Redakcja: Skąd bierze się niechęć wobec elektrowni jądrowych?

Prof. Andrzej Strupczewski: Obawa przed atomem ma oczywiście swoje korzenie w wybuchach bomb atomowych w Hiroszimie i Nagasaki, ale także w w naturalnym lęku człowieka przed zjawiskami, których nie widzi i nie kontroluje. Z racji tego, że elektrownie jądrowe są budowane jako duże jednostki, potrzebujące do swojej obsługi osób kompetentnych i wykształconych, a działają w sposób nie zawsze zrozumiały dla zwykłych ludzi, czasem budzą lęk jako obce i niezrozumiałe twory przemysłowe. Ponadto stanowią świetny przedmiot do ataku dla organizacji, które chcą w ten sposób zdobyć dla siebie fundusze.

30 lat temu brałem udział w dyskusji w Polskim Radiu na temat budowy elektrowni jądrowej. Pani redaktor zapytała wówczas przedstawiciela organizacji antynuklearnej, jak zdobywa podpisy pod petycjami w celu wstrzymania budowy? Ten odpowiedział, że puka na przykład do drzwi mieszkań około godziny 11:00-12:00, kiedy mężczyzn nie ma w domu i gdy otwiera mu kobieta pyta, czy ktoś w rodzinie chorował na raka? A ponieważ masa ludzi choruje na raka, to często padała odpowiedź „tak rzeczywiście ktoś chorował!”. Taka pani jest wtedy nakłaniana, aby podpisać petycję przeciwko elektrowni jądrowej, co ma ją zapewnić, że elektrownia nie będzie budowana i nikt w jej otoczeniu nie umrze na tego rodzaju chorobę.

Ten argument jest wyssany z palca, ale mimo to bardzo skuteczny. Rzeczywistość wygląda tymczasem zupełnie inaczej, ponieważ ludzie w okolicach elektrowni jądrowych chorują na raka w mniejszym stopniu niż gdzie indziej. Obawy biorą się jednak choćby z tego, że promieniowania nie widać. Wprawdzie istnieje ono od czasu, kiedy powstał wszechświat, a na Ziemi występuje od momentu tworzenia się pierwszych komórek, z których zbudowane są nasze ciała, ale mimo to słysząc o nim ludzie nadal odczuwają strach. Kiedy miliardy lat temu powstawały pierwsze komórki promieniowanie było około 2-3 razy silniejsze niż w tym momencie. Ponadto nasze organizmy posiadają wrodzoną odporność na promieniowanie wyższe niż to, które otacza nas normalnie i są przyzwyczajone do zwalczania zagrożenia zewnętrznego przy wyższym poziomie promieniowania. Trudno to jednak czasem komuś wytłumaczyć i rzeczywiście lęk przed promieniowaniem ciągle pozostaje obecny.

Jakie są najczęstsze mity na temat energii jądrowej?

Pierwszy zasadniczy mit to właśnie mówienie, że energia jądrowa oznacza wzrost zachorowań na nowotwory. Nie ma to nic wspólnego z prawdą, ponieważ setki badań w najróżniejszych krajach, od USA i Japonii do Kazachstanu czy Iranu zawsze wykazywały, że w rejonach o promieniowaniu trochę wyższym niż średnia na Ziemi umieralność na raka wypada nieco poniżej ogólnej średniej. Kiedy na początku przeprowadzano takie badania w USA, to przeciwnicy bardzo chcieli ich ogłoszenia, gdyż spodziewali się, że wykażą one kilkadziesiąt tysięcy zgonów rocznie więcej w rejonach, w których występuje wyższe promieniowanie. Po przeprowadzeniu i ogłoszeniu badań okazało się jednak, że tych zgonów jest mniej, wobec czego przeciwnicy uznali je za nieistotne i niewarte uwagi.

Drugim zasadniczym powodem do obawy jest to, że elektrownie jądrowe mogą powodować wypadki. W ciągu ostatniego pół wieku doszło do nich dwukrotnie, w Fukuszimie i w Czarnobylu. Mieliśmy tam do czynienia z zagrożeniem w bezpośrednim sąsiedztwie elektrowni, dlatego w tej chwili są one budowane tak, aby podobne niebezpieczeństwa nie mogły w ogóle mieć miejsca. Jeżeli chodzi o Czarnobyl, to był to reaktor oparty na rozwiązaniu reaktora wojskowego, służący do produkcji energii elektrycznej, ale który w każdej chwili mógł zostać również przestawiony na uzyskiwanie plutonu klasy militarnej.

Na czym to polegało? Otóż przy każdej reakcji rozszczepienia uranu powstaje pewna ilość neutronów, które powodują, że w reaktorze gromadzi się pluton. Rzecz w tym, że pluton posiada kilka różnych izotopów, z których tylko jeden jest odpowiedni do klasy militarnej. Jeżeli dochodzi do nagromadzenia również innych izotopów, to ten pluton przestaje być użyteczny dla celów wojskowych. Ci, którzy chcą mieć pluton wojskowy muszą więc posiadać reaktor, z jakiego można wydobyć paliwo po upływie np. miesiąca pracy i takie możliwości zapewniał reaktor w Czarnobylu. Niestety odbywało się to kosztem bezpieczeństwa, z czego Rosjanie zdawali sobie sprawę, ale uważali, że szansa uzyskania plutonu klasy militarnej jest dla nich ważniejsza, uznając bezpieczeństwo za sprawę mniej istotną. Jak wiemy skończyło się to tragicznie.

Wszystkie inne reaktory, które pracują na świecie, również na terenie dawnego Związku Radzieckiego, nie nadają się do takich zastosowań. Paliwo jest w nich wymieniane co kilka lat, przez co gromadzi się w nich duża ilość plutonu nieodpowiedniego do celów wojskowych. W związku z tym są to reaktory bezpieczne pod względem zagrożeń militarnych, a jednocześnie budowane i wykorzystywane bardzo ściśle według chroniących przed wypadkami zasad bezpieczeństwa jądrowego.

Oglądaj całość