, w którym przy użyciu siły zainstalowano a następnie próbowano ciągle z zastosowaniem przemocy umacniać system władzy komunistycznej. Problem ten trafnie opisał prof. Bronisław Łagowski: „Komunizm był wielkim nieszczęściem, dla którego nie widzę usprawiedliwienia ani okoliczności łagodzących. Ale czy w warunkach nieszczęścia narody nie potrzebują polityki? Czy wtedy nie potrzebują rządu, administracji, sądów, policji? I na czym miałby polegać dobry rząd w warunkach kataklizmu? Czy wystarczyłby rząd przebywający w Londynie?”.

Nasuwa się też inne pytanie, czy ten znienawidzony przez niektórych PRL, miał prawo do obrony?

Hannah Arendt w książce „Odpowiedzialność i władza sądzenia” stwierdza m.in., że „Działania państwa znajdują się całkowicie poza ramami prawnymi. Są to z założenia suwerenne akty, nad którymi nie rozciąga się jurysdykcja sądu. Kryjąca się za tym teoria twierdzi, że suwerenne rządy mogą w nadzwyczajnych sytuacjach być zmuszone do stosowania środków przestępczych, ponieważ zależy od tego istnienie lub utrzymanie władzy. Racja stanu – tak przebiega ów argument – nie może być ograniczona względami prawnymi czy moralnymi, które obowiązują zwykłych obywateli, ponieważ w grę wchodzi tu państwo jako całość, a więc istnienie wszystkiego, co dzieje się wewnątrz niego. [...] Argument ten jednak nie stosuje się do zbrodni popełnionych przez rządy totalitarne i ich funkcjonariuszy [...]. Prawo, które ma być egzekwowane, potrzebuje siły politycznej, a zatem w utrzymaniu porządku prawnego zawsze obecny jest element polityki siły”.

W PRL nigdy nie stanowiono prawa o charakterze zbrodniczym, a więc ukierunkowanego w intencji ustawodawcy na ludobójstwo. Ustroje hitlerowskich Niemiec i stalinowskiej Rosji były zbrodnicze bowiem stanowiły prawo i tworzyły instytucje, które formalnie zapewniały legalizm stosowania terroru i masowych mordów „ludzi uznanych, za wrogów albo nieprzydatnych”. Ponad wszelką wątpliwość PRL nie był takim państwem, choć instytucje i urzędnicy ówczesnego państwa, w niektórych przypadkach, bez wątpienia łamali obowiązujące prawo, zwłaszcza w okresach różnych przesileń (m.in. w 1956, 1968, 1970, 1976, 1981), gdy na dużą skalę stosowano represje. W niektórych przypadkach działania tych instytucji albo osób z nimi związanych, mogły mieć charakter przestępczy. Według szacunków IPN śmierć w dramatycznych zdarzeniach, związanych z wymienionymi datami, mogło ponieść ok. 135 osób.

Przekaz, że PRL był państwem nielegalnym, przestępczym o charakterze zbrodniczym, nie znajduje potwierdzenia w stanie faktycznym i nosi znamiona dezinformacji. Według definicji państwo to m.in. terytorium, ludność i instytucje. Ale nie tylko. Sens istnienia państwa to spoczywający na nim ciężar zabiegania o obronę jego niepodległości, zdolność do zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańcom i zaspokojenia ich potrzeb. Stwierdzenie, że PRL był państwem, w każdym sensie nie wymaga przeprowadzania dowodu.

Niemniej jednak, biorąc pod uwagę walki jakie Polacy toczyli przeciwko sobie, istniała i nadal pojawia się wątpliwość, czy PRL miał w ogóle prawo obrony panującego porządku prawnego i suwerenności?

Pomiędzy pełną i ograniczoną suwerennością jest określona przestrzeń, która może stanowić wielką wartość. PRL właśnie taką przestrzeń tworzył i Polacy mieli poczucie jej istnienia. Jeżeli więc reguły porządku międzynarodowego stanowią, że państwa mają prawo bronić własnej suwerenności, panującego ładu prawnego, wszelkimi dostępnymi środkami, w tym stosując siłę, to PRL nie może być tego prawa pozbawiony!

