Redakcja: Jak wyglądał przebieg zdarzeń w czwartek 17 grudnia 1970 r. w Gdyni?

Prof. Jerzy Eisler: Czwartek 17 grudnia 1970 r. był datą przełomową dla wydarzeń na Wybrzeżu. To właśnie ten dzień stał się momentem najgwałtowniejszych starć, zarówno w Szczecinie, jak i w Gdyni. W Szczecinie, podobnie jak 14-15 grudnia w Gdańsku, mieliśmy do czynienia z walkami ulicznymi, wojsko i milicja używały broni palnej przeciwko demonstrantom, ci zaś rzucali butelkami z benzyną i kamieniami oraz dochodziło do walk wręcz. Starcia w tym mieście były najbardziej gwałtowne i właśnie określenie „walki uliczne” najlepiej je oddaje. Zupełnie inaczej sytuacja wyglądała zaś w Gdyni, gdzie nastąpił bardzo niekorzystny zbieg okoliczności lub tak to przynajmniej wyglądało.

Pytania, czy nie zostało to zorganizowane celowo pozostają bez odpowiedzi. 16 grudnia po południu Zenon Kliszko, człowiek numer 2 w partii, ogłosił, że Stocznia im. Komuny Paryskiej zostanie zamknięta, a do pracy przyjmowana będzie nowa załoga, po czym poleciał do Warszawy na naradę do Gomułki. Tymczasem kilka godzin później Stanisław Kociołek, były I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego w Gdańsku, a aktualnie wicepremier i członek Biura Politycznego KC PZPR, wygłosił w lokalnej telewizji przemówienie, w którym wezwał pracowników stoczni w Gdyni do powrotu do pracy, tłumacząc, że jest to pierwszy krok w stronę stabilizacji sytuacji w Polsce. 17 grudnia nad ranem szybka kolej miejska i autobusy dowoziły pracowników w okolice stoczni. Pisząc monografię Grudnia ‘70 zmierzyłem jednak, że ta blokada znajdowała się w rzeczywistości nie przy bramie stoczni, a przy stacji kolejowej Gdynia Stocznia, około kilometra od bramy. Ta blokada zamykała drogę do wszystkich instytucji, które z racji swojej pracy muszą przylegać do morza.

Ludzie wysiadali z pociągu oraz z autobusów, robiło się ich coraz więcej, a droga pozostawała zagrodzona, było ciemno. Przez megafon informowano, że stocznia jest zamknięta i nakazywano, żeby robotnicy wracali do domów, ale oni odpowiadali, że Kociołek wezwał ich do pracy. Popychani przez tych z dalszych szeregów, którzy dobrze wszystkiego nie widzieli i nie słyszeli zaczęli zbliżać się w stronę czołgów. Wówczas doszło do tragedii. Żołnierze i milicjanci stojący wokół czołgów i transporterów otworzyli ogień do zwartego, bezbronnego tłumu. Był to tłum bez kamieni i bez butelek z benzyną, tłum ludzi idących do pracy.

W Gdyni rozpoczęły się krwawe walki, których symbolem jest postać zabitego młodego chłopaka, w balladzie nazwanego Jankiem Wiśniewskim, noszonego przez demonstrantów na drzwiach po gdyńskich ulicach. Takich chłopaków, zabitych i noszonych publicznie, było kilku, dwóch czy trzech. Tym utrwalonym na sławnej fotografii jest Zbigniew Godlewski, młody 18-letni robotnik z Elbląga, pracujący w Gdyni.

Ze śmigłowców krążących nad Gdynią zrzucano granaty łzawiące, a także strzelano do manifestantów. Zrobiono przy tym wszystko, żeby te zdarzenia zmistyfikować i zakłamać. Wcześniej obniżono w mieście czas rozpoczęcia się godziny milicyjnej. To, co się wydarzyło 17 grudnia w Gdyni nie było starciami czy walkami ulicznymi, a masakrą. Przewaga tzw. sił porządkowych była miażdżąca. Śmierć kilkunastu osób, w zdecydowanej większości młodych i bardzo młodych pozostaje symbolem tej tragedii.

Myślę że to, co się wydarzyło 17 grudnia 1970 r. przyspieszyło działanie tych członków kierownictwa partyjno-państwowego, którzy zrozumieli, że odsunięcie Gomułki od władzy jest pierwszym, ale nie jedynym warunkiem przerwania, jak to nazwano „polityki strzelania”. Pierwszym, ale nie jedynym warunkiem powrotu żołnierzy do koszar i do jakiejś formy normalności, charakterystycznej dla realnego socjalizmu. Jak wiemy, tak się stało w ciągu następnych kilku dni. W niedzielę 20 grudnia 1970 r. funkcję I sekretarza KC PZPR od Gomułki przejął Edward Gierek. Był to koniec najbardziej gwałtownej, krwawej i tragicznej fazy tamtego kryzysu.

Oglądaj wideo