„My, cywilizacje, wiemy już teraz, że jesteśmy śmiertelne” Paul Valéry

Problem który tutaj poruszam to sprawa możliwego upadku cywilizacji Zachodu. Sprawa nie w końcu życia na planecie ziemia, nie w tragedii zniszczenia naszej planety przez jakąś ogromną kometę lub wojnę jądrową. Chodzi o sprawę możliwego upadku głównych instytucji organizujących nasze życie społeczne i kulturalne, rozpadu wartości duchowych i materialnych. O ewentualnym regresie społecznym, ekonomicznym i politycznym, o powrocie do prymitywnych form życia, które przed tysiącleciami lat organizowały życie społeczne ludzi. To może oznaczać nie tylko znaczne obniżenie poziomu życia ale także głód oraz wojnę a nawet konsekwencji śmierć milionów jeśli nie miliardów aż do czasu gdy sytuacja się ustabilizuje na nowym, znacznie bardziej prymitywnym kulturalno-cywilizacyjnym poziomie.

Trzeba zaznaczyć, że upadek cywilizacji tak rozumianej to wcale nie tak niezwykłe zdarzenie w dziejach świata. Historia zna kilkanaście lub więcej spektakularnych przykładów upadku i zagłady cywilizacji. Weźmy za przykład cywilizacje południowej i środkowej Ameryki łacińskiej: kultury Majów, Olmeków, Azteków czy Inków. Kiedyś wielkie miasta, o wspaniałej architekturze, dzisiaj opuszczone, zrujnowane i zarosłe gęstą puszczą. Tak być może za kilkadziesiąt lub kilkaset lat będą wyglądać i nasze, europejskie miasta… Dlatego warto już dzisiaj zastanowić się nad pojawiającym i się gdzieniegdzie kryzysu i upadku Europy. Zwłaszcza, że tematyka nie jest nowa. Począwszy z początku XVIII wieku, od czasu pojawienia się monumentalnego studium Edward Gibbona o sukcesie i upadku Cesarstwa Rzymskiego aż do chwili obecnej powstało wiele książek podejmujących ten problem. Zwłaszcza ostatnie lata zaowocowały w wiele interesujących prac analizujących procesy kryzysu i upadku cywilizacji. Wymieńmy dla przykładu kilka z nich: praca Jareda Diamonda, How Societies Choose to Fail or Succeed (2005), Naomi Oreskes, The Collapse of Western Civilization (2014), Kevina MacKay’a, Radical Transformation: Oligarchy, Collapse, and the Crisis of Civilization (2017) czy najnowsza książka Jonaha Goldberga, Suicide of the West (2018).

Zacznijmy od określenia pojęcia cywilizacja. Bo przecież o kryzysie i kryzysach wciąż słyszymy. Lecz sprawa będzie o kryzysie cywilizacyjnym, czyli czymś zupełnie różnym od kryzysu np. rodziny, jakiejś korporacji czy kryzysie finansów państwa. Cywilizacja to najszersza zbiorowość. Obejmująca takie wielkie społeczne całości jak naród lub państwo czy społeczeństwo. To pierwszy atrybut. A drugą istotną cechą cywilizacji jako zbiorowości jest to, że łączą ją nie więzi formalne, np. państwowe czy korporacyjne, lecz przede wszystkim kulturowe. Cywilizacja to zbiorowość zorganizowana wokół specyficznych wartości i rządzona przez normy z tymi wartościami bezpośrednio związane. I w końcu cecha trzecia: cywilizacja aktywnie przekształca środowisko naturalne: w przeciwieństwie do myśliwych-zbieraczy z wcześniejszego etapu rozwoju ludzkości cywilizacja buduje kamienne lub ceglane miasta, drogi i mosty, przeistacza lasy w pola uprawne i ogrody oraz zmienia bieg rzek i strumieni wodnych.

