Niedawno moja siostra powiedziała mi, że patrząc na swoją roczną córkę nie ma wątpliwości, że pewne funkcje społeczne były, są i będą przypisane do posiadanej płci. Dla mojej siostrzenicy świetnymi zabawkami są także samochodziki, klocki, grające gitary, piłka, którą można pokopać, ale lala to jest lala! I jest ona na pierwszym miejscu (choć nie była jedną z pierwszych otrzymanych przez nią zabawek). Od razu lalka zdetronizowała wszystkie inne. Przypadek? Nie sądzę!

To, co na pewno burzy krew w żyłach i jest powodem do nagannych ocen, ale też przyczynia się do dyskusji nad istotą gender, to wielka dysproporcja pomiędzy mężczyzną i kobietą. Nie tyle chodzi o dysproporcję w znaczeniu dymorfizmu płciowego i tego co za tym idzie, ale dysproporcje w pozycji społecznej, rolach jakie się pełni i sprawowanych funkcjach.

Czy tylko siła fizyczna sprawiła, że pozycja kobiety jest taka? Przecież siła intelektu i psychiki jest o wiele większa, a władza z nich wypływająca daje większe poczucie niezależności i autonomii niż mogłoby się wydawać. Istniejący w kulturze wielu ludów i społeczności matriarchat jest tego bardzo dobrym przykładem.

Spróbujmy prześledzić, w którym momencie naszej historii zaczęła się owa dysproporcja sprawiająca z jednej strony poddanie kobiety pod władzę mężczyzny, a z drugiej strony dająca jej tę subtelną broń, dzięki której niejeden mężczyzna dobrowolnie poddaje się urokowi czy też strategii działania kobiet.

Pewnie nigdy nie uda się rozwiązać tej zagadki, ja jednak chciałbym zwrócić uwagę na kilka ciekawych spostrzeżeń, mogących rzucić jakieś światło na ten problem. W dalszej części wywodu będę się skupiał na biologicznych uwarunkowaniach zaistniałej dysproporcji. Powstały one z interakcji pomiędzy różnymi czynnikami, wpływającymi na kierunek i kształt dokonującej się ewolucji. Już sam fakt zmiany diety naszych praprzodków – proteroantropów – z roślinnej na mięsną oraz ich zejście z drzew w wyniku przemian klimatycznych wymusiły pewne odmienności w budowie ciała.

Jednym z najważniejszych skutków zejścia na ziemię jest utrata przeciwstawnego kciuka w stopach (na ziemi był nieprzydatny). Co prawda australopitek mógł jeszcze bez przeszkód wspinać się po drzewach wykorzystując wyjątkową chwytność kończyn dolnych, lecz nie była to sprawność małp. Ta zmiana spowodowała znaczne utrudnienie w opiece nad potomstwem. Odtąd nie mogło się już ono bezpieczne wczepiać w sierść matek. A i one z tej racji nie mogły już być takie mobilne, szybkie i niezależne, nie mogły także w razie potrzeby przeciwstawić się innym osobnikom, gdyż musiały uważać na potomstwo, by nie zgubić je podczas ucieczki.

Zmiany klimatyczne dodatkowo stały się przyczyną ewolucji okrywy z sierści. Stała się ona zbyt delikatna, co dodatkowo nie ułatwiało potomstwu wczepiania się w nią. Delikatna okrywa nie była w stanie utrzymać ciężaru potomstwa.

Skoro nie można było uciec wobec tego należało opracować strategię pozwalającą na zachowanie życia swojego a także życia potomstwa. Podobną strategię obserwujemy też u niektórych współczesnych prymatów, choć nadal posiadają one przeciwstawny paluch. Jeśli istnieje taka strategia u nich, należy założyć, że istniała również wcześniej i że mogła się ona wykształcić także u naszych praprzodków. Tę obserwowaną dziś strategię małp najtrywialniej można opisać modelem zachowania u bonobo: banana za sex. Skutkuje tak idealnie, że ci mniejsi kuzyni szympansów prawie wcale nie znają agresji wewnątrzgrupowej, i żyją jak dzieci kwiaty.

Inną strategią obserwowaną wśród współczesnych małp jest dopuszczenie do kopulacji nie tylko samca alfa, lecz także i konkurentów – oczywiście potajemnie. Dzięki temu samiec alfa nie podejrzewał, że potomstwo niekoniecznie należy do niego, a z drugiej strony zabezpieczało to sytuację zmiany na pozycji alfa – samiec rozpoznawał swoje potomstwo i zachowywał je przy życiu.

Oczywiście, proszę mi wybaczyć takie uwagi – nie można bezkarnie transponować pewnych mechanizmów istniejących na niższym szczeblu ewolucyjnym na posługujący się świadomością i inteligencją, nadto kierującym się systemem wartości etycznych gatunek Homo sapiens sapiens, ale już na tym poziomie hominizacji możemy zauważyć jak samice potrafiły wykorzystać swoje ograniczenia, dla uratowania życia swojego i potomstwa. Można zatem założyć, że i nasz gatunek postarał się uczynić z ograniczeń wynikających z naszej biologii właściwe narzędzia do aktywnego kreowania otaczającej nas rzeczywistości. I to niezależnie od reprezentowanej płci.

