Scena III. OWP, Autonomia i walka z terroryzmem

Także najnowsza historia przynosi kilka takich przełomowych momentów31. Organizacja Wyzwolenia Palestyny dokonywała licznych ataków terrorystycznych na Izrael. Ten w odwecie bombardował obozy uchodźców palestyńskich. Ostatecznie OWP, na czele której stał Jasir Arafat, została w 1982 r. wyparta z Libanu na skutek inwazji izraelskiej, kierowanej przez Ariela Szarona, a wspieranej przez libańską milicję chrześcijańską32. W 1994 r. mediacja USA doprowadziła do podpisania deklaracji wzajemnego uznania miedzy Izraelem a OWP, a przez to do uregulowania zasad autonomii terytoriów okupowanych33. Przedterminowe wybory w Izraelu w 1999 r. wygrał Ehud Barak. Jego najważniejszymi celami było wycofanie wojsk izraelskich z południowego Libanu - co udało się ostatecznie dokonać 23 maja 2000 r. i zakończenie konfliktu z Palestyńczykami.
Początkowo rozmowy z Autonomią układały się pomyślnie, ale trudności pojawiły się w kwestiach prawa do powrotu dla arabskich uchodźców, pozostania żydowskich osadników na zajętych terenach, a zwłaszcza przynależności jerozolimskiego Starego Miasta. Nieporozumienia doprowadziły do intifady, do której pretekstem była wizyta przywódcy izraelskiej prawicy, późniejszego premiera Izraela, Ariela Szarona, na Wzgórzu Świątynnym.
Oczywiście takie wydarzenia przełomowe można by mnożyć. Najistotniejsze jest jednak doświadczenie wynikające z wieloletnich konfliktów między Palestyńczykami a Izraelem. Dziś widzimy, że metoda przyjęta przez Izrael polegająca na walce z terrorystami jest nieskuteczna. Każdego wyeliminowanego terrorystę zastępowało kilku innych. Walka z terroryzmem nie na tym powinna polegać, ale na usuwaniu przyczyn dla których rozwija się niezadowolenie społeczne skutkujące wzrostem napięć. Obecna sytuacja w strefie Gazy jest jak najlepszym przykładem ilustrującym tą tezę. Wątpliwe jest, czy wyeliminowanie kilkuset potencjalnych terrorystów sprawi, że zamieszkujący ten teren Palestyńczycy zrezygnują z takiego sposobu kontestowania zaistniałej sytuacji.


Epilog I. Jaki dialog...?

