Chciałbym zapoznać czytelników portalu OTOKO z swoimi przemyśleniami zainspirowanymi tekstem prof. J. Kopani „Moralna ocena pułkownika Kuklińskiego”. Jednak nie sam Kukliński i jego smutne dzieje to nie jest coś, co szczególnie mnie interesuje. Od jakiegoś czasu pasjonuje mnie coś bardziej ogólnego i poważnego - intrygują mnie sprawy bohaterstwa, zdrady i szpiegostwa.

Muszę wyznać, że bardzo się zawiodłem na tekście Kopani. Autor bardzo - można wręcz twierdzić, że niedopuszczalnie bardzo - uprościł sprawę moralnych wyborów przed którymi stanął pułkownik Kukliński. Lecz nie to w tym tekście jest szczególnie irytujące. Wszak wszyscy analizujący jakichś problem muszą dokonywać uproszczeń. Muszą wybierać, co z przyjętego punktu widzenia jest ważne, a co nie. Każda próba rozwiązania problemu wiąże się z ustanowieniem modelu czy schematu pojęciowego, czyli uproszczonego obrazu rzeczywistości. Co mnie denerwuje, to charakterystyczna dla naszej narodowej prawicy skłonność do pouczania i potępiania lub nawet odmawiania prawa do bycia członkiem wspólnoty narodowej tych wszystkich którzy ośmielą się mieć inne zdanie, którzy inaczej pojmują patriotyzm i wierność ojczyźnie. I tę kategoryczność, przekonanie o posiadaniu wiecznej prawdy, również można dostrzec w konkluzjach profesora Kopani, który krytykom pułkownika Kuklińskiego daje wybór: albo się przyznają do „komunizmu” albo dadzą „świadectwo własnej niedojrzałości obywatelskiej”.

Na początku zrekonstruujmy schemat myślenia prof. Kopani. Twierdzi on, iż PRL była państwem obcym, przemocą narzuconą przez zewnętrzne siły. Społeczeństwo przyjęło z konieczności tę formę bytu państwowego, ale nigdy jej nie zaakceptowało. Władza nie pochodziła z demokratycznych wyborów, dlatego nie można potępiać ani Kuklińskiego ani nikogo innego, że nie przestrzegał ustanawianych przez tę władzę zasad. Niemniej jednak trzeba było jakoś żyć i większość społeczeństwa przyjmowała postawę pragmatyczną - współpracując. Mniejszość czynnie się jej przeciwstawiała. Trzeba jednak zauważyć, że pułkownik Kukliński był częścią aparatu władzy, jednak jego działanie da się usprawiedliwić, bo on w swoim sumieniu odrzucał komunizm i działał dla jego upadku. A kiedy nadarzyła się okazja to przeszedł na drugą stronę. Prof. Kopania podkreśla, że w państwie niedemokratycznym takim jakim była PRL, można mówić o dwóch formach lojalności: wobec narodu i wobec państwa. Pułkownik Kukliński był nielojalny wobec państwa, ale lojalny wobec narodu, bo w interesie narodu leżał upadek ZSRR. Jednak duża część polskiego społeczeństwa cierpi na niedojrzałość społeczną i utożsamia lojalność narodową i lojalność państwową. Dlatego wciąż są ludzie potępiający czyn pułkownika Kuklińskiego.

Jest w tym rozumowaniu kilka tez, których nie sposób zakwestionować. To prawda, że PRL była państwem niesuwerennym: była protektoratem, tak jak w XIX wieku Księstwo Warszawskie czy Królestwo Polskie. Prawdą jest też, że ówczesna władza nie pochodziła z demokratycznych wyborów. Prawdą jest też to, że ZSRR był w stanie politycznego konfliktu z USA. Ale reszta twierdzeń i wniosków profesora Kopani jest wątpliwa czy wręcz fałszywa.

Zacznijmy od tego, że demokratyczne wybory to tylko jedna z istniejących form legitymizacji władzy państwowej. Istnieją też – według Maksa Webera - tradycyjne i charyzmatyczne formy legitymizacji władzy. I jak pokazuje historia Arabskiej Wiosny Ludów, ustanowione demokratyczne reżimy nie cieszyły się popularnością tamtejszych społeczeństw i mamy powrót do tradycyjnych form prawomocności. Czyli obowiązek demokratyczności nie jest konieczny w legitymizacji władzy i generowaniu postaw lojalnościowych.

