Mam przed oczyma ulotkę reklamową, jedną z tych, które dołączane są do popularnych kolorowych tygodników i miesięczników zamieszczających anegdotki, ciekawostki i sensacyjne wiadomości ze świata ludzi znanych albo ze swych dokonań, albo (najczęściej) tylko z tego, że są znani. Podobne reklamy są także zamieszczane na stronach takich  czasopism. Ta, którą mam przed sobą, zachęca mnie, abym dołączył do akcji „Odnowa dla stawów” i w jej ramach nabył „specyfik”, który tak moje stawy naoliwi, że w ogóle już ani trzeszczeć, ani piszczeć, ani zgrzytać nie będą. Część programu będę mógł przeprowadzić gratis. Na ulotce pani Irena (62 l.) informuje mnie, że po 13 dniach kuracji wróciła do pełnej sprawności, a więc ja także mogę. A uwidoczniony na zdjęciu uśmiechnięty „ekspert” zapewnia, że wyjątkowy skład preparatu sprawi, iż biologiczny wiek moich stawów może zostać cofnięty nawet o 21 lat. Doprawdy, trzeba być wyjątkowo nierozumnym człowiekiem, aby z tak wspaniałej oferty nie skorzystać.

W tym samym numerze czasopisma znajduję jeszcze cztery całostronicowe reklamy innych specyfików. Jedna z nich poleca mi, również na stawy, kurację „laurowo-kurkumową”. Dwie panie i jeden pan – wymienieni z imienia i nazwiska! – poświadczają, że ten krem to prawdziwe cudo i pomógł im wręcz rewelacyjnie. Następna reklama proponuje mi preparat, dzięki któremu mogę „skutecznie i na stałe” uwolnić się od nietrzymania moczu. Pani Iwona (52 l.) i pan Jarosław (67 l.) kurację przeprowadzili i już nie mają kłopotów. Skuteczność specyfiku gwarantuje swym autorytetem profesor „ekspert ds. urologii”, wymieniony z imienia i nazwiska, ale nieobecny w Internecie. Trzecia z reklam informuje mnie, jak dzięki nowatorskiemu preparatowi mogę w 5 tygodni odetkać swoje tętnice i ustabilizować cholesterol. Potwierdza to pani Jadwiga (64 l.), a gwarantuje wskazany z imienia i nazwiska japoński profesor, wynalazca preparatu; w Internecie znajdujemy lekarza o tym nazwisku, mającego duże zasługi w zwalczaniu bakterii legionella pneumonia. Czwarta reklama poleca rewelacyjny pas ortopedyczny zapobiegający bólom kręgosłupa, wynaleziony przez południowokoreańskiego profesora ortopedii i reumatologii, podanego z imienia i nazwiska; w Internecie podobne, a może tylko inaczej pisane nazwisko nosi pewien znany biochemik. Skuteczność pasa potwierdzają p. Czesława (71 l.) i p. Bogusław (69 l.).

Zwróćmy uwagę, czym charakteryzują się tego rodzaju reklamy. Trzy cechy są znamienne. Po pierwsze, prawie nigdy nie jest podawana oficjalna, fabryczna nazwa preparatu czy urządzenia; spośród pięciu opisanych reklam tylko w jednej podano nazwę – w tej, w której osoby polecające wymienione zostały z imienia i nazwiska. Po drugie, jak brak nazwy, to i brak składu chemicznego reklamowanego preparatu. Po trzecie, nie wiemy, kto oferuje nam te cudowne środki; podany jest jedynie numer telefonu, pod którym można je zamawiać. Tak więc zamawiamy w ciemno, kupujemy kota w worku. I muszą być bardzo liczni ci, którzy to robią. Reklamy są zamieszczane masowo, zajmują całe strony, zatem kosztują dużo, czyli reklamodawca ma duże pieniądze. Co sprawia, że tak łatwo dajemy się wykorzystywać?

Przede wszystkim należy wykluczyć, że kupujący znajdują się w sytuacji prawdziwie groźnej. Wiadomo, że człowiek nieuleczalnie chory, któremu medycyna już nie pomoże, często chwyta się każdej nadziei, jest zdolny korzystać nawet z usług szarlatanów. W omawianym przypadku mamy jednak do czynienia z dolegliwościami, które są wprawdzie dokuczliwe i bolesne, ale życiu bezpośrednio nie zagrażają. Przyczyny muszą więc leżeć gdzie indziej. Widzimy trzy główne i podstawowe.

