Po tej krótkiej charakterystyce liberalizmu i konserwatyzmu możemy teraz zastanowić się, na ile konserwatywny liberalizm jest możliwy i czym mógłby się charakteryzować. Zacznijmy od określenia, które jest łatwe i niekontrowersyjne, ale też mało nas interesujące. Możemy ująć zbitkę terminów „konserwatywny liberalizm” jako połączenie liberalizmu z ogólnie pojętym konserwatyzmem. Takie stanowisko oznaczałoby jedynie zwolennika liberalnego porządku, który postuluje, aby ten liberalny porządek konserwować, chronić na przykład przed zmianami prowadzącymi do powolnego wdrażania ideałów islamskiego Koranu, Marksowskiego Kapitału, bądź innej antyliberalnej ideologii. Nas bardziej interesuje połączenie konkretnej wersji konserwatyzmu, określonej w akapicie powyżej. Tutaj zadanie jest o wiele trudniejsze, ale nie niemożliwe. Możliwość takiego połączenia, z perspektywy liberała, tj. zwolennika wolności, zależy od tego, czy wyznawanie wymienionych w kanonie konserwatywnym wartości pociągałoby za sobą negację wolności, zaś dla konserwatysty zależy od tego, czy model wolności, jaki proponują liberałowie nie oznacza negacji konserwatywnych wartości. Wydaje się, że nie ma jakiegoś apriorycznego, istotnie zawartego w samych tych wartościach, ich wzajemnego wykluczania się. Przyjęcie istnienia Boga i uznanie go za Boga godnego czci nie kłóci z pojęciem wolności. Owszem, przy skrajnym rozumieniu wolności, na przykład na sposób Sartre’a, czy przy specyficznym rozumieniu Boga, jako zazdrosnego o swoją władzę nad człowiekiem tyrana, trudno sobie połączenie liberalizmu z konserwatyzmem wyobrazić. Jednakże, po pierwsze, nie są to jedyne możliwe interpretacje wolności i natury Boga; po drugie, nie są one, mówiąc delikatnie, najbardziej atrakcyjnymi intelektualnie na rynku idei interpretacjami. Wierzący w Boga (chrześcijanin, muzułmanin, czy żyd) może ujmować Boga jako bliską mu osobę, kochającą i szanującą jego bądź jej wolność, może nawet przyjmować istnienie piekła, rozumianego już nie jako zemsta Boga, ale jako obiektywna konsekwencja własnych autonomicznych wyborów. Ponadto zauważmy, że przyjęcie istnienia Boga nie jest konieczne do tego, aby zaliczać się do grona konserwatystów (pamiętajmy, że konserwatyzm nie oznacza wyznawania całego zbioru wymienionych w zamieszczonej powyżej charakterystyce konserwatyzmu wartości), czego dobrym przykładem był Leo Strauss.

Samo pojęcie wolności (w tym autonomii) nie kłóci się też z ideą obiektywnego prawa, czy prawa Bożego. Można przecież ujmować Boże nakazy jako sąd doskonałego bytu, który wie, co jest dobre, a co złe i który nie tyle domaga się ślepego posłuszeństwa od ludzi, co zrozumienia Jego słów i motywowanego tym rozumieniem i miłością podążania za jego Dekalogiem. Prawo moralne, w konserwatywnym rozumieniu, także nie musi uchodzić, ani za wytwór Boga, ani nawet niezależny od Boga obiektywny porządek. Wystarczy, że prawo moralne, to, jakie jest nam znane w tradycyjnym kształcie, jest traktowane jako wartościowe osiągnięcie naszej cywilizacji, którego częścią jest uznanie wartości życia jednostkowej osoby i prawa człowieka. Liberał może także uważać, chociaż pod pewnymi warunkami, że najlepszym (lub wystarczająco dobrym) środowiskiem do rozwoju moralnego i wolności jest tradycyjna rodzina, naród, które są matecznikiem cnót etycznych i politycznych, bez których jednostka ludzka może być skazana na niewolę pragnień i ignorancji.

