Redakcja: Prosimy o podsumowanie decyzji podjętych na szczycie NATO w Warszawie.

Jarosław Guzy: Szczyt NATO w Warszawie jest dość zasadnie nazywany szczytem historycznym, ponieważ podjęte na nim decyzje powinny zaowocować innym sposobem funkcjonowania Sojuszu Północnoatlantyckiego w ciągu najbliższej dekady lub dwóch. Jest to zasadnicza reorientacja funkcjonowania Sojuszu. Pojawiła się nowa diagnoza sytuacji zewnętrznej oraz zagrożeń występujących w stosunku do państw członkowskich, a także padły pierwsze decyzje, które mają na te zagrożenia odpowiedzieć.

Waga i sukces tego szczytu to przede wszystkim wykazanie jedności politycznej w NATO,  co do której istniały dotąd duże wątpliwości, zwłaszcza od czasu szczytu w Bukareszcie, gdzie doszło do zasadniczej różnicy zdań między Europejczykami a Amerykanami, jeśli chodzi o perspektywy rozszerzenia Sojuszu. Chodziło w dużej mierze o rozszerzenie na wschód,  kwestię mapy drogowej dla Ukrainy i Gruzji, krajów wówczas aspirujących. Widać było wtedy  wyraźnie opór krajów europejskich, zwłaszcza Niemiec, które zaczęły dominować w Unii Europejskiej i europejskiej części NATO. Opór te zadecydował o niepodjęciu decyzji i o pewnej stagnacji Sojuszu. Na dodatek zbiegło się to z bardzo samodzielną polityką poszczególnych krajów, zwłaszcza w stosunku do Rosji. Mieliśmy okazję to obserwować z perspektywy kraju Europy Środkowo-Wschodniej skąd lepiej się widzi zagrożenia rosyjskie.

Faktem jest, że szczyt w Bukareszcie miał miejsce tuż przed inwazją na Gruzję. W tym samym czasie rozkwitało partnerstwo strategiczne Niemiec i Rosji i wyglądało to wszystko bardzo źle. Szczyt w Warszawie, kontynuacja zresztą szczytu w Newport to, przede wszystkim stwierdzenie, że Rosja jest zagrożeniem dla krajów Sojuszu i aby zagrożeń z jest strony uniknąć należy podjąć adekwatne środki. Można zadać oczywiście pytanie, czy te środki są wystarczające i właściwe? Ambicje krajów Europy Środkowo-Wschodniej pod względem wojskowym, zwłaszcza krajów bałtyckich, Polski, ale również Rumunii były dużo większe.

Oprócz tego istnieje, a w każdym razie jest w fazie formułowania tak zwana „szpica” NATO, o której była mowa w Newport. Oznacza to przede wszystkim przekroczenie pewnej bariery psychologicznej jeśli chodzi o lokalizację jednostek Sojuszu na terenie byłych krajów Układu Warszawskiego, w szczególności Polski i krajów bałtyckich. Cały czas była mowa, i to podnosili ci którzy chcieli dobrych stosunków z Rosją, nawet za wszelką cenę, a być może kosztem swoich sojuszników, o znaczeniu zobowiązań, które NATO podjęło w momencie rozszerzenia w 1999 r. Sojusz nie tyle zawarł umowę z Rosją, ale jednostronnie oświadczył, że w aktualnej sytuacji międzynarodowej rozszerzanie infrastruktury NATO na nowe kraje i zwłaszcza rozmieszczanie w nich jednostek wojskowych nie jest celowe i nie będzie realizowane.

Sytuacja się jednak zmieniła, przede wszystkim pod wpływem Rosji, a więc NATO odeszło od swoich deklaracji i postanowiło ulokować, w postaci tak zwanej permanentnej obecności rotacyjnej, jednostki wojskowe realnie istniejące, różne od tych często używanych w krajach wschodniej flanki sojuszu, gotowe do użycia. Do tej pory jednostki wojskowe z zachodu, zwłaszcza amerykańskie brały jedynie udział w ćwiczeniach, stąd zasadnicza różnica. Oczywiście militarnie to nie jest odpowiedź na skalę potencjału, którym dysponuje Rosja na swoich zachodnich granicach, czyli na wschodniej flance Sojuszu. Mowa jedynie o czterech batalionach i dodatkowej Brygadzie Pancernej, prawdopodobnie ulokowanej w Polsce. A więc, nijak ma się to do tych jednostek wojskowych, którymi dysponuje Rosja, nawet w Obwodzie Kaliningradzkim, nie mówiąc już o dalszych terenach, z których mogą te jednostki zostać użyte na froncie zachodnim, jeżeli takowy by powstał.