Obce siły Polaków tego prawa nie pozbawiły. To sami Polacy, przynajmniej niektórzy, popierając radykalne rozwiązania prawne stworzyli sytuację, która budzi wątpliwości! Jeżeli państwo ma stanowić wartość, najwyższą wartość, wręcz świętość, za którą w sytuacji zagrożenia warto umierać, to nie można honorować oficera zdrajcy i piętnować infamią obywateli, którzy – na prośbę tego państwa – udzielają pomocy, w walce z siłami które tej niepodległości chcą nas pozbawić!

Według niektórych opinii, PRL nie posiadał żadnej legitymacji, jako państwo nie w pełni suwerenne i niedemokratyczne, do obrony własnych interesów, w tym istniejącego wówczas ładu wewnętrznego. Dla niektórych PRL był wyłącznie złem i celem wzmocnienia tego negatywnego obrazu PRL, przywoływana jest zbrodniczość systemów hitlerowskiego i stalinowskiego . Takie myślenie i jego popularyzacja nie są uprawnione.

Zgodnie z wyżej przedstawionym rozumowaniem, przedstawiciele radykalnych środowisk, uznają niektórych Polaków, za podejrzanych, a nawet okrytych hańbą, zwłaszcza tych, którzy po 1944 roku działali aktywnie w instytucjach PRL. Taka zasługująca na naganę postawa oznacza przecież akceptację tego mechanizmu, który stanowił fundament stalinowskich czystek wobec Polaków najpierw po roku 1939, a więc po agresji na II RP, i później po 1944 roku, gdy Armia Radziecka opanowała tzw. Kresy Wschodnie i ziemie na zachód od Bugu.

Nie tylko jest nieuprawnione, ale kłóci się ze zdrowym rozsądkiem napiętnowanie osób, które w PRL były aktywne, w istniejących wówczas instytucjach. Obywatele PRL pełnili różne role np. sekretarzy partii, dziennikarzy, milicjantów, nauczycieli, pracowników służb specjalnych, ministrów, ideologów, naukowców, itp. I nie ma w tym ani nic nadzwyczajnego ani zdrożnego, pod jednym wszakże warunkiem, że nie wyrządzali zła o charakterze zbrodniczym, a więc nie popełniali przestępstw wobec współobywateli.

III RP posiada wszystkie niezbędne narzędzia i środki aby ujawniać, udokumentować i ścigać przestępstwa o charakterze zbrodniczym. Ojcowie założyciele odzyskanej Rzeczypospolitej przewidywali potrzebę dokonania rozrachunku z PRL. Zaproponowali tzw. grubą kreskę, pomysł na pogodzenie Polaków, polegający na ukaraniu i napiętnowaniu tych, którzy popełniali zbrodnie wobec współobywateli albo przeciwko ludzkości, ale też udział w budowaniu nowej, wolnej Polski, wszystkim pozostałym. Pomysł się nie przyjął. Niektórzy bowiem tak bardzo kochają Polskę, że „mniej kochających” gotowi są pozbawić prawa do istnienia.

Warto przypomnieć, że ideologia, według której sens życia sprowadza się wyłącznie do prowadzenia walki, stanowiła przyczynę największej tragedii również w historii Polski. Wcale nie tak odległej.

 

 

Publikacje wykorzystane w artykule:

Platon, „Obrona Sokratesa”, Wyd. Ośrodek Myśli Politycznej Wyższa Szkoła Europejska im. ks. Józefa Tischnera, Kraków 2007.

Józef Starzeński, „Trzy lata z Beckiem”, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1991.

Jerzy Łojek (Leopold Jerzewski), „Agresja 17 września 1939”, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 199.
Dostępne dane wskazują na to, że służby specjalne ZSRR posiadały agenturę w centrach politycznych, dyplomatycznych i wojskowych USA i W. Brytanii.

Jan M. Ciechanowski, „Nie tylko głupota, ale zbrodnia. Generał Władysław Anders a powstanie warszawskie”, „Przegląd” nr 30, 1.08.2010 r.

Pod redakcją Pawła Dybicza, „Zakłamana historia powstania’, wyd. Fundacja Oratio Recta, Warszawa, 2014.

