Szkopuł w tym, iż nie stwierdzono żadnych „żelaznych” dowodów na tezę, iż państwa ustroju demokratycznym zawsze i w każdych warunkach rozwijają się szybciej niż ustroje dyktatorskie.

Mamy do czynienia z projekcją pewnych opinii, popularnych poglądów, szczególnie dobitnie wyrażanych w przełomowych momentach historycznych. Ostatnio tak było 25 lat temu po załamaniu się formacji społeczno-gospodarczej zwanej państwem socjalistycznym (nie mylić z komunizmem, bo jego zalążki być może wprowadzono w Kambodży Pol Pota lub Korei Północnej, ale to też  nie jest pewne do końca). Po zwycięstwie ustroju kapitalistycznego i demokracji nad autorytaryzmem (niekiedy nawet totalitaryzmem) typu radzieckiego czy środkowoeuropejskiego panowała opinia, iż zmiany gospodarcze zawsze wymuszą zmiany polityczne, w kierunku demokracji.

Czyli stawiano znak równości pomiędzy reformami rynkowymi w sferze ekonomicznej i zmianami politycznymi w kierunku tzw. Liberalnej demokracji. Dowodem na modę powyższych opinii była hipoteza naukowa ogłoszona przez Fukujamę w „Końcu historii” – świat miał stać się praktycznie bezalternatywny, zmierzać w kierunku rynkowym i demokratycznym, a dyktatury miały „trzeszczeć w posadach” lub zmieniać się pod wpływem wydarzeń zewnętrznych.

Jako przykłady na dowód tezy, iż zmiany gospodarcze i bogacenie się społeczeństw powoduje upadek dyktatur podawano Tajwan, Koreę Południową i inne „azjatyckie tygrysy” lat 80. Ogłaszano triumf demokracji nie tylko w państwach Europy Środkowej i Bałkanów, ale np. w obszarze postradzieckim czy arabskim.

Rok 2001 stanowił szok dla  zwolenników takiej teorii, zbyt optymistycznej jak się okazało. Dla wielu społeczeństw perspektywa rynkowa i demokratyczna nie była wcale atrakcyjna, bo jej nigdy nie znali, a poza tym inne wartości (np. etniczne, religijne, społeczno-kulturowe) były dla nich bardziej istotne i ważne. Patrząc z powyższej perspektywy więcej racji należy przyznać Huntingtonowi, który analizował kwestie „zderzeń odmiennych cywilizacji”.

Tymczasem okazało się, iż wzrost gospodarczy w Chinach (trwający od lat 80) w imponującym dość tempie (choć obecnie trochę słabnący) wcale nie przekłada się na demokratyzację systemu politycznego Chin. Podobnie w arabskich sułtanatach żyjących z ropy naftowej. W ostatnich latach obserwowaliśmy zresztą liczne nieudane niestety próby instalacji demokracji w miejscach, w których ona się nie bardzo przyjmuje, z różnych zresztą przesłanek – Irak, Afganistan, „Arabska wiosna”… długo by wyliczać.

Należy wskazać na jeszcze inny aspekt poruszanej sprawy. Dla wielu społeczeństw projekt „wspólnej Europy jako jednego domu” był szczególnie atrakcyjny jako ten, który gwarantował (czy raczej wydawało się, że będzie gwarantował) demokrację i życie w dobrobycie i w wyśmienitym towarzystwie (wśród najbogatszych i najwyżej rozwiniętych społeczeństw Starego Kontynentu i tzw. Zachodu - razem z USA, Kanadą itp.

Po kryzysie roku 2008 ten mit osłabł, bo kontynent pogrążył się w stagnacji i recesji, kolejne państwa wymagały „ekonomicznej reanimacji” podczas, gdy w światowej gospodarce  coraz więcej do powiedzenia miała grupa państw pieszczotliwie nazywana BRIC… tytułem naukowego quizu można pytać, kiedy ostatni raz wzrost PKB zanotowała Francja (jeszcze niedawno ikona demokracji) - ostatni raz w 1974 roku…

Mało tego, gospodarka chińska śmiało goni gospodarkę amerykańską, ekonomiści się tylko spierają kiedy ten fakt nastąpi, a prezydent USA jedzie do Pekinu po pomoc dla amerykańskiej ekonomii. W tym kontekście ciężko stawiać hipotezy, iż zawsze wzrost PKB jest szybszy w państwach o ustabilizowanej demokracji oraz, iż między omawianymi czynnikami (demokracja vs rynkowość) występują konkretne zależności.

Warto jeszcze dodać jedną rzecz, proszę pamiętać, iż czym innym jest tzw. standard życia a czym innym matematyczne wskaźniki corocznego przyrostu PKB powiązane z różnorodnymi czynnikami – wzrostem wydajności pracy a czasami wzrostem ceny ropy naftowej – casus Rosji Putina czy potentatów arabskich.

Jak porównamy obie listy państw, to okaże się, iż w pierwszym przypadku (standard życia) przeważają państwa o skonsolidowanej demokracji. Czyli jak mawiał pewien Anglik: „demokracja jest nie jest może najlepszym ustrojem, ale nikt nie wymyślił nic lepszego…”.