Redakcja: Co sądzi Pan o niewyjaśnionej sprawie zaginięcia dziennikarza Jarosława Ziętary?

Przymysław Wojciechowski: Opinię publiczną co jakiś czas bombarduje się nowymi sensacyjnymi informacjami o tym, że sprawa słynnego zaginięcia i morderstwa dziennikarza śledczego Jarosława Ziętary rzekomo jest już na ukończeniu. Poznajemy fakty, wiemy już niemalże kto zabił Ziętarę, aresztujemy znanych biznesmenów, a opinia publiczna wydaje wyroki... Otóż, czytając i słuchając wszystkich tych doniesień nie znalazłem w nich jak dotąd ani ziarna prawdopodobieństwa. Póki co wydaje mi się, że jesteśmy strasznie daleko od tego, aby tę zagadkę wyjaśnić.

Moim zdaniem trop prowadzący do zlecenia zabójstwa Ziętary przez Gawronika ma niewiele wspólnego z prawdą. Być może jest to prawdziwe w jakimś stopniu i stawiałbym raczej, że nie tylko on zlecił zabójstwo, a stał się jedynie kozłem ofiarnym. Możliwe, że Gawronik wie, kto zabił Ziętarę, ale wg mnie jeśli miał z tym coś wspólnego to nie działał sam. W mojej opinii Jarosław Ziętara został zamordowany na zlecenie jednego z bardzo bogatych polskich biznesmenów, który to obawiał się, czy Ziętara nie opisze jego podejrzanych interesów.

Zajmowałem się tym tematem dość długo, ale reportaż ostatecznie nie powstał, ponieważ pracując jako reporter śledczy nie zdążyłem tego zrobić. Z tego, co zdołałem jednak ustalić śledczy powinni skupić się dziś na kwestii Inspektoratu Ochrony Funkcjonariuszy z Poznania i jego szefem, który ma prawdopodobnie wiedzę na temat tego, kto i dlaczego zabił Jarosława Ziętarę. Wg mojego śledztwa ta osoba przyjęła zlecenie na zabójstwo Ziętary od poważnego polskiego biznesmena, niekoniecznie związanego z Poznaniem i interesami poznańskimi.

Czym był Inspektorat Ochrony Funkcjonariuszy? Po zabójstwie ks. Jerzego Popiełuszki PR-owo lub rzeczywiście, tego nie wiem, Czesław Kiszczak uznał, że nie może ufać wszystkim funkcjonariuszom. Stwierdził, że jeżeli Grzegorza Piotrowski rzeczywiście działał samowolnie przy uprowadzeniu i zamordowaniu ks. Popiełuszki, to był to naprawdę spisek w ramach MSW. Dlatego też Kiszczak uznał, że musi stworzyć coś na kształt dzisiejszego Biura Spraw Wewnętrznych, po czym powołał Inspektorat Ochrony Funkcjonariuszy. Ci funkcjonariusze inwigilowali i kontrolowali de facto innych funkcjonariuszy. W pracy i poza pracą, pod kątem czynności zawodowych, ale też prywantych i towarzyskich. Wiedzieli o nich wszystko. W pewnym momencie byli pewnie najbardziej poinformowaną służbą w kraju.

Wielu funkcjonariuszy ICF stanowiła de facto Służba Bezpieczeństwa. Po zmianach z 1989 r., z racji posiadania bardzo dużej wiedzy Inspektorat osiągnął bardzo wysoką pozycję społeczną, ponieważ jego ludzie potrafili tę wiedzę przekuwać na konkretne biznesy, także nieformalnie, w strukturach mafijnych. Człowiek, o którym myślę osiągnął taką pozycję w strukturach mafii. Był szarą eminencją mafii lokalnej i przyjął zlecenie na zabójstwo Jarosława Ziętary.

Wg mojej wiedzy, zleceniodawcą nie był Gawronik. Zalecałbym bardzo dużą ostrożność w formowaniu tez, że Gawronik stoi za zabójstwem Ziętary. Uważam, że tak nie jest, ale mogę się mylić.

Oglądaj wywiad