Po drugie, z analitycznego punktu widzenia bardzo wątpliwa jest efektywność rozdzielenia narodu i państwa. Jan Kot zapisał taką anegdotę z czasów PRL-u: po tzw. liście 66, czyli proteście intelektualistów przeciwko cenzurze, ówczesny minister kultury, znany ze swoich liberalnych sympatii, powiedział do grupy swoich znajomych: „Ci, idioci, zdecydowali o zabraniu paszportów i zakazie podróży zagranicznych dla wszystkich uczestników protestu”. Jedna z słuchających tego osób naiwnie spytała: „A skąd pan minister to wie?” Na co minister: „Jak to skąd? Przecież osobiście podpisałem odpowiednie rozporządzenie!…".

W istocie rzeczy charakterystyczne dla PRL-u było podwójność postaw: cytowany minister uważał się część narodu, o swoich zwierzchnikach mówił „Ci idioci”, lecz dla zdecydowanej większości społeczeństwa to on był częścią tego aparatu władzy i ucisku. W obecnej rządzącej, PiS-owskiej elicie władzy są ludzie, którzy w PRL-u byli częścią aparatu przymusu. Np. sędzia A. Kryże czy prokurator S. Piotrowicz. Nie przeszkadza im to w robieniu kariery. Zapewne dlatego że chociaż oficjalnie wspierali ideologię komunistyczną, to w swoim sumieniu ją odrzucali. Przynajmniej tak twierdzą. Być może, że oni sami w to wierzą. Jednak naukowcy z dziedziny nauk społecznych kwestionują możliwość rozdzielania osobowości na dwie części, tzn. jedną oficjalną i propaństwową, a drugą opozycyjną, nieoficjalną. Każda osoba musi je w ten czy w inny sposób połączyć, zasymilować, jeśli nie chce skończyć w szpitalu dla umysłowo chorych…

Nota bene, narodowa prawica hołubi osoby takie jak Kryże czy Piotrowicz, czyli osoby które do końca zachowywały lojalność wobec PZPR, a krytykuje te osoby które uwierzyły w ideologię komunistyczną i z entuzjazmem przystąpiły do budowania socjalizmu, ale po pewnym czasie przekonały się o jej fałszerstwie i demonstracyjnie wystąpiły z partii. Czyż nie jest paradoksem, że narodowcy za komunistów uważają tych którzy zerwali z partią, a patriotami uznaje się tych, którzy w tej partii trwali nieomal do końca?

Wracając do pułkownika Kuklińskiego. Czyż nie wstępując do wojska nie zdawał sobie sprawy z tego, że armia jest ściśle kontrolowana przez Moskwę? Robiąc karierę, pokonując kolejne stopnie i awansując nie możliwe, żeby tego nie wiedział. Wiemy, że uczestniczył w akcjach szpiegowskich przeciwko NATO, czyli obiektywnie szkodził przeciwnikowi ZSRR. W takim razie dlaczego nagle zmienił zdanie i stał się patriotą?

Profesor Kopania twierdzi, że krytykując Kuklińskiego konsekwentnie należałoby „potępić tych, którzy łamiąc przysięgę oficerską złożoną państwom zaborczym walczyli o wolność Ojczyzny w powstaniu listopadowym, w powstaniu styczniowym, w legionach Piłsudskiego”. To oczywista bzdura. Bo kiedy pułkownik Kukliński decydował się na podjęcie współpracy szpiegowskiej z USA to poza terenem Polski nie istniała żadna polityczna siła, która by reprezentowała polskie społeczeństwo. PRL było jedną organizacją wyrażającą – chociaż w skażonej i ograniczonej formie – interes narodu polskiego. Poza PRL-em nie było wojska polskiego tak jak w powstaniu listopadów, oddziałów powstańczych jak w powstaniu styczniowym i nie istniały też legiony. Pułkownik oddawał swoją wiedzę i siłę obcemu mocarstwu, a nie Polsce.

Współpraca z obcym mocarstwem przeciwko własnemu krajowi, nawet jeśli dotyczy to krwawego reżimu, wszędzie na świecie budzi kontrowersje. Weźmy niemiecką lewicową antyfaszystowską organizację „Czerwona Orkiestra”. Historycy zgodni są, że pobudki młodych ludzi były szlachetne, chcieli obalenia złoczynnego reżimu Adolfa Hitlera. Ale nawiązali współpracę z wywiadem radzieckim, z przedstawicielami wrogiego państwa. A to, oczywiście, budzi kontrowersje… Spiskowcy z 20 lipca 1944 r. są oceniani jednoznacznie pozytywnie, chociaż ich pobudki nie były ani tak czyste ani tak szlachetne jak Czerwonej Orkiestry. Bo oni zamierzali własnymi siłami przeprowadzić zamach stanu by uratować chociaż część zdobyczy Hitlera.

