Redakcja: Czym zajmuje się Polska Stacja Polarna Hornsund?

Prof. Piotr Głowacki: Wiele osób może być zdziwionych dlaczego Polska jest zainteresowana rejonami polarnymi, skoro jesteśmy od tych rejonów tak daleko i nie mamy tam przecież swoich terytoriów. Mimo to Polacy są obecni w rejonach polarnych już od ponad 100 lat. Nie można się nigdy zamykać wyłącznie w kręgu własnych granic, trzeba posiadać szersze horyzonty i perspektywy, aby mieć na świecie jakieś znaczenie. A żeby utrzymywać stały wpływ na procesy, które zachodzą tak daleko trzeba być tam oczywiście obecnym.

Takim miejscem naszej obecności w Arktyce jest stacja polarna na Spitsbergenie, wybudowana w 1957 r. i funkcjonująca nieprzerwanie od 1978 r. Mamy tam stałą, nieprzerwanie pracującą załogę i jest to jednocześnie dobry element do nawiązywania współpracy międzynarodowej. Często pytano mnie zagranicą, po co Polsce po II wojnie światowej stacja na Spitsbergenie? Odpowiadałem wtedy, że było to nasze okno na świat naukowy. Dlaczego? Po II wojnie światowej byliśmy w strefie wpływów rosyjskich, radzieckich i chcąc wyjechać na zachód musieliśmy mieć wszędzie wizy. Podpisując w 1930 r. traktat paryski Polska zapewniła sobie swobodny dostęp do Spitsbergenu, będącego pod protektoratem Norwegii. Dlatego też nasi naukowcy nie musieli nikogo o nic pytać ani nikogo prosić się o wizy i mogli przez całe lata wyjeżdżać na Spitsbergen.

Stanowiło to jeden element, ale ważniejszy był właściwie inny. W związku z tym, że nasza stacja jest położona w strefie zachodniej, nie było tam nałożonego embarga. Z tego względu najnowsze technologie, które powstawały na zachodzie dało się przywieźć do naszej stacji na Spitsbergenie. Pamiętam moje pierwsze spotkanie ze Spitsbergenem, kiedy nasi naukowcy z Centrum Badań Kosmicznych przyjeżdżali tam, między innymi po to, żeby się spotkać z kolegami z NASA, którzy przywozili aparaturę. Na pierwszym PC IBM, którego przysłała NASA mogłem pracować właśnie w polskiej stacji polarnej.

Widać więc, że nasza stacja posiada bardzo dobrą renomę i nie jest jakimś zaściankiem. Od samego początku stawiane były bardzo duże wymogi w stosunku do osób, które do niej wyjeżdżają, które miały tam nabrać doświadczenia, aby później liderować wielu instytucjom naukowym w Polsce. Jak wygląda sytuacja obecnie? Świat jest obecnie doskonale skomunikowany, nie ma już takich barier nawet jeśli chodzi o politykę. Nasza stacja jest jedną z nielicznych mających pełne zabezpieczenie ekologiczne. Stacja na Spitsbergenie jest zlokalizowana na terenie parku narodowego. Musimy mieć przez to bardzo dużo rozwagi, żeby cokolwiek tam zrobić i nie stać się obiektem kpin albo różnego rodzaju protestów, że niszczymy przyrodę. Stąd też stacja po modernizacji w 2001 r. jest europejską platformą badawczą. Mamy środki unijne i wsparcie środków krajowych, żeby być pokazówką i miejscem, do którego przyjeżdżają najlepsi.

Co tam robimy, można by zapytać? Czy to tylko lód i śnieg? Nic bardziej mylnego. Stacja jest położona w świetnym miejscu do śledzenia wielu procesów, które zachodzą nie tylko w przyrodzie, ale chociażby w ramach naszego układu słonecznego. A więc elementy kosmiczne także odgrywają rolę w programach stacyjnych. Przykładowo, co 20 minut wysyłamy chociażby serwis o aerozolach bezpośrednio do NASA oraz mamy stację sejsmiczną, która monitoruje zachowanie się ziemi w naturalnych procesach. Rejestrowaliśmy także wszelkiego rodzaju eksplozje nuklearne, prowadzone szczególnie tu na półkuli północnej oraz inne eksperymenty. Posiadamy stację monitoringu zanieczyszczeń, napływających do Arktyki, nasi oceanolodzy prowadzą najdłuższą serię badań dotyczących zachowania się prądów morskich na północnym Atlantyku i wpływu tego ciepłego prądu na zmiany zachodzące w Arktyce. Prowadzimy monitoring biologiczny migracji ptaków i ryb czy zachowania się planktonu przy zmieniającej się temperaturze i zakwaszeniu mórz.

Gdyby zebrać to czym się zajmujemy w polskiej stacji polarnej to można powiedzieć, że w oparciu o nią realizowanych jest śmiało ponad 20 programów interdyscyplinarnych. Stała załoga stacji to załoga techniczna. Kierownik stacji jest naukowcem. Pozostali to pracownicy, którzy podtrzymują funkcjonowanie urządzeń, a także zabezpieczają energię i stan techniczny stacji. W ostatnich latach przez cały rok załoga liczyła średnio 10-11 osób. Z kolei latem przyjeżdżają naukowcy, dla których na okres badań mamy do dyspozycji około 20 miejsc. Tak więc, pomimo tego, że stacja leży na terenie parku narodowego i ma przez to ograniczone możliwości jeśli chodzi o rozbudowę, której de facto dalej nie będziemy już prowadzili, tylko skupiali się na ewentualnej modernizacji, rocznie gościmy około 80 naukowców z różnych krajów świata, w tym z Polski. W ostatnich 4 latach  w oparciu o stację realizowanych jest ponad 40 grantów. Sporo środków finansowych na jej utrzymanie pochodzi m.in. z zagranicy od instytucji, z którymi pracujemy, bądź też bezpośrednio z projektów Unii Europejskiej.

Można więc powiedzieć, że stacja jest nie tylko naszą wizytówką naukową, ale pełni także rolę placówki dyplomatycznej. Rejony polarne mają to do siebie, że nie posiadają stałych placówek dyplomatycznych, a nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych od wielu lat uważa, że polscy naukowcy są dobrymi reprezentantami i ambasadorami w tych rejonach. Dlatego też jako naukowcy bardzo często jeździmy w delegacjach naszego MSZ jako doradcy, którzy znają realia i warunki oraz wiedzą co można tu zrobić patrząc na różnego rodzaju uwarunkowania polityczne.

Oglądaj całość