Redakcja: Czy w Polsce wycina się za dużo drzew?

Dr Paweł Kojs: W Polsce wycina się obecnie około 55% rocznego przyrostu drewna, podczas gdy w wielu krajach europejskich poziom ten oscyluje między 70 a 80%. Można więc powiedzieć, że w polskich lasach drewna pozostaje stosunkowo dużo i nasze drzewostany stają się coraz starsze. Obecnie wiek drzewostanu w Polsce przy zrównoważonej gospodarce leśnej wynosi około 60 lat. Nie jest to może bardzo wiele, ale wśród różnych drzewostanów znajdują się takie, które mają dopiero rok, jak i te liczące 120 lat. Między nimi rozgrywa się cała dynamika wycinania i sadzenia drzew w lasach państwowych oraz prywatnych. Biorąc pod uwagę, że wycinamy około 1% lasów w naszym kraju, można powiedzieć, iż tego rodzaju dynamika pozwala na bardzo rozsądne korzystanie z zasobu, jakim jest drewno.

Pewnie można się zastanowić, czy nie należałoby wyłączyć z gospodarki leśnej większych obszarów. Stanowiłoby to odrębną dyskusję, nie tylko o charakterze gospodarczym, ale i związaną z myśleniem w kategoriach racji stanu, którą warto byłoby poruszyć w obiegu publicznym. W kategoriach ekonomicznych, przyrodniczych, społecznych itd. ten typ gospodarowania jest jednak gospodarowaniem zrównoważonym, nawet jeśli w wielu miejscach widzimy wycinki całkowite, powodujące dewastację ogromnych obszarów, gdzie o takim zrównoważeniu mówić nie możemy. Zarządzając na ogromnym obszarze 1/3 Polski zawsze będziemy mieli niestety z tego typu sytuacjami do czynienia. Zaleczenie rany, która następuje po całkowitej wycince w danym miejscu trwa zaś 20-30 lat, po czym przez następne 80-100 lat las w tamtym terenie się rozwija, rośnie i znowu trafia pod topory drwali.

Dlaczego liberalizacja zasad wycinki drzew na gruntach prywatnych, zdaniem Pana i innych naukowców z Polskiej Akademii Nauk, okazała się szkodliwa?

Wycinanie drzew w miastach to bardzo wrażliwy temat. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że miasto jest ekosystemem niezmiernie dynamicznym i bardzo zachłannym. Stare drzewa w mieście są czymś absolutnie bezcennym, dlatego nawet jeśli rosną na terenie prywatnym, to zwykle były tam przed nami i powinny być szczególnie chronione. Miasta dość intensywnie pochłaniają dziś tereny podmiejskie, bardzo często trafiając przy tym na tereny z dużą ilością starych drzew, które stanowią zarówno atrakcję, jak i przeszkodę w realizacji wielu celów, m. in. infrastrukturalnych.

Jeżeli mówimy natomiast o centrach miast, to drzewa tam rosnące, liczące kilkaset lat, są czymś całkowicie unikalnym i ich wycięcie można określić jako barbarzyństwo. Ta liberalizacja zasad nie do końca rozwiązała problem, który miała rozwiązać, a przyczyniła się do wielu sytuacji, w których to właśnie stare drzewa w miastach ucierpiały. Stąd naszym zdaniem, jako nieprzygotowane i nie do końca przemyślane rozwiązanie prawne, przyczyniła się do ogromnych zniszczeń w polskich miastach, związanych właśnie z wycinką starych drzew.

Dlaczego pomysł premiera Morawieckiego o posadzeniu 500 milionów drzew nie przyniesie zamierzonych efektów?

Jak w wielu wypowiedziach polityków tkwi w tym pewna pułapka. 500 mln drzew brzmi dobrze do momentu, kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że te 500 mln drzew co roku tak czy inaczej jest sadzone. To tak jakbyśmy powiedzieli, że Wisła będzie wyjątkowo płynęła z południa na północ i że należy się z tego powodu cieszyć. Tymczasem wiemy, że Wisła i tak płynie z południa na północ, więc jest to jedynie uświadomienie sobie, że stan ten zostanie zachowany.

Oczywiście jeżeli w wypowiedzi bardzo ważnego polityka zostaje na tę kwestię zwrócona uwaga, to jest to niewątpliwie dobra i ważna rzecz. Kontekst stanowi natomiast lekkie nadużycie, ponieważ nie chodzi tu o dodatkowe drzewa, tylko drzewa, które zostaną posadzone dokładnie na obszarze, z którego inne chwilę wcześniej zostały usunięte. Mówimy więc o tym, że w ramach zrównoważonej gospodarki leśnej z takiego samego obszaru, czyli z około 1% naszego kraju usuwamy około 90-100 000 hektarów i na miejsce tych usuniętych drzew musimy posadzić drzewa nowe. Sadzimy właśnie około 500 mln, a biorąc pod uwagę tereny prywatne, zadrzewienia śródpolne itd. pewnie nawet około 800 mln drzew. Żeby posadzić 500 mln drzew nowych, które osiągną wiek dojrzały niezbędnych byłoby około 2 mln ha dodatkowych obszarów na nowe zalesienia. Aby zaś obsadzić te 2 mln ha nowymi drzewami potrzebowalibyśmy nie 500 mln, a 8-16 mld drzew. Po okresie trwania uprawy lasów, z tych 16 mld uzyskalibyśmy około 500 mln dorosłych, 120-letnich drzew.

Innymi słowy bardzo ważną rzeczą jest zdanie sobie sprawy z tego, że posadzenie 500 mln drzew i wyhodowanie 500 mln drzew to dwie zupełnie inne rzeczy. Na jednym hektarze sadzimy około 8-16 000 drzew, a po ponad stu latach mamy 250-500 dorosłych drzew i to jest właśnie ta skala, o której mówimy. Jeśli używamy zatem przekazu, według którego w Polsce więcej drzew się sadzi niż wycina, to trzeba zadać sobie pytanie, czy mówimy o wycinaniu małych czy dużych drzew? Jeżeli chodzi o wycinanie dużych i sadzenie małych, to mamy do czynienia z wprowadzaniem w błąd.

Oglądaj całość