W mediach ukazał się – datowany 14 grudnia 2020 r. – list otwarty do Prezydenta i Rządu Rzeczypospolitej Polskiej. Autorzy listu odrzucają stanowisko rządu i dominującej większości mediów, że masowe szczepienia na SARS-CoV-2 są jedyną właściwą drogą do zakończenia epidemii. W liście argumentują, że wyprodukowane szczepionki „nie zostały właściwie zbadane, są potencjalnie niebezpieczne, ich skuteczność jest nieudowodniona, a masowe szczepienia wszystkich dorosłych obywateli polskich nie mają pełnego uzasadnienia w obliczu faktu, iż 80% populacji przechodzi zakażenie bezobjawowo”. Nie jest to pierwszy tego rodzaju głos. Od samych początków epidemii koronawirusa środowisko biomedyczne było podzielone i społeczeństwo wielokrotnie miało okazję wysłuchać sprzecznych opinii wygłaszanych przez kompetentnych specjalistów. Ktoś, kto nie ma wykształcenia w zakresie nauk medycznych czy biologicznych, nie jest w stanie racjonalnie opowiedzieć się po jednej ze stron i może jedynie emocjonalnie przychylać się do tej czy innej opinii. Jest to zresztą dość oczywiste, jeżeli bowiem dwóch profesorów medycyny głosi przeciwstawne sądy, to nikt spoza ich kręgu specjalistycznego – ani profesor historii, ani mechanik samochodowy – nie potrafi dokonać obiektywnej oceny i będzie się kierował własną intuicją i własną emocjonalnością. Zdecydowana większość spośród nas jest zdezorientowana, czuje się zagubiona i tym większą odczuwa obawę. Mimo to jednak jest wiele osób nie będących specjalistami w omawianym zakresie, które dokonują ocen, jakich oczekiwać należałoby jedynie od specjalistów.

Problem przedstawiony w omawianym liście otwartym można wyrazić w pytaniu, czy dla danej osoby większe jest ryzyko zachorowania z tragicznymi skutkami, jeśli się nie zaszczepi, czy większe jest ryzyko wystąpienia tragicznych powikłań poszczepiennych, jeśli się zaszczepi. Autorzy listu nie udzielają jednoznacznej odpowiedzi, ale wyraźnie sugerują, że bardziej prawdopodobne jest to drugie ryzyko, co bierze się przede wszystkim z krótkiego czasu testowania proponowanych szczepionek. Dlatego wzywają, aby rząd nie promował szczepień, lecz zorganizował „rzetelną debatę publiczną”. Niestety nie wyjaśniają, według jakich zasad ta debata miałaby być przeprowadzona, aby nie przerodziła się w kłótnię wszystkich ze wszystkimi i aby doprowadziła do praktycznych wniosków. A przecież jest oczywiste, że dwóch profesorów genetyki może zażarcie spierać się, która z metod wprowadzania do komórki obcego materiału genetycznego jest właściwsza, ale żaden profesor filozofii, kulturoznawstwa, prawa, socjologii… (można wpisywać kolejne dyscypliny) nie rozstrzygnie tego sporu.

Pod listem figurują podpisy 35 osób posiadających tytuł lub stopień naukowy oraz 28 osób bez stopnia naukowego, ale będących lekarzami. Wśród tych 35 osób 9 nie ma ani bezpośrednich, ani pośrednich związków z medycyną (chyba że jako pacjenci). Są w tym gronie: dwaj historycy literatury, jeden historyk filozofii, dwóch ekonomistów, jedna matematyczka, jeden fizyk, jedna psycholożka i jeden inżynier. Wszyscy oni uznali, że rację mają ci specjaliści, którzy żądają odwołania programu szczepień masowych, nie zaś ci specjaliści, którzy uznają realizację takiego programu za konieczną. To oczywiste, że doszli do takiego przekonania nie w oparciu o swą wiedzę fachową, lecz na podstawie subiektywnej intuicji i emocjonalności.

Można byłoby tę postawę podsumować znanym porzekadłem: „konia kują, a żaba nogę podstawia”. Wielu z nas bardzo chętnie zgłasza akces do działań, w których to inni mają coś do powiedzenia, niektórzy zaś sami je inicjują, skupiając wokół siebie tych kompetentnych. Omawiany przypadek wykracza jednak poza powszechne przecież i dające się usprawiedliwić stwarzanie pozorów własnej wartości. Sytuacja jest bowiem bardzo poważna, a od przyjętej strategii zwalczania wirusa zależy, jak szybko i na ile skutecznie uda nam się stłumić epidemię. Wspomniani sygnatariusze listu otwartego nie posiadający merytorycznych kompetencji z zakresu nauk biomedycznych najpierw dokonali wyboru jednej z możliwych strategii przeciwdziałania epidemii, kierując się wyłącznie czynnikami subiektywnymi, intuicją i emocjami, a następnie na tej podstawie przyjęli argumentację potwierdzającą ich odczucia, lęki i obawy, a odrzucili argumentację przeciwną. Zdecydowana większość z nas również albo już podjęła, albo dopiero podejmie decyzję na tej samej zasadzie. A po podjęciu tej decyzji będziemy przekonywać samych siebie, że była to decyzja rozsądna, i na jej poparcie przytaczać będziemy racjonalne argumenty merytoryczne podawane przez jedną ze stron konfliktu wokół szczepień.