Mirosław Czech, „Od konspiracji do kolaboracji”, „Gazeta Wyborcza” 23–24.03.2008; Rafał Wnuk, „Za pierwszego Sowieta. Polska konspiracja na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej (wrzesień 1939 – czerwiec 1941)”, Wyd. IPN i PAN, Warszawa 2007; „Podziemie polskie na terenach Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi w latach 1939–1941”, Wyd. MSWiA RP oraz Federalna Służba Bezpieczeństwa FR, Warszawa 2001. M.in. Bałkany, Niemcy, Francja, Hiszpania, Afryka Płn.

Jan Nowak-Jeziorański, „Gestapo i NKWD” [w:] „Karta” nr 37, Warszawa 2003.

Central Intelligence Agency (CIA); Centralna Agencja Wywiadowcza – wyspecjalizowana rządowa służba specjalna Stanów Zjednoczonych Ameryki; przeznaczona do prowadzenia działań specjalnych po za granicami państwa.

Office of Strategic Services (Biuro Służb Specjalnych) – amerykańska agencja wywiadowcza na czas wojny; organizowała działania wywiadowcze na rzecz Stanów Zjednoczonych Ameryki w czasie II wojny światowej; na jej fundamentach została zbudowana CIA.

Tim Weiner, „Legacy of Ashes: The History of the CIA” (Dziedzictwo popiołów. Historia CIA), Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2009.

Niektóre źródła podają m.in. IPN, że w okresie od 1944 r. do 1956 r., a więc zbrojnego oporu Polaków wobec komunistycznego systemu władzy, zginęło w Polsce ok. 30 tys. osób.

Jan Nowak-Jeziorański (1914-2005) żołnierz AK, od 1952 do 1976 dyrektor sekcji polskiej Radia Wolna Europa z siedzibą w Monachium, w drugiej połowie lat 70. zamieszkał w Stanach Zjednoczonych gdzie był dyrektorem Kongresu Polonii Amerykańskiej i konsultantem Białego Domu w zakresie problematyki dotyczącej Europy Środkowo-Wschodniej i Rosji; autor m.in. „Wojna w eterze”, „Polska z oddali”, „Polska wczoraj, dziś, jutro”; na podst.: Gazeta Wyborcza z 21.01.2010, „Na froncie zimnej wojny”, Gazeta Wyborcza z 22.01.2010, „Najtrudniejsza misja”.

Radio in American Sector – radiostacja uruchomiona przez Amerykanów w Berlinie Zachodnim. Finansowana przez USA ale cały personel składał się z Niemców, którym pozostawiono pełną swobodę redakcyjną.

Jan Nowak-Jeziorański, „Wojna w eterze”, Wyd. ZNAK, Kraków 1991.

*Utrwalona na taśmie relacja Antoniego Tarnowskiego; za Jan Nowak (Zdzisław Jeziorański).

Roman Daszczyński, „Na froncie zimnej wojny. Odcinek 2”, „Gazeta Wyborcza” 21.01.2010.

Olga Glondys, „Zniewolony umysł Czesława Miłosza: Kongres Wolności Kultury”, Zeszyty Literackie nr 105, Warszawa–Paryż 2009.

Marcin Bosacki, „Dramat szpiega, dramat generała”, „Gazeta Wyborcza” 13–14.12.2008; Andrzej Paczkowski, „Sowieci, Jaruzelski, Amerykanie”, „Gazeta Wyborcza” 5.02.2009.

Bronisław Łagowski, „Adresowane do prawicy” [w:] „Pochwała Politycznej Bierności”, Wyd. Sprawy Polityczne, Warszawa 2010.

Hannah Arendt, „Odpowiedzialność i władza sądzenia”, pod red. Jarome Kohn, tłum. Wojciech Madej i Mieczysław Godyń, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2009.

Informacja pochodzi z audycji TOK FM z 30.04.2009 r., w której omawiano ustawę dot. zadośćuczynienia rodzinom poszkodowanym w wypadkach: 1956, 1968, 1970, 1976 i 1981.

Według badań opinii publicznej z połowy 2009 r., jedynie ponad 40% dorosłych Polaków pozytywnie oceniło PRL. Pomimo, że od jego upadku minęło ponad 20 lat.