Fenomen Jezusa z Nazaretu

Wstęp

W poprzedniej części mojego tekstu na temat poszukiwań „historycznego Jezusa Chrystusa” przedstawiłem ogólna charakterystykę warunków społecznych w których żył i głosił ewangelię Jezus z Nazaretu.  Wysunąłem tezę, iż porażka i śmierć Jezusa była nieunikniona, ponieważ swoimi wystąpieniami naraził się prawie wszystkim poważnym elitom społecznym żydowskiego społeczeństwa. Wszystkim oprócz jednego poważnego stronnictwa, tajemniczej sekty esseńczyków. Przypomnę jeszcze raz, że głównym (chociaż nie jedynym) impulsem do napisania tego tekstu była lektura książka Simona J. Josepha „Jesus, Q, and the Dead Sea Scrolls”.

Pisząc kontynuację pierwszej części stwierdziłem, że nie da się tego zmieścić w jednym odcinku, potrzebny jest jeszcze jeden. Dlatego tutaj przedstawię swoje poglądy na problem naukowego podejścia do badań historii Jezusa Chrystusa i kontrowersji, jakie się z nimi wiążą. Zaś w trzeciej części przedstawię problem kontaktów Chrystusa z Janem Chrzcicielem i związków Jezusa z esseńczykami.

Uwagi na temat metodologii

Autor komentarza odnoszącego się do mojego tekstu „Dlaczego Jezus musiał umrzeć” stwierdził, iż „należy pamiętać, że większość z tego, co napisano powyżej oparta jest na spekulacjach i łączeniu wiedzy z różnych źródeł bez pewności, że mają ze sobą coś wspólnego”. Otóż nie jest to prawdą. Moje uwagi nie były tylko spekulacjami i nie manipulowałem źródłami. Starałem się możliwie konsekwentnie stosować metodę naukową. A na czym polega owa metoda naukowa? Na pokorze wobec faktów i poddaniu w wątpliwość swoich uprzednich (czyli przed zaznajomieniem się z faktami) sądów. Na przekonaniu, że celem nie jest odkrycie PRAWDY, lecz jedynie zrekonstruowanie możliwie najbardziej prawdopodobnego modelu analizowanego przebiegu wydarzeń. Czyli nie zamierzam twierdzić, że tak się to odbyło, lecz jedynie powtarzam, że w świetle dzisiejszej wiedzy tak właśnie mogło być. A jeśli pojawią się inne fakty (nowe odkrycia) – to jestem gotów zrewidować swoje twierdzenia..

Analiza naukową zaczynamy od krytyki źródeł. Innymi słowy każde źródło informacji powinno być poddane testom na rzetelność i wiarygodność. Przyjąłem tutaj cztery główne kryteria: pierwsze zewnętrzne kryterium, odpowiada na pytanie: czy dane źródło jest w jakiś sposób powiązane (np. materialnie czy psychologicznie) z podmiotem o którym informuje (fakt, że ewangelie zostały napisane przez uczniów i zwolenników Chrystusa poddaje w wątpliwość ich obiektywizm), drugie kryterium zewnętrzne, czy inne opisane fakty są zgodne z rzeczywistością (w tym przypadku ewangeliści okazują się w miarę wiarygodni – ich opis rzeczywistości społecznej i politycznej został potwierdzony przez inne historyczne źródła); trzecie zewnętrzne kryterium to czas powstania – im dłuższy jest czas dzielący opisywanych wydarzeń od powstania opisu tym mniej wiarygodne jest to źródło. Z tego punktu widzenia najbardziej wiarygodna jest Ewangelia wdg św. Marka, a najmniej wiarygodna, historycznie najpóźniejsza, Ewangelia wdg św. Jana. Jedno kryterium wewnętrzne odnosi się do oceny wewnętrznej spójności i braku sprzeczności w samej relacji. Oceniając wiarygodność porównujemy opis wydarzeń zarówno w danej jednej ewangelii jak też i szukamy sprzeczności w opisie tych samych wydarzeń zamieszczonych we wszystkich ewangeliach.