Współcześnie istnieje kilka lub kilkanaście cywilizacji: Samuel Huntington wymienia oprócz dominującej cywilizacji zachodniej (przede wszystkim Europa, USA i Kanada oraz Australia) cywilizację chińską, prawosławną, latynoamerykańską, islamską, afrykańską, hinduską, afrykańską, buddyjską oraz japońską. Na pierwszy rzut oka widać, że cywilizacje zakorzenione są w religii – przyjęte religie definiują cywilizacje. Zauważmy, że poza obszarem analizy pozostaje problem na ile globalizacja czyli rozpowszechnienie wzorów i wartości oraz technicznych nośników zamazuje granice między cywilizacjami i w jakim stopniu możemy mówić o istnieniu cywilizacji globalnej. Huntington stwierdził (1996 r), że w dzisiejszych czasach nie konflikt klasowy, antagonizm dzielący biednych i bogatych czy ustrojowy, między socjalizmem a kapitalizmem, lecz konflikt między cywilizacjami będzie nabierał znaczenia, stawał się coraz groźniejszy i niebezpieczny dla życia milionów ludzi na Ziemi.    

Teraz skoro mniej więcej wiemy co znaczy cywilizacja – przyszedł czas by zdefiniować pojęcie „upadku cywilizacji” Za Renfrew (1984) przyjmijmy, iż o upadku cywilizacji można mówić gdy: 1) centralna administracja przestaje kierować życiem społecznym, 2) znika, przestaje być widoczna tradycyjna elita, 3) upada centralnie sterowana gospodarka, przestają funkcjonować szlaki handlowe, 4) w społeczeństwie pojawia się głód, niepokoje społeczne i masowe migracje – w konsekwencji następuje depopulizacja czyli znaczne zmniejszenie się liczby mieszkańców danego terytorium. 

Wypowiadając się na tematy cywilizacji nie sposób nie odnieść się do książek naszego wielkiego rodaka, historyka i prawnika, Feliksa Konecznego: sieć zawalona jest jego książkami o cywilizacjach. Konserwatywno-narodowe portale intensywnie propagują jego dzieła, których napisał wiele i każde z nich liczy sobie kilkaset stron. Czy warto podejmując się analizy cywilizacji przebrnąć przez przynajmniej niektóre z nich?

Cóż, Feliks Koneczny był wybitnym historykiem i prawnikiem. Jego historyczna wiedza poraża, jego erudycja zadziwia – docenił to sam Arnold Toynbee, ale problem w tym, że nawet w czasie kiedy pisał swoje książki – mniej więcej lata 30 XX wieku, to już wówczas były przestarzałe. I to, że nie doczekał się międzynarodowego uznania nie wynikało tylko z problemów braku dobrych tłumaczeń na język angielski lub niemiecki. Bo Koneczny był wyjątkowo odporny na wpływy bujnie wówczas rozwijających się nauk społecznych: socjologii i antropologii społecznej i kulturowej. W jego pracach nie znajdziemy śladu lektur prac np. Durkheima, Webera czy naszego Malinowskiego. Gdyby na przykład zapoznał się pracą wybitnego polskiego antropologa Stanisława Bystronia, Megalomania narodowa, to być może zachwiałoby to jego przekonaniem o wyższości cywilizacji łacińskiej (chrześcijańskiej), czyli zachodniej, nad innymi cywilizacjami.

Wracając do problemu kryzysu cywilizacji trzeba od razu zauważyć, że świadomość niebezpieczeństwa upadku cywilizacji jest obecny nieomal od samych jej narodzin. Archeologowie znaleźli w północnej Mezopotamii glinianą tabliczkę, powstałą mniej więcej 2600 tys. lat p.n.e., z wyrytym pismem klinowym tekstem narzekającym na upadek obyczajów i wiary oraz głoszącym nieuchronność cywilizacyjnego upadku. I od tego momentu, co pewien okres, pojawiają się różnego rodzaju prognozy i proroctwa wieszczące nieuchronne klęski społeczne i żywiołowe.

