Tym razem można ją nazwać „pomrocznością ciemną”, bo przejawia się panicznym strachem przed niewielka watahą grasujących w nocy wilków. Osoby, które zapadają na tą niebezpieczna chorobę maja uciążliwe przewidzenia -  oczami duszy widzą bowiem te groźne wilki jadące na motocyklach, które stopniowo się powiększają, osiągając rozmiary czołgu.

Ubocznym, ale jakże niebezpiecznym, następstwem tej choroby jest nagła zmiana osobowości. Zwłaszcza zarażeni „pomrocznością” politycy tracą wrodzoną agresywność i przywiązanie do własnego, najczęściej odmiennego od innych, zdania. Staja się spolegliwi i gotowi do zmiany poglądów – dmuchają razem w jedną „antywilczą” trąbkę.

Klinicznym przykładem choroby był jeden z ostatnich programów dyskusyjnych znanych jako „Kawa na ławę”. Wszyscy byli przestraszeni grupą wilków, wszyscy opowiadali się za tym, aby nie dopuścić do ich przejazdu przez Polskę, i tym samym do przekroczenia granicy „przedmurza Europy”. Nawet pan uwielbiający kolorowe sweterki (tym razem niebieski), słynący z inteligencji i ustabilizowanych poglądów, szukał możliwości zatrzymania „watahy”. Nawet zawsze rozsądna i urocza blondynka reprezentująca słabnącą lewicową partię, przyłączała się do tych intencji. Gorzej – nawet minister rolnictwa zwany bumerangiem (bo wracał na to stanowisko), człowiek wyjątkowo rzeczowy, podzielał ten pogląd.

I wszystko dlatego, że kilkudziesięciu względnie młodych Rosjan na głównie japońskich motocyklach postanowiło uczcić rocznicę wygranej II wojny światowej, jadąc z Moskwy do Berlina, przez Polskę, Słowacje, Czechy i Austrię. „Pomroczność” powoduje, że się kiedyś nie doczytało, zapomniało, albo nie chce pamiętać, iż tylko w bitwie o Berlin zginęło w 1945r. ponad 80 tysięcy żołnierzy -  obywateli b. ZSRR i ponad 7 tysięcy polskich żołnierzy z I Armii WP. Ale „wilki” o tym pamiętają i – patrząc obiektywnie – mają prawo tak świętować zwycięstwo, jak uważają za właściwe.

Skąd u nas ten nagły wybuch epidemii „pomroczności”? Stąd, że z przyczyn „ogólnopolitycznych” postanowiliśmy bronić wszelkim sposobami jednego z naszych sąsiadów – czyli Ukrainy -  przed drugim sąsiadem, czyli Rosją. Sarmacki temperament, skłonność do przesady, wrodzony brak obiektywizmu i ambicje „przedmurza europy” spowodowały, że nasza wewnętrzna propaganda, która zresztą nigdy nie potrafiła być umiarkowana, od kilkunastu miesięcy jest antyrosyjska. Wytłumaczono – zwłaszcza młodzieży – że ma wroga i że z wrogiem nie należy się przyjaźnić. Potrafiono nawet utrwalić absurdalną tezę, że wszystkiemu winna jest może nie cała Rosja,  ale tylko Włodzimierz, Włodzimierzowicz Putin, prezydent Rosyjskiej Federacji. Nasza wewnętrzna propaganda stara się stwarzać wrażenie, że w tym wielkim kraju liczy się tylko ten jeden człowiek, i że właśnie on – nie wiadomo dlaczego – nie lubi nas i dużo większej od nas Ukrainy.

Wirus „pomroczności” spowodował, że kraj, który słynął z gościnności i tolerancji staje się krajem zamkniętym, w którym wypisuje się w Internecie bzdury i kultywuje atmosferę napastliwości graniczącej z irracjonalną nienawiścią. Politycy – także ci uczestniczący w „Kawie na ławie” - tylko podsycają tą atmosferę, dodając do niej wywoływanie strachu przed wszystkim ze „wschodu” – nawet przed wilkami jeżdżącymi na motocyklach.

Nikogo z polityków nie było stać na to, aby w sprawie wilków zaproponować inne rozwiązanie. Można przecież postępować odwrotnie – przywitać gości chlebem i solą, machać przyjaźnie w czasie przejazdu, częstować napitkami i jadłem – bo wiadomo, że długotrwała jazda na motocyklu nie jest łatwym zadaniem.

Odporni na wirusa „pomrocznośći” okazali się tylko polscy motocykliści. Oni też przekraczają naszą wschodnią granicę – tylko w drugą stronę, od lat jeżdżąc do Katynia. I nikt im nie przeszkadza.  Nie wykluczam więc i takiej sytuacji, w której honorowa eskorta naszych wielbicieli jednośladów towarzyszyć będzie „wilkom” w ich przejeździe przez Polskę. Na ich miejscu poszedł bym nawet dalej. Bo nasz wkład w bitwę o Berlin i w ogóle w zwycięstwo nad III Rzeszą też jest wart upamiętniania. Może więc – wbrew zarażonym pomrocznością politykom – było by pozytywnym historycznie i politycznie gestem, gdyby do „wilków” przyłączyła się grupa np. naszych „orłów” i dotarła z nimi do Berlina.