Problemy archeologii biblijnej

W pierwszej części swojego tekstu pominąłem osiągnięcia nauki archeologii w wyjaśnianiu czasów w jakich żył Jezus z Nazaretu. Nie pisałem o tym, bo chciałem uniknąć omówienia skomplikowanych kontrowersji jakie otaczają archeologię w Izraelu. Jednak rzetelna odpowiedź na pytanie jak współczesna nauka patrzy na osobę Jezusa wymaga przynajmniej w formie skrótowej, przedstawienia trudności z jakimi zmaga się archeologia i kontrowersji jakie jej osiągnięcia wywołują. 

Zacznę od tego, że archeologowie są obiektem krytyki i nawet napaści ze strony dwóch całkowicie różnych grup; żydowskich religijnych fundamentalistów oraz palestyńskich Arabów. Archeologia to nauka której przedmiotem badań są artefakty, tzn. przedmioty stworzone przez człowieka. Archeologowie szukają tych przedmiotów, a gdy je już znajdą wykorzystując wyrafinowane metody i techniki podają znaleziska analizie. Rezultaty służą do stworzenia wizji ówczesnego świata i ludzi, którzy te artefakty stworzyli. Problem w tym, że dla archeologów badających pierwotne społeczeństwa miejscami najbardziej obfitującymi w artefakty są cmentarze i groby. Prawie w każdym grobie można znaleźć różne przedmioty, którymi się posługiwali zmarli i które, jak większość starożytnych religii twierdzi, mogą się im przydać także w życiu pozagrobowym. I to jest właśnie przedmiotem sporu i powód gniewu żydowskich fundamentalistów. Bo w judaizmie surowo zakazuje się zakłócania spokoju zmarłym. Zabrania się otwierania grobów i przenoszenia szczątków z jednego miejsca na drugie, chyba że w szczególnie ważnych moralnie i religijnie sytuacjach.  (Z tego właśnie powodu polskie gminy żydowskie długo nie zgadzały się na ekshumację szczątków pomordowanych w Jedwabnym). A zadania naukowe, cele poznawcze, przez religijnych fanatyków nie są uważane za szczególnie ważne powody.

Z kolei palestyńscy Arabowie podejrzewają, że badania archeologiczne mają cel polityczny. I te obawy nie są zupełnie bez podstaw. Bowiem między nacjonalistami żydowskimi i palestyńskimi muzułmanami toczy się werbalna wojna o to, kto ma większe prawa do Palestyny i Jerozolimy, zwłaszcza do Wzgórza Świątynnego, na którym kiedyś stała Świątynia Salomona a obecnie jest miejscem Meczetu Al-Aksa i Kopuły na Skale. To trzecie, po Mecce i Medynie, najświętsze miejsce Islamu. A argumenty archeologiczne świadczące o żydowskiej przeszłości Jerozolimy są mocnym argumentem wspierającym żydowskie roszczenia.

Sprawa jest bardzo poważna, bo religijni Żydzi wierzą, że warunkiem przyjścia Mesjasza jest wybudowanie trzeciej Świątyni. Pierwszą świątynią była Świątynia Salomona, która zniszczona przez Babilończyków w 587 p.n.e., a Żydzi zostali uprowadzeni w tzw. niewolę babilońską. Drugą świątynię wybudował (dokładnie mówiąc: rozbudował) znany z Nowego Testamentu król Herod Wielki, ale i ona wkrótce została zburzona podczas wielkiego powstania Żydów przeciwko Rzymianom w 70 n.e., czyli ponad 30 lat po śmierci Jezusa Chrystusa. Do dnia dzisiejszego przetrwała jedynie część świątynnego muru, zwanego „Ścianą Płaczu”, przy którym modlą się i zanoszą prośby (w postaci zwitków papieru wkładanych w szczeliny muru) do Boga religijni Żydzi. Niektórzy twierdzą, że ów ciągle tlący i nie gasnący konflikt o Wzgórze Świątynne da początek III wojnie światowej. I wtedy proroctwa końca świata zawarte w Apokalipsie św. Jana mogą się urzeczywistnić … Wszak miejsce ostatecznej bitwy między siłami dobra i zła, Armageddon, znajduje się w Izraelu. To okolice miasta Megiddo...   

