Dlaczego padło akurat na Rosję? Jakim cudem Rosjanie mogliby dokonać zamachu na samolot, który wylatywał z Warszawy i który zgodnie z międzynarodowymi procedurami w ogóle nie powinien lądować w Smoleńsku? Jaki interes mieliby Rosjanie w zabiciu przedstawicieli wszystkich sił politycznych w Polsce? Nie ma to znaczenia. Padło na Rosjan, bo Rosja dla prawicowych elit jest wcieleniem zła.

Stosunek do Rosji obrazuje wszystkie kompleksy polskiej prawicy. Rusofobia połączona w jedno z antykomunizmem karmi frustracje i nienawiść połowy polskich dziennikarzy na czele z Janem Pospieszalskim i Bronisławem Wildsteinem. Polska narracja historyczna i wizja świata prawicy została zahibernowana w 1920 roku. Pospieszalski z kolegami żyją zaborem rosyjskim, „cudem nad Wisłą”, powojenną zależnością od Związku Radzieckiego. Bez wroga – choćby wyimaginowanego – umrą. Tęsknią za kolejnym przegranym powstaniem, zaborem, władzą komunistyczną, przeciwko której mogliby protestować jako przyszli bohaterowie (inna sprawa, że większość z nich nie była ofiarą niczyich prześladowań). Pogarda dla Rosjan widoczna jest również w TVP-owskiej propagandówce „Czas honoru”. Wszak dla naszych spiskowców jasne jest, że wszyscy Rosjanie piją, są brudni, dzicy i niecywilizowani; wiadomo, że Rosjanie to dzicz ze wschodu w przeciwieństwie do cywilizowanych obrońców chrześcijaństwa, czyli Polaków. Nienawiść do Rosjan jest posunięta tak daleko, że w wielu polskich serialach i wielkich produkcjach Rosjanie są często przedstawiani jako gorsi od faszystów. W czasie wojny eleganccy, kulturalni, szarmanccy mogą być tylko Polacy i… Niemcy. Rosjanie są obowiązkowo brzydcy, prymitywni, agresywni. Wszystko to sprawia, że gdy Pospieszalski plecie o trwającej wojnie z Rosją, prawie nikt nie widzi w tym niczego niestosownego.

Z tym też wiąże się rozpowszechnione wśród dziennikarzy „W Sieci” czy „Do Rzeczy” przekonanie, zgodnie z którym komunizm był i jest czymś bardziej zbrodniczym i groźniejszym niż faszyzm. Do granic absurdu doprowadził to przekonanie czołowy publicysta „Do Rzeczy” Piotr Zychowicz. Wydał on książkę Pakt Ribbentrop-Beck, czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki, w której broni tezy, że w obliczu wojny Polska powinna była przystąpić do sojuszu z hitlerowskimi Niemcami. Jego zdaniem Polacy, w tym polscy Żydzi, powinni u boku faszystów walczyć przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Zychowicz z satysfakcją przypominał też, że Hitler cenił Piłsudskiego, a przed wojną był cywilizowanym politykiem. Oto prawdziwa twarz polskiej prawicy: antykomunizm połączony z rehabilitacją faszyzmu.

Cała książka jest mieszanką groteskowych snów o potędze i political fiction, ale główny temat stanowi histeryczny antykomunizm. Autor raczej nie sympatyzuje z faszystami (chociaż warto pamiętać, że w prawie każdym numerze „Uważam Rze Historia” w czasie, gdy pismo współtworzył Zychowicz, znajdował się obszerny artykuł wskazujący na grzechy Żydów, a zwłaszcza żydowskich komunistów), skrajny antykomunizm prowadzi go natomiast do częściowego wybielenia Trzeciej Rzeszy. Takie podejście prawie nikogo już nie bulwersuje. Wszak w polskim dyskursie głównego nurtu od lat zrównuje się faszyzm i komunizm.

