Zainteresowałem się książką S. Kopera i T. Pawłowskiego pt. „Tajemnice marszałka Śmigłego-Rydza. Bohater, tchórz czy zdrajca?” ponieważ założyłem, że autorzy będą koncentrować uwagę na sylwetce bohatera, gdy sprawował stanowisko Głównego Inspektora Sił Zbrojnych (GISZ) i był odpowiedzialny za problematykę bezpieczeństwa II RP a więc przygotowanie kraju do wojny. Książka edytowana przez TIME SA, Warszawa 2019, na 349 ss.

Sławomir Koper posiada opinię jednego z najbardziej popularnych pisarzy historycznych. Związany jest od zawsze z Warszawą, w której urodził się w 1963 r., a potem ukończył Wydział Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego. Zyskał popularność wydając kilkanaście pozycji dotyczących życia społecznego różnych środowisk w okresie międzywojennym, w tym m.in. Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej, Dwudziestolecie międzywojenne i inne. Po 2014 r. zainteresował się bardziej PRL. Tylko w 2014 r. wydał sześć pozycji o różnej tematyce związanych z epoką m.in. Sławne pary PRL, Stracone pokolenie PRL i inne.

Współautor T. Pawłowski obronił doktorat pt. „Armia marszałka Śmigłego” pod kierunkiem prof. P. Wieczorkiewicza. Jego zainteresowania koncentrują się na historii, a zasadniczo dotyczą okresu międzywojennego.

S. Koper i T. Pawłowski mają w swoim dorobku także prace naukowe, ale książka o której mowa ma charakter popularnonaukowy. Składa się z części pierwszej, zasadniczej, obejmującej 16 rozdziałów i części drugiej, pod tytułem Epilog nr 1 - Tajemnice, hipotezy i kontrowersje oraz Epilog nr 2 - Zbrodnia na Riwierze ponadto zakończenia i dodatku  zatytułowanego: Katalog europejskich wodzów naczelnych.

Struktura książki stanowi zamysł umożliwiający przedstawienie najważniejszych etapów życia bohatera, jako żołnierza i współpracownika Józefa Piłsudskiego do jego śmierci w 1935 r., następnie polityka pełniącego funkcję Generalnego Inspektora SZ, który był do 1939 r. ważnym członkiem kierownictwa politycznego II RP, a wreszcie późniejszych jego losów, po powrocie do Warszawy w październiku 1941 r. Natomiast w epilogach autorzy przedstawiają różne hipotezy dotyczące motywów marszałka Śmigłego-Rydza związanych z tajemniczą ucieczką z internowania w Rumunii w grudniu 1940 r. i powrotem do Polski a także podejrzeń związanych z okolicznościami jego śmierci oraz znacznie później, partnerki życiowej Marty Thomas-Zaleskiej, na Riwierze w 1951 r.

Autorzy budują swoją narrację w odwołaniu do kilku monografii poświęconych marszałkowi Śmigłemu-Rydzowi, m.in.: M. Jabłonowski i M. Stawecki, „Następca Komendanta. Edward Śmigły-Rydz. Materiały do biografii”; A. Kunert, „Ostatnie dni marszałka Śmigłego”; J. Maxymowicz-Raczyńska, „Edward Rydz-Śmigły w Warszawie”, [w:] „Dzieje Najnowsze” 1/1970 i tej samej autorki, „Śmierć marszałka Rydza-Śmigłego”, [w:] „Niepodległości” 47/1984 oraz R. Mirowicza, „Edward Rydz-Śmigły. Działalność wojskowa i polityczna”. Natomiast przedstawiając niektóre wątki związane z działalnością polityczną Marszałka, jak też dla naświetlenia tła ówczesnej sytuacji politycznej, autorzy przywołują publikacje J. Becka, w tym m.in. „Ostatni raport” i „Wspomnienia o polskiej polityce zagranicznej 1926-1939” ponadto J. Ciałowicz, „Polsko-francuski sojusz wojskowy 1921-1939”; M. Kornat, „Polityka równowagi 1934-1939. Polska miedzy Wschodem a Zachodem”, Polskie Dokumenty Dyplomatyczne 1938 [red. M. Kornat] a także Diariusz i teki Jana Szembeka 1934-1939 [red. T. Komarnicki].

W odniesieniu do działalności Marszałka związanej z pełnieniem funkcji Generalnego Inspektora SZ i Wodza Naczelnego (WN) w wojnie z III Rzeszą w 1939 r. odwołują się do kilku publikacji przede wszystkim samego Śmigłego-Rydza, „Czy Polska mogła uniknąć wojny?” [w:] „Zeszytach Historycznych” 2/62; J.R. Godlewskiego, „Wybrane zagadnienia polskiego planowania wojennego w latach 1919-1939”; F. Haldera, „Dziennik wojenny. Codzienne zapisy szefa Sztabu Generalnego Wojsk Lądowych 1939-1942”; L. Moczulskiego, „Wojna polska 1939”; J. Jaklicza, „A więc wojna! Kampania wrześniowa 1939 roku oraz inne pisma i wspomnienia” oraz wspomnień gen. W. Stachiewicza, „Wierności dochować żołnierskiej. Przygotowania wojenne w Polsce 1935-1939 oraz kampania w relacjach i rozważaniach szefa Sztabu Głównego i szefa Sztabu Naczelnego Wodza”.