Tym sposobem archeologia biblijna została uwikłana w spory o charakterze religijnym, ideologicznym i politycznym. Dodajmy jeszcze, że znaleziska archeologiczne mają nie tylko wartość religijną, historyczną czy estetyczną, ale także finansową, a ich odkrywca zyskuje wielką sławę. A to stanowi ogromną pokusę zwłaszcza dla archeologów amatorów. Dowodzą tego sprawy odkrycia tzw. grobowca Jakuba, brata Jezusa oraz tzw. grobu rodziny Jezusa. Ale by zrozumieć wszystkie subtelności archeologii biblijne konieczne jest jakieś przybliżenie żydowskiego obyczaju pogrzebowego I wieku n.e.

Zaginiona piąta ewangelia

Zanim jednak do tego dojdziemy wcześniej wspomnę o problemie źródła Q, czyli tzw. zaginionej, piątej ewangelii. Jak już poprzednio pisałem ewangeliści pisząc historię życia Jezusa korzystali z świadectw osób, które towarzyszyły Jezusowi (według tradycji św. Marek swoją ewangelię oparł na wspomnieniach św. Piotra), na opowieściach przekazywanych sobie z ust do ust w lokalnych społecznościach oraz źródłach pisemnych. Analizując ewangelie św. Łukasza i św. Mateusza można łatwo zauważyć, że pewne opisy i relacje są nieomal identyczne. Ponieważ wiemy, że się ze sobą nie kontaktowali to jedynym racjonalnym wyjaśnieniem tej zgodności jest korzystanie z tych samych pisemnych źródeł. Jedno z nich zidentyfikowano: to Ewangelia według św. Marka. Drugie źródło się nie zachowało do naszych czasów. Nazwano je źródłem Q, ponieważ ten problem jako pierwsi poruszyli niemieccy badacze i teologowie, a w języku niemieckim źródło to „quelle”.

Zaginioną ewangelię czyli źródło Q udało się częściowo zrekonstruować poprzez analizę porównawczą ewangelii Łukasza i Mateusza. Zawiera opis spotkania i kontaktów Jezusa z Janem Chrzcicielem oraz szereg ważnych dla całego nauczania Jezusa Chrystusa przypowieści i nauk moralnych. Badacze sądzą, że w przeciwieństwie do zachowanych czterech ewangelii, ta piąta była spisana w języku aramejskim, czyli w języku w którym się wychował i którym mówił Jezus Chrystus.

Przypomnę, że sytuacja językowa we świecie Jezusa z Nazaretu była wyjątkowo poplątana. Zwyczajni, prości ludzie mówili po aramejsku. Religijni Żydzi, często chodzący do synagogi musieli znać trochę hebrajski, którym posługiwali się kapłani odczytujący w synagodze odpowiednie fragmenty Biblii. Wykształceni Żydzi, prowadzący interesy z obcokrajowcami lub też mieszkający poza Palestyną musieli znać język grecki, który był językiem międzynarodowym, tak jak dzisiaj język angielski. I w końcu była też w użyciu łacina, język rzymskich okupantów. Bardzo możliwe, że część niezrozumiałych dzisiaj fragmentów ewangelii powstała w rezultacie błędów tłumaczenia: z języka aramejskiego na grecki. Ewangeliści pisali po grecku (np. chrystus to greckie słowo określające mesjasza, czyli dbając o historyczną poprawność powinniśmy używać określenia „Jezus Mesjasz”) na zamówienie żydowskiej diaspory, bardzo licznej i otwartej na nowe prądy. Zauważmy, że w czasach Jezusa Chrystusa ponad 50 % Żydów mieszkało poza Palestyną. Nawet w Indiach istniała żydowska diaspora – pozostałość po wojskach Aleksandra Macedońskiego. W średniowieczu ukształtował się stereotyp „Żyda-tułacza”, narodu, który ciągle się przemieszcza. Jednak fenomenem żydowskim nie były podróże i emigracja, bo to charakteryzowało w większym czy mniejszym stopniu wszystkie starożytne ludy. Niezwykłe w żydowskiej kulturze jest to, że pomimo presji społecznych i kulturowych a także fizycznych represji Żydzi się nie zasymilowali i zachowywali swoją religijną i narodową tożsamość. A zawdzięczali to głównie religijnej rytualizacji życia codziennego, którą Jezus – o czym pisałem w pierwszej części – krytykował i lekceważył.       

