Zainspirowane książką Spiney o grypie hiszpańskiej z 2018 r. rozważania na temat pamięci wielkich zaraz i plag.

Rzecz idzie o pandemii grypy w Polsce zwanej „Hiszpanką”, bo przyszła do nas z Hiszpanii. Autorka we wstępie celnie zauważa, że przez wieki ludzi się modlili, się bali i prosili Boga by uratował ich przez wojną. Lecz jeśli przeanalizujemy historię to okaże się, że nie wojna jest największym zagrożeniem ludzkości, największym zabójcą, lecz zarazy. W wyniku plagi antonińskiej w starożytnym Rzymie umarło podobno aż 15 mln osób, w tym sam cesarz – filozof: Marek Aureliusz. Dżuma w średniowieczu zabiła od jednej do dwóch trzecich ludności społeczeństwa Europy. A wirusem grypy Hiszpanki, o którym mowa w książce, zaraziło się pół miliarda ludzi – zaś na całym świecie zmarło od 50 do 100 lub nawet 150 mln ludzi. Szacunki się różnią ponieważ jedni do ofiar hiszpanki zaliczają, a inni nie, śmierci wywołane przez wirus różnego rodzaju powikłania chorobowe. Czyli poniosło śmierć więcej niż w pierwszej lub drugiej wojnie światowej, a może nawet w obu wojen razem wziętych. Niemniej jednak to horrory wojny budzą przerażenie i trwogę, lecz nie Hiszpanka. Dlaczego?

Sądzę, iż po pierwsze, śmierć na wojnie jest bardziej spektakularna, bardziej widowiskowa. W dymie, w huku, zbroczeni krwią w jednym mgnieniu oka umierają żołnierze. Zwykle młodzi, pełni życia mężczyźni. Hiszpanka tak jak inne zarazy to cichy i podstępny zabójca. Zabija powoli bez względu na płeć, zwykle starsze i osłabione życiem lub innymi chorobami, osoby. Guillaume Apollinaire, francuski pisarz i poeta, umarł w 1918 r. na Hiszpankę, lecz przez ostatnie dwa lata życia zmagał się z następstwami odniesionej na wojnie ciężkiej rany głowy i jego osłabiony organizm nie był w stanie obronić się przed kolejnym ciosem.

Po drugie, zaraza to niewidzialny lub inaczej: anonimowy zabójca. Nie sposób go zobaczyć, zidentyfikować, namalować. Niektórzy wręcz odmawiają uznania jego istnienia. Nie kwestionują samych śmierci, lecz nie zgadzają się, że mają one tę samą przyczynę. Czas zarazy to okres rozwoju różnych teorii konspiracyjnych, „odsłaniających różne ukryte mechanizmy śmierci i nazywających złowieszcze elity, które tym procederem się zajmują. Polska opinia się z tym zetknęła kiedy rosyjscy historycy oskarżyli władze II RP o doprowadzenie do śmierci kilkudziesięciu tysięcy sowieckich jeńców wojny polsko-bolszewickiej zrównując to z zbrodnią katyńską. W rzeczywistości w Polsce umarło od 16-18 tys. jeńców sowieckich, lecz przyczyną ich śmierci nie był strzał w tył głowy tak jak w Katyniu, tylko hiszpańska grypa. Inna sprawa, że jeńcom nie zapewniono odpowiedniej opieki medycznej i stąd taka śmiertelność w ich zbiorowości.

W samej sowieckiej Rosji też mamy historię tajemniczej i podejrzanej ofiary Hiszpanki. Rzecz idzie nie byle kim, lecz o samym Jakowie Swierdłowie, w 1917 r. drugiej osoby (po Leninie) w partii bolszewickiej. Swierdłow różnił się od Lenina i jego najbliższych ascetycznych i dogmatycznych współpracowników tym, że był typem romantycznego bandyty, lubił ryzyko, alkohol i piękne kobiety. I wiele na to wskazuje, że on stał za nieudanym zamachem Fani Kaplan na Lenina. Prawdopodobnie współpracownicy Lenina zdecydowali się po cichu zlikwidować Swiedrdłowa i by nie wzbudzać politycznego skandalu winą za jego śmierć obarczyć Hiszpankę.  

Myślę, że jest jeszcze jedna przyczyna z powodu której nie pamięta się horrorów Hiszpanki. Skończyła się wielka wojna, żołnierze wracali z okopów, wszędzie panował nastrój ulgi i radości. Zwyczajnie nie zauważano chorych i cierpiących na grypę, chciano wreszcie cieszyć się normalnym życiem. Spinney przytacza wspomnienia przyjaciela Guillaume Apollinaire’a, poety Blaise’a Cendrasa, że kiedy kondukt żałobny z trumną Apollinaire’a ruszył ulicą nagle wpadł na nich tłum mężczyzn i kobiet, rozradowanych i wiwatujących i tańczących, wykrzykujących „Nie, nie musisz wcale odchodzić Guillaume…  Nie musisz odchodzić” To było drwiące nawiązanie do abdykacji Wilhelma II Hohenzollerna, we Francji popularnie zwanego ”Guillaume”, lecz zabrzmiało jak ponury żart ze śmierci Appolinaire’a.

Ważniejszą od kwestii pamięci czy nie pamięci zaraz jest problem jaki miały one wpływ na życie społeczne, gospodarcze i intelektualne Europy. Ale o tym w dalszej części tego tekstu. Na zakończenie fragment wiersza Appolinaire’a „Piękna rudowłosa”:

Wy których usta są na podobieństwo ust Boga

Usta które są samym porządkiem

Bądźcie wyrozumiali kiedy nas porównujecie

Z tymi co byli doskonałością porządku

Nas którzy wszędzie wietrzymy przygodę

Nie jesteśmy waszymi wrogami

Chcemy wam dać rozległe i dziwne dziedziny

Gdzie kwiat tajemniczości prosi chętnych o zerwanie

Są tam nowe ognie kolory nigdzie nie widziane

Tysiąc nic nie ważnych fantazmów

Którym trzeba nadać realność

Chcemy wykryć niezmierzoną krainę gdzie wszystko milknie

Jest również czas który można ścigać albo zawrócić

Litości dla nas walczących zawsze na krańcach

Bezkresu i przyszłości

Litości dla naszych błędów litości dla naszych grzechów