To prawda, że panująca od ośmu lat władza zwiera szeregi aby zapewnić sobie - zgodnie z prezydenckim  hasłem wyborczym - Bezpieczną Polskę - gwarantującą następne kilka lat rządów zwolnionych od odpowiedzialności za wszystko: za Amber Gold; taśmy podsłuchowe; kolejne umorzenia śledztw przez "niezależną prokuraturę"; szastanie publicznymi środkami na podszyte korupcją przetargi publiczne; granie funduszami emerytalnymi; wykorzystywanie publicznych pieniędzy na kolacyjki; wyjazdy; "kilometrażówki"; za butę, arogancję i niekompetencję przedstawicieli najwyższych organów władzy; za marionetkowość  prezydentury i za lekceważenie Narodu. Sprawdzoną metodą jest tutaj straszenie " Złym Mzimu" (zainteresowanych odsyłam do lektury H. Sienkiewicza "W Pustyni i w Puszczy" ). Skuteczna jest także ostracyzacja i stygmatyzacja tych, którzy mają czelność  kwestionować prawo do "samowychwalania" się rządzących" za osiągnięcia i zasługi w walce o wolność i  poświecenie w ciężkiej służbie na rzecz narodu.

O tym, że przemian, za które tak chętnie stają do nagrody zarówno  rządzący jak i opozycja, dokonał Naród a także o tym, że to Naród ponosi wszelkie związane z tym koszty, nie mówi żaden z polityków.   Wydaje się także, że zapomniał o tym sam Naród, który przyzwolił na zamianę swej pozycji z suwerena na bezwolnego płatnika.  Przekonanie, że kieszeń podatnika nie ma dna  jest cechą wspólną  dla władzy i opozycji. Jedni sięgają do tej kieszeni bezkarnie aby pokryć koszty kolejnych afer, złych ustaw, praktycznie nie funkcjonujacego systemu sądownictwa, etc., - bo są Władzą i mogą.  Drudzy czynią to na kredyt składając wyborcze obietnice bez pokrycia i utrzymując z pieniędzy podatnika rozdmuchany aparat "antywładzy" , który i tak niczego nie potrafi zmienić na lepsze.

Niestety, Istniejący stan rzeczy jest zbyt wygodny i  BEZPIECZNY nie tylko dla politycznych "wyjadaczy" po obu stronach.  Utrzymanie status quo  pozwala także Narodowi na rozgrzeszenie swojej codziennej bierności  za pomocą  takich frazesów  jak: " to i tak nie ma znaczenia co zrobię"; "I  tak "Oni" zrobią co zechcą" i najgorsze "niech mnie zostawią w spokoju".  Władza rządzi więc dalej głównie z myślą o własnych korzyściach i zapewnieniu sobie  miękkiego lądowania i szczelnej ochrony przed odpowiedzialnością za sprawowanie władzy.  Opozycja nadal sprawia wrażenie, że krzyczeć tak , ale rządzić nie, bo wtedy to ich można byłoby rozliczać i krytykować. A Naród coraz mniej liczniej i coraz bardzej niechętnie stawia się na kolejne igrzyska.

Najgorzej ma młodzież -  najwyższa liczbowo grupa Polaków na bezrobociu lub na umowach śmieciowych.  Młodzież, która powinna uczestniczyć w rządzeniu krajem, a którą polityczne wygi zgodnie redukują do roli teatralnej zastawki służącej do wznoszenia tabliczek i okrzyków. Młodzież musi poczekać aż się zestarzeje.  Ani rządzący ani opozycja nie zamierzają bowiem w najbliższym czasie oddać władzy czy chociażby dopuścić młodych do współuczestnictwa.

Od czasu do czasu, gdy czara goryczy zaczyna się przelewać  Naród budzi się z letargu i zaczyna wydawać groźne pomruki.  Wtedy przywoływana jest najstarsza i najskuteczniejsza zasada  "divide et impera", bo sztukę dzielenia Narodu na tych i tamtych; na nas i na nich; na tych co mają i nie mają prawa do własnych racji posiedli w równym stopniu  Ci i Tamci. Gra toczy się dalej a przegranym ,jak zwykle przy grze w durnia, jest ten który został z niechcianymi kartami w ręku.   Parafrazując klasyka: "smutne to i straszne".