Po co te zabiegi? Oczywiście służą one bieżącym celom politycznym. Prawicowi publicyści dążą do totalnego zdewaluowania światopoglądu socjalistycznego i komunistycznego. Jeżeli komunizm jest z istoty swojej totalitarny, nie można tolerować inspirowania się nim. Groteskowym wyrazem tego histerycznego antykomunizmu jest wspominany serial „Czas honoru”. Jego główni bohaterowie, żołnierze wyklęci, na co dzień zajmują się mordowaniem Rosjan, „zdrajców” narodu polskiego, czyli wszelkiej maści komunistów, kradzieżami, pogardliwym spluwaniem na widok ludzi odbudowujących Warszawę (wszak powojenna Polska to nie nasza ojczyzna – dowiaduje się widz telewizji misyjnej), tudzież wydających książki (fuj, Brecht!). Nasi bohaterowie, jak przystało na prawdziwych Polaków, paradują w czyściutkich i kosztownych skórzanych płaszczach, nikogo się nie boją, wszystko im się udaje, bez problemów zabijają ruską zwierzynę i prostym krokiem zmierzają do odzyskania niepodległości, które nastąpi w 1989 roku (lub, jeżeli PiS przejmie władzę w TVP, w 2005, a potem znowu w 2015 albo 2019 roku). Aby telewidz nie pomyślał, że mordercy i złodzieje nie są dobrym wzorem do naśladowania, twórcy filmu nieustannie podkreślają, że bohaterowie słusznie zabijają i strzelanie do komunistów jest nie zbrodnią, lecz patriotycznym obowiązkiem. W jednym z ostatnich odcinków piątej serii bohaterowie dokonali zamachu terrorystycznego na teatr – wypuścili tam gaz, który pozbawił przytomności dziesiątki ludzi. Nikt nie zastanawia się nad tym, czy tego typu przekaz nie usprawiedliwia ewentualnych terrorystów, którzy mogliby uznać, że Donald Tusk i Grzegorz Schetyna to „sługusy Rosji”.

Podkreślam, że antykomunizm jest wspólną cechą dziennikarskiego przekazu w Polsce. Daje on często wstęp na salony medialne i stanowi kryterium wiarygodności. Z tego się biorą częste rytualne gesty odcinania się od tego, „co już było”, „co przerabialiśmy”, od „komunistycznego totalitaryzmu”. Może to się wydawać dziwne z tego powodu, że komunistów w Polsce praktycznie nie ma. Nie istnieje środowisko polityczne ani medialne, które dążyłoby do rehabilitacji idei komunistycznych. Komunizm żyje głównie za sprawą nienawiści prawicowych elit medialnych i politycznych, które starają się w ten sposób wskazać społeczeństwu kozła ofiarnego. Pod tym względem dość zabawne są utyskiwania prawicowych publicystów na „lewicowych radykałów” zrównywanych z bojówkarzami neofaszystowskimi. Trudno w Polsce znaleźć chociażby kilku walczących komunistów, a tym bardziej takich, którzy odwoływaliby się do przemocy, więc prasa prawicowa dokonuje różnego rodzaju ekwilibrystycznych zabiegów, aby ich wymyślić. W 2011 roku na Marszu Niepodległości znaleziono jeden (w dodatku nieużyty) kij bejsbolowy u anarchisty z… Niemiec, co do dzisiaj karmi prawicową prasę, która nieustannie głosi tezę o brutalności lewicowych bojówek. Ci sami prawicowi dziennikarze zarazem nie widzą agresji bojówek prawicowych, takich jak Obóz Narodowo-Radykalny, które otwarcie nawiązują do faszystowskiego i antysemickiego dziedzictwa, sławią mordercę Gabriela Narutowicza jako bohatera i co roku z okazji Marszu Niepodległości wyrywają kostki brukowe z chodnika.

 -----

Jest to fragment mojej książki „Wielkie pranie mózgów”, która ukazała się w maju 2015 r.