Największy rozgłos zyskała sobie książka Alfred Spenglera, Zmierzch Zachodu, publikowana na początku XX wieku. Autor zgodnie z rozpowszechnionym wówczas historycznym pesymizmem (I wojna wojny światowa i jej ekonomiczne oraz społeczne następstwa) i popularnym społecznym darwinizmem, do analizy cywilizacji zastosował analogię z organizmem żywym, stwierdził że cywilizacje jak rośliny mają swój okres narodzin, rozkwitu, przekwitu i upadku. Czyli cywilizacje – i nasza Europa nie jest wyjątkiem - nie są wieczne. Uważał, że właśnie dla Europy- a był to okres po I wojnie światowej – nastał czas schyłku i powolnego upadku. Póki co jego przepowiednie się nie spełniły, chociaż nie sposób nie zauważyć, że centrum gospodarczo-handlowe przesunęło się z Europy do Azji Wschodniej i USA. Niemniej jednak głosy o kryzysie i zbliżającym się upadku cywilizacji zachodniej są coraz częstsze i głośniejsze.

Jak upadają cywilizacje? Możliwe jest kilka scenariuszy. Najbardziej oczywisty to agresja z zewnątrz. Tak zakończyły swoje istnienie cywilizacje Ameryki południowej, Azteków czy Inków, które miały pecha stać się miejscem działania europejskich konkwistadorów. Ten scenariusz jest -mało prawdopodobny, bo na razie nie widać kto mógłby zadać śmiertelne ciosy cywilizacji europejskiej. W pewnym sensie takim zagrożeniem było Islamskie Państwo w Lewancie oraz organizacja terrorystyczna Al Kaida. Czy były one zagrożeniem dla zachodniego świata i czy w przypadku tego konfliktu można mówić wojnie w obronie cywilizacji Zachodu?

Przypomnijmy, iż terrorystyczne akcje Al Kaidy były uzasadniane jako odpowiedź na akty „świętokradztwa”, tj. że niewierni – czyli wojska USA – postawili swoje stopy na „świętej ziemi Proroka Mahometa” tj. w Arabii Saudyjskiej. Natomiast IPL realizowało koncepcję idealnego muzułmańskiego państwa z czasów Mahometa, czyli „kalifatu”, oczyszczonego z wszystkich nowoczesnych i europejskich wpływów. Wydaje się, że chcąc zrozumieć istotę ruchu IPL czy Al Kaidy lepiej jest odwołać się do koncepcji Benjamina Barbera „Jihad vs MacŚwiat” a nie do teorii Huntingtona wojny cywilizacji. Barber uważał te quasi-religijne i nacjonalistyczne ruchy (nie tylko muzułmańskie ale także chrześcijańskie czy hinduskie) jako wyraz oporu wobec postępow globalizacji, protest przeciwko poniżaniu lokalnej tradycji oraz sposób podkreślania tożsamości etnicznej i narodowej ewentualnie seksualnej (sprawa w tradycyjnej męskości) w rozmytym kulturowo świecie. Jego koncepcję potwierdza fakt, iż celebrowanie krwawych rytuałów przyciągało nie tradycyjnych muzułmanów z afrykańskich czy azjatyckich krajów, lecz znudzonych życiem w dobrobycie i szukających mocnych doświadczeń europejskich islamistów i zamerykanizowaną elitę bogatych muzułmańskich społeczeństw. Nie jest też prawdą, że w kulturze islamskiej istnieje poparcie dla terroryzmu. Międzynarodowe i międzykontynentalne socjologiczne badania prowadzone przez amerykańskich badaczy m.in. przez Roberta Wuthnowa pokazały, że poziom poparcia dla użycia siły w celach religijnych jest w społeczeństwach muzułmańskich niskie i bliskie poziomu akceptacji tego w społeczeństwach chrześcijańskich. Interesujące, że więcej zrozumienia dla powodów terroryzmu mają członkowie muzułmańskich diaspor w zachodniej Europie niż muzułmanie z tradycyjnych krajów islamskich. Inni badacze, tj. Pippa Norris i Ronald Inglehart stwierdzili, że poziom poparcia dla demokracji w społeczeństwa zachodnich i islamskich jest podobny, natomiast to co nas różni, to stosunek do taki spraw jak równouprawnienie kobiet i mniejszości seksualnych. Innymi słowy: Zachód i Świat Islamu różni nie „demos lecz eros”! (Norris i Inglehart 2012)

