Krytyka

A) Koncepcja neo-endecka

Słabością tej koncepcji jest brak konkretnej koncepcji bezpieczeństwa. Korwin-Mikke twierdzi, iż w interesie Rosji nie jest dalsze przesuwanie granic na zachód. Ale przecież nie można całkowicie odrzucić tezy Lecha Kaczyńskiego, że po Ukrainie to Polska stanie się następnym celem rosyjskiego imperium. Na razie Rosja jest zajęta połykaniem kawałek po kawałku ciała Ukrainy, ale co się stanie później - tego nikt nie wie. Dlatego konieczne jest zapewnienie sobie bezpieczeństwa narodowego. Jak to zrobić skoro wszelkie układy i porozumienia ze swoje natury uznawane są za zmienne i niepewne, bo uczestnicy kierują się wyłącznie własnym interesem. Odpowiedź Korwina-Mikke’a jest mało przekonująca i raczej z dziedziny science fiction niż realnej polityki: jego zdaniem Polska powinna skoncentrować swoje wysiłki na stworzeniu własnej broni atomowej i wejściu do klubu mocarstw atomowych! W istocie rzeczy koncepcja prowadzi do przyjęcia pewnego rodzaju typu podległości wobec Rosji, swego rodzaju „finlandyzacji” państwa polskiego (W czasach ZSRR Finlandia była niepodległym krajem, ale nie całkowicie, skoro zbiegowie z ZSRR byli wydawani władzom radzieckim).  

B) Koncepcja jagiellońska

Słabością tej koncepcji jest założenie, że możliwe jest przełamanie historycznych uprzedzeń i stworzenie stałego, wspólnego antyrosyjskiego frontu. Problem w tym, że nacjonalizm ma tak jak rzymski bóg Janus, dwie twarze: jedną na oficjalną i na zewnątrz – to patriotyzm głoszący miłość do własnego narodu i szacunek dla innych narodowości i drugą, trochę schowaną, rzadziej i jakby wbrew intencjom osoby, się ujawniającą - to szowinizm narodowy głoszący nienawiść i pogardę dla słabszych narodów. Dlatego gdy zagrożenie mija to i solidarność międzynarodowa się kruszy, a konflikty wokół mniejszości narodowych (np. polskiej mniejszości na Litwie czy litewskiej w Polsce) czy zaszłości historycznych (np. kwestia rzezi wołyńskich i akcji Wisła) się wybijają na pierwszy plan. Ponadto do frontu antyrosyjskiego nie sposób włączyć Czech czy Słowacji z powodu tradycyjnych sympatii słowianofilskich w tych społeczeństwach. Zwolennicy modelu romantycznego dużo obiecywali sobie po Węgrzech V. Orbana (bo powstania węgierskie były dławione i przez rosyjskie i radzieckie wojska) aż do momentu kiedy ten tak wielbiony przez polskie prawicowe media przywódca wyznał, że Rosja Putina jest dla niego wzorem do naśladowania ….

Ponadto, jeśliby połączyć siły Polski, Ukrainy i państw bałtyckich czy nawet Białorusi, to i tak taka koalicja będzie słabsza od Rosji. Dlatego warunkiem sukcesu jest poparcie USA. Ale ten niezbędny sprzymierzeniec jagiellońskiej koalicji nie jest wcale pewnym sojusznikiem. Odtajnione dokumenty z czasów II wojny światowej dowodzą jasno, że administracja prezydenta H. Trumana cynicznie oddała Polskę Stalinowi. Skoro się raz tak zdarzyło to i dlaczego nie miałoby się to zdarzyć ponownie? Wszak Polska w amerykańskiej geopolityce ma znaczenie drugorzędne, a o marginalnej roli amerykańskiej Polonii świadczy fakt brak własnego przedstawiciela w Kongresie. Dlatego nie ma racji min. Waszczykowski twierdząc, że USA prezydenta Obamy zrezygnowały z Tarczy Antyrakietowej, bo rząd D. Tuska nie dość szybko i nie dość entuzjastycznie poparł ten pomysł. W istocie rzeczy wówczas prezydent Obama traktował Rosję jako ważnego sojusznika i nie chciał go drażnić sprawą Tarczy. Obecnie, w związku z sprawą Ukrainy, sprawy uległy zmianie, ale nikt nie może dać gwarancji, że będzie tak zawsze.  

C) Koncepcja piastowska

Słabością tej koncepcji jest słabość Unii Europejskiej. UE nie jest zdolna do sprawnego działania w zabezpieczeniu bezpieczeństwa swoich członków. Problem w tym, że jądro UE czyli sojusz francusko-niemiecki powstał nie jako odpowiedź na jakieś zewnętrzne zagrożenie, lecz bodaj pierwszą w historii świata próbą rozwiązania antagonizmów narodowych poprzez włączenie skonfliktowanych społeczeństw w różne formy współpracy gospodarczej, a później i politycznej. Problem militarny czy wojskowy został zignorowany przez „ojców założycieli” Unii Europejskiej, bo nie dostrzegano żadnych zagrożeń. Ostatecznie łączyły się dwie największe, europejskie potęgi.

Słabością jest także podwójny system zarządzania Unią Europejską: z jednej strony mamy ponadnarodowe, unijne organizacje, z drugiej zaś mamy poziom państwowy z dominującą rolą Niemiec. W rezultacie często mamy do czynienia z paraliżem decyzyjnym, co w sytuacji zagrożenia militarnego jest szczególnie groźne. W konsekwencji pozycja polityczna i militarna Unii Europejskiej jest znacznie słabsza porównaniu do tego, czym by mogła być, zważywszy na jej znaczenie ekonomiczne w świecie. Wyjściem z tej sytuacji byłoby znaczne zwiększenie znaczenia instytucji ponadnarodowych (czyli powstanie swego rodzaju „Stanów Zjednoczonych Europy”) lecz na to nie ma powszechnej zgody. Dodajmy do tego obawy przed hegemonią polityczną Niemiec szczególnie mocno wyrażane w krajach, które padły ofiarą hitlerowskiej agresji. Przykładem niech będą wystąpienia antyniemieckie w czasie greckiego kryzysu. Współczesne, demokratyczne Niemcy znajdują się w trudnej sytuacji: jako największy płatnik netto w UE (ale też i jej największy beneficjent) mają największy wpływ na decyzje podejmowane przez unijne instytucje. Ale wśród przywódców niemieckim istnieje obawa, że każda ich decyzja, niezależnie od tego jaka by ona nie była, zostanie uznana za akt niemieckiej hegemonii w Europie. Do tej sprawy nawiązał w swoim wystąpieniu berlińskim min. Radosław Sikorski mówiąc, iż jako Polak bardziej obawia się niemieckiej bezczynności, niż niemieckiej dominacji.