Redakcja: Dlaczego górnicy strajkowali w 2015 roku?

Wacław Czerkawski: Górnicy w styczniu 2015 r. wyszli na ulicę zademonstrować swoje niezadowolenie z powodu decyzji rządu, zmierzających w kierunku likwidacji kopalń. Zawsze kiedy padała decyzja o ich likwidacji, górnicy wychodzili na ulice, demonstrowali, protestowali oraz bronili miejsc pracy. W 2015 r. był to o tyle szczególny przypadek, że razem z górnikami wyszli mieszkańcy miast i gmin górniczych. Tak dużej mobilizacji społeczeństwa nie widziałem od dawna. Zazwyczaj protestowali sami górnicy z kopalń naznaczonych widmem likwidacji. Tym razem dołączyli także mieszkańcy, całe społeczności lokalne czy biznesmeni. W Bytomiu protestowali nawet właściciele zakładów pogrzebowych. Pokazuje to, że likwidacja miejsc pracy w województwie śląskim dotyka wszystkich grup społecznych. Powodem tego jest fakt, iż kopalnie przyjmują mnóstwo podań o przyjęcie do pracy, a alternatywa właściwie nie istnieje. Chodzi przy tym nie tylko o samych górników, ponieważ jedno miejsce pracy w górnictwie generuje także 3-4 miejsca wokół niego. Stąd też tak ogromna determinacja.

Pośrednią przyczyną było także niedotrzymywanie przez stronę rządową wszelkich zobowiązań dotyczących dalszego funkcjonowania kopalni oraz programu rozwoju górnictwa. My działaliśmy według strategii dla górnictwa obowiązującej do 2015 r. Tymczasem żadne rozmowy ani prace nad tą sprawą się nie toczyły, a bez konkretnego planu nie da się tak dużą branżą zarządzać. Dla nas było to widoczne dlatego też proponowaliśmy swoje rozwiązania jako strona społeczna. Wtedy praktycznie rządził jednak PSL. Nie ma się więc co dziwić, że stan wiedzy na temat potrzeb górnictwa był zerowy i musiało to w końcu doprowadzić do protestów.

Protesty w obronie kopalń stanowiły jedną skalę problemu. Zaraz potem mieliśmy następne prostesty i to dużo ostrzejsze jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że rząd do walki z górnikami użył policji. Był to problem zarządzania Jastrzębską Spółką Węglową, gdzie przy bardzo wysokich cenach węgla koksowego wszystkie zyski generowano do budżetu państwa albo do bliżej nieokreślonych firm okołogórniczych. Nikt tak naprawdę nie wie dokładnie, gdzie te pieniądze były transferowane. Górnicy zostawali „z ręką w nocniku”, nie było inwestycji, nie było podwyżek, a pieniądze w dziwny sposób się ulatniały. W końcu górnicy powiedzieli dość takiemu zarządzaniu poprzez zażądanie odwołania prezesa Jarosława Zagórowskiego. Nastąpił bardzo duży opór władzy, która uważała Zagórowskiego za znającego się na swej robocie fantastycznego menadżera, który doprowadził do obecności JSW na giełdzie. Zapomnieli oni przy tym jakby, że cały proces restrukturyzacji polegającej na przekazaniu spółki na giełdę był prowadzony przez stronę społeczną, która dyktowała jakie warunki należy w tym celu spełnić. W efekcie nastąpiła eskalacja protestu. Rząd użył policji i to w bardzo brutalny sposób. Mało tego, mieliśmy do czynienia z przypadkami, gdzie policja w ferworze walki zamiast atakować górników zaatakowała szpital znajdujący się na przeciwko zarządu JSW. Niestety nikt nie poniósł za to konsekwencji.

Ostatecznie zmieniono jednak prezesa, ponieważ dłużej w ten sposób nie dało się walczyć z górnikami. Sytuacja została załagodzona. Górnicy potrafili nawet dojść do kompromisu z późniejszym zarządem Jastrzębskiej Spółki Węglowej, kiedy z powodu drastycznego spadku cen węgla nastąpiły trudne czasy. Udało się podpisać porozumienie, z którego nie jesteśmy w pełni zadowoleni, bo największy koszt ponieśli sami górnicy, zgadzając się na obniżenie płac. Nie jest to droga do sukcesu, bo mowa tylko o krótkotrwałym okresie, kiedy te oszczędności procentują. Już teraz wiemy, że JSW nadal ma problemy. Jedyną drogą do osiągnięcia sukcesu w firmie jest ekspansja, przede wszystkim sprzedaż węgla, z którą bywa jednak różnie.

Doszło już do takiego stopnia niezrozumienia sytuacji, że pewnego razu przy negocjacjach przedstawiłem stronie zarządzającej swój sposób wyprowadzenia firmy z kryzysu. Zaznaczyłem przy tym, że jest to pomysł bardzo abstrakcyjny. Nie wiem czy zostanie on przyjęty, ale powiedziałem wtedy, że trzeba po prostu zacząć sprzedawać węgiel. To najprostszy sposób, bo po to są spółki węglowe powołane. Do tej pory nie potrafiono tego robić. A że się da i że przynosi to efekt możemy się przekonać nawet teraz, kiedy dwie kopalnie przekazano do innej spółki, gdzie sprzedażą węgla zajmowali się fachowcy, dzięki czemu te kopalnie wyszły na prostą. Mają one dobre wyniki, przynoszą dochody i wszysto wskazuje na to, że będą się rozwijać. A więc można, ale zarządzać muszą po prostu fachowcy, znający się na sprzedaży węgla. Trzeba restrukturyzować, ale nie likwidować.