Ale być może upadek cywilizacji nie dokona się tak szybko i gwałtownie jak sobie wyobrażamy. Nasza wyobraźnię ukształtowały hollywoodzkie filmy, oczekujemy widowiskowego thrillera lub spektakularnej tragedii. A najprawdopodobniej, jeśli najgorsze się zdarzy, to ludzie wtedy żyjący nie będą odczuwać tego jak ważną zmianę w swoim życiu. Po prostu, z roku na rok sytuacja będzie się zmienić aż osiągnie masę krytyczną i nie będzie już możliwości powrotu. A ludzie się do tego zwyczajnie przyzwyczają.  Wszak cesarstwo rzymskie nie upadło w przeciągu roku lub kilku lat. Wprawdzie za ostateczny upadek Rzymu uznaje rok 476, to jednak znacznie wcześniej, co najmniej od końca poprzedniego wieku, była widoczna postępująca moralna degrangolada społeczeństwa i upadek militarny państwa. Zauważmy, iż chociaż oficjalnie w wspomnianym roku Zachodnie Cesarstwo Rzymskie przestało istnieć, to nie przestały funkcjonować jego instytucje. Zmieniła się tylko – częściowo – elita władzy, ale nie regulujące życie instytucje, np. instytucja konsula funkcjonowała jeszcze w początkach VI wieku. Pamiętajmy też, że wciąż działało Wschodnie Cesarstwo które za czasów Justyniana podjęło próbę restauracji chwały i dawnej potęgi Cesarstwa Rzymskiego. Wniosek: cywilizacje nie upadają z powodu jednego ciosu. Można mówić o czasie słabości i upadku, który może trwać wiele dziesiątków lat lub nawet stuleci, zanim znikną istotne cechy organizacji społecznej i kultura wyróżniająca daną cywilizację. Zwykle – tak jak np. w przypadku Majów czy cywilizacji okresu brązu czy cywilizacji grecko-rzymskiej – taki okres upadku trwa średnio dwa stulecia.  

Wszyscy zgodzą się, że Europa znalazła się na zakręcie. Mamy atak populistów na liberalną formę demokracji i wolnorynkową gospodarkę. Kwestionuje się także Unię Europejską jako sposobu na osiągnięcie dobrobytu i bezpieczeństwa europejskich społeczeństw. Ale wrogowie i przeciwnicy UE i jej kultury politycznej i obywatelskiej są także poza jej granicami. Szczególnie Federacja rosyjska bierze czynny (i zwykle nielegalny lub półlegalny) udział w wewnętrznej polityce krajów Europy i Ameryki. Rosja Putina wspiera finansowo i propagandowo konserwatywno-nacjonalistyczne ruchy w Europie i Ameryce. We Francji przywódczyni Ruchu Narodowego, Marie le Pen, otrzymała od Rosji niskooprocentowaną pożyczkę. W Wielkiej Brytanii sponsor akcji zachęcającej do głosowania za wyjściem Wl. Brytanii z UE, tzw. „Leave.EU” Nigela Farage’a, miliarder Aaron Banks, został nagrodzony udziałem w realizacji lukratywnych wielomilionowych kontraktów budowlanych na terenie Rosji. I w końcu głośna i znana sprawa wywarcia wpływu na wynik wyborów prezydenckich w USA. Hakerzy z Rosji zdobyli i rozpowszechniali informacje o różnych ciemnych sprawkach, demokratycznej kandydatki, Hillary Clinton. Także obywatele Rosji tworzyli i finansowali akcje wsparcia obecnego prezydenta USA, Donald Trumpa. I w końcu Rosja prowadzi agresywną politykę wobec swoich sąsiadów, państw niegdyś należących do ZSRR, tj. Gruzji, Ukrainy i Mołdowy. We wszystkich tych krajach Rosja prowokuje, logistycznie i finansowo wspiera wystąpienia separatystów i diaspory rosyjskojęzycznej. Cel: zniechęcenie tamtejszych elit do utrzymywania silnych politycznych i kulturalnych związków UE i USA. A w Czarnogórze, chociaż to nie kraj byłego ZSRR, rosyjscy agenci nawet próbowali przeprowadzić przewrót polityczny. I tylko po to by uniemożliwić wstąpienie tego małego bałkańskiego państwa w szeregi NATO. 

