Znajdujemy w Ewangelii św. Jana zastanawiającą scenę: oto Jezus postawiony przed Piłatem i wezwany, aby powiedział, kim jest, oznajmia, że po to przyszedł na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Zdumiony Piłat pyta: „a cóż to jest prawda?” i nawet na odpowiedź nie czeka. Namiestnik rzymski, wychowany w kulturze, w której tak wiele rozmaitych ze sobą konkurowało prawd filozoficznych i religijnych, nie wierzył, aby możliwe było poznanie prawdy jednej i jedynej – nie tej, która jest prawdą jakiejś religii, jakiegoś systemu filozoficznego czy jakiegoś konkretnego człowieka, lecz prawdy jako takiej. Samo życie wskazywało Rzymianinowi, że jest wiele prawd, tak jak wiele jest ludzkich sposobów postrzegania świata i samego siebie. A czy my inaczej sądzimy?

Kiedy pytamy o prawdziwość czegoś, chodzi nam o upewnienie się, jak jest faktycznie. Oto proponuje nam ktoś kupno po okazyjnej cenie złotej biżuterii. Oczywiście chcemy wiedzieć, czy to rzeczywiście jest złoto; sprzedający twierdzi, że tak, ale wolelibyśmy mieć pewność. Tak więc on twierdzi coś, a my sprawdzamy, czy to prawda. I to jest właśnie najprostsze rozumienie prawdy – jako zgodności twierdzenia z rzeczywistością. Jest ono tak intuicyjnie oczywiste, że nic dziwnego, iż pojawia się w filozofii u samych jej początków. Nawet nazwano je klasyczną teorią prawdy. Każdy stosuje tę teorię na co dzień.

 Ale ta klasyczna, a zgodna ze zdrowym rozsądkiem, koncepcja prawdy w pewnych sytuacjach okazuje się bezradna. Jest tak zawsze wtedy, gdy pytamy o prawdziwość danego twierdzenia naukowego – przecież nie da się tak po prostu odnieść do rzeczywistości treści zawartych w pojęciach teoretycznych. Dlatego filozofowie stworzyli inną koncepcję prawdy, którą nazwali koherencyjną. Wedle niej prawda polega na spójności (czyli koherencji) danego twierdzenia z teorią uznaną uprzednio za prawdziwą. Rozważmy przykładowo pewną kwestię, którą każdy tzw. „chłopski filozof” zna doskonale, a mianowicie problem, czy wcześniejsze jest jajko, czy kura. Oczywiście klasyczna teoria prawdy jest tu bezradna; koherencyjna teoria prawdy natomiast nie zawodzi. Otóż wszystko zależy od tego, jaką teorię przyrodniczą przyjmiemy. Jeśli uznamy za prawdziwą teorię ewolucji, to musimy uznać za prawdziwą tezę, że wcześniejsze było jajko i to z niego wyewoluowała kura. Jeśli zaś uznamy teorię kreacjonizmu, to musimy uznać, że najpierw Pan Bóg stworzył kurę, a ta następnie zniosła jajko. Prawda, jakie proste?

Wszelako pojawiają się wątpliwości. Przecież zanim przyrównam zdanie do teorii, wpierw muszę uznać teorię. A na jakiej podstawie tę właśnie a nie jakąś inną teorię mam przyjąć? Dotyczy to szczególnie poglądów religijnych, społecznych, politycznych i w ogóle rozmaitych postaw światopoglądowych. Filozofia na szczęście nie pozostawia nas bezradnymi. W takich sytuacjach wielce pomocna jest pragmatyczna koncepcja prawdy. Zgodnie z nią za prawdziwy powinniśmy uznać ten zespół poglądów i przekonań, który ma trwalsze, mocniejsze i bardziej decydujące znaczenie dla naszego życia społecznego. Na tym polega pragmatyczne podejście do rzeczywistości – prawdziwa jest ta religia, doktryna, ideologia, postawa naukowa itp., która jest użyteczna dla społeczeństwa.

Ale pojawiają się rozterki. Przecież klasyczna koncepcja prawdy każe nam uznać za prawdziwe tylko to, co zgodne jest z rzeczywistością. Tymczasem użyteczne może być to, o czym skądinąd wiemy, że jest niezgodne z rzeczywistością. Nadto zaś rodzi się pytanie, na jakiej podstawie twierdzimy, że ten właśnie a nie inny, przeciwstawny zestaw poglądów jest użyteczny społecznie. Droga do prawdy zdaje się ginąć w mroku. Czyżby rację miał Piłat ze swym powątpiewaniem?