Żydowskie obrzędy pogrzebowe 

W zaginionej piątej ewangelii przedstawiona jest zagadkowa i niepokojąca historia. Jeden z uczniów poprosił: „Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca!». Lecz Jezus mu odpowiedział: «Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych!” Mt: 8, 21-22

Jak to można wytłumaczyć? Wybitny polski teolog, o. Jacek Salij OP, przypuszcza, że w ten sposób Jezus Chrystus chciał przekazać, iż „być Jego uczniem, chodzić za Nim, jest powinnością absolutnie pierwszorzędną; nawet obecność na pogrzebie własnego ojca jest czymś mniej ważnym”. Moim zdaniem to rozumowanie jest błędne. Wątpię by Jezus żądał od swoich uczniów złamania jednego z podstawowych, ogólnoludzkich nakazów religijnych i moralnych; nakazu traktowania martwego ciała z szacunkiem i pochowania go zgodnie z przyjętym obyczajem. Sądzę, że sprawa staje się znacznie bardziej zrozumiała, gdy zaznajomimy się ze specyfiką żydowskiego pogrzebowego obrzędu. Najważniejsze w nim jest to, że Żydzi dwukrotnie chowali swoich zmarłych.

Pierwszy pogrzeb odbywał się tuż po śmierci: najpierw ciało zmarłego pokrywano różnymi wonnościami i obmywano, a potem zawinięte w szatę, czyli całun (tu przypomina się „Całun Turyński”) umieszczano w grobowcu, którym zwykle była jakaś wykuta w skale pieczara, której wejście zamykano głazem i uszczelniano gipsem. W przypadku Jezusa porządek został zmieniony, bo kobiety poszły natrzeć jego ciało już po tym jak został złożony w osobistym grobowcu Józefa z Arymatei. Badacze wątpiący w autentyczność Całunu Turyńskiego podnoszą taką kwestię: jak to możliwe, że rysy twarzy Jezusa odzwierciedliły się w plamach krwi na całunie, skoro Żydzi myli ciało zmarłego przed zawinięciem go w całun? Jednak badaczy znaleźli bardzo prawdopodobne wyjaśnienie. Okazuje się, że w średniowiecznej Hiszpanii istniał żydowski obyczaj zakazujący obmywania człowieka zmarłego w wyniku upływu krwi (sądzono, że razem z krwią uchodzi duch). Bardzo możliwe, że ów zwyczaj wywodzi się jeszcze z starożytności. I możliwe, że z tego powodu kobiety od razu nie namaściły ciała Jezusa wonnościami – było zbyt zakrwawione. Musiały poczekać aż krew wyschnie.  

Drugi pogrzeb, odbywał się mniej więcej rok później, kiedy ciało zmarłego uległo całkowitemu rozkładowi, polegał na umieszczeniu kości zmarłego w małej trumience, zwykle wykutej w wapieniu, czasami wykonanej z gliny lub innego materiału, którą nazywamy ossuarium. Nie było jakiegoś określonego terminu przeprowadzenia tego obrzędu. Podwójny pogrzeb w społeczeństwie żydowskim zanika po 70 r. n.e., bo Rzymianie w ramach represji po wielkim żydowskim powstaniu zakazali tego obrzędu.

Moja hipoteza głosi, że uczniowi chodziło o drugi pogrzeb, złożenia kości do ossuarium. Zauważmy, że ów uczeń nie twierdził, że właśnie zmarł mu ojciec, że jest w smutku i żałobie, mówi tylko o konieczności pogrzebu. Bardzo prawdopodobne, iż miał na myśli złożenie kości do ossuarium, co nie wymagało natychmiastowej realizacji.  

W dziejszym Izraelu znaleziska ossuariów z czasów rzymskich można liczyć w tysiące. Na czarnym rynku ossuaria są dość powszechne i stosunkowo tanie. Taką trumienkę można kupić już za dwa, może trzy tysiące $.  Niektóre z nich są czyste, w ogóle nie są podpisane, na innych zaś można znaleźć rzeźbienia, wyryte imiona osób, których kości zawierają, jak również i inne znaki, świadczące o jego pozycji.  Pojawiają się też ossuaria z wyrytym znakiem ryby, co było znakiem pierwszych chrześcijan.