Czy to już oznacza początek wojny cywilizacji prawosławnej z zachodnią czy są to tylko polityczne manewry rosyjskiego imperium? W pewnym zakresie to konflikt cywilizacyjny. Konkretnie – w Ukrainie. Dla wielu Rosjan, nie tylko zwolenników obecnego rządu i prezydenta Putina, odejście Ukrainy, bratniego narodu na Zachód poprzez wstąpienie do Unii Europejskiej i NATO będzie prawdziwą tragedią. Przecież Kijów, stolica Ukrainy, to „Matka Ruskich Grodów”. To tutaj była stolica Rusi kijowskiej, pierwszego państwa wschodnich Słowian. To tutaj sprawowała władzę święta Kościoła prawosławnego, księżna Olga. Jej wnuk, Włodzimierz Wielki doprowadził do chrystianizacji Rusi w obrządku wschodnim. I tak narodziło się rosyjskie prawosławie, początkowo z centrum w Kijowie. Kiedy Mongołowie zdobyli i spalili Kijów, jego znaczenie upadło i centrum cywilizacji prawosławnej z czasem przeniosło się do Moskwy. W powstałej tam nowej prawosławnej, rosyjskiej ideologii Moskwa stała się „Trzecim Rzymem”. Tym samym uznając się ją za prawomocną spadkobierczynię „Pierwszego Rzymu” (Cesarstwa Rzymskiego) i „Drugiego Rzymu” (Bizancjum). Chociaż Kijów został przez Moskwę na peryferie, to jednak jego znaczenie jako historycznie pierwszej stolicy Rusi trwa. I zwolennicy cywilizacji prawosławnej łatwo Kijowa nie oddadzą…

Skoro nie cywilizacja prawosławna to czy możliwa jest wojna np. z cywilizacją chińską. Wszak Chiny w ciągu ostatnich dwóch dekad stały się ekonomicznym i politycznym globalnym mocarstwem którego PKB jeśli jeszcze nie przewyższył PKB USA to niewątpliwie stanie się to w najbliższych kilku latach. Chiny kontynuują swoją gospodarczą ekspansję na inne kontynenty. Ostatni projekt, odnowienie tzw. Jedwabnego szlaku, dróg handlowych biegnących od Chin poprzez Indie, Azję środkową oraz Mniejszą i biegnącego aż do Europy, wzbudził nie tylko niepokój USA ale także i w samej Europie. Jednak ekspansja gospodarcza nie jest równoznaczna z polityczną i militarną. A politycznych ambicji – jak na razie – Pekin nie demonstruje. A sprawa wojny gospodarczej USA z Chinami – to najwyraźniej jeszcze jeden nieudany blef prezydenta Donalda Trumpa.

Chociaż wszyscy się zgadzają, że prawdopodobieństwo jakiegoś wielkiego zbrojnego konfliktu między cywilizacjami jest niewielkie, tym niemniej niektórzy konserwatywno-nacjonalistyczni politycy, działacze społeczni, zwolennicy tzw. Nowej prawicy czyli Alt-Right twierdzą, że w istocie rzeczy taka wojna cywilizacyjna już trwa. Przeciwnik wykorzystując naszą słabość, nasze niezdecydowanie i skłonność do nadmiernej tolerancji oraz niechęć do stosowania przemocy już wdarł się do naszych społeczeństw i grozi przejęciem władzy i wprowadzeniem nowych porządków cywilizacyjnych. Chodzi tutaj o imigrację, sprawa w liczebnym wzroście diaspor muzułmańskich w Zachodniej Europie.   

Współcześnie (dane z 2016 r.) muzułmanie stanowią 4,9 % ludności Unii Europejskiej. W zachodniej Europie najwięcej członków islamska zbiorowość liczy sobie we Francji – bo 8,8%, nieco mniej we Szwecji – 8,1 % i w Belgii- 7,6%, zaś w Wlk Brytanii 6,3%, a w Niemczech 6,1 %. Turystom odwiedzającym zachodnią Europę zwykle wydaje się, że imigrantów jest znacznie więcej. Jest to złudzenie. Bo imigranci się wyróżniają, z powodów swojego koloru skóry, ubioru, języka i zachowania są bardziej widoczni. Ponadto koncentrują się w centrach miast, zaś na prowincji i małych miasteczek gdzie ich jest relatywnie mało – turyści zwykle nie odwiedzają.

