Spory procent mieszkańców Lwowskiej, ma ogrodzone posesje , a tam stoja kubły na odpady komunalne. Są zabezpieczone przed dewastacją oraz zamykane na klucz. Jest czysto, schludnie. Nawet jeśli zostanie wystawiony stary fotel czy ubrania, tego samego dnia jest posprzątane pod koniec dnia lub zabrane przez szperaczy .
Chociaż nadal nie jest idealnie. Wszechobecne są niedopałki papierosów oraz małe butelki po alkoholu czy piwie, które z upływem czasu zarastają trawą, zostają wdeptane w glebę i są niewidoczne.

Na trawnikach dookoła budynku socjalnego ulicy Tarnopolskiej w Legnicy są porozrzucane śmieci. Nikt się nie schyli  żeby podnieśc puszkę po piwie, papierki po lodach i wyrzucić do ustawionych pojemników na śmieci. Specjalne: żółte, zielone na odpady mieszane oraz szkło, papier, kontenery znajdują się zaledwie kilka metrów dalej.
Zostawienie pustej butelki po wódce, piwie na chodniku, może się opłacać, bo służby miejskie nie interesują się pozostawianymi odpadami, które leżą w workach latami obok kontenerów w trawie . Nikt nie nakłada kar.


Opuszczony, zniszczony budynek dawnej firmy budowlanej który sąsiaduje z "SOCIALEM" z ul:Tarnopolskiej, służy za wysypisko odpadów komunalnych.  Dookoła porozbijane telewizory kineskopowe ,elektronika, zmurszała, stara wersalka, butelki po wódce, piwie, gruz budowlany, połamane drzwi od lodówki, uszczelki gumowe, rozbita w drobny mak muszla klozetowa, a nawet meblościanki. Wszystko zarasta krzakami. Zimą zakrywa biały śnieg tworząc mały krajobraz górski.
W okolicy nie ma specjalnego kontenera na elektrośmieci. Wrzucane są wraz z pozostałymi odpadami przeznaczonymi do ich segregacji.


Codzienie można spotkać rozerwany worek z ubraniami, który ktoś zapakował i połozył obok kontenera na śmieci. Tutaj też nie ma pojemnika na tekstylię. Za dnia bezdomni szybko rozrywają ,a to co uznaja za nie potrzebne pozostawią porozrzucne . Rozkręcą nikomu nie potrzebna juz drukarkę lub inny sprzęt gospodarstwa domowego. Szukają w nim metali kolorowych, aby sprzedać w pobliskim punkcie złomu i kupić kolejną wódkę.


Najwięcej nieczystości jest niewidocznych, glownie kiedyś powysypywany gruz budowlany, ulicy Wileńskiej. Wyrosły na nim dzikie drzewa, pokryte długą trawą i krzakami. Ale zdażają się te, które porwane przez wiatr kawałki folii , taśmy wideo vhs zaczepiają o gałęzie drzew i tam pozostaja na stałe.


Mieszkańcy okolicy Tarnopolskiej wyprowadają psy na spacer. Nie przeszkadza im widok zeschnietej, zakrwiawionej podpaski czy zasikanej, zółtej, brunatnej pieluchy.

Z roku na rok problem narasta. Głownie za sprawą braku reakcji mieszkańców na narosnące góry śmieci które mają tuż pod nosem.
Rozumiem, że obowiązkiem służb miejskch jest dbanie o czystośc i pożadek, ale czy to nie na mieszkańcach spoczywa dbać o czystość ? Nikt nie zwraca uwagi?
No i mamy polska rzeczywistość. To, że niektórym nie chcę się sprzątac to inna sprawa.


Podejmę apel do mieszkańców Legnicy. Nie pozwólmy na to, żeby Legnica była kojarzona przez przejezdnych jako wiocha zabita dechami, brudna i śmierdząca. Każdy kto przyjedzie tutaj zwraca uwagę na brud i widok wirujących w powietrzu śmieci.


Rynek, centrum Legnicy jest w miarę czysto. Dużo śmietników. Tylko dlaczego obrzeża miasta są tak zaniedbane ? Legnica wypada bardzo źle na tle sąsiedniego z nią Lubina.


Zwiedziłem wiele miast w Polsce jak i zagranicą. Oborniki Śląskie, Wrocław, Sopot, Gdańsk, Hel , Praha.
Np; Praha. Ulice i chodniki aż lśnią od ich codziennego mycia i czyszczenia. Codziennie rano służby sprzatające jeżdźą po powierzchni , używają płynów i środków czyszczących. Jeśli kiedyś będziesz w tym mieście, rozejżyj sie , a zobaczysz różnicę.


Sukcesywnie dbajmy o porządek wokól własnego miejsca zamieszkania. Bo taki jest nasz obowiązek. Zwracajmy uwagę innym, gdy zauważymy jak wyrzuca swoje odpady obok miejsca temu wyznaczonemu. To żaden wstyd czy upokorzenie.


Narzekamy na brud, smród, ale sami nie potrafimy wyciagnąc wniosków. Boimy się reakcji otoczenia. Mnie pozostaje apelować o rosądek i wysoki poziom kultury osobistej, którą wynosimy z domu oraz od naszych rodziców gdy bylismy mali.