Dlaczego właśnie ryba? Jest kilka wskazówek: przede wszystkim pierwsi chrześcijanie pochodzili z warstw biednych - chociaż, warto tutaj dodać, że również wśród bogatych warstw Jezus miał sympatyków, świadczy o tym postać bogatego i wpływowego Józefa z Arymatei – siedmiu z dwunastu apostołów było z zawodu rybakami. Jezus pociągnął ich za sobą wezwaniem „Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi” M: 1, 17. Ryba i chleb były ich codziennym pożywieniem. Ponadto, prorok Jonasz został połknięty przez wielka rybę i po trzech dniach – tak jak Jezus - powrócił do świata żywych. I w końcu; jeśli wypisać oddzielnie pierwsze litery wyrazów greckiej formuły „Jezus Chrystus, Boga Syn, Zbawiciel”, to da nam to wyraz „ichtys”, czyli rybę.   

Archeologiczne quasi-dowody  

Jeden z izraelskich kolekcjonerów izraelskich starożytności, Oded Golan, wpadł na genialny pomysł. Co by było, kiedyś zapewne pomyślał, gdyby udało się znaleźć ossuarium którejś ze znanych z Biblii postaci? Cena takiej trumienki na pewno poszłaby w górę… I co pomyślał, tak i zrobił. W 2002 cały świat został zelektryzowany informacją, że znaleziono ossuarium znanego z Nowego Testamentu, Jakuba, brata Jezusa, przywódcy pierwszej w Izraelu gminy chrześcijańskiej. Golan zademonstrował światowym mediom ossuarium na którym widniał napis w języku aramejskim: „Jakub, syn Józefa, brat Jezusa”. Jednak od samego początku pojawiły się wątpliwości, co do autentyczności znaleziska. Przede wszystkim okazało się, że samo ossuarium było w posiadaniu Golana przez kilkanaście lat. Izraelczyk tłumaczył tym, że nie zdawał sobie sprawy z tego, co posiada. Dopiero gdy znajomi naukowcy przetłumaczyli mu wyryty napis - uświadomił sobie znaczenie posiadanego ossuarium. Po wielu latach nie był też w stanie przypomnieć sobie ani osoby, która przyniosła mu znalezisko, ani też wskazać miejsce odkrycia. Profesjonalni badacze-archeolodzy od razu poddali w wątpliwość całą historię. Zwrócili uwagę, że co prawda, zdarza się, że napis na ossuarium informuje o ojcu zmarłego, lecz jeszcze nigdy nikt nie znalazł ossuarium z wyrytym imieniem zmarłego i jego brata… W odpowiedzi zwolennicy autentyczności „ossuarium Jakuba” twierdzili, że to tylko dowodzi znaczenia jakie dla Jakuba i jego gminy miał jego brat – Jezus Chrystus. Jakby to nie było - Oded Golan osiągnął sukces życia: stał się sławny i bogaty, a „ossuarium Jakuba” wyceniono na 4 miliony $. (Z 3 tys. na 4 mln: całkiem niezła przebitka…)

Jednak izraelski Urząd do spraw Starożytności nie zamierzał się temu spokojnie przyglądać i oskarżył Odeda Golana o świadome fałszerstwo starożytnego artefaktu i nielegalny handel zabytkami historycznymi. Izraelscy eksperci przeprowadzili eksperyment badawczy, który wykazał, że napis jeśli nie w całości, to przynajmniej jego końcowy fragment tj. „brat Jezusa” został wyryty współcześnie i przy pomocy współczesnych narzędzi. Rozpoczął się proces. Jednak oskarżycielom nie udało się powołać na świadków osób, którzy współpracowali z Golanem przy „produkcji” innych starożytności. Sympatia opinii publicznej w Izraelu była po stronie Golana. W rezultacie decydujące okazało się zeznanie świadka obrony, eksperta z Wiednia, który zarzucił przedstawicielom Urzędu do spraw Starożytności błędy metodologiczne w przeprowadzeniu eksperymentu. Co więcej, jego zdaniem, badacze izraelskiego urzędu swoim nieprofesjonalnym działaniem uszkodzili obiekt i powtórzenie eksperymentu jest niemożliwe. Sędzia uznał zasadność większość argumentów obrony i uwolnił Golana od zarzutu sfałszowania napisu na ossuarium. Z drugiej strony, jednak, stwierdzono, iż pozostają poważne wątpliwości na temat autentyczności tego zabytku. Obie strony wyszły z procesu  niezadowolone. Wprawdzie Oded Golan w najważniejszej sprawie został uniewinniony i zwrócono mu „ossuarium Jakuba”, lecz został skazany za nielegalny handel zabytkami, a jego reputacja legła w gruzach…