Decyzji pułkownika Kuklińskiego można bronić twierdząc, że w USA sprawa niepodległości cieszy się i cieszyła się sympatią. To prawda, ale ten nasz największy sojusznik – jak mawia o USA min. Macierewicz – w przeciągu historii nie raz dał dowód, że sprawę Polski traktuje instrumentalnie. Dzisiaj, na przykłąd wiemy, że prezydent Harry Truman świadomie zgodził się na oddanie Polski pod kuratelę ZSRR. Prosił jedynie by odpowiednie decyzje były ujawnione dopiero po wyborach prezydenckich w USA. Zależało mu na głosach wtedy odgrywającej ważną polityczną rolę – Polonii amerykańskiej. Sympatia sympatią, ale to co naprawdę kieruje decyzjami polityków to interes polityczny lub ekonomiczny.

Zachowanie władz amerykańskich w sprawie Kuklińskiego także  jest dziwne. Pułkownik uciekł do USA z informacjami na temat przygotowań do stanu wojennego. Dlaczego w takim razie USA nie uprzedziły Solidarności o szykującym się uderzeniu? Dlaczego 13 grudnia 1981 r. był takim szokiem dla całej elity Solidarności?

Istnieją różne hipotezy próbujące wyjaśnić zachowanie USA. Moim zdaniem, najbardziej prawdopodobna jest tak, która głosi, że w interesie USA nie było zwycięstwo Solidarności w Polsce. Bo co to by oznaczało? Dalsze pogorszenie sytuacji politycznej na świecie. Gdyby władzę przejęła Solidarność to prawdopodobnie doszłoby to wtargnięcia wojsk Układu Warszawskiego do Polski. Polska to duży kraj, prawdopodobieństwo wojny partyzanckiej byłoby duże. Opinia światowa zażądałaby wysłania wojsk NATO do Polski. A to oznaczałoby III wojnę światową. USA zdają sobie sprawę, że rosyjski niedźwiedź najgroźniejszy jest wtedy, gdy słaby i ranny. Wtedy zdolny jest podjęcia ostatecznych i ryzykownych środków, w tym także i użycia broni atomowej…

I w końcu oceniając zachowanie pułkownika Kuklińskiego nie sposób nie zauważyć, że profesja szpiega jest czymś ogromnie obrzydliwym… Oszukujemy swoich przyjaciół, znajomych, rodzinę .. Udajemy kogoś innego niż jesteśmy. Chyba to miał na myśli Napoleon kiedy na propozycję by uhonorować największego francuskiego szpiega Legią honorową, odpowiedział: Legia jest dla żołnierzy, pieniądze dla szpiegów.

W kulturze popularnej szpiegów zazwyczaj przedstawia się jak jakieś monstra pozbawione zasad moralnych albo zawziętych fanatyków. Jednym z niewielu pisarz którzy w figurze szpiega dostrzegł człowieka, przeżywającego zwykłe ludzkie dramaty i zmuszonego podejmować trudne moralnie wybory jest John le Carré. W jego powieściach szpiedzy to ludzie, którzy nie są w stanie kierować własnym losem. To pionki które są przesuwane i zabijane na politycznej szachownicy świata. I to – moim zdaniem – jest najwłaściwsza perspektywa oceniania pułkownika Ryszarda Kuklińskiego.

Czy Kukliński był bohaterem czy zdrajcą? Jeśli był zdrajcą to na pewno nie Polski. Zdradził swoich przyjaciół i kolegów. I był tego świadomy. Trudno też uznać go za bohatera. Bo trudno jest wskazać jakieś konkretne korzyści jakie polski naród odniósł z jego działalności. Ale jego znajomi i koledzy podkreślają, że zawsze demonstrował swój patriotyzm. Nie znana mi jest wypowiedź która kwestionowałaby czystość i szlachetność jego pobudek. W takim razie kim był pułkownik Ryszard Kukliński? Moim zdaniem był ofiarą. To jeszcze jedna ofiara komunizmu w Polsce.