Redakcja: Co spowodowało wyjście na ulice demonstrujących w Hongkongu wiosną 2019?

Karolina Załęgowska: Główną przyczyną tego, że w marcu 2019 r. protestujący wyszli na ulice była propozycja wprowadzenia ustawy ekstradycyjnej przez rząd Carrie Lam. Ustawa ta miała związek z morderstwem, które rezydent Hongkongu popełnił na swojej partnerce, również rezydentce Hongkongu, na Tajwanie. Sprawca wrócił do Hongkongu, ale nie mógł być tam osądzony, ponieważ zdarzenie miało miejsce właśnie na Tajwanie. Mimo tego, że przyznał się do winy organy ścigania w Hongkongu nie miały możliwości, aby zaapelować o postawienie sprawcy przed sądem tajwańskim. Powodem był brak tego rodzaju umowy pomiędzy Hongkongiem a Tajwanem.

Warto wspomnieć, że niektórzy łączą wybuch tych protestów z wydarzeniami z 2015 r., kiedy to aresztowano kilka osób zajmujących się dystrybucją książki bardzo krytykującej rządy komunistycznej partii Chin, a także w pewien sposób oczerniającej prezydenta Xi Jinpinga. Wskutek tych zdarzeń wspomniane osoby zostały postawione przed sądem w Shenzhen w prowincji Guandong. Niepokój mieszkańców w największym stopniu wzbudziło jednak to, że ewentualna umowa ekstradycyjna mogłaby zagrozić ich wolności, a także stać się pewnym elementem gry politycznej.

Czego poza rezygnacją z ustawy ekstradycyjnej żądali protestujący?

Protestujący żądali przede wszystkim, tak jak już wspomniałam, wycofania umowy ekstradycyjnej, ale potem wraz z eskalacją konfliktu także uwolnienia aresztowanych demonstrantów oraz wycofania wszelkich zarzutów przeciwko nim. Poza tym wraz z pogłębieniem sporu zaistniał w Hongkongu problem z brutalnością policji, dlatego manifestanci żądali rozliczenia policjantów z ich działań. Postulowali również organizację w pełni demokratycznych wyborów, ponieważ takie w Hongkongu niestety nie mają miejsca. W istocie na początku kandydat musi być prześwietlony przez rząd centralny w Pekinie, a dopiero później może brać udział w wyborach na szefa rządu Hongkongu.

W jakich okolicznościach doszło do szturmu na budynek parlamentu?

Szturm na budynek Rady Legislacyjnej miał miejsce w XXII rocznicę przekazania Hongkongu rządowi Chińskiej Republiki Ludowej przez Brytyjczyków. Wstępnie zaplanowano wtedy pokojowy przemarsz obywateli, ale niektórzy uczestnicy odłączyli się od trasy i udali się pod budynek parlamentu, który następnie zdewastowali. Wtedy doszło także do pierwszych starć z policją, w których użyto m. in. gazu łzawiącego. Agresywni byli także demonstranci. Jeszcze przed samym szturmem na budynek Rady blokowali oni ulice i dochodziło do starć z policją, podczas których protestujący chwytali np. za metalowe pręty i niszczyli okoliczną infrastrukturę, atakując policjantów. To wydarzenie było bardzo istotne dla eskalacji konfliktu. Od tego momentu te pokojowe protesty przestały być już pokojowe, a przerodziły się w brutalne zamieszki.

Dlaczego pomimo umorzenia ustawy demonstrujący nie zrezygnowali z protestów?

Rząd specjalnego regionu administracyjnego Carrie Lam tak naprawdę do tej eskalacji doprowadził. Pokazywał społeczeństwu, że pokojowe przemarsze, w których uczestniczyła większość społeczeństwa na nic się  nie zdadzą. Dopiero kiedy zaczęło dochodzić do coraz brutalniejszych starć pomiędzy policją a obywatelami projekt ten wycofano. Tak więc zdarzyło się to dopiero pod koniec października, a manifestacje trwały już od marca. Protestujący odebrali przekaz rządu w ten sposób, że tylko przemoc i dalsze zamieszki są w stanie coś zdziałać.

Rząd Carrie Lam nie wycofał się z projektu bardzo łatwo. Na początku proponowano tylko zawieszenie ustawy, ale oczywiście nie było to spełnieniem żądań protestujących. Dopiero kiedy konflikt się rozwinął i zamieszki zaczęły przybierać coraz bardziej brutalną formę rząd się wycofał, ponieważ pokój w społeczeństwie i bezpieczeństwo postawiono ponad plany wprowadzenia tej ustawy. Wtedy dopiero zdecydowano się posłuchać głosu społeczeństwa.

Jak doszło do kolejnej fazy konfliktu w październiku i listopadzie?

1 października społeczeństwo hongkońskie wyszło na ulice w cichym przemarszu, związanym z 70 rocznicą ustanowienia ChRL. Ci ludzie postulowali ochronę praw człowieka i zwrócenie uwagi na tę kwestię w Chinach kontynentalnych. Pomimo pokojowego charakteru protestu część demonstrantów odłączyła się jednak od przemarszu i udała się na główne stacje metra, gdzie doszło następnie do starć z policją. Miały wówczas miejsce wielokrotne akty wandalizmu, a konflikt stawał się coraz większy.

Policja oddała głównie strzały ostrzegawcze, ale postrzelono wówczas także 18-latka, który zachowywał się agresywnie. Policjanci mówili potem w oficjalnym oświadczeniu, że zrobili to w obronie własnej, natomiast chłopak w stanie krytycznym trafił do szpitala. I tak problem narastał, bo cała oś tej konfrontacji przeniosła się między społeczeństwo a policję. Nie chodziło już tylko o wycofanie ustawy ekstradycyjnej, a o manifestowanie przeciwko brutalności policjantów. Należy tutaj wspomnieć, że również protestujący zaczęli używać coraz agresywniejszych środków i spór nabierał na sile przez cały październik. Codziennie dochodziło do starć, w których zaczęto używać gazu łzawiącego, gazu pieprzowego, a czasem nawet chloru. Co więcej policja atakowała też osoby całkowicie niezwiązane z protestami,  jak np. dziennikarzy.

Oglądaj całość