Redakcja: Jakim władcą okazał się Jan Kazimierz w czasie powstanie Chmielnickiego, potopu szwedzkiego i wojny z Rosją?

Dr Piotr Kroll: To był trudny egzamin. Jan Kazimierz w opinii historiografii, ale także w opinii współczesnych miał swoje lepsze i gorsze chwile. W dobie walki z Kozaczyzną o odzyskanie kontroli nad Ukrainą nie można powiedzieć, żeby szczególnie się wykazał. Oczywiście był dowódcą, stał na czele armii i starał się metodą siłową poskromić powstańców. Niezaprzeczalnie to on stał za sukcesem bitwy pod Beresteczkiem, gdyż to on, wbrew radom zgromadzonych senatorów oraz wyższych rangą dowódców, przeforsował zastosowanie szyku zachodnio-europejskiego, który trzeciego dnia przyniósł tak wielką korzyść armii królewskiej, jaką było finalne pokonanie przeciwnika.

Mimo wszystko nie udało się królowi działań przeciwko Kozakom doprowadzić do końca. Winą należy obarczać Jana Kazimierza nie pod kątem militarnym, a raczej politycznym. Tu należy wymienić silną opozycję narastającą w obrębie magnaterii, nieumiejętność pozyskiwania odpowiednich pracowników i wchodzenie z nimi w konflikt, jak w przypadku Hieronima Radziejewskiego. Również działania zmierzające do wzmocnienia władzy królewskie w sytuacji, kiedy należało zjednoczyć się ze społeczeństwem szlacheckim, aby wszystkie siły i środki skierować na walkę z Chmielnickim, powodowały, że Rzeczpospolita nawet pomimo sukcesu pod Beresteczkiem, nie była w stanie doprowadzić do pacyfikacji na terenach ukraińskich. Konsekwencją tego stało się opowiedzenie się Kozaczyzny po stronie państwa moskiewskiego i rozpoczęcie nowej, dużo groźniejszej dla Polski wojny, jaką był konflikt z Moskwą.

Za sukces dyplomatyczny można z kolei uznać przyciągnięcie na swoją stronę Tatarów i stworzenie drugiej koalicji, tym razem Rzeczpospolitej i Chanatu Krymskiego, cicho wspieranej przez sułtana tureckiego, przeciwko narodzonej w wyniku ugody perejasławskiej koalicji moskiewsko-kozackiej. Błędem Jana Kazimierza poczynionym w tym okresie był brak dążenia do zgody z opozycją magnacko-szlachecką i budowanie własnego obozu w oparciu o nowe postacie na arenie politycznej, co powodowało jeszcze większy konflikt z opozycją. Mianowanie nowym hetmanem litewskim Wincentego Korwina Gosiewskiego oraz tworzenie sił litewskich odrębnych od zwierzchnictwa hetmana wielkiego litewskiego Janusza Radziwiłła doprowadziło do ostrego konfliktu na Litwie. Tym gorzej, że działo się to w momencie, kiedy do kraju wkraczały wojska moskiewskie i potrzebna była tam jedność oraz podjęcie działań zbrojnych, które mogłyby odeprzeć atak moskiewski. Konsekwencją stał się upadek Smoleńska, a w kolejnym roku po nieudanych kampaniach i kontrofensywie Janusza Radziwiłła, która miała doprowadzić do odzyskania Smoleńska, rezultatem była ofensywa moskiewska i upadek Wilna.

Także osobiste działania Jana Kazimierza doprowadziły do zaostrzenia kontaktów ze Szwecją. Szwedzi po zakończeniu wojny trzydziestoletniej bardzo chcieli zaangażować się w jakiś konflikt, ponieważ nie stać ich było na utrzymanie tak wielkiej armii, jaka pozostała po wojnie. Uważnie przyglądali się temu, co dzieje się w Rzeczpospolitej, ale nie unikali rokowań ze stroną polską. W 1660 r. upływał ponadto czas rozejmu zawartego w Sztumskiej Wsi w roku 1635. Rokowania, które podejmowano na początku lat 50. zostały szybko zerwane z powodu uporu Jana Kazimierza, który nie zamierzał zrzekać się pretensji do tronu szwedzkiego po swoim ojcu Zygmuncie III. Używał on tytułu władców szwedzkich, czym kuł w oczy stronę szwedzką, która wykorzystywała to jako pretekst do zerwania negocjacji jeżeli tylko sytuacja rozwijała się dla niej niekorzystnie.

Kolejnym faux pas, jakie popełnił Jan Kazimierz w tej sytuacji było domaganie się respektowania jego praw do tronu w momencie abdykacji królowej Krystyny i przekazania tronu w ręce Karola X Gustawa. Spowodowało to bardzo duże usztywnienie stanowiska strony szwedzkiej, która tylko czekała na możliwość wypowiedzenia wojny, zastanawiając się nad tym, czy lepiej zmierzyć się z państwem moskiewskim czy Rzeczpospolitą? Ostatecznie wybrano Rzeczpospolitą, ponieważ obawiano się, że państwo moskiewskie po opanowaniu znacznych terytoriów polsko-litewskich stanie się zbyt groźnym rywalem dla Szwecji i być może pokusi się na zdobycie wybrzeży Morza Bałtyckiego należących wtedy do Szwedów, czyli Inflant, Estonii, Ingrii i Karelii. W roku 1655 armia szwedzka wkroczyła na tereny Rzeczpospolitej. Jan Kazimierz zawiódł wówczas również pod względem przygotowania kraju do obrony. Mocno skonfliktowany ze szlachtą nie przygotował dobrego planu odparcia agresji szwedzkiej, zlekceważył groźby dochodzące ze Sztokholmu oraz nie zwołał pospolitego ruszenia ogółu szlacheckiego po to, żeby wesprzeć pospolite ruszenie Wielkopolski. W ten sposób Wielkopolska ratując się z opresji, przekonana argumentami zdrajcy Hieronima Radziejowskiego opowiedziała się po stronie Karola Gustawa.

Dopiero lata potopu pokazały jedną z pozytywnych cech władcy, która pozwalała mu ratować się z trudnych opresji. Po upadku Krakowa Jan Kazimierz wyjechał na Śląsk, załamany poniesioną porażką i postępowaniem szlachty, która gremialnie przechodziła na stronę Karola X Gustawa. Początkowo myślał nawet o zrzeczeniu się korony. Później namówiony przez pracowników rozpoczął jednak działania mające na celu odzyskanie utraconych ziem, tym bardziej, że na Śląsk docierały sygnały o wybuchu powstania anty-szwedzkiego w Rzeczpospolitej. Wrócił, po czym zaczął prowadzić bardzo konsekwentną politykę wobec osób, które go zdradziły. Łaskawie zapewniając, że wina będzie im darowana sprawił, że dygnitarze, którzy przeszli na stronę Karola Gustawa bardzo chętnie wracali na łono Jana Kazimierza i wspierali jego walkę przeciwko Szwedom.

Oglądaj całość