Redakcja: Co oznacza pojęcie neutralności klimatycznej?

Dr Aleksandra Gawlikowska-Fyk: W roku 2018 Komisja Europejska po raz pierwszy przedstawiła propozycję redukcji emisji gazów cieplarnianych, której celem jest osiągnięcie w 2050 r. tego samego poziomu emisji, co w roku 1990. Dodatkowo powstały również cele pośrednie na rok 2020 i 2030. Mowa ogółem o bardzo ambitnym podejściu do realizowania tego zadania do roku 2050, jak i docelowo bardzo dużym wysiłku dla krajów członkowskich.

Jakimi działaniami Unia Europejska planuje realizować ten cel?

UE mocno dyskutuje o tym, w jaki sposób osiągnąć neutralność klimatyczną. Wiadomo, że jest to ogromne wyzwanie dla całej gospodarki, a narzędzia będą dostosowane do poszczególnych jej sektorów. Jeśli chodzi o energetykę, to takim najważniejszym narzędziem funkcjonującym już od lat jest Europejski System Handlu Emisjami (UE ETS), w którym duża energetyka i przemysł muszą ograniczać emisję poprzez kupowanie uprawnień do emisji CO2. Tych narzędzi jest zresztą bardzo wiele. Z jednej strony może to być wsparcie finansowe, a z drugiej np. ograniczenia emisyjności, tak jak choćby w sektorze motoryzacyjnym. Część z tych mechanizmów już funkcjonuje, ale należy pamiętać, że właśnie teraz Komisja Europejska proponuje Europejski Zielony Ład, którego jednym z postulatów jest to, aby już w przyszłym roku i w latach kolejnych przejrzeć wszystkie mechanizmy w sektorze energetycznym, motoryzacyjnym czy transportowym, aby właśnie w 2050 roku zrealizować cel neutralności klimatycznej. Tak więc z jednej strony kilka mechanizmów już funkcjonuje, ale wiele jest jeszcze przed nami.

Dlaczego niektóre kraje, w tym Polska, blokują porozumienie dotyczące NK w UE?

Na spotkaniu Rady Europejskiej w czerwcu kraje takie jak Polska, Czechy, Estonia i Bułgaria nie zgodziły się na to, żeby Unia wspólnie zdecydowała o politycznym kierunku neutralności klimatycznej. Wiele z krajów, które poparło ten sprzeciw argumentowało, że jest to ogromny wysiłek i na tym w zasadzie polega problem. To koncepcja zmiany nie tylko energetyki, ale i całej gospodarki, która wiąże się z dużymi kosztami. Ma to też oczywiście swoje benefity, ale wiele krajów, tak jak Polska, mówi o tym, że startując z innego poziomu, gdzie dominuje polityka oparta na paliwach kopalnych, trudno będzie osiągnąć neutralność klimatyczną do roku 2050. Państwa członkowskie, które twierdzą, że jest to spory wysiłek na pewno walczą w jakimś stopniu o to, żeby dostać odpowiednie finansowanie ze środków unijnych. Bez tego bowiem te punkty startowe będą robić różnicę na tyle znaczącą, że jedne kraje zostaną obciążone bardziej, a inne mniej.

Jakie konsekwencje mogą grozić członkom UE, którzy nie chcą się zgodzić na te rozwiązania?

W tej chwili mamy do czynienia z dyskusją polityczną. W Radzie Europejskiej potrzebna jest jednomyślność wszystkich państw członkowskich, ale za brak zgody na tym etapie, poza efektem niezbyt dobrego PR-u, w tej chwili nic oczywiście nie grozi. Przedstawiona przez Komisję Europejską propozycja konkretnych zmian legislacyjnych, czyli wspomniany już Europejski Zielony Ład, będzie natomiast oznaczała, że niezależnie od decyzji członków stopniowo będziemy mieli na poziomie Unii do czynienia z coraz większą liczbą nowych aktów prawnych oraz aktów rewidowanych w kierunku osiągania neutralności klimatycznej. Tak więc nawet jeżeli politycznie powiemy w tej chwili „nie”, to proces decyzyjny w Unii Europejskiej i tak zacznie zmierzać do tego, żeby neutralność klimatyczną osiągnąć. W sytuacji, kiedy te decyzje zostaną zaś zapisane w przepisach prawnych, będziemy też zapewne zobowiązani do realizowania wielu nowych, bardziej zaawansowanych celów.

Na czym polega system ETS?

ETS to system, w którym prawo do emisji jednej tony dwutlenku węgla w UE posiada swój określony koszt. Przed jego wprowadzeniem założono, że jeżeli ustalimy ile kosztuje emisja dwutlenku węgla, to wtedy firmy wezmą ten koszt pod uwagę. Jeśli zechcą więc produkować energię elektryczną, będą musiały zakupić prawa do emisji, zrezygnują z paliw, które są mocno emisyjne albo zaczną prowadzić inne działania zmierzające do redukcji emisji dwutlenku węgla. Jest to więc mechanizm finansowy, który w sposób narzucony tworzy rynek handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla, po to, żeby w konsekwencji tę emisję zredukować. Obejmuje on dużą systemową energetykę, ale także część przemysłu, które odpowiadają w sumie za nieco ponad 40% wszystkich emisji w UE.

Co wniesie czwarty etap systemu przewidziany na lata 2021-2030?

Europejski System Handlu Emisjami jest podzielony na różne okresy, w których cały czas coś ulega zmianie. W ramach kolejnego etapu, obowiązującego od 2021 r., ścieżka redukcji emisji stanie się szybsza. Uprawnienia, które zostały przydzielone części państw za darmo będą coraz mniejsze, a docelowo Komisja chce z nich zrezygnować całkowicie. Coraz szybszego tempa nabierają również dyskusje, jak włączyć do systemu ETS pozostałe sektory. Chodzi zwłaszcza o transport lotniczy, już od lat obecny w tych dyskusjach, ale także o uwzględnienie w systemie całego sektora transportowego oraz obszaru budynków, co jest już nową propozycją.  

Oglądaj całość