W procesie kształtowania się ról społecznych nie bez znaczenia był, specyficzny dla naszego rodzaju, zbyt intensywny rozwój mózgu i związane z tym konsekwencje. Prawdę mówiąc także wcześniejsze strategie proteroantropów wynikają z powiększonego mózgu w obszarze kory, gdzie znajdują się ośrodki skojarzeń i myślenia twórczego – to tam się znajduje nasza inteligencja. Jednak musiała istnieć za to jakaś cena.

Gwałtowny wzrost objętości mózgu to także zmiana wielkości mózgoczaszki. Za tym rozwojem nie szły w parze usprawnienia w aparacie rozrodczym, bo spowodowałoby to znaczące zmiany w mobilności (pamiętajmy, że wtedy nasi praprzodkowie byli znacznie częściej daniem głównym drapieżników niż ich konsumentami). Natura musiała znaleźć w tym przypadku konieczny kompromis pomiędzy zbyt wąskim kanałem rozrodczym, a zbyt wielką pojemnością czaszki – tym kompromisem okazał się być wczesny poród: zbyt wczesny, aby dziecko było tak samodzielne jak np. współczesne młode małp naczelnych, ale z drugiej strony pozwalający dziecku przeżyć, jednak tylko pod warunkiem wyjątkowo długiej i troskliwej opieki ze strony dorosłych.

Nie trzeba się długo zastanawiać, by dojść do przekonania, że najbardziej predysponowanymi do obarczenia opieką nad potomstwem były właśnie matki. W świecie zwierząt to raczej obowiązująca reguła, choć znane są przypadki opieki sprawowanej tylko przez ojca, spora też jest grupa zwierząt w których samiec i samica obopólnie dzielą między sobą te obowiązki. Z racji protekcjonizmu matki nie mogły oddalać się od miejsc zamieszkania.

Tu także widzimy jakże ważny czynnik tzw. tradycyjnego podziału ról – samiec to przecież łowca – patroluje rewir i poszukuje zwierzyny, natomiast samica przywiązana do miejsca zamieszkania zajmowała się zbieractwem. I co ciekawe, to właśnie ona dostarczała ponad 60% pożywienia, niektórzy twierdzą, że nawet 80%. To właśnie dzięki jej spostrzegawczości oraz zaradności rodzina mogła spokojnie przeżyć oczekując na samca, który choć dostarczał minimalną ilość pożywienia, to jednak nikt nie wątpił w to, że było ono najbardziej wartościowe – i pod względem odżywczym, i pod względem energetycznym (w sposób szczególny był ceniony szpik kostny – bowiem nie obciążał zbytnio myśliwego, a zawierał bardzo dużą ilość energii i składników odżywczych).

Jednak ten przymus pozostawania w obozie nie był dla samic bez znaczenia. Penetrowanie najbliższej okolicy stymulowało w dalszym ciągu rozwój mózgu. Korelacja zmysłu obserwacji i kojarzenia faktów sprawiła, że to właśnie kobiety najszybciej poznały tajemnice związków chemicznych zawartych w różnych roślinach i małych organizmach. Ta wiedza pozwalała im odpowiednio zareagować w krytycznych chwilach oraz w niektórych sytuacjach zdobyć nad samcem, pozbawionym tej wiedzy, pozycję dominującą. Pewnie w tym archetypie powinniśmy szukać wzorców do średniowiecznych oskarżeń o czary, magię i wróżbiarstwo właśnie wśród kobiet.

Patrząc na budowę męskiego ciała moglibyśmy znaleźć kilka cech biologicznych promujących mężczyzn. By jednak nie zaciemnić obrazu chciałbym skupić się na jeszcze jednej wspólnej dla obu płci - spionizowanej postawie ciała. Odtąd nie trzeba było by barki utrzymywały ogromny ciężar ciała, ani nie musiały podejmować wielkiego wysiłku by nadać szybkości w przemieszczaniu się (zwłaszcza uciekaniu, by nie stać się obiadem innych). Tutaj kończy się analogia, gdyż kobieta jest raczej wątła w obrębie pasa barkowego, zaś znaczny rozrost tkanki mięśniowej w tym pasie widzimy tylko u mężczyzn.

Tak zadziałała natura, która w procesie ewolucji bardziej preferowała osobniki dysponujące siłą w obrębie pasa barkowego – siły niezbędnej podczas polowań. I dziś, choć nie musimy zdobywać pożywienia jak nasi praprzodkowie, to jednak nadal obserwujemy u młodzieńców w procesie dojrzewania dosyć szybki wzrost muskulatury – ta cecha jest genetycznie zapisana. Niestety ona i związana z nią dysproporcja w sile może być też źle wykorzystana – wtedy stawia kobietę na pozycji z góry przegranej podczas walki wręcz z mężczyzną.

Nie chciałbym się jednak skupiać tylko na przyczynkach biologicznych, kształtujących ewidentne różnice pomiędzy płciami. Różnic tych nie da się pokonać poprzez jednakowe wychowanie chłopców i dziewczynek – wychowanie pozbawione czynników społecznych i psychicznych wzmacniających to, co natura zapisała w kodzie genetycznym. Nasi praprzodkowie, mając świadomość tych różnic i tego, że żadna siła nie jest w stanie ich zmienić, nałożyli na biologiczną płeć pewien schemat myślowy w sposób całkowicie odpowiadający temu, co biologiczna płeć manifestowała.