Drugie słynne archeologiczne znalezisko związane z Jezusem to odkrycie tzw. grobowca rodziny Jezusa. Historia tego znaleziska sięga do 1980 r. kiedy to znaleziony wykuty w skale grobowiec zawierający miejsce na 10 ossuariów (z czego zachowało się 9, jeden prawdopodobnie został skradziony). Każde z ossuariów zawierało rozkładające się szczątki ludzkie. Wtedy to odkrycie nie wywołało jakiejś sensacji, wszak znalezionych grobowców z tej epoki można już liczyć w setki. Udało się odcyfrować napisy na sześciu trumienkach: Były to: (1) Mariamenon-Maria, (2) Juda syn Jezusa, (3) Mateusz, (4) Jezus syn Józefa, (5) Józef, (6) Maria. To już wzbudziło zainteresowanie ze względu na skojarzenia z tzw. rodziną Jezusa. Wszak według ewangelistów Jezus miał ojca Józefa i matkę Marię. Zwrócił na to uwagę też reżyser słynnego filmu „Titanic” James Cameron i dziennikarz Simcha Jacobovici. Wspólnie stworzyli dokumentalny film „Zaginiony grób Jezusa” (2007). W filmie autorzy uzasadniają tezę, że w znalezionym grobowcu spoczywają kości Jezusa i jego najbliższej rodziny. Przyjęli, że Mariamenon-Maria to znana z Nowego Testamentu Maria z Magdali, tzw. Maria Magdalena. W apokryficznej Ewangelii według Marii Magdaleny Maria cieszyła się szczególnymi względami u Jezusa (mówi się o pocałunkach Jezusa), wędrowała z nimi i przez tłumy była traktowana na równi z innymi apostołami. Jacobovici i Cameron zlecili porównanie DNA kości Jezusa i Marii Magdaleny. Gdy okazało się, że osoby te nie są ze spokrewnione, triumfalnie ogłosili to jako dowód, że znaleźli szczątki Jezusa i jego żony. Argumentowali, że skoro Jezus i Maria Magdalena spoczywają w jednym grobie i nie są spokrewnieni, to może oznaczać tylko jedno: byli mężem i żoną. Jako ostateczny dowód na autentyczność grobowca rodziny Jezusa w filmie podano wyliczenia statystyka, który stwierdził, iż prawdopodobieństwo powtórzenia wystąpienia takiej konfiguracji imion (ojciec Józef, matka Maria, syn Jezus, jego żona Maria) w żydowskiej rodzinie w I wieku n.e. jest bardzo niskie (1:600). Mimo tego większość naukowców pozostała sceptyczna, twierdząc, że prawdopodobnie głównym powodem dla którego przeprowadza się testy i obliczenia to chęć zdobycia rozgłosu i zareklamowanie dokumentalnego filmu o grobie Jezusa.