Już we wstępie autorzy piszą: „Bez końca podkreślana jest jego odpowiedzialność za klęskę wrześniową, nie wspomina się w ogóle o kontekście tej wojny, a tym bardziej o fakcie, że „Śmigły” w tak trudnej sytuacji sprawdził się jako Naczelny Wódz i do chwili sowieckiego ataku sprawnie realizował założone cele kampanii”[1].  Zasadniczo działalności Marszałka jako Generalnego Inspektora SZ i WN autorzy poświęcają trzy rozdziały od 12 do 14. Na początku warto wyjaśnić odpowiedzialność Marszałka na stanowisku Generalnego Inspektora SZ. Podlegał mu Sztab Główny Wojska Polskiego (SGWP) i oczywiście szef SGWP. Poprzez niego Marszałek kierował SGWP zobowiązanym do przygotowania wojska do wojny, w tym, w zakresie: mobilizacji, planowania strategicznego, szkolenia, nadzoru i kontroli. I w takim kontekście odpowiadał za przygotowanie kraju do wojny.

W kontekście opinii autorów na temat działalności marszałka Śmigłego-Rydza, jako Generalnego Inspektora SZ a potem WN, wydaje się, co najmniej zdrowo rozsądkowe żeby ocenić, jak wywiązał się z tego zadania? Proponuję więc odwołać się do opracowania gen. bryg. dr. Izydora Modelskiego: Wojskowe przyczyny klęski wrześniowej 1939 r.[2] Spis treści tego raportu składa się z następujących części, zatytułowanych: Słowo przedwstępne; Wstęp; Wojskowe przyczyny klęski jesiennej w 1939 roku:  I – Przed wojną, 1) okres od maja 1926 do maja 1935 roku: Dowódcy armii, Ministerstwo Spraw Wojskowych, Sztab Główny, 2) okres maj 1935 – marzec 1939 roku: II – W przededniu wojny, III – Podczas wojny; Zakończenie; Epilog.

