Powinniśmy się cieszyć, że w ogóle nas postrzegają i dzielą się z nami swoim doświadczeniem i mądrością. Reprymendy musimy przecież przyjmować w postawie HAB-ACHT, tyle że ze spuszczoną głową. Wiadomo, że wszystko robiliśmy w sposób nieudolny i bałaganiarski: „naruszamy praworządność”, „gwałcimy reguły demokracji”, „wprowadzamy rządy autorytarne” i najważniejsze „nie oddajemy Żydom zagrabionego majątku”. Co ciekawe oceny w tym duchu ówże Zachód adresuje zarówno wobec Polski jak i Węgier i… Rosji, co – mimo obowiązującej u nas rusofobii- bardziej nas zbliża niż oddala: w końcu przynajmniej w opinii naszych zachodnich autorytetów tzw. społeczności międzynarodowej jesteśmy po tej samej stronie. Również nasi miejscowi reprezentanci prawdziwego Zachodu (a jakże, mamy ich pod dostatkiem, mimo że większość już wyjechała do równie prawdziwej Europy) jednym głosem twierdzą, że bliżej nam do „Rosji Putina” niż do Berlina i dążymy konsekwentnie do Polexitu i - jak się domyślam – naszym aktualnym celem jest przystąpienie do Wspólnoty Niepodległych Państw.

Już nas nie będą pouczać - przynajmniej jakiś czas nasi przychylni „strategiczni partnerzy” zza oceanu. Masowy bunt obywateli USA przeciwko rasizmowi, bezrobociu i wykluczeniu - nie tylko Afroamerykanów - unieważnił prezentowane wobec nas poczucie wyższości, kazał przestraszonym masowymi protestami tamtejszym „elitom” położyć uszy po sobie i zająć się wreszcie swoimi problemami. Bo kto nas pouczał? Jakie do tego mieli kompetencje? My mieliśmy wierzyć w oficjalne bajeczki o panującej za oceanem „równości obywateli „i” integracji rasowej” bez względu kolor skóry, przekazywane zwłaszcza w głupkowatych filmach o bohaterskich agentach CIA, gdzie jeden musiał być Murzynem i oczywiście, „słuchać się starszego”. A za tą tandetą fasadą kryły się rasizm, brutalność władzy i jej unikatowa wręcz nieudolność w rzeczywistym rozwiązywaniu problemów własnych obywateli. Wiem, wiem: dla „czarnuchów” można wiele zrobić, a oni i tak nie okażą koniecznej wdzięczności białym dobroczyńcom.

W przeszłości były już takie powstanie, nie tylko w Los Angeles, które brutalnie spacyfikowano i utopiono we krwi -ale o tym nawet wspominać nie wolno. Musimy rozpamiętywać brutalność „Imperium Zła”, a amerykańskie pacyfikacje protestujących, nie tylko kolorowych obywateli w Ameryce były przecież zapewne ZWYCIĘSTWEM DOBRA.

Obecny bunt w Ameryce tak szybko nie wygaśnie. Już zapowiedziano, że będzie pacyfikowany przez wojsko. Niepostrzeżenie wprowadzana jest również światowa cenzura na informacje o tym buncie, bo przecież podważają one tzw. światowe przywództwo, a tego przecież zrobić nie wolno i jakieś tam głupie gadanie o „wolności słowa” i „swobodzie przepływu informacji” nie ma żadnego znaczenia. Obecny prezydent tego kraju prawdopodobnie nie wygra najbliższych wyborów. I znów tym, kto przetrwał swoich konkurentów, będzie Włodzimierz Putin. Jakoś nie słychać, żeby do protestów przeciwko rasizmowi w Stanach Zjednoczonych przyłączyły się nasze organizacje i instytucje broniące praw człowieka. Nie widzimy ich demonstrujących przed ambasadą amerykańską: wiem, to przecież część nowych elit tzw. onetinteligencja i może niepotrzebnie się czepiam.

Mam tylko sugestię: we wszystkich organizacjach pozarządowych, które głownie zajmują się ochroną praw człowieka, wolności obywatelskich czy demokracji; a nie reagują na rasizm i zbrodnie w IMPERIUM DOBRA, należy dodać w ich nazwach oraz statutach oficjalne zastrzeżenia, że ich działalność nie obejmuje obywateli USA (zwłaszcza „czarnuchów”), działań władz tego kraju a zwłaszcza policji, która z definicji jest - co trzeba zaznaczyć- ostoją wszystkich słusznych wartości ZACHODU. I nie ma się czego wstydzić, bo nie wolno zmienić podstawowych ocen: IMPERIUM DOBRA więcej wolno.

Na koniec uwaga dla dziennikarzy pewnego dziennika zwanego również gazetą (pozdrawiam): list niniejszy posługuje się ironią i graniczy z szyderstwem.