Podaję definicje terroryzmu ((1) drastyczny akt indywidualnej przemocy, (2) wobec cywilnego społeczeństwa, (3) którego celem jest wywołanie chaosu w państwie i wstrząsu świadomości społecznej) i przedstawiam jej logiczne rozwinięcie oraz proponuję kilka oczywistych rekomendacji.

W tym tekście zamierzam scharakteryzować jeden z najpoważniejszych problemów współczesnego świata jakim jest terroryzm. Z szczególnym uwzględnieniem terroryzmu muzułmańskiego. Podam definicje terroryzmu i przedstawię jej logiczne rozwinięcie. Na końcu zaproponuję kilka oczywistych rekomendacji.

Przede wszystkim trzeba od razu powiedzieć, że terroryzm jest zjawiskiem historycznym, to znaczy że zmieniał się w czasie. Niewiele znajdzie się wspólnych cech zamachów w starożytności i średniowieczu oraz anarchistycznych akcji terrorystycznych w końcu XIX i początków XX wieku. A tym bardziej trudno jest z nimi porównywać współczesny muzułmański terroryzm. Jeśli istnieje takie zróżnicowanie w polu analizy, to konieczna jest precyzyjna definicja, określająca jest przedmiotem zainteresowania, a co należy zignorować, odrzucić, jako fakt nie mający znaczenia dla wyjaśnienia problemu.

Moim zdaniem nowoczesnym terroryzmem należy nazwać (1) drastyczny akt przemocy indywidualnej jednostki ewentualnie małej grupy osób, (2) wobec cywilnego społeczeństwa, (3) którego celem jest wywołanie chaosu w państwie i wstrząsu świadomości społecznej.

 

Z przyjętej definicji wynika:

Terroryzmem nie są akty przemocy państwa i jego różnych agend. Tym sposobem terroryzmem nie są fakty, które we współczesnej publicystyce określane są jako „terroryzm państwowy”, tj. w odwecie na ataki rakietowe bombardowanie mieszkalnych dzielnic palestyńskich miast przez izraelskie samoloty albo „rewolucyjny terroryzm” Rewolucji Francuskiej czy Październikowej, tj. karanie śmiercią przeciwników Rewolucji i ich członków rodzin przy zastosowaniu maksymalnie uproszczonych (często iluzorycznych) procedur prawnych. Uważam, że objęcie terminem terroryzm tych faktów nadmiernie rozszerzyłoby jego zakres i pozbawiło go precyzji.

Zauważmy jednak, że chociaż współczesny terroryzm wyraża się w aktach przemocy dokonywanych przez indywidua, to jednak za owymi indywidualnymi akcjami stoją organizacje biurokratyczne posługujące się wysoce rozwiniętymi i skomplikowanymi technologiami zarządzania zasobami osobowymi i rzeczowymi, pozyskiwania finansów i nowych członków, jak również rozwijające wyrafinowane kampanie propagandowe. Czas jednostek – takich jak Leon Czołgosz, zabójca prezydenta USA, Williama McKinleya - mszczących się za krzywdy społeczne czy narodowe, minął mniej więcej w połowie XX wieku. Druga połowa XX wieku to już w terroryzmie okres panowania organizacji. Chociaż zawsze od reguły są wyjątki. Przykładem indywidualnego terroryzmu może być działalność Teda Kaczynskiego, Unabombera (nazwanego tak, bo atakował uniwersytety i linie lotnicze, czyli universities and airlines, uważając, że one najbardziej szkodzą środowisku naturalnemu. Innym przykładem samotnego terrorysty może być przeciwnik tolerancji i imigracji islamskiej, morderca z Norwegii - Anders Breivik.