Kłopot w tym, że odsetek mieszkańców UE urodzonych poza jej granicami, w szczególności w krajach muzułmańskich systematycznie się zwiększa. To rezultat imigracji ekonomicznej i fal uchodźców wojennych – w mniejszym stopniu temu, że dzietność w rodzinach muzułmańskich jest wyższa od przeciętnej. Jeśli nawet UE posłucha nacjonalistów i zamknie się przed muzułmanami to i tak przy zachowaniu dzisiejszych trendów dzietności w 2050 r. muzułmanie będą stanowić 12,7 % mieszkańców Francji i 8,7 % Niemiec. Jeśli jednak UE utrzyma politykę otwartych drzwi to odsetek wyznawców islamu w Europie może znacznie się zwiększyć – i w 2050 r. 18 % mieszkańców Francji będzie wyznania islamskiego, a w Niemczech (jeśli wciąż będą płynąć fale imigracji) prawie 20 % a w Szwecji aż ponad 30 % !

Islamskie diaspory w zachodniej Europie to problem czasów najnowszych, bo historia ich początków ich powstania sięga lat 60. Muzułmanie nie są rdzenną ludnością Europy, z wyjątkiem Hiszpanii (po Rekonkwiście zostało ich jest niewiele – tylko 2,6 %) oraz Bałkanów – tam istnieje liczna mniejszość turecka. Muzułmanie w Europie to w zdecydowanej większości imigranci ekonomiczni lub dzieci imigrantów ewentualnie byli tymczasowi pracownicy (gastarbeiterzy), którzy sprowadzili rodziny i się osiedlili na stałe lub uchodźcy wojenni lub osoby uciekające przed prześladowaniami politycznymi czy religijnymi. Kłopot w tym, że asymilacja muzułmanów do zachodnich wartości postępuje powoli (w porównaniu np. do imigrantów z krajów wschodniej Europy), chociaż nie można twierdzić, że w ogóle nie zachodzi. W rezultacie są postrzegani i sami się tak postrzegają jako obce ciało w Europie. Najbardziej spektakularne przykłady pochodzą z Francji. Muzułmanów w tym kraju jest najwięcej w porównaniu z sąsiednimi krajami nie tylko ze względu na liberalną politykę imigracyjną – ważną część francuskiej islamskiej diaspory stanowią potomkowie Algierczyków którzy walczyli po stronie francuskiej w czasie wojny algierskiej 1954-1962. Po wojnie Francuzi zabrali ze sobą swoich stronników których dalsze życie w niepodległej Algierii byłoby niebezpieczne. I teraz, pół wieku później, ich potomkowie jak również imigranci z innych krajów Afryki, gwizdami zagłuszają francuski hymn. Tak stało się np. w 2002 r., na piłkarskim stadionie w Marsylii. I to w obecności prezydenta Jacquesa Chiraca, który zdenerowany opuścił lożę. Oczywiście, w jakimś stopniu ich zachowanie da się zrozumieć: cierpią z powodu uprzedzeń i negatywnych stereotypów, mają trudności z wynajęciem mieszkania, kłopoty ze znalezieniem pracy, a jeśli taką znajdą, to zwykle wymaga niskich kwalifikacji i jest nisko płatna. Tym sposobem młodzi francuscy muzułmanie są sfrustrowani i swój gniew wyrażają gwizdami lub nawet zamieszkami

