Redakcja: Czy niektórym gatunkom drzew z polskich lasów w ciągu kilkudziesięciu lat grozi wyginięcie?

Dr Paweł Kojs: Przede wszystkim powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, czym jest las. Las to bardzo złożony system adaptacyjny, który składa się często z wielu gatunków drzew i krzewów, ale również towarzyszących im roślin, grzybów i zwierząt. Aby zatem naprawdę powiedzieć o tym, co się z takim ekosystemem będzie działo musimy wziąć pod uwagę właśnie jego adaptacyjność.  

Do czego więc taki system się adaptuje? Oczywiście do pewnego metasystemu, którym jest klimat. Człowiek przynajmniej przez kilka tysięcy lat kształtował w jakimś sensie strukturę lasu, dobierając gatunki i zmieniając poszczególne relacje między nimi. Jeżeli jednak nawet bardzo się staramy, to w momencie, kiedy w środowisku brakuje wody, my w naturalny sposób nie jesteśmy w stanie lasu utrzymać. Lasy w ciągu roku wymagają dość dużych opadów, które powinny być w relatywnie równy sposób rozłożone. Wiemy, że w ostatnim czasie doszło do bardzo wielu zaburzeń, związanych m. in. z przedłużającymi się, bardzo gwałtownymi suszami oraz pojawianiem się równie gwałtownych wichur. Wiemy również, że wiele zniszczeń, które w naszych lasach ma miejsce, wiąże się z gradacją owadów, a więc z ich masowym pojawianiem się. Duża ingerencja człowieka w ten ekosystem w ostatnim czasie spowodowała, że nie jest on odporny na dynamicznie zmieniającą się pogodę i klimat.

Biorąc pod uwagę te wszystkie rzeczy możemy powiedzieć, że kierunek zmian, który ostatnio obserwujemy będzie w coraz większym stopniu dotykał lasów występujących w Polsce. Nie oznacza to, że one całkiem wyginą, a to, że pewne gatunki lasotwórcze będą przesuwały swoje zasięgi bardziej na północ i granica zasięgu zmieni się na tyle mocno, że dotknie również naszych lasów. Kiedy zatem zaczynamy sobie zdawać sprawę ze złożoności tego ekosystemu, musimy również rozumieć, że poszczególne gatunki drzew różnie adaptują się do klimatu i do siedliska, w którym występują. Jeżeli klimat się zmienia, zmieniają się także warunki siedliskowe i można powiedzieć, że w efekcie uzyskujemy sytuację, w której część gatunków, dzisiaj uznawanych za pospolite, takich jak sosna, świerk czy brzoza, będzie gatunkami przesuwającymi swoje zasięgi w kierunku północnym.

W pewnym sensie obronną ręką mogą wyjść natomiast gatunki, które rosną korzystając np. z dostępności wody wiosną. Mają one zwykle specyficzną strukturę anatomiczną, przez co nazywamy je drzewami pierścieniowo-naczyniowymi. Te drzewa zwykle posiadają również nieco dłuższe, mocniejsze systemy korzeniowe, co pozwala im penetrować glebę znacznie głębiej. Powoduje to po pierwsze fakt, że mają dostęp do wody zawartej w glebie, a po drugie ich mniejszą zależność od ciągłych i systematycznych opadów deszczu. Sposób wzrostu oraz transportu wody u takich drzew pozwala na wykorzystanie zasobu i utrzymanie pewnej dynamiki tych czynności właśnie w okresie wczesnowiosennym.

Wiedząc o tym możemy więc przewidywać, jak zmiana klimatu będzie się odbijała na naszych lasach. A ponieważ zdajemy sobie również sprawę z tego, jak ich skład gatunkowy wygląda procentowo i wiemy, że dominujący gatunek na ogromnych obszarach w Polsce stanowi sosna, to niepokoić może fakt, że jest ona na te gwałtowne zmiany klimatyczne narażona. Zdolności adaptacyjne drzew, choć wielkie, nie są jednak na tyle duże, żeby wytrzymać tak szybką zmianę klimatu, z jaką mamy ostatnio do czynienia. Widzimy zamierające drzewostany sosnowe, jak również pewne trudności w wyprowadzeniu sosen, które są sadzone. Takim zagrożonym, potrzebującym do swojego wzrostu bardzo dużej ilości wody drzewem jest także modrzew, który też, jak się spodziewamy, może zostać z Polski właściwie całkowicie wyparty.

Dla lepszego uświadomienia sobie tego, o czym mówimy musimy jeszcze zaznaczyć pewną rzecz. Nie jest tak, że na terenie Polski nie będzie w ogóle sosen, brzóz czy modrzewiów, bo oczywiście będą. Nie będą jednak stanowiły tak ważnych lasotwórczych gatunków jak do tej pory. Z tego powodu, wiedząc, że czas wzrostu upraw leśnych wynosi około stu kilkudziesięciu lat, musimy racjonalnie zastanowić się, jak może wyglądać klimat za powiedzmy 80-100 lat i już w tej chwili zacząć się dostosowywać, m. in. strukturą nasadzeń, do warunków, które z dużym prawdopodobieństwem w tym czasie nastaną. Wówczas wybór w większym stopniu drzew liściastych niż iglastych wydaje się być dość rozsądny.

Dlaczego zastępowanie dużych drzew za pomocą młodych drzewek jest problemem?

Przyglądając się dynamice kształtowania się zadrzewienia, uprawy leśnej czy wreszcie lasu widzimy, że duże drzewo jest systemem, który przechodzi ontogenezę, od siewki aż do dojrzałego drzewa, a potem obumiera i staje się martwym drewnem, które w lesie może jeszcze długo zalegać lub funkcjonować. Jeśli włączymy do tego cyklu człowieka, to wiemy też, że na pewnym etapie skraca on życie drzewa, wycina drewno i wynosi je z lasu, a na miejsce powstającej luki nasadza nowe drzewa, zwykle dość gęsto, żeby wyprowadzić pień, który w przyszłości będzie dla niego stanowił pożytek. Musimy jednak pamiętać, że pozyskiwanie drewna z lasu nie jest procesem naturalnym i stanowi zaburzenie pewnego cyklu, który funkcjonuje tam w normalnych warunkach. Człowiek nie ma w tej chwili pomysłu, w jaki sposób to drewno zastępować, a dynamikę procesu usiłuje uzupełniać, równoważąc liczbę wyciętych drzew za pomocą drzew nowo posadzonych.

Oglądaj całość