Ponieważ Marszałek kierował SZ od 1935 r. i dowodził , jako NW w kampanii wrześniowej  1939 r., zasługują na uwagę przede wszystkim niektóre opinie z raportu gen. Modelskiego dotyczące lat 1935-1939. W części pt. I. Przed wojną,  2) Okres maj 1935 — marzec 1939, znajdują się m. in. następujące ustalenia i oceny: „ Po roku 1935, a głównie od chwili mianowania na stanowisko Szefa Sztabu Głównego generała Stachiewicza, środek ciężkości wszelkich prac mob. i operacyjnych stopniowo przechodził na Sztab Główny, który powoli powracał do swej zasadniczej roli, a w G.I.S.Z. ograniczano się jedynie do prac odcinkowych, przy czym stopniowo i w tych pracach aparat G.I.S.Z był krępowany i odsuwany od pracy w ogóle, co szczególnie się zaznaczyło z chwilą mianowania płk dypl. Jaklicza na Szefa Oddziału III Sztabu Głównego. Gdy w roku 1938 płk dypl. Jaklicz został II zastępcą Szefa Sztabu Głównego, wówczas już wszelkie zagadnienia operacyjne zostały przesunięte do Sztabu Głównego, a w G.I.S.Z. zapanowało prawie bezrobocie. O jakiejkolwiek współpracy trudno było mówić, gdyż Sztab Główny otaczał się tajemnicą służbową i nie dopuszczał prawie oficerów G.I.S.Z do prac zarówno w planowaniu jak i w studiach, pozostawiając Inspektorom Armii jedynie inspekcjonowanie i prace wykonawcze planów odcinkowych. W wyniku tego oficerowie do zleceń dla „wschodu” i „zachodu” stopniowo tracili swój dominujący charakter, a nawet doszło do tego, że płk dypl. Glabisz i ja meldowaliśmy parokrotnie swe prośby o przeniesienie do pułków, motywując je brakiem jakiejkolwiek pracy. Prośby nasze zostały przyjęte z tym, że mamy „sobie odpocząć”, bo wkrótce otrzymamy pracę. Rozumiejąc słuszność rozłożenia prac na cały Sztab Główny, oczekiwaliśmy, że zostanie nam powierzona inna rola, np. rozgrywanie strony przeciwnej celem ułatwienia Panu Marszałkowi oceny pracy Sztabu Głównego (stąd powstały moje studia koncentracji sowieckiej). Do chwili wybuchu wojny jednak żadnej pracy nie otrzymaliśmy…”[3]. I dalej: „W tych warunkach agendy Sztabu Głównego, a więc przygoto­wanie wojny i jej plan, nie były ani przez nikogo kontrolowane, czy sprawdzane, ani też nie były uzgadniane z agendami M.S.Wojsk., to jest budżetem, wyszkoleniem i organizacją poko­jową wojska i państwa. W nowoczesnych warunkach przygoto­wania i prowadzenia wojny, osoba jednego człowieka nie jest w stanie skontrolować i skoordynować wszystkich planów i prac Sztabu Głównego i M.S.Wojsk., a właśnie do pomocy i pracy w tym kierunku aparat G.I.S.Z. nie był ani dostosowany, ani przygotowany, ani nawet powoływany… (L.dz.1533/40)”[4]. I kolejna opinia: „Realnych danych do stwierdzenia, jakiego nam wojska potrzeba i jakich planów wojny (w najszerszym tego słowa znaczeniu), aby się skutecznie obronić w wojnie z Niemcami mogła dostarczyć wielka gra wojenna, rozegrana osobiście przez Generalnego Inspektora z Inspektorami Armii, Szefem Sztabu Głów­nego, Komendantem W.S.Woj. i co najwybitniejszymi generałami spośród dowódców korpusów, Wielkich Jednostek piechoty i kawalerii oraz przy współudziale, co najwybitniejszych oficerów dyplomowanych. Założenie do tej gry — opracowane przez Oddział III Sztabu Głównego — opierałoby się na wiadomościach Oddziału II odnośnie Niemców i na rzeczywistych możliwościach mobilizacyjnych wojska polskiego w roku 1935. Tylko taka gra wojenna mogła dać nieoceniony wprost materiał dla stwierdzenia słuszności zasadniczej koncepcji strategicznej, powziętej przez Generalnego Inspektora i dla wprowadzenia ewentualnych zmian i poprawek. Jeżeli hr. Schlieffen obliczył, że musi mieć taką a nie inną ilość Wielkich Jednostek w korpusach i armiach na prawym skrzydle, aby móc w odpowiednim czasie sforsować (überrennen) Belgię i zepchnąć armię francuską na Marnę i dalej na południe, to nie tylko sam to wykombinował w długiej pracy myślowej i na mapach, ale przede wszystkim sprawdzał całość koncepcji jak i różne fragmenty planu na niezliczonych grach wojennych, które sam prowadził, a rozgrywał z przyszłymi dowódcami armii, korpusów i Wielkich Jednostek, i oficerami Sztabu Generalnego. Równocześnie ze stwierdzeniem słuszności zasadniczej koncepcji i ewentualnym wprowadzeniem do niej zmian, taka gra wojenna dostarczyłaby dopiero odpowiedzi: ile armii, korpusów, dywizji i broni pozadywizyjnych Polska potrzebuje w chwili wojny, aby móc przeprowadzić skuteczną obronę, więc też: jakie wojsko Polska musi mieć w czasie pokoju, aby zdołało potrzebną armię wystawić. Nie jest to tematem tej pracy, więc nie rozprowadzam tej myśli dalej. Ale każdy fachowiec wie, że dopiero taka gra wojenna dostarczyłaby dane zasadnicze do opracowania planów wojny (początkowego rozwinięcia, pierwszej bitwy tak zwanej „granicznej”, dalszego prowadzenia wojny według kilku wariantów zależnie od różnych hipotez). Z planów wojny mogły dopiero wynikać: plan koncentracji, plan rozwinięcia, plan mobilizacyjny, plan transportów, plan fortyfikacji itd., nie zapominając o dalszych pochodnych: jak plan budownictwa (na przykład dworce, szkoły), plan rozbudowy przemysłu, plan rozmieszczenia zasobów itd., itd. — i G.I.S.Z. i Sztab Główny i M.S.Wojsk, i korpusy miałyby rzetelnej roboty, realnej pracy na lat kilka. W miarę rozwoju nowych broni nowe gry wojenne dostarczałyby nowych danych do wprowadzenia zmian w opracowanych już planach. Ale tej gry wojennej Marszałek Rydz-śmigły nigdy nie przeprowadził”[5].

Natomiast w części pt. II – W przededniu wojny, znajdują się następujące stwierdzenia: >> Konkluzja: Plan wojny z Niemcami w ogóle nie istniał w 1939 roku (…) Części takiego planu, jak na przykład „plan rozwinięcia i początkowych działań” …„rozpoczęte zostały w 1939 roku” (Jaklicz)…” plan zachodni (14.III.1939) był… przygotowywany” (Kopański),, aż do roku 1939 żadna konkretna praca w tym kierunku nie była zrobiona” (Czyżewski) „plan działań przeciw Niemcom rozpoczęto rozpracowywać dopiero w styczniu 1939 r.” (Utnik)” plan operacyjny przeciw Niemcom nie istniał aż do kwietnia 1939 roku” (Grudziński) <<[6]. I dalej: „Major Czyżewski: >>…Plan wojny został pospiesznie wykończony i zatwierdzony przez Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych w kwietniu. Podstaw jego genezy powstania nie znam. Wiem tylko, że składał się on z zadań dla poszczególnych armii na okres wstępny oraz ogólnego ilościowego O. de B. armii i odwodów Naczelnego Wodza. Był to, więc raczej nie plan wojny, a plan rozwinięcia wstępnego…<< 