Czy przyjęcie tzw. szczególnych obowiązków wobec własnej wspólnoty, rodziny, narodu, wspólnoty cywilizacyjnej, może wykluczać przyjęcie liberalnego modelu uniwersalnej sprawiedliwości? Tutaj również, pomimo toczących się sporów pomiędzy zwolennikami liberalnej sprawiedliwości uniwersalnej, a zwolennikami szczególnych obowiązków, nie widać przepaści, która wykluczałaby uznanie szczególnych obowiązków wobec wspólnoty z jednoczesnym przyjęciem uniwersalnej wspólnoty moralnej i praw człowieka. Nawet najbardziej zatwardziały (ale rozsądny) liberał nie zaprzeczy, że w momencie, gdy tonie jego własne dziecko, jest uprawniony na czas ratowania swojego dziecka zignorować potrzeby innych osób (oczywiście w pewnych rozsądnych granicach), także rozsądny konserwatysta, podkreślający istnienie obowiązku patriotycznego zaangażowania w życie własnej wspólnoty politycznej czy narodu, nie będzie negował obowiązku bogatych społeczeństw do zaangażowania się w pomoc społeczeństwom trzeciego świata.

Owszem trudno sobie wyobrazić połączenie pewnych wersji liberalizmu z pewnymi wersjami konserwatyzmu. Np. niewyobrażalne jest połączenie uniwersalistycznego liberalizmu z relatywistycznym konserwatyzmem i odwrotnie - relatywistycznego co do innych wartości niż wolność liberalizmu z uniwersalistycznym konserwatyzmem. Tego typu przypadki jednak nie oznaczają niemożliwości wspólnego zakresu liberalizmu i konserwatyzmu a jedynie wzajemnej dysjunkcji pewnych ich podzbiorów. Owszem, także z punktu widzenia zarówno konserwatyzmu, jak i liberalizmu przybliżenie obu stanowisk jest w jakiejś mierze dla obu niebezpieczne. Liberał może się obawiać, że skoro ideał wolności domaga się poszanowania nawet błędnych wyborów i poglądów, a silne przywiązanie do innych wartości niż wolność, w obliczu konfliktu pomiędzy nimi a wolnością, to może to stanowić pokusę do poświęcenia wolności w imię tych innych wartości. Podobnie konserwatysta może dojść do wniosku, że ceną za uznanie wartości liberalnych jest analogicznie rozstrzyganie nieuniknionych konfliktów wartości na rzecz wolności. Są to obawy uzasadnione, bez trudnych kompromisów się nie obejdzie, nie oznacza to jednak, że są to konflikty nieusuwalne i że nie ma roztropnych sposobów i rozwiązywania.

Wydaje się, że unikając niepotrzebnego przedłużania tego wywodu można uznać za uzasadnioną tezę, że pojęcie konserwatywnego liberalizmu nie jest z konieczności oksymoronem, jest do wyobrażenia. Wydaje się także, że można wskazać przypadki realnych osób, które spełniają warunki bycia konserwatywnym liberałem, np. Jacques Maritain, Karol Wojtyłę (chociaż żaden z nich sam siebie tak nie określał a nawet obaj byli krytykami liberalizmu) [2], czy piszący te słowa.

Na koniec jeszcze jedna uwaga. Największą przeszkodą w dostrzeżeniu możliwości konserwatywnego liberalizmu jest nie tyle trudność pogodzenia konserwatywnych i liberalnych idei i wartości, co niezdolność konkretnych, historycznie uwarunkowanych liberałów i konserwatystów do dojrzenia takiej możliwości. Po obu stronach powiedziano (i wyrządzono) sobie nawzajem tyle nieprzyjemnych, często niesprawiedliwych słów (i krzywd), że zwolennicy tych nurtów czasami nawet darzą się nawzajem nienawistnymi uczuciami, niczym bohaterowie komedii „Sami swoi”. Pozostaje liczyć na to, że pojawi się nowe pokolenie konserwatystów i liberałów, którzy będą zdolni przełamać wzajemną niechęć i znaleźć wspólny język dyskusji, która zawsze, pomimo różnic zbliża.

 

[1] Mam nadzieję, że ta przyszłość jest tylko możliwością, która się nie ziści.

[2] Ujęcia personalistów chrześcijańskich (których w sposób niekontrowersyjny można uznać za konserwatystów) jako liberałów bronię w innym miejscu. Wątpiących w taką możliwość zachęcam do lektury: http://www.kul.pl/files/102/szutta_2007_1.pdf.