Usunięcie plomb utworzonych z wepchniętego do zębów i kości złogów nieorganicznego wapnia nie jest niemożliwe, ale jest bardzo kłopotliwe i czasochłonne. Najlepsze efekty daje tutaj długotrwała terapia sokiem z czarnej rzepy. Jednakże lepsze od wszelkich terapii, choćby były nie wiadomo jak ukryte, jest zdrowie. Żeby je mieć, nie można ufać oszołomom robiącym biznes na chorobach, lecz należy przyjąć do wiadomości, że organizm wymaga podejścia holistycznego, czyli całościowego, a to stoi w jawnej sprzeczności do prób manipulowania stężeniem we krwi wybranych witamin albo minerałów. To są po prostu próby oszukania natury, które – trzeba to podkreślić – zawsze kończą się tak samo: dla jednych sukcesem finansowym, dla drugich uszczerbkiem na zdrowiu.

Nie jest prawdą, że wapnia organicznego brakuje we współczesnej żywności, zwłaszcza w Polsce, gdzie gleba nie została jeszcze do cna wyjałowiona. Jest go całkiem sporo, nawet dziesięciokrotnie więcej, aniżeli wynosi zapotrzebowanie organizmu. Jest on w zasadzie wszędzie: we wszystkich świeżych, surowych warzywach, przede wszystkim liściastych, a także w owocach, najwięcej w skórce. Sporo dobrze przyswajalnego, organicznego wapnia znajduje się w ziarnach maku. Żeby się o tym przekonać, wystarczy utrzeć mak z odrobiną wody, a zabarwi się ona na mlecznobiało. Owa mlecznobiała barwa to właśnie organiczny wapń. Jeśli zatem ktoś szerzy histerię o rzekomych brakach we współczesnej żywności organicznego wapnia, to musi to być albo kiep, albo sprzedawca suplementów.

Prawdą jest, że wielu ludziom brakuje wapnia organicznego, także tym, którzy zjadają produkty zawierające dostateczne jego ilości. Przyczyny takiego stanu rzeczy są dwie. Jedną z nich są nadżerki nabłonka jelitowego i nieodłącznie towarzyszące im permanentne stany zapalne tegoż. Łatwo się domyślić, że nabłonek jelitowy w takim stanie nie będzie potrafił wchłonąć substancji odżywczych z pożywienia, choćby było ono najzdrowsze z najzdrowszych.

Osobną sprawą jest jakość żywności. Tutaj akurat sprawa jest prosta i oczywista – po prostu nie kupujemy produktów żywnościowych w hipermarketach ani dużych sieciach handlowych, lecz u lokalnych producentów bazujących na produktach skupowanych od rodzimych rolników. Na szczęście pod tym względem w Polsce jest całkiem dobrze, więc z nabyciem zdrowej żywności nie ma u nas problemu. Wystarczy trochę się rozejrzeć, by przetrzeć szlaki, czyli znaleźć solidnych dostawców, i po tych szlakach stale się poruszać. Nie kupować za każdym razem gdzie indziej, lecz u tych samych, sprawdzonych dostawców. Tym sposobem zapobiegamy chorobom spowodowanym kiepskim jedzeniem, a przy okazji wspomagamy naszych rodzimych rolników, którzy nie mają lekko w konkurencji z wielkotowarowymi korporacjami produkującymi żywność na skalę przemysłową – tanią, ale wątpliwej jakości, nafaszerowaną pestycydami, antybiotykami, hormonami wzrostu, fosforanami, azotanami, konserwantami, stabilizatorami kwasowości i wszelakimi innymi wynalazkami stosowanymi w taśmowej produkcji żywności.

W wysokorozwiniętych krajach zachodnich nafaszerowanie żywności substancjami chemicznymi osiągnęło już taki poziom, że pojawiło się zapotrzebowanie na tzw. zdrową żywność, która z definicji nie powinna zawierać w swym składzie żadnych dodatków chemicznych. W krajach tych istnieją wyspecjalizowane organizacje, które kontrolują produkcję tego typu żywności i przyznają uczciwym producentom prawo umieszczania stosownego znaku na opakowaniu. W Polsce nie istnieje żadna wiarygodna organizacja kontrolująca żywność tego typu, w związku z czym nabywcy tej żywności narażeni są na oszukańcze praktyki cwaniaków oferujących „normalne” produkty jako o wiele droższe, bo jakoby zdrowe.

O ile w krajach zachodnich produkcja i rozbudowana kontrola specjalnej żywności zwanej zdrową jest w pełni uzasadniona, to w Polsce nie ma to większego sensu, a to z uwagi na rodzimych rolników produkujących żywność na niewielką skalę metodami tradycyjnymi. W tej sytuacji wystarczy się tylko rozejrzeć i poszukać sklepu, ale nie tego z tzw. zdrową żywnością. Te lepiej omijać szerokim łukiem.

W kolejnej części będzie o odchorowywaniu wirusowych chorób infekcyjnych. Zapraszam.