Redakcja: Czy katastrofy pogodowe z ostatnich lat czegoś nas nauczyły?

Michał Brennek: Po tzw. mazurskim „białym szkwale” z 2007 r. bardzo dużo mówiło się o ratownictwie oraz o tym, w jaki sposób ludzie powinni się zachować, ponieważ wiele osób popełniało błędy, które niestety często doprowadziły do wypadków śmiertelnych. Mówiono o tym, jak należy ludzi szkolić, jak postępować w takich sytuacjach itd. 5 lat później nikt już o tym nie pamięta i popełniane są wciąż te same błędy.

Powszechną rzeczą jest przekonanie, że pogoda nas nie dotyczy, które bardzo łatwo sobie wypracować, szczególnie w dużych miastach. Proszę sobie wyobrazić takiego Kowalskiego, który mieszka w nowym budownictwie, wstaje rano, zjeżdża do garażu, tam wsiada do samochodu, wyjeżdża na zewnątrz i tylko czasem musi włączyć wycieraczki. Następnie jedzie przez miasto, niekiedy pozłorzeczy, że milimetr śniegu napadało i jest straszny korek. Kiedy dociera do swojego nowoczesnego biurowca, ponownie wjeżdża do garażu i znowu znajduje się w klimatyzowanej przestrzeni. Jego kontakt ze „strasznym żywiołem”, czyli świeżym powietrzem wyniósł 0 minut. Wiele osób w ten sposób pracuje i tak funkcjonuje, a jeżeli są nawet wystawieni na działanie czynników atmosferycznych, to przez bardzo krótki czas. Może to być np. przejście do tramwaju, autobusu czy do metra, potem z powrotem z biurowca do domu, no i to wszystko. W związku z tym bardzo łatwo zapomnieć, że istnieją siły, które na nas wpływają. Przypominamy sobie o nich dopiero, kiedy trakcja jest zerwana i pociąg ma 400 minut opóźnienia, gdy zima znów zaskoczy drogowców i stoimy w wielogodzinnym korku albo kiedy musimy wstawać rano, żeby oskrobać szyby. Wtedy sobie przypominamy „jak jest strasznie”. Problem polega na tym, że tego śniegu może być jeszcze więcej i wtedy to nie będzie kwestia odśnieżenia szyb, tylko tego, że prostu nigdzie nie dotrzemy, ponieważ drogi będą zasypane.

Pogoda to bardzo chwytliwy temat, jej zdjęcia są ładne i spektakularnie wyglądają w wiadomościach. Istnieje wielu entuzjastów pogody czy grup w mediach społecznościowych, ale to właściwie wszystko. Pokrzyczymy, powiemy „no tak, źle, że służby nie były przygotowane” albo że tak późno zareagowały. Nie mówi się o tym jednak systemowo, a my potrzebujemy dyskusji systemowej. Są nam niezbędne przede wszystkim środki do obserwacji i do radzenia sobie z problemem. Ja mam wrażenie, że te straty będą musiały stać się jeszcze dwa razy większe, żeby rozpoczęła się naprawdę poważna dyskusja, wymuszona przez ubezpieczycieli, którzy muszą płacić odszkodowania. Wtedy może coś się ruszy, a na razie? Bardzo wątpię.

Na czym polega zjawisko bow echo?

Bow echo to echo łukowate, a derecho jest bardziej linijnym zjawiskiem. Wszystko dotyczy silnych wiatrów. I ponieważ pada słowo echo, to możemy się domyślić, że chodzi o obraz radarowy. W Polsce nie posiadamy rozwiniętej sieci radarów osłony meteorologicznej. Są one zainstalowane na lotniskach, ale nie na wszystkich. Moim zdaniem najbardziej brakuje w tej chwili porządnego radaru na lotnisku w Szymanach, który zapewniłby osłonę meteorologiczną rejonu wielkich jezior mazurskich, gdzie latem bardzo dużo osób korzysta z aktywnych form wypoczynku, takich jak żeglowanie czy motorowodniactwo. Tam by się przydały naprawdę duże inwestycje do ostrzegania ludzi. W USA z kolei ta sieć jest bardziej rozwinięta, także ze względu na większą liczbę lotnisk lokalnych, ale również radarów typowo meteorologicznych. Siłą rzeczy dostają oni dzięki temu do dyspozycji analizę dotyczącą tego, w jaki sposób chmura wygląda.

Zjawisko bow echo powstaje, kiedy na północy mamy komórkę burzową, która się obraca cyklonalnie, czyli przeciwnie do ruchu wskazówek zegara, a na południu komórkę burzową, obracającą się antycyklonalnie, a więc zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Pomiędzy chmurami powstaje wówczas taki ruch, jak przy wyrzutni kołowej. W tym miejscu pojawia się bardzo silny prąd powietrza. Na obrazie radarowym wygląda to jak łuk z założoną strzałą, dlatego tak się to zjawisko przyjęło nazywać. Derecho jest natomiast bardziej liniowe.

Zjawiska te różnią od tornada. Tornado zostawia dość wąski pas zniszczeń, natomiast taki pas zostawiony przez bow echo i derecho potrafi być bardzo szeroki. Oprócz tego występują także prądy spadowe (zstępujące), mokre i suche. Różnią się one skalą i czynnikiem, który je wywołuje. Pod każdą burzą będziemy mieć silny, porywisty wiatr, a oprócz tego prąd spadowy związany z kolumną opadów. Polega to na tym, że kiedy pada deszcz, te krople poruszają się w dół ciągnąc ze sobą powietrze. Powietrze uderza zaś w powierzchnię ziemi, po czym następuje zmiana siły i kierunku wiatru. Z kolei w przypadku komórki burzowej, która może wywołać tornado możemy mieć kilka prądów wstępujących i zstępujących, niezwiązanych z opadem. Wtedy dojdzie do zjawiska zwanego mezocyklonem. Ta komórka burzowa będzie się obracała i rezultatem mogą być właśnie tornada. Mimo wszystko tornado skutkuje małymi zniszczeniami, a właśnie bow echo i derecho mogą przynieść zniszczenia większe.

Zjawiska te występowały jak dotąd w Polsce, ale obecnie ich częstotliwość się zwiększa. Zwiększa się też ich zauważalność. Często w terenie jest ktoś, kto filmuje, ponieważ niemal wszyscy jeździmy już z kamerami samochodowymi i zawsze komuś uda się coś nakręcić. Mamy więc raporty z terenu, że coś takiego się wydarzyło. Ktoś nakręci film, ktoś zrobi zdjęcie, a meteorolog może zrobić na tej podstawie reanalizę, spojrzeć wstecz i więcej o tym zjawisku powiedzieć oraz lepiej je zrozumieć.

Oglądaj całość