Jednak zwyczajna przyzwoitość wymaga, abyśmy własnej postawy i własnej subiektywnej decyzji nie rozgłaszali wszem i wobec jako jedynie słusznej. Mamy prawo, a nawet obowiązek, wyrażania w przestrzeni publicznej naszych obaw i rozterek dotyczących spraw żywotnych dla nas i dla innych członków naszej społeczności. Ale sytuacja, gdy profesorowie literaturoznawstwa, filozofii czy ekonomii głoszą razem z profesorami medycyny tezy dotyczące ryzyka śmiertelności, modyfikacji ekspresji genów, mechanizmu indukowania odpowiedzi immunologicznej, modelu testów klinicznych itp., mieści się w granicach śmieszności. Można postawić pytanie, dlaczego naukowcy z zakresu nauk humanistycznych, społecznych, technicznych czy innych nie związanych z medycyną nie zdobyli się na wystosowanie listu otwartego tylko w swoim imieniu, bez przyklejania się do badaczy zajmujących się zagadnieniami, o których oni pojęcia nie mają. Dlaczego nie stać ich na otwarte ukazanie swoich rzeczywistych i poważnych przecież obaw i niepokojów wzbudzanych przez sprzeczne opinie głoszone przez środowiska biomedyczne?

Niepewność i sprzeczność opinii głoszonych przez medyków i biologów można tłumaczyć jako rezultat niedostatecznej jeszcze wiedzy w zmiennej rzeczywistości transmisji i mutowania się wirusa. Ale jeśli naukowcy spoza dyscyplin biomedycznych zdolni są jedynie do stosowania taktyki żaby podstawiającej nogę, to wystawiają sobie złe świadectwo. Co jest bowiem wart humanista, tym bardziej z tytułem naukowym, który nie ma odwagi powiedzieć, że wprawdzie nie jest kompetentny, by się wypowiadać merytorycznie, ale poczuwa się do obowiązku zwrócenia uwagi kręgom decyzyjnym, że nie można podejmować decyzji dotyczących całego społeczeństwa w sytuacji, gdy społeczeństwo jest tak bardzo zagubione w wielości sprzecznych opinii. Co jest wart humanista, którego nie stać na powiedzenie, że skoro rząd uznaje opinie ekspertów twierdzących, że powikłania poszczepienne będą rzadkie, to rząd powinien zobowiązać się do płacenia odszkodowań tym nielicznym, których to dotknie, albo postawić taki warunek producentowi przy zakupie szczepionki. Przecież powinnością humanisty jest dawanie świadectwa prawdzie, nie zaś lansowanie samego siebie przy boku tych, którzy rzeczywiście mają coś do powiedzenia w danej kwestii.

Pisząc te słowa, nie podjąłem jeszcze decyzji, czy poddam się szczepieniu. Ale gdy ją podejmę, nie będą oszukiwał ani siebie, ani innych, że jest ona rezultatem mego racjonalnego namysłu, uznania argumentacji jednej ze stron sporu toczonego w ramach nauk biomedycznych. Uczciwie przyznam, że złożyły się na nią różne czynniki subiektywne, mające źródło w moim charakterze, osobowości, temperamencie, typie intuicji, dotychczasowych doświadczeniach życiowych, stanie zdrowia, a także w stopniu zaufania do aktualnego rządu. Dopiero po tym dołączę do nich argumentację jednej bądź drugiej strony sporu merytorycznego. I dopiero po podjęciu tej decyzji dowiem się czegoś ważnego o sobie samym, o czynnikach determinujących moje wybory; w szczególności bardzo jestem ciekaw, czy większy okaże się u mnie lęk przed zachorowaniem, jeśli się nie zaszczepię, czy lęk przed możliwością niepożądanych powikłań, jeśli się zaszczepię.

Przed zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia życzę Państwu dokonania właściwego wyboru, czyli takiego, który uznacie za zgodny z Waszym wewnętrznym poczuciem słuszności. Na hamletyczne pytanie: szczepić się, czy nie szczepić, dajcie odpowiedź zgodną z własną, osobistą intuicją. A gdyby ktoś był zainteresowany poznawaniem mechanizmów psychicznych i moralnych determinujących nasze postawy wobec masowych szczepień, pozwalam sobie polecić Państwu artykuł, który napisałem we współautorstwie jeszcze przed wybuchem pandemii. Oto dane do artykułu: M. Nowacka, J. Kopania, Etyczne determinanty kontrowersji w kwestii bezpieczeństwa szczepień, w: T. Grabińska, Z. Kuźniar (red.), Bezpieczeństwo personalne a bezpieczeństwo strukturalne, t. VIII: Struktura warstwowa bezpieczeństwa, Wydawnictwo Akademii Wojsk Lądowych, Wrocław 2020, s. 107-129.