Odnoszę wrażenie, że w całej sprawie niewiele znaczy to co rzeczywiście napisał prof. Hartman na swoim blogu (nie jestem za nagonką na niego, lecz za krytyką za pomocą argumentów, nawet głoszenia bzdur nie wolno zakazywać, bo któregoś dnia cenzura korzystając z przyzwolenia społecznego wyłapie i zagłuszy także i to co powiedziane zostać musi), natomiast większość komentatorów zaniepokoiła sama kwestia. Jako liberał muszę stanowczo zaprotestować przeciwko nazywaniu dopuszczalności kazirodztwa, lub braku penalizacji kazirodztwa "dogmatycznym liberalizmem". Rozumiem, że w Polsce - kraju niemal pozbawionym tradycji liberalnej w polityce i myśli społecznej liberalizm myli się z wieloma innymi ideami/ideologiami; z wolnorynkowym konserwatyzmem, z prawicowym anarchizmem (libertarianizmem), który - wbrew Millowi i głównemu nurtowi liberalizmu - każe ucinać wszystkie podatki i bariery dla biznesu aż do zupełniej i zupełnie nie-wolnościowej oligarchizacji społeczeństwa,  oraz z postawą zwaną permisywizmem.

https://www.youtube.com/watch?v=B8nGWG01qMs

Liberalizm nie jest wprost proporcjonalny do "róbta co chceta" jak uważa wielu ludzi. "Róbta co chceta" jest hasłem permisywistycznym. Liberalizm jest ideologią nakazującą szukać maksymalnej wolności dla maksymalnej liczby osób jak ujmowali to Locke i Bentham. Często wolności się wykluczają, bo jak zauważył Voltaire wolność jednego człowieka kończy się na wolności drugiego. W przypadku kazirodztwa na liberalizm mogą próbować powołać się obie strony. Wolność łączy się z odpowiedzialnością, więc jedynie zwolennicy depenalizacji kazirodztwa związanego z udziałem małoletnich są na straconej pozycji. Ustaliliśmy, że jest coś takiego jak wiek, od którego nawet mniej bystre jednostki będą wiedziały co znaczy wolność i wolny wybór. Możemy oczywiście dyskutować czy ten wiek to 21, 18 czy 16 lat, ale sprawa pozostaje faktem; jeśli człowiek nie wie Z CZEGO może wybierać, bo żyjąc krótko nie wie na czym może polegać relacja z drugim człowiekiem, skoro nie wie może akceptować poniżające relacje oparte na fizycznym wymuszeniu, stąd liberał nie może wspierać kazirodztwa z udziałem małoletnich.

Michel Foucault pisał wprawdzie, że w starożytnej Grecji ojciec rodziny używał także córek i synów, ale nie ma na to żadnych jednoznacznych dowodów. Erich Fromm dość dobrze wykazał w "Zdrowym społeczeństwie", że kazirodztwo przeszkadza w nawiązywaniu zdrowych relacji i porównywał kazirodztwo z niewolniczym uzależnieniem od jakiejś religii czy ideologii, oraz z mamisyństwem i totalitaryzmem. Fromm starał się wykazać, że odrzucenie kazirodztwa było podobne do odrzucenia kanibalizmu, odrzuceniem czegoś co osłabiało starozytne społeczności. Tyle lewica; jak widać zdania są tu podzielone. Prawca zazwyczaj argumentuje przez odwołanie nie do dobra/interesu jednostki czy grupy, lecz przez odwołanie do tego co najbardziej przypadkowe czyli tradycji i historii pojmowanej lokalnie, stąd głos prawicy nie ma tu moralnego znaczenia. Gdyby tradycją lokalną było kazirodztwo obowiązkowe konserwatysta lokalny wpsierałby je i sakralizował.

Wróćmy jednak do nas liberałów.  Musimy sobie przede wszystkim zdać sprawę, że nasze możliwości chronienia członków rodzin przed przemocą domową są niestety dość znikome, co dotyczy także legalnych związków małżeńskich, stąd popuszczanie permisywistycznego pasa, niewiele zmieni, a jeśli już to na gorsze, stąd dyskusja o kazirodztwie nie ma większego sensu. W przeciwieństwie do Jacka Tabisza nie sądzę by zwyrodnialcom gwałcącym swe córki odmieniło się cokolwiek, gdyby w TV filmy nie tępiły kazirodztwa. Jeśli ktoś robi to swoim dzieciom to znaczy, że ani dobro innych ani TV ani nic innego nie ma znaczenia przy jego dziwacznej chuci i mentalności właściciela niewolników.

Oczywiście jestem w stanie sobie wyobrazić, że ktoś byłby zakochany w swym bracie czy siostrze, tak jak inny jest zakochany w dalekiej kuzynce/kuzynie  co jest przecież legalne, lecz wszystkie problemy genetyczne jakie mogą wyniknąć z posiadania potomstwa przez taką parę nakazują ostrożność. Oczywiście wiem, że w XIX wieku większość uważała, że małżeństwa między-rasowe są zgubne jeśli chodzi o jakość potomstwa, a teraz wiemy, że takie są właśnie najzdrowsze, tyle, że kazirodztwo to marsz w odwrotną stronę,do wewnątrz, już teraz więc możemy powiedzieć, że genetycznie potomstwo będzie słabsze.

Do tego wszystkiego  dochodzi psychologia, jak często śmieszą nas ci co poślubili towarzyszy z dzieciństwa lub highschool sweethearts? Czy ktoś kogo szukanie partnera ogranicza się do własnego domu, jest człowiekiem dojrzałym? Zdolnym stawić czoła światu? Jak dziwnie byłby postrzegany ktoś, kto mając do dyspozycji 3,5 miliarda niewiast wolał własną siostrę; nie ma to jak poznawanie świata... Przyjaźnie i małżeństwa z obcymi osobami, są w naszym społeczeństwie równowagą dla rodzinnego konserwatyzmu i hierarchii, myślę, że kazirodcze stosunki chętnych dorosłych - bo tylko tym warto poświęcić chwilę uwagi - nie wniosą nic pożytecznego społecznie. Nawet jeśli pozostaną bezdzietne, lub adoptują potomstwo. Ryzyko naruszenia wolności ewentualnych zainteresowanych jest zbyt duże na uprawianie permisywistycznych zabaw. Liberalna wolność jest nieodłączna od odpowiedzialności. Takie związki zawsze istniały i istnieć będą ale zachęcanie do nich nie znajduje specjalnych sensownych argumentów. Jednak wydaje mi się, że kary powinny być surowe jedynie w przypadku udziału osób niepełnoletnich, które - choć brzmi to może jak frazes - naprawdę nie wiedzą nic o życiu.