Podstawowy cel to natomiast odstraszanie, ponieważ uznano, że Rosja stanowi zagrożenie i Sojusz musi pokazać swoją jedność polityczną, a musi pokazać to również w formie militarnych posunięć. Jest to innymi słowy kwestia potwierdzenia wiarygodności artykułu piątego. W przypadku zagrożeń ze strony Rosji, mowa przede wszystkim nie o zagrożeniach w postaci frontalnego ataku, tak jak wcześniej w czasach zimnej wojny, ale o odpowiedź na coś, z czym mamy do czynienia na Ukrainie, czyli niekonwencjonalnymi działaniami wojskowymi, mającymi charakter dywersji, działań w cyberprzestrzeni, aktów terroru czy sabotażu. Pewne jest, że po szczycie warszawskim, po rozlokowaniu tych batalionów, jeżeli Rosjanie zdecydują się na jakąkolwiek akcję militarną w krajach sąsiadujących z krajami NATO, muszą się liczyć z reakcją wojskową całego Sojuszu, co jest ogromnym plusem szczytu warszawskiego.

Oczywiście z naszej perspektywy wzmocnienie wschodniej flanki NATO i reakcja na działania Rosji było rzeczą podstawową, ale ogółem szczyt zajmował się całą masą spraw. Za charakterystyczne należy uznać to, co dotyczyło decyzji podjętych przed szczytem przez Polskę, czyli sposób działania na południowej flance NATO. Działania na południowej flance są reakcją na sytuację kryzysową na Bliskim Wschodzie. Bliski Wschód oznacza w tym przypadku nie tylko konflikt syryjski, ale też zagrożenie w Iraku, jak również Afganistan. Na szczycie podjęto decyzję dotyczącą kontynuacji misji w Afganistanie i decyzję o kontynuowaniu zaangażowania na Bliskim Wschodzie, przy czym, wykorzystano tu doświadczenia z działań podejmowanych przez Sojusz albo kraje Sojuszu, zwłaszcza Stany Zjednoczone.

Postanowiono zminimalizować bezpośrednią ingerencję wojskową, w tym lądową, na rzecz wzmocnienia sił pro-zachodnich, demokratycznych w krajach Bliskiego Wschodu. Chodzi o misję nastawioną na wsparcie i szkolenie. W tym kontekście należy rozpatrywać decyzje Polski, która oczywiście wysuwała postulaty dotyczące wzmocnienia wschodniej flanki NATO, ale dostrzegała również konieczność zaangażowania jako kraj o średnim potencjale militarnym na pewną niezbyt dużą skalę, również na południowej flance. Stąd misja naszych F16, które mają pełnić funkcję głównie obserwacyjną w Iraku oraz misja szkoleniowa dotycząca między innymi sił specjalnych. Oczywiście szczegóły nie są do końca znane, ale wiemy na pewno, że nie chodzi o misję bojową.

Znaczący jest ogółem nasz realny wkład w to, co Sojusz robi na Bliskim Wschodzie. Oczywiście cały czas trzeba pamiętać że Bliski Wschód to nie są tylko wyzwania militarne, a cały kompleks problemów, między innymi kwestia imigracji. Na szczycie warszawskim podjęto też decyzje dotyczące zaangażowania NATO i współpracy z Unią Europejską na tym polu. Oprócz misji, która już jest prowadzona na Morzu Egejskim nastąpić ma wsparcie UE jeśli chodzi o uszczelnienie granic Unii i blokadę przed nielegalną imigracją czy walkę z przemytnikami ludzi. NATO przewiduje zaangażowanie na środkowej części Morza Śródziemnego, czyli w drugim newralgicznym punkcie, między Libią a Włochami, gdzie ta migracja znacząco się przesunęła.

Tutaj wchodzimy na kolejny obszar będący tematem dyskusji w Warszawie. Jest nim współpraca i zaciśnięcie więzów między NATO a Unią Europejską, bo rzeczywiście było z tym źle. W 2000 r. NATO kończyło swoją misję na Bałkanach, która powinna być zrealizowana przez kraje europejskie, ale te kraje, ani pod względem politycznym, ani wojskowym nie były w stanie rozwiązać problemów w południowo-wschodniej Europie na terenie Bałkanów. NATO podjęło się tej misji, a po wycofaniu zostawiło pole dla aktywności Europejczyków. Były wtedy szumne zapowiedzi, po szczycie Sojuszu w Waszyngtonie, że Europejczycy zbudują własne siły wojskowe, które będą reagowały na zagrożenia w bezpośrednim otoczeniu europejskich krajów NATO. Nic takiego się nie stało, a UE zaczęła dryfować w stronę, która z punktu widzenia polityki bezpieczeństwa była bardzo ryzykowna. Nie rozwinęła swoich zdolności w tym zakresie, a jednocześnie nie nawiązała współpracy z NATO, która mogłaby zaowocować komplementarnym współdziałaniem. Wydaje się, że teraz ta bariera została przełamana. Decyzje dotyczące współpracy UE i NATO podjęte w Warszawie wskazują, że taka efektywna współpraca może być nawiązana.

Oglądaj całość