Dziś, ze względu na historyczne zaangażowanie wielkich mocarstw budujących w tym rejonie świata swoją sferę wpływów, praktycznie każde większe wydarzenie całkowicie zmienia optykę patrzenia na problem bliskowschodni. Państwa arabskie otaczające Izrael nieraz próbowały wykorzystać sytuację Palestyńczyków do rozwiązania swoich własnych politycznych ambicji. Przez wiele lat państwo żydowskie nie było w ogóle uznawane i dlatego sprawa Palestyńczyków, zarówno chrześcijan jak i muzułmanów, była podnoszona w momentach kwestionowania legalności istnienia Izraela. Zwłaszcza od 1957 roku Palestyńczycy stali się ważną kartą przetargową. Niestety dla Palestyńczyków wygrana wojna sześciodniowa sprawiła, że Izrael staje do rozmów z krajami arabskimi, jako silna strona, z którą trzeba się liczyć34. Gdyby nie ta wojna – pewnie sytuacja kształtowałaby się inaczej.
Amerykański socjolog Immanuel Wallerstein uważa, że reakcja świata islamu na konfrontację z Zachodem może przybierać trzy postaci. Pierwszy to model Chomeiniego35, czyli izolacji od polityki światowej, drugim jest model Husajna, to model zbrojnej konfrontacji. Jest także trzeci - indywidualny, czyli forma migracji do świata Zachodu. Sytuacja o tyle niebezpieczna, bo stawia przed rządami państw trudne zadanie zasymilowania grup migrantów, by nie stanowiły w przyszłości potencjalnego zagrożenia dla zachodnich społeczeństw. Myśl amerykańska kładzie zatem nacisk na konfrontacyjność. Inna opinia panuje wśród politologów i socjologów islamskich, którzy relację między cywilizacjami woleliby postrzegać nie w kategoriach konfrontacji, ale raczej wymiany wartości sprawdzonych przez historię, aby w dobie rewolucji komunikacyjnej te dwa światy mogą się wzajemnie ubogacać.
Wobec powyższych faktów wydaje się, że tylko przez dialog można starać się rozwiązać ten konflikt. Izrael, któremu bliżej jest mentalnie do Waszyngtonu, czy jakiegokolwiek państwa Europy Zachodniej staje się powoli jednak coraz bardziej świadomy tego, że jest częścią Bliskiego Wschodu. W pewnej mierze wpływa na to wzrost liczby Żydów pochodzenia wschodniego, ale także wynika z pragmatycznego rozwoju stosunków z innymi państwami bliskowschodnimi36. Dlatego większą uwagę musi skupić na pokojowym współistnieniu ze swoimi sąsiadami. Wszyscy zadają sobie jednak pytanie, czy w sytuacji tak dużego napięcia możliwy jest jakikolwiek dialog, i czy przypadkiem cywilizacje te nie weszły już w fazę przepowiadanego przez Samuela Huntigtona zderzenia.
Symptomatyczny jest w tym miejscu problem wielu Izraelczyków, którzy przy okazji służby wojskowej w strefach buforowych w Libanie, na wzgórzach Golan czy w Gazie, poznają realia, w jakich żyją Palestyńczycy. Często w takich sytuacjach sami Izraelczycy przyznają rację, że aby zakończyć ten konflikt trzeba dać tym ludziom ich państwowość – ziemię, na której będą mogli mieszkać i czuć się jak u siebie w domu37. Trzeba usuwać osadników, którzy nielegalnie zajmują tereny West Bank i strefy Gazy. Właśnie teraz w armii izraelskiej, dotąd zwartej i zdyscyplinowanej, rodzi się sprzeciw. W czasie „drugiej intifady” kilkuset żołnierzy i oficerów rezerwy odmówiło służby na terenach okupowanych nie chcąc brać udziału w „brudnej wojnie okupacyjnej”. Społeczeństwo izraelskie – obecnie zamożne i dosyć liberalne, w dalszym ciągu jest patriotyczne, ale już mniej chętnie chce ponosić obciążenia związane z prowadzoną wojną na okupowanych terenach. Także Palestyńczycy zaczynają sobie uświadamiać, że nie osiągną swoich celów za pomocą środków militarnych, gdyż oznacza to coraz większe obciążenie dla ludności38. Ostatnie doniesienia z terenu Bliskiego Wschodu są tego najlepszym dowodem.

 

31 „Odnosi się wrażenie, że konfrontacja wojenna w 1967 r. oraz nieustające incydenty zbrojne (…) są jak najbardziej na rękę tym politykom i działaczom izraelskim, którzy traktują stały stan napięcia, jako czynnik adaptacji, integracji wewnętrznej oraz równowagi społecznej. W rzeczywistości i te cele powodują skutki niezamierzone, ponieważ nigdy jeszcze poczucie bezpieczeństwa wśród społeczeństwa izraelskiego nie było tak zagrożone nękającymi działaniami partyzantów arabskich. (…). Na tym przykładzie widać działanie społecznego błędnego koła. Najpierw środki masowego przekazu w Izraelu stwarzały atmosferę ‘ludobójstwa’, jakie miało dojść do skutku, jeśli zwyciężą Arabowie, a następnie, chociaż w dobrze pojętym interesie społeczeństwa izraelskiego leży przyjazne ułożenie stosunków z państwami arabskimi i ludnością arabską zamieszkałą na terenie Izraela, nastawia się społeczeństwo wrogo wobec kompromisu z Arabami, co znów izoluje Izrael i jego społeczeństwo w opinii światowej – i koło się zamyka”. R. Dyoniziak, dz. cyt., s. 157n.

32 Zob. J. Palmer (red.), dz. cyt., s. 294-295.

33 F. Cardini, dz. cyt., s. 219.

34 F. Cardini, dz. cyt., s. 208.

35 Zob. J. Danecki, dz. cyt., s. 93 – 95.

36 B. Lewis, dz. cyt., s. 21-22.

37 „Powstaje problem: czy w ogóle jedna grupa etniczna Żydów ma moralne prawo narzucać innym grupom styl życia, obyczaje, obce im wartości?” R. Dyoniziak, dz. cyt., s. 158.

38 B. Lewis, dz. cyt., s. 24-25.