Charakter niniejszej pracy pozwala jedynie na podkreślenie kilku najbardziej charakterystycznych jego momentów:

z 39 dyw. piech. (plan mob.)                    rozstawiono wzdłuż granic           — 22

z 2 bryg. panc. mot. (plan mob.)               rozstawiono wzdłuż granic           —  1

z 11 bryg. kawalerii (plan mob.)               rozstawiono wzdłuż granic           —  8

Czyli w sumie z 52 Wielkich Jednostek (plan mob.) roz­stawiono wzdłuż granic — 31 oraz nieomal 100 % brygad K.O.P., itd. Innymi słowami: prawie dwie trzecie będącego — po zmobilizowaniu — do dyspozycji wojska użyto do osłony”[7]. I kolejna opinia: „Major dyplomowany Dudziński (O.III.N.D. — L.dz.961/39)”: >>…niewłaściwy plan działań i ugrupowanie wstępne. W gruncie rzeczy nastawiono się przede wszystkim na jakąś lokalną „awanturę” gdańską, nie bacząc na zasadę, że trzeba być gotowym na najniepomyślniejszą ewentualność. Poza tym widać chęć utrzymania wszystkiego: i Pomorza, i Śląska, i Poznańskiego. Jest, więc skazana z góry na zagładę armia „Pomorze”, wciśnięta w ciasny „korytarz”, jest niepotrzebnie silna i wysunięta na zachód armia „Poznań”, która będzie wycofywać się nieomal bez nacisku, tylko pod groźbą obu­stronnego przeskrzydlenia, jest armia „Kraków”, dość silna, ale z obu skrzydłami zawieszonymi w powietrzu. Jest też fatalna luka na płd. od Częstochowy, na przypuszczalnym głównym kierunku działania npla (dawno meldowano silne zgrupowanie pancerne w rej. Wrocławia). Odwód, zgrupowany w rej. Warszawy i na płd. zach., gdyby się nawet zdążył zebrać, nie byłby w stanie działać na korzyść armii „Kraków” (niemożliwe w czasie i przestrzeni) <<[8]. I na koniec: „Pułkownik Jaklicz L.dz. 1690/40 pisze: plan strategicznego działania Naczelnego Wodza, przewidujący całokształt działań wojennych i sięgający poprzez pierwsze bitwy do końcowego rezultatu, oczekiwanego przez Naczelnego Wodza, nie istniał w dosłownym tego słowa znaczeniu, jako „dokument sztabowy”, opracowany ze wszystkimi szczegółami i przekazany dowódcom armii do ich wiadomości (…) Czy Naczelny Wódz dał dowódcom armii swoje przewidywa­nia, a w związku z tym i instrukcje dalszych działań — nie wiem. Przypuszczam, że nie. Przyczyn tego mogę doszukiwać się w specjalnym charakterze pracy Nacz. Wodza, który wzorem Pierwszego Marszałka nie chciał zdradzać przedwcześnie swych za­miarów i pragnął zachować pełną swobodę działania. Sądzę rów­nież, że Naczelny Wódz miał prawo liczyć, że będzie miał dosyć czasu na przekazanie dowódcom armii swych dalszych zamierzeń”[9]. Jeszcze jeden cytat z publikacji gen. Modelskiego: „Dowódcy improwizowanych grup operacyjnych natrafiali na duże trudności w dowodzeniu. Przede wszystkim nie posiadając ani sztabu, ani środków łączności, zabierali przeważnie z dotychczasowych swych szta­bów kilku oficerów, oczywiście tych, z którymi byli najlepiej zgrani i do których mieli największe zaufanie, zwykle, więc szefa sztabu i oficera operacyjnego. Poza tym część personelu i środ­ków technicznych łączności. W ten sposób dezorganizowali sztab dotychczasowej swej Wielkiej Jednostki, utrudniając, a często wręcz uniemożliwiając swym następcom (zwykle dowód­com piechoty dywizyjnej) dowodzenie. Sami zaś, nie mając nawet przy tak drastycznym postępowaniu wystarczających środków dowodzenia, dowodzili połowicznie lub wręcz nominalnie tylko. Rozkazy nie docierały do podległych Wielkich Jednostek wcale lub spóźnione, a więc nieaktualne. Niektórzy zaś dowódcy improwizowanych Grup Operacyjnych dowodzili równocześnie nadal swymi Wielkimi Jednostkami. Ponieważ „dwóm panom nie można naraz służyć”, kończyło się — jak w grupie operacyjnej generała Kowalskiego — brakiem dowodzenia i chaosem. W tych warunkach nieprzyjaciel dyktował zadania naszym poszczególnym Wielkim Jednostkom, a one oddzielnie się biły i oddzielnie odchodziły. Studium i analiza przebiegu kampanii jesiennej w Polsce wykazuje dobitnie, że Naczelne Dowództwo nie dowodziło armiami, a armie — poza armią generała Kutrzeby i grupą operacyjną generała Kleeberga — prawie nie dowodziły swymi Wielkimi Jednostkami. Z braku koordynacji działań, z braku dowodzenia straciliśmy dużo pięknych sposobności bicia nieprzyjaciela (L.dz.2795/40). Wszystkie korzyści z tego braku dowodzenia u nas wykorzystali w sposób mistrzowski Niemcy, bijąc każdą naszą armię oddzielnie i bijąc — poza armią generała Kutrzeby i grupą operacyjną generała Kleeberga — każdą Wielką Jednostkę każdej z tych armii znów oddzielnie. (L.dz.407/39, 1675/40, 1844/39, 1683/40 i wiele innych)”[10].

