Redakcja: Na czym polegał udział wojsk PRL w operacji „Dunaj”?

Prof. Andrzej Paczkowski: W ramach podziału terytorialnego inwazji rozpoczętej 20 sierpnia 1968 r. Polsce przypadło zajęcie fragmentu w północnych Czechach. Było to sumie około 20 000 km², stanowiące jakieś 16% powierzchni całej Czechosłowacji, a więc dość niemała część. O godzinie 23:50 wojska polskie rozpoczęły przełamywanie granicy, czyli przejmowały po prostu posterunki czechosłowackiej straży granicznej i w zasadzie bardzo szybko wykonały swoje zadanie, zajmując przeznaczone dla nich tereny.

Żołnierze zgodnie z rozkazami nie używali broni, ponieważ armia czechosłowacka była zamknięta na poligonach albo w koszarach i nikt do nich nie strzelał. Polscy oficerowie starali się jakoś dojść do porozumienia i unikać konfliktów z czeską administracją lokalną. Trzeba powiedzieć, że Czechosłowacja nie wystawiła swojej armii do walki, ale duża część społeczeństwa podjęła bierny opór, który był czasami dosyć skuteczny. Dochodziło do wydawałoby się drobnych a nawet śmiesznych sytuacji, jak przestawianie drogowskazów, żeby zmylić wojska najeźdźcze, które nie znały przecież dobrze tego terytorium, jak i demonstracji ulicznych, starć, obrzucania czołgów kamieniami czy butelkami z benzyną. W sumie w Czechach i na Słowacji zginęło prawdopodobnie około 200 osób, przy czym niewielka część tych ofiar poniosła śmierć od kul. Głównie był to, można powiedzieć atak komunikacyjny. Zdarzyło się, że czołg wjeżdżał w wywrócony jako barykadę tramwaj i rozgniatał znajdujące się tam osoby. W innym miejscu wjeżdżał np. na teren zakładu pracy i jeśli ktoś nie zdążył uciec, to również zostawał zmiażdżony.

Ten bierny opór trwał w sumie jednak tylko kilka tygodni, ponieważ kierownictwo komunistyczne Czechosłowacji zostało wywiezione do Moskwy, gdzie podpisało kapitulację. W momencie, kiedy została ona podpisana, komunikat opublikowany, a zgoda na stacjonowanie wojsk sowieckich na terenie Czechosłowacji wydana, opór społeczny tracił swoich liderów. Ponieważ nie był uorganizowany, stopniowo zanikał albo przekształcał się w emigrację wewnętrzną. Co pewien czas nadal wybuchały jakieś zamieszki albo akty jednostkowego sprzeciwu, jak najsłynniejszy z nich, czyli samospalenie Jana Palacha w styczniu 1969 r. na Václavské náměstí w Pradze. Jeszcze w rocznicę inwazji w 1969 r. miały miejsce bardzo duże demonstracje. W samej stolicy zginęło wtedy 5 osób, ponieważ kierownictwo przeszło już w inne ręce i policja czechosłowacka strzelała do protestujących. Program praskiej wiosny został zamknięty, a za popieranie go groziły represje typu wyrzucenie z pracy albo z mieszkania, czy np. nieprzyjmowanie dzieci na studia. Cały ten późniejszy, wieloletni okres nazywa się normalizacją, co oznacza, że sytuacja została ustabilizowana i w Czechosłowacji znów zaczęło być „normalnie”, jak w komunizmie.

Co wydarzyło się 7 września 1968 r. w Jiczynie?

7 września w mieście Jiczyn, znajdującym się w strefie okupowanej przez Polaków, dwoje Czechów zginęło z rąk polskich żołnierzy. Nie było to użycie broni przeciwko protestującym osobom, które w jakikolwiek sposób zagrażałyby polskim wojskowym, a po prostu sytuacja, w której pijany żołnierz zaczął rozrabiać i strzelać do ludzi. Zanim został obezwładniony przez swoich kolegów, zdążył niestety zabić dwie osoby. W Czechach wydarzenie rozniosło się bardzo szerokim echem i jak to zwykle bywa liczba ofiar była mnożona, bo rzeczywiście polski okupant zabił dwoje Czechów. Jest tutaj pewien paradoks i swojego rodzaju kontr-symbol związany z innym wydarzeniem, które praktycznie się z tym zbiegło. Następnego dnia, 8 września, w czasie dożynek z udziałem Władysława Gomułki na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie, w proteście przeciwko wejściu wojsk polskich do Czechosłowacji dokonał bowiem samospalenia inżynier Ryszard Siwiec.

Jak zakończyła się interwencja i jakie były jej konsekwencje?

Podstawową konsekwencją interwencji było to, że Dubček i jego środowisko zaczęło się wycofywać z reform. Umożliwiła ona wymianę Dubčeka na tych, którzy sprzeciwiali się reformom albo zgadzali się na ich całkowite wygaszenie, jak np. Gustáv Husák, który otrzymał stanowisko pierwszego sekretarza. Miała poza tym także i szersze konsekwencje, albowiem z okazji tej interwencji Leonid Breżniew użył określenia o „ograniczonej suwerenności państw socjalistycznych”. Oznaczało to, że w przypadku zagrożenia władzy w jakimś kraju komunistycznym, pozostałe państwa, a przede wszystkim Związek Sowiecki mają prawo interweniować, żeby temu niebezpieczeństwu zapobiec. Tak zwana „doktryna Breżniewa”, która de facto obowiązywała aż do czasów Gorbaczowa i końcówki lat 80. była więc politycznym owocem tej inwazji.

Druga rzecz, która nie miała tak dużego geopolitycznego znaczenia, ale pewien wpływ na wydarzenia w zachodniej Europie jednak posiadała, to fakt, że inwazja wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację spotkała się z protestami nie tylko w antykomunistycznych środowiskach, bo to jest naturalne, ale także w łonie niektórych partii komunistycznych, dla których ten socjalizm o ludzkiej twarzy był dobrym hasłem do polityki wewnętrznej. Zarysowało się wówczas zjawisko, które bywa nazywane eurokomunizmem, czyli taki właśnie komunizm bardziej demokratyczny, oświecony, nie tak dyktatorski. Był on najsilniej reprezentowany we Włoskiej Partii Komunistycznej, trochę mniej także we francuskiej oraz w pomniejszych partiach, jak belgijska czy holenderska. Powstał więc nurt wewnątrz komunizmu, który oczywiście nieco osłabiał Związek Sowiecki.

Oglądaj całość