Red.: Czy sytuacja górnictwa zmieniła się po zmianie rządu na jesieni 2015 roku?

WC: Trudno powiedzieć. Od schyłku rządów PO do dnia dzisiejszego tych zmian tak naprawdę nie widać albo są one ograniczone. Mamy co prawda ministra ze Śląska, ale to jeszcze nie oznacza dobrych ruchów w górnictwie, ponieważ wszystkie podstawowe problemy są dalej przed nami. Trwa proces przekształcania kompanii węglowej w Polską Grupę Górniczą. Jeżeli zakończy się on, tak jak zapowiadano, do końca kwietnia to osiągniemy pierwszy sukces. Tych terminów od czasu powstania nowego rządu przetrwaliśmy jednak już kilka i żaden z nich nie był dotrzymywany. Taką samą politykę przeczekania stosowała Platforma i tego się boimy. Oni po tych protestach górniczych zaczęli reagować. Spotykaliśmy się na szczeblu premiera zarówno z Donaldem Tuskiem, jak i Ewą Kopacz, tak więc ranga spotkań była bardzo wysoka, ale im wieksza była ranga tym mniejsze efekty. Powołano co prawda pełnomocnika ds. programu górnictwa, ministra Kowalczyka, który doczekał nawet rządów PiS, ale sprawy posunęły się do przodu w bardzo niewielkim stopniu.

Pojawia się tu jeden generalny problem. Żeby w tej chwili górnictwo mogło przeżyć musi uzyskać pomoc od rządu. Pomoc wprost z budżetu jest zabroniona, muszą się w to zaangażować spółki energetyczne. Nie może być jednak tak, jak mieliśmy pokazane na oficjalnych wykresach, że ceny węgla spadały, a ceny energii rosły, zyski brała wyłącznie energia i mówiło się jeszcze, że przez górnictwo ceny energii rosną. Tak być nie może, podział zysków musi być odpowiedni, tak żeby górnictwo mogło wyjść na prostą i prowadzić wszystkie procesy restrukturyzacyjne, ale w sensie pozytywnym, a nie likwidacyjnym. Dlatego czekamy na Polską Grupę Górniczą.

Nie ma w tej chwili inwestora dla kopalni Makoszowy, co nas bardzo bulwersuje. Na włosku wisi tam niepokój społeczny, który może być porównywalny z poprzednimi protestami, ponieważ górnicy bardzo się niepokoją o przyszłość swoich miejsc pracy. Póki co kopalnia Makoszowy jest praktycznie w zawieszeniu, a spotkania z ministrami PiS niewiele dają. W Katowickim Holdingu Węglowym co chwilę powstają niepokoje o miejsca pracy. Ostatnio mieliśmy protest dotyczący planów likwidacji kopalni „Wujek”, ponieważ przeprowadzono ankiety wśród ludzi w sprawie osłon socjalnych, co pozwalało podejrzewać, że powstają jakieś niecne plany wobec tej kopalni. Osłony socjalne były już praktykowane przez rząd Buzka, co pozwoliło zlikwidować wtedy kopalnie bez wielkich oporów. Miały wtedy co prawda miejsce opory społeczne, protesty czy strajki, ale górnikom zaproponowano osłony socjalne w postaci pięcioletnich urlopów górniczych. Jeżeli słyszą oni, że kopalnia może być zlikwidowana, a miejsca pracy niepewne to z takich propozycji osłon socjalnych korzystają i nie ma się co dziwić. Efekt jest jednak taki, że odchodzą najlepsi fachowcy i „na dole” nie ma kto pracować. Nie da się górnika wykształcić w rok czy dwa. Górnik musi przejść długą drogę zawodową, żeby osiągnął dobre wyniki.

Jak na razie za rządów PiS nie było jeszcze poważnych protestów. Odbyło się jedno spotkanie zespołu trójstronnego do spraw bezpieczeństwa socjalnego górników, którego jestem współprzewodniczącym razem z ministrem odpowiedzialnym za górnictwo ze strony PiS. Było to raczej spotkanie zapoznawcze, gdzie minister zapoznał się z problemami, bo mimo, że jest ze Śląska, to mam przeczucie graniczące z pewnością, że nie bardzo jeszcze wie jak to górnictwo trzeba konsumować i jak dobrze nim zarządzać. Zespół trójstronny składa się z rządu, pracodawców i strony społecznej. Te problemy strona społeczna pokazała. Zespół jest dobrym miejscem do wypracowywania wszelkiego rodzaju kompromisów albo rozwiązywania trudnych problemów. Myślę, że jego następne spotkanie odbędzie się dopiero, kiedy powstanie Polska Grupa Górnicza, ponieważ jest ona podstawą do tego, by racjonalnie o górnictwie rozmawiać.

Oglądaj w całości część 1

i część 2