W kontekście ustaleń gen. Modelskiego opinia autorów dotycząca marszałka Śmigłego-Rydza, jako szefa GISZ i NW budzi dość duże wątpliwości.

Dotyczą one także innego wątku związanego z Czechosłowacją. Autorzy napisali w swojej książce m.in.: „Zupełnie inaczej niż u naszych sąsiadów – armia czechosłowacka miała oficjalnie więcej dywizji piechoty, pułków artylerii czy eskadr bombowych. Jednak mimo to wojska naszych południowych sąsiadów były znacznie słabsze od armii polskiej: dywizje piechoty miały dwa razy mniej artylerii, działa przeciwpancerne istniały z reguły na papierze, a niektóre eskadry lotnicze nie posiadały ani samolotów, ani personelu (…) We wrześniu [1938 r.] wybuchło powstanie  Niemców sudeckich. Wprawdzie rebelianci nie osiągnęli większych sukcesów (…) [ale] Był to wyraźny sygnał rozkładu państwa, chociaż sojusznicy podejmowali starania o utrzymanie całości kraju. W Londynie ogłoszono gotowość do obrony Czechów i ogłoszono alert dla marynarki wojennej. Częściową mobilizację ogłosiła również Francja, Niemcy odpowiedziały tym samym, a w Czechosłowacji zarządzono powszechną mobilizację (…) Czechosłowacja była jednak nie do uratowania. Praga nie potrafiła zaprowadzić porządku na własnym terytorium, armia nie wykazywała chęci do walki, a władze były gotowe do rezygnacji z części podległych obszarów (…) W tych dniach stosunek Polski do Pragi nie był jednoznaczny (…) Co gorsza, Praga była teraz sojusznikiem Sowietów, zatem w razie agresji Kremla wystąpiłaby przeciwko Polsce (…) Ważniejsze były jednak względy typowo wojskowe. Istnienie Czechosłowacji uniemożliwiało uderzenie Niemców na Polskę od południa, co wzmacniało polską pozycję strategiczną. Gdyby jednak Praga została podporządkowana III Rzeszy, otworzyłoby to Wehrmachtowi drogi prowadzące przez Słowację, daleko na wschód Polski (…) Dlatego w Warszawie zamierzano za wszelką cenę utrzymać istnienie suwerennej Czechosłowacji, chociaż liczono się z jej upadkiem. Dlatego uznano, że w takiej sytuacji należy za wszelką cenę przerwać możliwość komunikacji ze wschodnią Słowacją – można to było zrobić, wyzwalając ziemie zaanektowane 20 lat wcześniej przez Czechów (…) Gdyby Czechosłowacja zdecydowała się bronić, Polacy przyszliby jej z pomocą”[11].

Stanowisko II RP wobec Czechosłowacji sformułował min. Józef Beck już w marcu 1938 r., gdy powracał z podróży do Włoch, w przeddzień Anschlussu. Minister przewidywał, że III Rzesza po opanowaniu Austrii skieruje się przeciwko Czechosłowacji: „ (…) sprawa czeska przyjdzie widocznie w drugiej kolejności, dzięki czemu łatwiej będzie ustalić naszą konduitę, która oczywiście zależeć będzie od tego, co zrobią same Czech i ich zachodnioeuropejscy protektorzy oraz jaka będzie konduita Sowietów”[12]. Ponieważ polityka polska wobec III Rzeszy była postrzegana w różnych stolicach europejskich, jako dość bliska, o charakterze współpracy, wyciągano z tego wniosek, że II RP może współdziałać z Niemcami przeciwko Czechosłowacji. W konsekwencji min. Beck musiał podejmować ten temat z różnymi zaprzyjaźnionymi dyplomatami, którym –jak sam pisze- odpowiadał: „Jeśliby jednak państwo czechosłowackie rządzone dotychczas brutalnie centralistycznym systemem a stanowiące mozaikę narodowościową, miało zamiar zrewidować swoją politykę czy swój ustrój przez szersze uwzględnienie interesów jakiejś grupy narodowościowej, to nie możemy dopuścić, ażeby grupa polska zamieszkująca zwarcie terytorium graniczące z nami była gorzej traktowana niż jakakolwiek inna”[13]. Uzasadnienie dla tej opinii stanowiło odwołanie do akcji czechosłowackiej z 1920 r., w wyniku której II RP utraciła Śląsk Cieszyński: „My mieliśmy w stosunku do Czechów swoje pretensje wynikłe z zgrabienia nam rdzennie polskiego terytorium na Śląsku Cieszyńskim oraz stronniczego arbitrażu francuskiego w delimitacji miedzy Polską a Czechosłowacją w rejonie Tatr”[14]. Z przedstawionych poglądów min. Becka wynikało dość jasno, że Polska ma roszczenie do części terytorium Czechosłowacji i –gdyby pojawiły się określone okoliczności-będzie dążyć do ich odzyskania. Problem polegał na tym, że plan min. Becka wpisywał się w operację polityczno-militarną III Rzeszy przeciwko Czechosłowacji.