Sformułowano bardzo poważne zarzuty wobec twierdzeń zawartych w filmie. Wymieńmy je: 1) nie ma pewności, że dobrze odczytano napisy na ossuariach – niektórzy archeologowie je kwestionują, 2) nie wiadomo jakie kości zawierają ossuaria, bo ówczesną praktyką było składanie kości do trumienki w której już były szczątki rodzinnego przodka, 3) badania DNA tego rodzaju rozpadających się szczątków nie są rzetelne, 4) jeśli nawet przyjmiemy Mariamenon to Maria z Magdali i że nie była spokrewniona z Jezusem, to nie jest to jeszcze dowód na jej związek małżeński z Jezusem –  mogła być żoną np. Mateusza albo Judasza, 5) Jezus i cała jego rodzina pochodziła z Galilei, Jezusa nazywano Galilejczykiem, więc dlaczego mieliby być pochowani koło Jerozolimy, a nie w rodzinnym Nazarecie, 6) budowa grobowca to było wówczas poważne przedsięwzięcie i wymagało dużych nakładów pieniężnych – a rodzice Jezusa byli biedni: jak więc mogli sobie pozwolić na taki wydatek?, 7) I w końcu przypuszczenie, iż Jezus po swej rzekomej śmierci zdołał się ożenić i mieć syna Judasza (ossuarium Judy) nie można uznać za poważne. Wszak ruch chrześcijan i kult Jezusa szybko się rozwijał i już w latach 60. n.e. (czyli mniej więcej jedno pokolenie po śmierci Chrystusa) byli licznie reprezentowani w stolicy imperium rzymskiego. Świadczą o tym pisma rzymskiego historyka Tacyta, który opisał prześladowania  zwolenników jakiegoś „Chrestosa”, który został ukrzyżowany za rządów prokuratora Piłata. Nie sposób sobie wyobrazić takiego szybkiego rozwoju ruchu, jeśli jego założyciele mieliby przez wiele lat świadomie ukrywać prawdę o jego początkach. Tym bardziej, że byli prześladowani przez Żydów i Rzymian. Historie o takich oszustwach wcześniej czy później wychodzą na jaw…

Postawy intelektualistów izraelskich

Spójrzmy na całą sprawę z dalszej perspektywy, umieśmy kwestie ossuarium Jakuba, brata Jezusa czy grobowca rodziny Jezusa i jeszcze kilka innych mniej znanych spraw w szerszym kontekście. Dlaczego społeczeństwo żydowskie i żydowskie elity tak chętnie przyjmują wyraźnie naciągane tezy o znalezieniu grobu czy grobowca Jezu lub jego brata czy całej rodziny? Otóż po wiekach odrzucania Jezusa jako Żyda w tej chwili mamy tendencję odwrotną: dążenie do zasymilowania Jezusa z Nazaretu do religijnej kultury żydowskiej, włączenie go do żydowskiej tradycji. Jeśli po stronie chrześcijańskiej, w Kościele katolickim mniej więcej od czasów Synodu Watykańskiego II, istnieje tendencja do kładzenia nacisku na żydowską religijną kulturę jako narzędzia umożliwiającego pełne zrozumienie przesłania Jezusa Chrystusa, to w społeczeństwie żydowskim istnieje intelektualne dążenie, znajdujące swój wyraz także w masowej kulturze w Izraelu, do przedstawiania Jezusa z Nazaretu jako typowego dla tego okresu żydowskiego proroka.Twierdzi się, że wszystko to powiedział lub zrobił, wszystkie jego główne idee można znaleźć u innych żydowskich myślicieli tego okresu.

Wybijającą cechą nauczania Jezusa Chrystusa jest humanitaryzm. Niektórzy teologowie twierdzą, że to co odróżnia Nowy Testament od Starego to szczególna etyka, nakaz miłości bliźniego. Gdy jeden z uczniów pyta: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?» On mu odpowiedział: «Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy». Mt. 22: 36-40 Dla wielu chrześcijan ta etyka współczucia i otwarcia na pokrzywdzonych i odrzuconych jest dominującym tonem nauk Jezusa i to go różni od ówczesnych żydowskich rabinów.

Jednak żydowscy badacze życia Jezusa z tym się nie zgadzają. Hyam Maccoby w książce „Jezus i żydowska walka wyzwoleńcza” (Ahriman International, Zgorzelec 1999) twierdzi, że ta idea została prawie identycznie wyrażona w pismach urodzonego mniej więcej 70 lat przed Chrystusem faryzyjskiego myśliciela Hillela. Pisał on: „Co jest ci niemiłe, nie czyń twym współobywatelom, jest to całe Prawo, a reszta to komentarz” [Maccoby 1999: 209]. Identyczną formułę mówiącą, że to „szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu” M: 2, 27 znaleźć można również i u Hillela. Maccobi pokazuje w swojej książce, że nie ma jakichś istotnych sprzeczności między ideami Jezusa a etyką wyznawaną przez faryzeuszy. Jeśli tak, to dlaczego we wszystkich ewangeliach Faryzeusze sprzeciwiają się lub krytykują Jezusa, czyhają na jego błędy, spiskują by go pozbawić wolności lub życia. Maccobi odpowiada, że ewangeliści lub kopiści ewangelii zniekształcali lub nawet fałszowali obraz faryzeuszy, tak by uwypuklić różnice między nimi a Jezusem Chrystusem. Na przykład, faryzeusze nie mogli krytykować Jezusa za cud uzdrowienia chromego w czasie szabatu, bo według ich etyki życie człowieka jest najważniejsze i zagrożenie utraty zdrowia lub życia znosi wszelkie ograniczenia związane z szabatem. Tak więc, zdaniem tego autora, ewangeliści fałszywie przedstawiają intencje i wartości faryzeuszy.

