Redakcja: Czemu budowa elektrowni jądrowej w Żarnowcu została wstrzymana w 1990 roku?

Prof. Andrzej Strupczewski: W Żarnowcu mieliśmy budować elektrownię mniej więcej taką samą, a może trochę lepszą, jak elektrownie, które pracują do dziś w Czechach, na Węgrzech czy w Bułgarii. Chodziło o reaktory podobne do francuskich albo niemieckich, z tą różnicą, że wytwornice pary były w nich poziome, a w rozwiązaniach zachodnich pionowe. Reaktory miały więc tę samą klasę bezpieczeństwa, co reaktory zachodnie, o czym świadczy fakt, że np. w tej chwili w Mochovcach na Słowacji kolejne bloki budowane są przez firmę włosko-słowacką, nie dla celów militarnych, a po prostu dlatego, że produkują tanią i bezpieczną energię elektryczną.

W Polsce zaczęliśmy budowę Żarnowca w stanie wojennym, co oczywiście było fatalną legitymacją dla dalszej przyszłości tej elektrowni. W czasie budowy zdarzyła się ponadto awaria w Czarnobylu, wobec czego przeciwnicy energetyki jądrowej zyskali wspaniały, niemożliwy właściwie do przebicia atut. Z jednej strony mówili o tym, że świadectwem naszej niepodległości będzie odrzucenie konstrukcji rosyjskiej, a z drugiej twierdzili, że ta elektrownia jest taka sama jak czarnobylska i grozi identycznymi konsekwencjami. Niestety udało im się przekonać społeczeństwo, co w tamtym czasie, 2-3 lata po Czarnobylu, w warunkach odradzającej się wolności w Polsce było właściwie wynikiem nieuniknionym. Elektrownia firmowana przez Amerykanów zapewne by powstała i prawdopodobnie do dziś pracowała szczęśliwie.

W krajach sąsiednich, które nie miały tak silnych jak Polska tendencji do uniezależnienia się od Rosji, budowę elektrowni jądrowych przerywano, po czym wznawiano, jak np. w przypadku wspomnianej elektrowni w Mochovcach. Z ramienia Międzynarodowej Agencji Atomowej byłem szefem misji agencyjnych, które jeździły do Mochovców i sprawdzały bezpieczeństwo tej elektrowni, podobnie zresztą jak w innych krajach; Czechach, Bułgarii czy na Węgrzech. Zrobiliśmy tam pewne uwagi, Słowacy je wprowadzili i była to z pewnością elektrownia dobra. Analogicznie takie uwagi dałoby się wprowadzić do elektrowni Żarnowiec i ukończyć ją. Słowacy nie mieli jednak w tym czasie tak gwałtownych uczuć w stosunku do konstrukcji radzieckiej, jak my i w związku z tym u nich się udało, a w Polsce ta elektrownia nie miała szans na realizację.

Dlaczego w tamtym czasie przeciwko elektrowniom jądrowym protestowały również organizacje ekologiczne, które dziś są nastawione wobec „jądrówek” dość pozytywnie?

Ja osobiście pełnię funkcję wiceprezesa polskiego Stowarzyszenia Ekologów na rzecz Energii Nuklearnej, jednej z wielu organizacji na świecie, w których ekolodzy podtrzymują stwierdzenie, że elektrownie jądrowe są bardzo korzystne dla zdrowia człowieka. Kiedy robiono wielkie międzynarodowe studium, zwane ExternE, czyli External Costs of Energy, (Zewnętrzne Koszty Energetyki), okazało się, że energia jądrowa stanowi ten rodzaj energii, który wyrządza najmniej szkód środowisku i sprawia najmniejsze zagrożenie zdrowia człowieka, licząc nie tylko w tym pokoleniu, ale też w następnych przez tysiące lat. Na początku oczekiwano, że wyniki tego stadium będą dla „jądrówki” negatywne, ale okazało się, że są jednak bardzo pozytywne i kolejne jego edycje wciąż wskazywały, że jądrówka jest najlepsza. W związku z tym przeciwnicy energetyki jądrowej przestali się tym interesować i uznali, że istotniej wziąć pod uwagę inne aspekty, np. kwestię stosunku ilości zatrudnionych osób do wytworzenia pewnej energii.

Dlaczego na początku ekolodzy wybrali sobie jako cel jądrówkę? Otóż jest to historia dość złożona, w każdym kraju trochę inna. W USA wyglądało to w ten sposób, że organizacje społeczne, w tym m. in. właśnie ekologiczne sprzeciwiały się wojnie wietnamskiej. Kiedy wojna się skończyła i amerykanie wycofali się z Wietnamu okazało się, że te organizacje nie mają już przeciwnika. Nowym stała się zaś elektrownia jądrowa, uznawana za tajemniczą, wielką i obcą przeciętnemu człowiekowi.

Do czego używano polskich reaktorów doświadczalnych, takich jak EWA, Maria czy Anna?

W Polsce mamy bardzo bogate doświadczenie w budowie i eksploatacji tzw. reaktorów badawczych. Pierwszym z nich był reaktor wodny EWA o mocy 2 MW, dostarczony nam przez Związek Radziecki. Byliśmy wtedy bardzo szczęśliwi, że w ogóle mamy u siebie jakiś reaktor. Wykonano go dość marnie, ale z dużymi zapasami bezpieczeństwa. Spawy były niedobre i musieliśmy je poprawiać, ale od 2 MW istniała nadal duża możliwość podnoszenia mocy reaktora. Miał on służyć przede wszystkim do badań i doświadczeń fizycznych, a po drugie do produkcji izotopów promieniotwórczych, które zamierzano wykorzystywać w naszym lecznictwie.   

Przez bardzo długi okres czasu, bo aż 38 lat, EWA pracowała znakomicie jak zegarek, rozpoczynała pracę w poniedziałek, a kończyła w piątek wieczorem. Dla Polaków moc 2 MW wydawała się jednak za mała, a więc moc reaktora podniesiono do 4 MW, dzięki różnym zmianom w rdzeniu, które zwiększały odbiór ciepła od paliwa. Następnie, już z moim udziałem, podniesiono tę moc do 8, 10 i 12 MW.

Oglądaj całość