Min. Beck w swoich  wspomnieniach przedstawia plan polskiej strategii wobec sprawy czechosłowackiej i pisze: „Na dwu kolejnych zwyczajowych konferencjach na Zamku postawiłem obraz sytuacji zaznaczając, że wedle mojej hipotezy: 1) Czechy nie będą się bić, 2) państwa zachodnie nie są ani moralnie, ani materialnie gotowe do interwencji na ich korzyść. Rosja Radziecka również prowadziła akcję raczej demonstracyjną (…) Moskwa zaczęła już wtedy przebąkiwać o potrzebie przemarszu przez Małopolskę Wsch., w razie gdyby miała udzielić pomocy Czechom. Równocześnie jednak najuważniejsza obserwacja sowieckiego terytorium wskazywała, że Rosja nie czyni żadnych przygotowań wojskowych do tej interwencji (…) Przedstawiając moje opinie na Zamku dodawałem zawsze i kategorycznie, że po 1) my nie możemy i nie powinniśmy rozpoczynać pierwsi jakiejkolwiek akcji przeciwko Czechom, a po 2) że gdyby moja hipoteza miała okazać się błędna , to należy w ciągu 24 godzin zmienić polską politykę, ponieważ w razie prawdziwej wojny europejskiej z Niemcami – nie możemy być po stronie Niemiec nawet pośrednio”[15]. Bardzo krytyczny stosunek do tej polityki min. Becka miał Jan Gawroński, ambasador II RP w Austrii, który w swoim pamiętniku zawarł m.in. taki akapit: „Wrogi stosunek nasz [do Czechosłowacji] tylko przysparzał nam wrogów, nic w zamian nie dając (…) ale już czystym szaleństwem były projekty… rozbioru Czech, wałkowane w naszych legionowych kołach sztabowych. Projekty te –całkiem konkretnie omawiane- przewidywały wznowienie wspólnej naszej granicy z Węgrami kosztem czeskiej Rusi Zakarpackiej, autonomię Słowacji w luźnym prwnopaństwowym związku z Polską, pozostawienie rdzennych Czechów na pastwę Niemcom – czyli wpuszczenie Niemców także na naszą południową flankę. (…) Beck był zupełnie nieprzystępny jakimkolwiek argumentom na ten temat. „Zgoda z Czechami? Po moim trupie”. A więc toczyły się rokowania z Węgrami o trasę naszej przyszłej granicy, mającej przyznać nam Spiż, i ze Słowakami o przyszłej unii (…)”[16]. Amb. Gawroński posiadał także dość dobre informacje - ponieważ był osobiście zaangażowany w niektóre sprawy – dotyczące kontaktów administracji II RP ze zwolennikami hitlerowskiej III Rzeszy w Austrii i Czechosłowacji, w tym. m.in. wicekanclerzem Austrii Winklerem i przywódcą Niemców sudeckich Henleinem. W swoich wspomnieniach zawarł konkretne informacje o dokonywanych ustaleniach polsko-niemieckich w sprawie pogłębienia dezintegracji Czechosłowacji[17].

Ponadto min. Beck rozmijał się z oceną stanu faktycznego w sprawie przygotowań Związku Radzieckiego do operacji militarnej na korzyść Czechosłowacji w 1938 r. Aby taką operację wykonać Rosjanie musieliby ją poprowadzić przez terytorium II RP, która jednoznacznie i twardo odmawiała jakichkolwiek rozmów w tej sprawie. L. Moczulski ocenia, że ZSRR był gotowy, w określonych okolicznościach, taką działania militarne podjąć za zgodą władz II RP albo bez takiej zgody[18].

Kolejna sprawa mocno kontrowersyjna dotyczy stwierdzeń autorów na temat gotowości Francji i Anglii do obrony Czechosłowacji w związku z zagrożeniem niemieckim. Problem polega na tym, że w wielu innych opracowaniach znajdujemy informacje wprost zaprzeczające tym stwierdzeniom, na przykład: „W programowym wystąpieniu w Izbie Gmin 24 marca [1938 r.] premier Chamberlain postawił sprawę jasno: >>Wielka Brytania nie ma jakichkolwiek zobowiązań wobec Czechosłowacji i nie zamierza takich zobowiązań podejmować; celem polityki brytyjskiej jest niedopuszczenie do wybuchu wojny i zachowanie pokoju<<[19]. Także Francja nie planowała operacji militarnej w obronie swojego sojusznika w Europie Środkowo-Wschodniej: „Dèmarche brytyjsko-francuskie u ministra Krofty  nastąpiło 7 maja [1938]. Obaj posłowie przekazali opinię swoich rządów, że ČSR powinna uwzględnić uzasadnione żądania mniejszości niemieckiej, tym samym likwidując konflikt, który może prowadzić do poważnych skutków międzynarodowych (…)”[20]. Opinia min. Becka, że mocarstwa zachodnie nie będą walczyć w obronie Czechosłowacji, była trafna, potwierdzeniem był kompromis z Hitlerem zawarty w Monachium, z 30 września na 1 października 1938 r., gdy „zebrani [Hitler, Mussolini, Chamberlain i Daladier] przyjęli podstawowe punkty żądań Hitlera z Godesbergu, z tym, że sporne terytorium podzielono na cztery strefy, które miały być po kolei zajmowane przez oddziały niemieckie między 1 a 10 października”[21]. A więc stwierdzenie autorów jakoby mocarstwa zachodnie planowały obronę Czechosłowacji przeciwko III Rzeszy rozmijają się ze stanem faktycznym.

