Gdybym był złośliwy (a czasami mam już starcze słabości), to zadałbym pytanie, czy może mamy znów jakiegoś gwaranta naszego ustroju politycznego, którego nie mamy prawa sami zmieniać? Przypomnę, że historyczna gwarantka ustroju I Rzeczypospolitej też urodziła się we wschodnich Niemczech, też mówiła po niemiecku, rządziła w państwie, którego stolica miała również niemiecką nazwę, a jej drogę do tronu wymyślił równie niemiecki „filozof na tronie”, mimo że swój język narodowy nazywał „szczekaniem psa”.

Nie chcę bynajmniej sugerować, że gwarantem niezmienności naszego ustroju jest również niemieckojęzyczny sąsiad, który jest jednak tradycyjnie „zaniepokojony”, gdy w Polsce rządzą osoby źle widziane w Berlinie. To najbardziej oględna forma perswazji z tej stolicy wobec „polskich kartofli”: w przeszłości i to nie raz było gorzej.

Ale teraz nic a nic nam nie grozi, jesteśmy bezpiecznymi i otoczeni (od Zachodu) przyjaciółmi, oczywiście pod warunkiem, że prowadzimy „proeuropejską politykę” i wykonujemy wszystkie ich zalecenia, oczywiście nie mające dla nas wiążącego charakteru. Dotychczasowy ustrój naszego kraju na pewno zasługiwał na wysoką ocenę, dał Polsce i Europie takich polityków jak Donald Tusk oraz chronił interesy niemieckich inwestorów, którzy przychodzą do nas z misją cywilizacyjną, jakże potrzebny w postkomunistycznym syfie.

Muszę niestety po raz kolejny narazić się ościennym (to słowo nie pochodzi od „ości”) mocarstwom, ale robię to z pełną determinacją, bo wiem, że to co mówię i piszę nie ma żadnego znaczenia. I sądzę, że nam też wolno nie tylko dyskutować o ustroju Polski, ale możemy go również zmienić. Jesteśmy – jak przekonują mnie politycy od 27 lat – państwem niepodległym.

Pójdźmy jeszcze dalej: nie tylko możemy, ale nawet musimy zmienić nasz ustrój gdyż jest dwufunkcjonalny, ani prezydencki ani parlamentarny, a przede wszystkim narusza zasadę nemo iudex sua causa. Przykładów niekonsekwencji ani nonsensów naszego ustroju jest sporo: dlaczego mamy aż trzy równorzędne sądy najwyższe, jest Sąd Najwyższy, który nie ma nic do gadania nie tylko w sprawie wcale „nienajwyższego” Trybunału Konstytucyjnego, dla również Naczelnego Sądu Administracyjnego, które dla najważniejszych dla życia obywateli sprawach zwłaszcza w sporach podatkowych, jest ostatnią i niezaskarżalną instancją? Kto to wymyślił? Dlaczego sędziowie mogą pisać dla siebie ustawy o sądach, aby było im wygodniej orzekać? Dlaczego ustawy może napisać dowolny lobbysta, zresztą za małe pieniądze, a potem rząd, Sejm, Senat uchwalają ich pomysły.

Przecież wszyscy wiemy, że najważniejszych dla państwa dziedzinach, w tym zwłaszcza w prawie podatkowym, nie rządzi jakakolwiek większość parlamentarna, lecz zagraniczny biznes konsultingowy, „międzynarodowe koncerny” i każdy, kto wie, pod jaki telefon zadzwonić? Ile razy pisałem do „wszystkich świętych”, łącznie z byłym prezydentem, aby nie podpisywał szkodliwych dla Polski ustaw?

I co? I nic.

Nasz ustrój jest fasadowo-proceduralny: ma w sposób poprawny uchwalać każdą możliwą bzdurę, bo przedstawionych Sejmowi projektów nawet nikt nie czyta. Ile warta jest polska demokracja dowiedzieliśmy się w czasie prac nad projektem ustawy o podatku od hipermarketów: ktoś spowodował (?), że już w zarodku zduszono tę inicjatywę, przy pomocy jakiegoś „listu z Komisji Europejskiej”, bo nam opodatkować zagranicznych koncernów nie wolno: może uchwalać tylko te ustawy, które na ich zlecenie napiszą firmy doradcze zajmujące się optymalizacją podatkową, piszące raporty (za pieniądze) dla Komisji Europejskiej na temat uchylania się od opodatkowania, czy to nie jest groteska a w zasadzie kpina z demokracji rozumianej w sensie materialnym?

Jeżeli ktoś w dobrej wierze staje w obronie obecnego ustroju, to z chęcią poinformuje go kto tu rządzi, zwłaszcza w podatkach. Jeżeli tego nie wie, to służę informacjami, zresztą są powszechnie dostępne. Jeżeli np. szef KOD-u jest szczerze zainteresowany obroną polskiej demokracji, to sądzę, że powinien wiedzieć, czego broni. Proponuję publiczną dyskusję z jego udziałem, do której można zaprosić nie tylko jednego z przyjaciół z boiska (Mira, Zbycha lub Rycha), ale również Jana Vincenta Rostowskiego: niech Panu opowiedzą, do czego służy polski parlamentaryzm.

Dlatego trzeba dyskutować nad zmianą ustroju, aby służył obywatelom i państwu polskiemu, a nie tym, którzy go dziś opanowali i bronią „jak niepodległości”.