Najważniejszy problem dla organizacji terrorystycznych to pozyskiwanie środków finansowych i nowych członków. Jeśli chodzi o środki to one pozyskiwane są z dobrowolnych lub przymusowych wpłat mieszkańców terenów nad którymi panuje organizacja terrorystyczna. W USA i na terenie UE działają muzułmańskie organizacje niosące pomoc biednym muzułmanom na terenach ogarniętych konfliktem i tajemnicą poliszynela jest to, że duża część zebranych środków trafia do rąk terrorystów. To są legalne lub półlegalne sposoby zdobywania środków finansowych. Jeśli chodzi organizacje terrorystyczne w Afganistanie to dla nich ważnym źródłem dochodu jest uprawa i handel marihuaną. Niektóre z organizacji zajmują się porwaniami zachodnich dziennikarzy, lekarzy i pracowników organizacji społecznych dla okupu.

Celem terroryzmu jest wywołanie popłochu, strachu, przerażenia. I rzeczywiście, te ataki, które nazywamy terrorystycznymi powodują szok i przerażenie. Dlaczego? W pierwszym rzędzie, że są niespodziewane, nagłe. Że każdy może stać się ofiarą… W zawodowej roli żołnierza zawiera się niebezpieczeństwo. Żołnierz jest przygotowany do pracy w zagrożeniu. Ale terroryzm sprawia, że tak żołnierzem – w znaczeniu życia w ciągłym niebezpieczeństwie - zaczyna się czuć zwykły obywatel. Ale w przeciwieństwie do niego nie jest psychologicznie przygotowany do niebezpieczeństwa. Nie ma też żadnych narzędzi obrony. Bo jak można bronić się przed bombą w autobusie czy w samolocie?

Ostrze terroru współczesnego terroryzmu skierowane jest nie przeciwko konkretnej osobie, lecz przeciwko społeczeństwu jako takiemu. To najpoważniejsza zmiana historyczna jak się dokonała w tej sferze. Niegdyś terroryści atakowali przywódców, monarchów, królów lub carów. Kiedyś terroryzm był narzędziem walki słabszej strony konfliktu. Terroryści poprzez swoją determinację i poświęcenie starali się zniwelować przewagę strony przeciwnej. Wdarcie się do obozu przeciwnika i zdetonowanie tam bomby czy zabójstwo przywódców w zasadzce jest starożytną wojenną taktyką.  Tradycyjne armie były skrajnie scentralizowane i dlatego śmierć wodza jednej ze stron zazwyczaj zazwyczaj oznaczała przełom w militarnych zmaganiach. Jednym z ulubionych motywem starożytnych opowieści jest czyn osoby, bohatera, który podstępem przenika do obozu wroga, zabija wodza i tym czynem ratuje swoją ojczyznę. Np. w Biblii opowiadanie o Judycie i Holofernesie.

We wczesnym średniowieczu na Bliskim Wschodzie istniała muzułmańska sekta asasynów, która metodę skrytobójczych zabójstw doprowadziła do perfekcji. Jednak we współczesnych, zbiurokratyzowanych państwach lub zdecentralizowanych armiach nagła śmierć przywódcy rzadko powoduje coś więcej niż krótkotrwałe zamieszanie. Jeśli jednak wciąż podejmowane są zamachy na przywódców, jeśli wciąż próbuje się zabić przywódców czy celebrytów, to tylko dlatego, że terroryści chcą przekazać społeczeństwu, że nikt nie jest bezpieczny, skoro śmierć poniosły tak znane i chronione osoby. Niektóre cele wybiera się też ze względu na ich znaczenie symboliczne. Do tej kategorii można zaliczyć np. zamach na Jana Pawła II.

Trochę inną sytuację mamy w przypadku gdy terroryści działają w państwie okupowanym przez inny kraj. Wtedy ich najważniejszym celem jest zapobieżenie asymilacji i podtrzymanie ducha oporu w społeczeństwie. Podczas okupacji niemieckiej żołnierze AK unikali atakowania Niemców, za to zabijali polskich konfidentów i zdrajców. Bardzo rzadko zabijano Niemców, chyba że chodziło o pokazanie Niemcom, że nie mogą się czuć bezpieczni, a Polakom danie satysfakcji z wymierzenia słusznej kary -  np. F. Kutscherze, dowódcy niemieckiej policji - nazistowskiemu oprawcy.