Ponadto wydaje się, że podobną ocenę można sformułować w sprawie jednostronnie negatywnej opinii autorów na temat potencjału czechosłowackiego (militarnego i gospodarczego) w tamtym czasie. Ówczesna Czechosłowacja była – w owym czasie – jednym z najnowocześniejszych państw europejskich, które posiadało rozwinięty przemysł, w tym zbrojeniowy. „W czerwcu 1936 r. przyjęto plan budowy fortyfikacji. Prace prowadzono bardzo energicznie, do jesieni 1938 r. wydatkując na ten cel siedem milionów koron. Najwięcej zrobiono na odcinku pomiędzy Odrą a Jasiennikami, na północny zachód od Morawskiej Ostrawy. Wybudowano tutaj dwieście pięćdziesiąt ciężkich schronów (…) Ta potężna linia obrony miała powstrzymać Niemców, którzy uderzaliby z południowo-wschodniej Opolszczyzny-rejonu Racibórz-Prudnik (dalej na zachód drogę zagradzały góry) (…) Po zakończeniu mobilizacji czechosłowackie siły zbrojne liczyły milion dwieście pięćdziesiąt tysięcy ludzi, z czego na wojska liniowe przypadało dziewięćset siedemdziesiąt tysięcy (…) Czechosłowacki plan mobilizacyjny przewidywał wystawienie siedemnastu dywizji czynnych, drugie tyle rezerwowych, ponadto czterech improwizowanych związków taktycznych (…) oraz czterech dywizji szybkich – razem czterdzieści dwie wielkie jednostki (WJ), a ponadto sto trzydzieści siedem samodzielnych batalionów różnego rodzaju”[22]. Armia czechosłowacka była dobrze wyszkolona i uzbrojona[23].

21 września 1938 r. zostało wręczone władzom czechosłowackim  ultimatum brytyjsko-francuskie dotyczące oddania III Rzeszy terenów z przewagą ludności niemieckiej (…) „[Cios w plecy] jak do dziś postrzegają polską akcję Czesi, zachwiała morale czechosłowackiego wojska i społeczeństwa. W rozmowie z prezydentem Benešem gen. Krejči przypomniał pogląd  wyrażony przez siebie jeszcze 30 września [1938], że przystąpienie Polski do wojny pozbawia dalszą walkę sensu (…) Jego pesymistyczna ocena sytuacji przyczyniła się do decyzji opuszczenia kraju przez najwyższe władze” [24].

Gra wokół Czechosłowacji w 1938 r. stanowi sedno problemu związanego nie tylko z kryzysem niemiecko-czechosłowackim ale fundamentalnie powiązanego z bezpieczeństwem II RP. A więc także odpowiedzialnością marszałka Śmigłego-Rydza. Bowiem opanowanie Czechosłowacji przez III Rzeszę powodowało wielkie zagrożenie dla II RP, na co słusznie autorzy zwracają uwagę. Oskrzydlenie Polski przez Niemców od południa tworzyło warunki umożliwiające im dokonanie agresji na II RP ze skrzydeł, co zapewniało Wehrmachtowi przewagę strategiczną zanim wojna wybuchła.  Wbrew różnym opiniom obrona terytorium Czechosłowacji przed inwazją  wojsk III Rzeszy stanowiła polską rację stanu, a dopiero potem była to sprawa innych.  O strategicznym znaczeniu Czechosłowacji dla bezpieczeństwa Polski doskonale wiedział marszałek Śmigły-Rydz. Dlaczego więc nie zakwestionował oceny min. Becka? Dlaczego zgodził się na założenie „niemieckiej pętli na szyję II RP”?

Kierownictwo polityczne II RP uważało Związek Radziecki za największego wroga Polski. Dlatego konsekwentnie odmawiało jakiejkolwiek współpracy ze Związkiem Radzieckim. Choć była taka możliwość. Rezultatem tej polityki było stanowisko, że wejście Wehrmachtu do Czechosłowacji stanowi mniejsze zagrożenie dla długofalowych interesów Polski niż jakiekolwiek współdziałanie z komunistyczną Rosją, co zdaniem owego kierownictwa było równoznaczne z możliwością wpuszczenia ZSRR do Europy Środkowo-Wschodniej!