Pierwszą z nich jest działanie osobliwego mechanizmu psychicznego uruchomianego przez dynamiczny rozwój medycyny. Polega on na tym, że im więcej medycyna może, tym większe mamy wobec niej żądania; a im większe mamy żądania, tym bardziej stajemy się świadomi, jak wiele medycyna nie może w stosunku to naszych oczekiwań. I pojawia się nie zawsze świadome przeświadczenie, że jakaś medycyna „niekonwencjonalna”, jakaś „paramedycyna”, jakaś metoda „wschodnia” itp. będzie skuteczniejsza. W tym kontekście propozycja kupienia kota w worku nie jawi się nam jako oszustwo, tylko jako szansa otrzymania tajemniczego, cudownego środka na nasze dolegliwości.

Druga to obecne w nas bardzo głęboko – bo utrzymywane wbrew wszelkim świadectwom zaprzeczającym – przekonanie, że człowiek w istocie jest dobry i nie ma sam z siebie intencji krzywdzenia drugiego człowieka. Tak bardzo pragniemy, aby tak właśnie było, że nie dopuszczamy do świadomości nawet najbardziej oczywistych faktów. To prawda, iż ciężko jest żyć z przekonaniem, że prawie każdy człowiek to najprawdopodobniej łajdak i oszust. Ale niebezpiecznie jest żyć w przekonaniu, że prawie każdy człowiek najprawdopodobniej jest godny zaufania. Bezkrytyczne zaufanie do drugiego człowieka nazywamy naiwnością.

Trzecia przyczyna leży również w naszej, ludzkiej naturze – jesteśmy podatni na oszustwa, albowiem zbyt często zamiast rozumem kierujemy się jedynie emocjami. Mówiąc brutalnie: są w każdym z nas nieprzebrane pokłady głupoty i nie zawsze udaje się nam powstrzymać przed czerpaniem z nich. Pragnienia, pożądania, oczekiwania itp. powstrzymują przed użyciem rozumu i zamiast rozsądkiem kierujemy się emocją. Cwaniacy żerują właśnie na naszych emocjach – tak bardzo chcemy być zdrowi, że tracimy trzeźwość umysłu.

Przypomina mi się scena z Sienkiewiczowskiego Potopu. Oto Andrzej Kmicic rozmawia z podległym mu dowódcą jazdy tatarskiej i żartobliwie stwierdza, że niedługo nie będzie on mógł unieść wielości zdobyczy wojennych. A na to Tatar odpowiada: „Bóg stworzył nieprzyjaciół, aby mężowie wojenni łup z kogo brać mieli”. Na użytek naszych rozważań można by tę konstatację sparafrazować: „Bóg stworzył głupców, aby cwaniacy łup z kogo brać mieli”. I niech nas nie zwiedzie pozorny ironiczny prymitywizm takiej parafrazy. W istocie bowiem jest w niej zawarta głęboka treść, a ujawnia się ona w dwu aspektach. Po pierwsze, odsłania ona przed nami zamysł Boga tworzącego świat. Stwórca stworzył mianowicie rzeczywistość na zasadzie dualności: jeżeli istnieje plus, to musi istnieć minus, gdyby nie było nocy, nie mielibyśmy pojęcia dnia, nie ma doliny bez góry itp. A podobnie, istnienie dobra wymaga istnienia zła. Dlatego skoro istnieje mądrość, to musi także istnieć głupota, a jeśli mają istnieć ludzie uczciwi i przyzwoici, to muszą także istnieć łajdacy i cwaniacy. Po drugie zaś, Bóg ustalił dualność świata dla naszego dobra. Przecież gdybyśmy nie doznawali bólu, to nie bylibyśmy zdolni do doznawania przyjemności, a gdybyśmy nie byli zdolni do przeżywania smutku, to nie moglibyśmy przeżywać radości. A podobnie: gdybyśmy nie byli podatni na oszustwa, to nie bylibyśmy świadomi różnicy między decyzją właściwą a decyzją mylną.

Wniosek z powyższego taki między innymi wynika, że błędem byłoby domaganie się, aby prawnie zakazać tego rodzaju korzystania z ludzkiej naiwności i braku refleksji. Naiwniacy pełnią ważną i niezastąpioną rolę w funkcjonowaniu rzeczywistości społecznej. Gdyby nie było ludzi ociężale myślących, to nie byłoby też ludzi bystrych intelektualnie; gdyby zaś tych drugich nie było, to nie byłoby też innowacyjności, wynalazków i odkryć, a cała nasza egzystencja byłaby zastojem i zobojętnieniem. Zatem skoro już muszą istnieć jedni i drudzy, to ci pierwsi są dla tych drugich stałym przypomnieniem, jak cenną rzeczą jest rozum i jak pożyteczny jest rozsądek.

A na zakończenie uwaga do Szanownych Czytelników. Powyższe dywagacje mają gorzko-ironiczną formę, a przynajmniej takie być miały w intencji piszącego te słowa. Styl ten może prowadzić do mylnego przekonania, że to tylko żart i kpina. Otóż nie tylko – wszystko to zostało napisane całkiem serio. I jedno z drugim nie pozostaje w sprzeczności. Niestety.