W rocznicę Odrodzenia naszej Ojczyzny czujemy się w obowiązku (słusznie) mówić o patriotyzmie. Staramy się nadać mu współczesną treść. Mamy wolność słowa, więc wolno również głosić, że nasz nowy patriotyzm ma mieć „wymiar” (rozmiar?) europejski. Mamy być „zintegrowanymi” Polakami, wspierać pogłębienie owej „integracji”, czyli wtapiać naszą państwowość w nieefektywne, zbiurokratyzowane struktury tej organizacji. Ciekawe, czy ów twór będzie istniał jeszcze za 10 lat? Zdolność przewidywania nie była nigdy naszą mocną cechą. Z reguły robimy coś za wcześnie ponosząc klęskę, mimo że cierpliwe odczekanie kilku lat mogło przynieść sukces. Przykładów z przeszłości jest aż nadto. Gdyby Polska pogrodzieńska spokojnie przetrwała jeszcze tylko dwa lata – do 1796 r., czyli do śmierci Katarzyny II, nie byłoby trzeciego rozbioru. Współcześni dobrze wiedzieli, że jej syn, czyli późniejszy Paweł I, będzie prowadził przeciwstawną politykę do swojej matki, darzył synowskim szacunkiem naszego króla, który wcale nie musiałby abdykować. Trzeci rozbiór Polski był przecież polityczną klęską Rosji, niszczył jej wpływy w środkowej Europie.

Tyle wspominek z odległej ale wciąż ważnej historii. Teraz też raczej powinniśmy przyjąć wyczekującą postawę, bo Unia Europejska w obecnym kształcie nie ma raczej przyszłości. Nie powinniśmy się również godzić na gospodarczy status 17 landu RFN (określenie jednego z publicystów), bo w tym państwie, po zwycięstwie za oceanem Donalda Trumpa, może zdarzyć się wiele, raczej na naszą niekorzyść. Cóż więc powinno być treścią współczesnego patriotyzmu? Sądzę, że powinniśmy odbudować po latach liberalnej dewastacji nasze postawy obywatelskie. Ma to konkretną treść: nie powinniśmy żyć na kredyt, bogacić się, inwestować, zwiększać nasze ekonomiczne bezpieczeństwo, a przede wszystkim płacić podatki. Warunkiem realizacji tego dość oczywistego celu jest oględnie mówiąc nie dawanie posłuchu tym, którzy są tu mało wiarygodni. A lista na co dzień obecnych „autorytetów” jest raczej długa. Z uporem lansowany jest wciąż były minister finansów, którego działalność finansuje… fundacja położona w raju podatkowym. Tę nokautująca dla każdego polityka informację podano w związku z aferą Panama Papers: jak dotąd nikt jej nie zdementował. Jeżeli to prawda, to jak można wymagać od zwykłych obywateli, aby płacili podatki, jeżeli celebrowany przez media (oczywiście liberalne) dwukrotny minister finansów korzysta z pieniędzy pochodzących z raju podatkowego? Wciąż mam nadzieję, że to nieprawda, ale przypomina mi się pewien szczegół: za jego drugiej bytności w resorcie finansów utworzono coś pod nazwą „Komisja do spraw odbiurokratyzowania gospodarki”. Okazuje się, że w ten sposób wpuszczono tam pracowników firmy Arthur Andersen, znanych z sukcesów w dziedzinie optymalizacji podatkowej. Według mojej wiedzy już tam pozostali i są do dziś, oczywiście dzięki „wyśmienitym kontaktom” z pracownikami tego resortu, którzy tradycyjnie przechodzą do pracy w tej firmie (dziś już nosi inną nazwę). Nie jest również żadną tajemnicą, że od ponad dziesięciu lat przepisy podatkowe w naszym kraju tworzą lobbyści do spółki z biznesem optymalizacyjnym. Ostatnio załatwili sobie objęcie stawką 0% (pod nazwą „odwrotnego obciążenia”) na kolejne grupy towarów i usług (np. twarde dyski).

Zmieniają się więc formalne rządy, a faktyczne rządy systemem podatkowym pozostają te same. Uczciwych podatników, których jeszcze sytuacja ta nie zniechęciła całkowicie do płacenia podatków, straszy się gigantycznymi karami za „oszustwa podatkowe”. O co tu chodzi? Sądzę, że odpowiedź jest ta sama, bo tak zawsze było w przeszłości, gdy byliśmy w sferze wpływów niemieckich, czyli „zachodnich”. Od czasów saskich i rządów wielkiego Fryca istotą „polskiej” polityki była demoralizacja obywateli poprzez destrukcję państwa polskiego: ma być ono „głupie”, „nieefektywne”, a przede wszystkim wrogie wobec nas. Bo przecież wiadomo, że „Polacy nie umieją się sami rządzić”. A dziw bierze jak podobne opinie o nas formułowali Niemcy zarówno w czasie Konfederacji Barskiej, po okupacji lat 1939-1945 i w całym okresie powojennym: polnischewirtschalt. A my, zwykli ludzie mamy przez to tęsknić za „porządkiem”, który mamy utożsamiać z wiadomo kim.

            Jaki z tego wniosek: aby krzewić wśród obywateli nowoczesne postawy patriotyczne, których istotą jest uczciwe wykonywanie obowiązków, w tym zwłaszcza płacenie podatków, musimy obronić nasze państwo od destrukcyjnego wpływu tych, którzy działają na jego (i naszą) szkodę. Wiemy co mamy zrobić:

-          trzeba wyrzucić z resortu finansów wszystkich agentów wpływu zagranicznego biznesu podatkowego,

-          usunąć z przepisów podatkowych wszystkie zdobycze lobbystów i tego biznesu.

Wtedy będziemy wiedzieli, że płacimy podatki tworzone w interesie publicznym. Czekamy na dobrą zmianę, której jak dotąd nie ma na ul. Świętokrzyskiej.