Uwzględniając przedstawiony rzeczywisty stan spraw w owym czasie dotyczących: polityki mocarstw zachodnich wobec Czechosłowacji w 1938 r., potencjału militarnego tego państwa, polskiej akcji obliczonej na opanowanie Śląska Cieszyńskiego, jak i okoliczności załamania państwa czechosłowackiego przedstawione przez autorów opinie są dość subiektywne także z tego powodu, że są formułowane w oderwaniu od stanu rzeczywistego w zakresie faktograficznym.

Czytelników może zainteresować wątek dotyczący okoliczności przybycia marszałka Śmigłego-Rydza do okupowanej przez Niemców Warszawy w październiku 1941 r. Z opinii autorów wynika, że u podstaw powrotu Marszałka leżał zamysł powołania polityczno-wojskowej organizacji pod nazwą Obóz Polski Walczącej. Miała się ona odwoływać do doświadczenia Polskiej Organizacji Wojskowej (POW) utworzonej przez J. Piłsudskiego w czasie I wojny światowej. Ta nowa struktura miałaby wchłonąć wszystkie inne organizacje konspiracyjne działające na terytoriach okupowanych II RP, w tym także Związek Walki Zbrojnej podporządkowany rządowi emigracyjnemu w Londynie. Zdaniem autorów ta okoliczność mogła stanowić przyczynę gwałtownej śmierci Marszałka w grudniu 1941 r., a więc niedługo po powrocie do Polski. W kontekście poruszonego wątku warto zauważyć, że stanowi on wyraz głębokiego konfliktu pomiędzy obozem piłsudczykowskim a środowiskiem skupionym wokół Rządu emigracyjnego w Londynie, któremu przewodził gen. Sikorski. Ale hipotezy formułowane przez autorów, w sprawie konfliktu obu tych obozów politycznych, mają charakter sensacji i są formułowane przede wszystkim na domysłach. Choć konflikt istniał realnie. Jego źródłem była niedopuszczalna polityka rządu gen. Sikorskiego wobec piłsudczyków, którzy znaleźli się na emigracji. Niezgoda ujawniała się na różnych poziomach i obejmowała wszystkie polskie skupiska, w tym w wojsko[25]. Spór był zaciekły i bardzo ostry, co tworzyło warunki umożliwiające mocarstwom rozgrywanie Polaków. Fakt, że autorzy zwrócili uwagę na ten problem zaliczyć trzeba do zalet książki.

Jednak ogólne wrażenie, po jej przeczytaniu, jest niejednoznaczne. Mogło by się wydawać, że ambicją autorów było napisanie książki o charakterze popularnonaukowym. Tego wymogu książka raczej nie spełnia.  Z uwagi na pewną nierzetelność ocen dotyczących relacji II RP z najbliższymi sąsiadami, polskiej polityki w okresie narastania kryzysu czechosłowackiego w 1938 r., jak też sposobu dowodzenia marszałka Śmigłego-Rydza walką we wrześniu 1939 r. Mieszane wrażenie wzmacniają wątpliwe hipotezy dotyczące okoliczności ucieczki Marszałka z internowania i jego działalności po powrocie do Warszawy. I ostatnia rzecz, która wzmacnia zawód do książki to brak nowych, bardziej wnikliwych informacji, jak i analizy wypełniania przez niego funkcji Generalnego Inspektora SZ z punktu odpowiedzialności za przygotowanie armii polskiej do konfrontacji z Niemcami.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                         

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



[1] S. Koper, T. Pawłowski, Tajemnice marszałka Śmigłego-Rydza. Bohater, tchórz czy zdrajca?, wydawnictwo Harde, Warszawa 2019, s. 6. 

[2] Instytut Literacki, Paryż 1990/1991. „Zeszyty Historyczne” – 92/93/94/95. Gen. bryg. dr. Izydor Modelski, Wojskowe przyczyny klęski wrześniowej 1939 r.

[3] Ibidem.

[4] Ibidem

[5] Ibidem.

[6] Ibidem.

[7] Ibidem.

[8] Ibidem.

[9] Ibidem

[10] Ibidem

[11] S. Koper, T. Pawłowski, Tajemnice…, op. cit., s. 182, 218-220 i 223.

[12] J. Beck, Ostatni raport, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987, s. 138-139.

[13] Ibidem, s. 146.

[14] Ibidem, s. 145.

[15] Ibidem, s. 147-148.

[16] J. Gawroński, Moja misja w Wiedniu 1932-1938, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1963, s. 426.

[17] Ibidem, s. 428-434.

[18] L. Moczulski, Wojna Polska 1939, Bellona, Warszawa 2009, s 286-288.

[19] Ibidem, s 221.

[20] Ibidem, s. 232.

[21] H. Batowski, Miedzy dwiema wojnami 1919-1939, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1988, 2001, s. 321`.

[22] L. Moczulski, Wojna…, op. cit., s. 221 i 258-259.

[23] P.M. Majewski, Zmarnowana szansa? Możliwości obrony Czechosłowacji jesienią 1938 r., Wydawca: Muzeum II Wojny Światowej, Gdańsk 2016.

[24] Ibidem, s. 292 i 301.

[25] S. Kot, Listy z Rosji do gen. Sikorskiego, Londyn 1956.