Terroryści ukraińscy w latach 30 też nie uderzali w najbardziej głośnych przeciwników Ukrainy w Polsce. Ich ofiarą stali się zwolennicy porozumienia z ukraińskimi politycznymi ruchami, m.in. Tadeusz Hołówko i Bronisław Pieracki. I niestety, ukraińscy nacjonaliści osiągnęli swój cel, wykopanie rowu dzielącego nasze społeczeństwa. Lecz za to powinniśmy być w równym stopniu "wdzięczni" władzom II RP, które w odpowiedzi na terror zastosowały odpowiedzialność zbiorową, przeprowadzając akcje represyjne wobec ukraińskich chłopów. I tym sposobem fala antypolskiej nienawiści rozlała się na całe ukraińskie społeczeństwo i zmaterializowała się w wołyńskich rzeziach Polaków.

To prawda, że we wcześniejszych wiekach atakowano też ludność cywilną: kobiety i dzieci. Ale to były raczej wyjątki od reguły. A regułą było, że ludność cywilna nie bierze udziału w wojnie. Dzisiaj to ludność cywilna staje się celem ataku. Bomby wybuchają w centrach handlowych, w szkołach i czy kościołach, synagogach i meczetach. Dlaczego tak jest? Odpowiedź leży w przekształceniach współczesnych społeczeństw. Dzisiejszą władzę nie legitymizuje już arystokratyczne pochodzenie. To wola narodu wyrażona poprzez wybory ostatecznie uprawomocnia każdy typ władzy. Jeśli władza nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa swoim obywatelom traci swoją legitymizację. I dlatego terroryści muzułmańscy zabijają izraelskie uczennice, porywają w Nigerii dziewczynki czy rozbijają samoloty o bliźniacze wieże World Trade Center. W drugiej połowie XIX wieku na terenie carskiej Rosji terroryści byli wyjątkowo aktywni. Ale ich działania cechowało dążenie do ograniczenia ofiar spośród ludności cywilnej. Czy możliwy byłoby dzisiaj taki czyn polskich zamachowców, którzy widząc, że Wielkiemu Księciu Konstantemu (który był celem zamachu) towarzyszy ciężarna małżonka, zrezygnowali z przeprowadzenia akcji, bo obawiali się o życie niewinnego, nienarodzonego dziecka...

Warto zauważyć, że dzisiaj nie sam akt przemocy jest ważny. Istotne jest jego pokazanie. Aby wstrząsnąć społeczeństwem konieczna jest uwaga środków masowego przekazu. A te uwielbiają pokazywać gwałt i przemoc, bo to przyciąga miliony słuchaczy, widzów i czytelników. I im więcej jest ofiar, zwłaszcza ofiar z grona osób cywilnych, to tym większa szansa, że informacje o tym dostaną się na czołówki gazet i do najważniejszych elektronicznych mediów.

Sami terroryści usprawiedliwiają zabijanie cywilów twierdząc, że we współczesnych, zachodnich demokracjach nikt nie jest niewinny, bo przecież oddając głos w wyborach popiera tę anty-muzułmańską władzę. W latach siedemdziesiątych lewicowe terrorystyczne organizacje stworzyły bardziej wyrafinowane uzasadnienia ataku na przemysłowców i polityków. Organizacje takie jak grupa Baader-Meinhof czy Frakcja Czerwonej Armii twierdziły, że ich właściwym celem jest ukazanie istoty współczesnego społeczeństwa kapitalistycznego, czyli policyjnego przymusu. Ideologowie lewicowego terroryzmu sądzili, że z powodu tzw. tolerancji represyjnej (termin ten stworzył lewicowy intelektualista Herbert Marcuse) społeczeństwo nie zdaje sobie sprawy w jakim państwie żyje. Dopiero w rezultacie działalności lewicowej partyzantki miejskiej ujawniają się wszystkie represyjne struktury współczesnego państwa. Zostaje zawieszona lub ograniczona wolność słowa, prasa otwarcie jest cenzurowana, ludzie są przesłuchiwani i podsłuchiwani, a na ulicach stoją uzbrojeni policjanci w mundurach.