Redakcja: Na czym polegały nielegalne transakcje związane z handlem mięsem w PRL w latach 50. i 60.? Kto był ich największym beneficjentem?

Prof. Dariusz Jarosz: Beneficjentem nadużyć związanych z tym handlem byli przede wszystkim urzędnicy przedsiębiorstw Miejskiego Handlu Mięsem. Istniało ich w Warszawie kilka, a transakcje polegały na tym, że kierownicy MHM mogli przydzielać pule mięsa poszczególnym sklepom. To było bardzo ważne dla ich kierowników, ponieważ im ta pula była bogatsza, tym ich pensje stawały się większe. Nawet w gospodarce centralnie planowanej PRL istniała znaczna różnica w poborach między kierownikiem sklepu, który prowadził duży sklep mięsny w centrum Warszawy, a jakimś innym kierownikiem, prowadzącym np. sklep z koniną w jednoosobowym sklepie na Pradze. W ten naganny proceder, nawet z dzisiejszego punktu widzenia z pewnością stanowiący przestępstwo, wmieszani byli więc ci kierownicy sklepów, którzy dzięki łapówkom, udzielanym dyrektorom MHM, mogli zapewnić sobie lepszy asortyment mięsa. Na tym polegały oszustwa urzędników, którzy zostali potem skazani w tzw. aferze mięsnej.

Kierownicy sklepów mogli poza tym dokonywać nadużyć dzięki temu, że mięso trafiało do sklepów w tzw. tuszach, półtuszach czy ćwierćtuszach. W związku z tym rozbiór mięsa następował w sklepach, gdzie zawsze można było wygospodarować pewne nadwyżki mięsa, czy sprzedać ich tańsze części w cenie dużo wyższej. Osobna rzecz to nadużycia w rzeźniach oraz zakładach mięsnych, które również następowały, ale polegały głównie na oszustwach przy peklowaniu mięsa, soleniu czy nasączaniu go wodą.

Kim był Stanisław Wawrzecki i jaką odgrywał w tym wszystkim rolę?

Wawrzecki w chwili, gdy go oskarżano i kiedy odbywał się jego proces był jednym z dyrektorów Miejskiego Handlu Mięsem. Kierował on wcześniej MHM na Pradze i jego nadużycia polegały przede wszystkim na tym, o czym mówiłem wcześniej, tzn. na braniu łapówek od kierowników sklepów mięsnych. Trzeba przy tym powiedzieć, że nie różniły się one szczególnie od tych, które popełniali inni dyrektorzy MHM.

Jak o tym procederze dowiedziała się ekipa Gomułki?

Rządząca wówczas ekipa Władysława Gomułki dowiedziała się o tym, ponieważ od pewnego czasu, na pewno od 1963 roku, do Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej oraz do różnych instytucji partyjnych napływały anonimowe listy, które wskazywały na istnienie potężnych nadużyć branży mięsnej. Poza tym były one znane także dzięki pracy operacyjnej Komendy Stołecznej MO, która powołała odpowiedni zespół i zaczęła je śledzić. Z jednej strony mieliśmy więc taki obywatelski proces w postaci anonimów, kierowanych do instytucji partyjnych i do milicji. Z drugiej zaś pracę operacyjną MO, dzięki której również można było opisać, na czym polegały te nadużycia i oszacować mniej więcej ich skalę.

Jak potoczył się proces Wawrzeckiego i jego współpracowników?

Proces zaczął się 20 listopada 1964 r. przed sądem wojewódzkim w Warszawie i trwał do 2 lutego 1965 r., a więc toczył się stosunkowo szybko. Powieszenie Stanisława Wawrzeckiego za nadużycia w handlu mięsem stało się możliwe dzięki zastosowaniu tzw. trybu doraźnego. Był on w tym przypadku niezwykle istotny, ponieważ proces odbywał się jednoinstancyjnie i nie dało się odwołać od wyroku, tak jak w normalnej procedurze sądowej. Poza tym jeżeli nawet ustawy, na podstawie których Wawrzecki został skazany, nie przewidywały kary śmierci, to zastosowanie trybu doraźnego pozwalało na jej wykonanie. Taki wyrok został w końcu 2 lutego 1965 r. wobec Wawrzeckiego orzeczony. Prokuratura chciała więcej kar śmierci, ale ostatecznie skończyło się na jednej. Na czele składu orzekającego w tym procesie stanął Roman Kryże, sędzia słynący ze swej surowości, o którym w korytarzach sądowych mówiono „gdzie Kryże tam krzyże”.

Czemu ekipie Gomułki zależało na tak surowej karze dla Wawrzeckiego?

Kara ta była po myśli ówczesnych władz, ponieważ uznawano wówczas, iż nadużycia w gospodarce mięsnej są na tyle duże, że orzeczenie kary śmierci będzie miało znaczenie odstraszające. W „gospodarce niedoboru”, jaką była gospodarka Polski Ludowej w okresie gomułkowskim i nie tylko, niedobory stanowiły pewną zasadę, a nie wyjątek. Ekipy rządzące myślały jednak w innych kategoriach i zależało im, aby te wielkie afery gospodarcze, dotyczące nie tylko mięsa, zostały surowo osądzone. Chodziło o przestraszenie społeczeństwa oraz wymuszenie zmiany swoistej kultury korupcji, która w niektórych branżach się faktycznie uwidoczniła. Plany Władysława Gomułki, nie do końca podzielali jednakże wszyscy członkowie ówczesnych władz partyjnych i państwowych. Wiadomo było np., że Aleksander Zawadzki, przewodniczący Rady Państwa, sprzeciwiał się wcześniejszym próbom surowego karania za nadużycia w branży garbarskiej i skórzanej.

Oglądaj całość