Wybitny francuski pisarz Michel Houellebecq – krytykowany i nawet skazany za antyislamskie wypowiedzi - opublikował powieść „Soumission” (uległość). To taka futurystyczna wizja przyszłości, negatywna utopia. Pojawiła się w księgarniach na początku 2015 r, a kilka dni później terroryści muzułmańscy wymordowali redakcję satyrycznego pisma Charlie Hebdo. Ale w książce nie ma przemocy. Houellebecq opisuje jak Francja w 2022 r. drogą pokojową i w pełni demokratycznie stała się państwem islamskim. W wyborach zwyciężyło arabska partia „bractwo muzułmańskie”. Co prawda, nie otrzymali większości, ale dzięki poparciu lewicowych i centrowych partii – dla których rządy muzułmanów były mniejszym złem niż zyskująca na popularności prawicowa partia Front Narodowy. Mając władzę Islamiści resorty gospodarcze i polityczne oddali swoim demokratycznym sojuszników, natomiast sami zajęli się zmianami w nauczaniu i wychowaniu. Francois, bohater powieści, nauczyciel akademicki, alter ego Houellebecqa staje przed trudnym wyborem: dokonać konwersji na islam i otrzymać potrojenie zapłaty, pewność zatrudnienia, możność posiadania kilku żon i wielu dzieci itd. W zamian oczekuje się od niego pełnej uległości zarówno w sprawach osobistych jak i publicznych. Jego naukowy zwierzchnik, niczym Mefisto wobec Fausta, przedstawia mu argumenty na rzecz przejścia na stronę muzułmanów. Twierdzi, że islam jest przyszłością Europy, bo rozwój cywilizacji zachodniej utknął w ślepej uliczce. Począwszy od Reformacji z jej atakiem na Kościół poprzez Oświecenie i uwielbienie rozumu i krytykę religii aż po współczesny indywidualizm i wyzwolenie seksualne cywilizacja europejska rozwijała się w złym kierunku: tracąc poczucie jedności miejsca, więzi z społecznością oraz pewności wyznawanych wartości. Rozwiązaniem kryzysu jest przyjęcie islamu. Kultura islamska wraz z stworzoną na Zachodzie technologią odnowi cywilizację europejską i tysiącletnie nowe imperium, nowe Cesarstwo Rzymskie.

Reasumując: przedstawiliśmy tutaj koncepcje cywilizacji i upadku cywilizacji. Cywilizacje mogą upaść z różnych powodów, lecz tutaj skoncentrowaliśmy się wyłącznie na jednej przyczynie: napaści lub pokojowej infiltracji innej cywilizacji. Najwięcej miejsca poświęciliśmy zagrożeniom ze strony cywilizacji islamskiej. Naszym zdaniem, problemem nie są muzułmanie, groźba że kiedyś zdominują nasze życie społeczne, kulturalne i polityczne jest niewielka. Muzułmanie we współczesnej Francji, Szwecji czy Niemczech (kraje o dużej islamskiej diasporze) stanowią najbardziej niespokojny, rewolucyjny i kryminogenny element. Ale to nie jest rezultatem ani ich rasy ani religii. Oni po prostu zajęli miejsce tradycyjnego lumpenproletariatu lub tzw. underclass. A to znaczy, że ich społeczna pozycja i zachowanie jest uwarunkowana strukturą społeczną i klasową. I problem diaspor muzułmańskich to kwestia nierówności społecznych i barier klasowych.

To pierwsza część tekstu, w następnej chciałbym zająć się problemem innych przyczyn ewentualnego upadku cywilizacji Zachodu. Podejmę też zagadnienie czy istnieje jakiś wzór powstania, rozwoju i upadku cywilizacji i w jakim stopniu obecna sytuacja w Europie potwierdza przewidywania zawarte w koncepcjach nauki o cywilizacji.

 

Cytowana literatura

Barber, Benjamin R. (1996) “Jihad vs. McWorld: Terrorism's Challenge to Democracy.” Ballantine Books

"Muslim Population Growth in Europe." PEW Research Center, 2017 11 29

Houellebecq, Michel “Soumission” (Uległość), 2015

Huntington, Samuel P. (1996) “The Clash of Civilizations and the Remaking of World Order.” Simon & Schuster

Norris, P. and R. Inglehart (2002). "Islamic Culture and Democracy- Testing the ‘Clash of Civilizations’ Thesis." Comparative Sociology 1(3-4).

Renfrew, Colin (1984) “Approaches to Social Archaeology.” Harvard University Press