Dlaczego? Ponieważ faryzeusze i Jezus toczyli bój o duszę narodu żydowskiego. Początkowo te polemiki między faryzeuszami a Jezusem czy Janem Chrzcicielem były swego rodzaju kłótniami w rodzinie. Zarówno faryzeusze jak pierwsi chrześcijanie uważali się za członków narodu żydowskiego. Z czasem jednak owa rywalizacja przekształciła się w prawdziwy konflikt i faryzeusze, którzy byli rządzącą grupą zaczęli prześladować chrześcijan. Jednym z prześladowców był Szaweł, który w drodze do Damaszku spotkał Chrystusa i nawrócił się; stał się św. Pawłem. Znacznie lepsze warunki do rozwoju ruch pierwszych chrześcijan miał w diasporach żydowskich istniejących na terenie całego imperium rzymskiego. I okazało się, że nowa religia jest atrakcyjna nie tylko dla Żydów, lecz także nie-Żydów. I stopniowo drogi judaizmu i chrześcijaństwa się rozchodziły… Momentem ostatecznego zerwania prawdopodobnie był czas powstania Bar-Kochby w 132-135 r. n.e., czyli trochę ponad 100 lat po śmierci Jezusa. Szymon Bar-Kochba został ogłoszony mesjaszem i żądał uznania swojej misji wśród wszystkich grup. Chrześcijanie odmówili i zostali uznani za zdrajców narodu żydowskiego. Kiedy powstanie zakończyło się klęską Rzymianie przystąpili do niezwykle krwawych prześladowań. Chrześcijanie chcą uniknąć tego na wszelkie sposoby podkreślali swoją odrębność od Żydów. A gdy kilkadziesiąt lat później władze rzymskie wyraziły zgodę na częściowy powrót wypędzonych Żydów do Jerozolimy, to przeciwko temu zaprotestował właśnie chrześcijański patriarcha Jerozolimy. To już był inny naród, inna religia i początki antagonizmu, który kilkaset lat później na terenie Europy przerodzi się w antysemityzm.

Fenomen Jezusa z Nazaretu

Ale wracając do Jezusa-Żyda, czy można zgodzić się twierdzeniem, że w naukach Jezusa Chrystusa nie było nic nowego, czego by inni żydowscy myśliciele nie powiedzieli, nie wygłosili? Moim zdaniem, jest w tym wiele racji. Zgadzam się z tym, że idee i myśli Jezusa w dużym stopniu odzwierciedlają ówczesną żydowską kulturę, wyrażają idee krążące w żydowskim społeczeństwie. Ale uznając wszystkie okoliczności, akceptując wpływ pośredni i bezpośredni żydowskiej kultury nie zrozumiemy fenomenu Jezusa i chrześcijaństwa! Nie zrozumiemy, dlaczego ten, jak go niektórzy żydowscy autorzy nazywają „młody, trochę szalony rabbi” (rabbi to znaczy nauczyciel) zawojował swoją nauką prawie cały świat! Nie sposób zaprzeczyć żydowskości Jezusa, ale przecież było w nim coś znacznie więcej, coś co sprawiło, że dokonał się przełom moralny. Że świat uległ rewolucji. Nie rewolucji w rozumieniu politycznych czy ekonomicznych przemian, ale rewolucji etycznej. To nie wytłumaczalne intelektualnie zagadnienie skłania - osoby wierzące - do uznania w tym fakcie rezultat wpływu sił wyższych, dzieło Ducha Świętego!