Prawdopodobnie niewielu czytelników zna działalność redaktora  Giedroycia w Polsce, przed  wybuchem wojny, w 1939 r.  Warto więc przypomnieć że był on organizatorem i redaktorem, od 1930 r. tygodnika „Dzień  Akademicki”, które przekształcił w „Bunt Młodych”, a później w 1937 r. zmienił tytuł pisma na „Polityka”, które ukazywało się jako dwutygodnik. Redaktor  Giedroyć był związany wówczas z obozem piłsudczykowskim, a po przewrocie majowym w 1926 r. został jednym z liderów Myśli Mocarstwowej i Związku Pracy Mocarstwowej. Opowiadał się, podobnie jak jego środowisko polityczne (m.in. Adolf Bocheński- główny ideolog „Polityki”, Roger Raczyński-dyplomata, kpt. Jerzy Niezbrzycki –oficer Oddziału II Sztabu Głównego) za ideą Międzymorza. Zakładała ona utworzenie federacji państw Europy Środkowej i Wschodniej, znajdujących się pomiędzy morzami: Adriatyckim, Bałtyckim i Czarnym, których potencjał zapewniał jakoby możliwość neutralizacji zagrożeń ze strony Rosji (ZSRR)  i Niemiec  (III Rzeszy). Pomysł okazał się ciekawy intelektualnie. A politycznie chybiony.

Dokumentarna wartość książki Nowinowskiego polega na ukazaniu okoliczności narodzin pomysłu związanego z utworzeniem „Kultury”, po zakończeniu wojny przez przedstawiciela obozu piłsudczykowskiego. Odnotujmy więc przywołując samego Giedroycia, że zamysł „małego Hȏtel Lambert” pojawił się jeszcze przed zakończeniem wojny wśród osób dobrze mu znanych i związanych z nim jeszcze przed wojną. W pierwszych dyskusjach dotyczących powołania na emigracji ośrodka polityczno-kulturalnego uczestniczyli między innymi Roger Raczyński i Piotr Dunin-Borkowski[1]. Dlatego nie było przypadkiem, że na pierwszą siedzibę wybrał Giedroyć  Hȏtel Lambert na Wyspie Świętego Ludwika w Paryżu. Miejsce symboliczne z uwagi na byłego księcia Adama Czartoryskiego „prekursora myślenia o Rzeczypospolitej jako istotnym elemencie porządku europejskiego”. Którego twórca „Kultury”: „cenił  za konsekwencję, z jaką przypominał on nie tylko dworom i rządom, lecz także opinii publicznej Starego Kontynentu, że jej prawa zostały pogwałcone. Podziwiał wreszcie za koncept prezentowania polskich dążeń niepodległościowych w szerszym kontekście – walki o wolność ludów i narodów ujarzmionych przez rosyjski imperializm”[2]. Giedroyć postanowił odwołać się do tego symbolu- uosabiającego faktycznie określoną ideologię adoptowaną do nowej rzeczywistości – jako fundamentu walki o sprawę Polski: wolnej od wpływów Związku Radzieckiego i w opozycji do komunistycznej ideologii w sferze świadomości. 

Atrakcyjność dokumentarną dzieła Nowinowskiego podnosi, że jako profesor nadzwyczajny w Katedrze Historii Powszechnej Najnowszej Instytutu Historii UŁ posiada  warsztat naukowy i wiedzę żeby w kompetentny sposób pokazać tło na którym  Giedroyć  realizował swój pomysł. Miał on stanowić platformę umożliwiającą regularne wydawanie czasopisma i książek celem  oddziaływania na polską opinię publiczną. W ten sposób przedsięwzięcie w intencji jego twórcy aspirowało do roli sumienia narodu. Nowinowski pokazuje niechcący, że twórcy „Kultury”, Gedroyć i jego polityczni przyjaciele, byli do 1939 r. związani z obozem piłsudczykowskim, a więc jakoś odpowiedzialni choć nie wprost, za klęskę II RP w 1939 r.  Ciekawy jest tu kontekst –trudno powiedzieć czy zamierzony- związany z zainteresowaniami badawczymi samego autora historią Europy Środkowo-Wschodniej w latach1918–1989 oraz relacjami polsko-czechosłowackimi przed wybuchem wojny przede wszystkim odmową II RP udzielenia Czechosłowacji gwarancji bezpieczeństwa w związku z zagrożeniem ze strony III Rzeszy. Owe stanowisko wynikało z opinii dominującej w obozie piłsudczykowskim, że polityka prowadzona przez Czechosłowację zasadniczo blokuje realizację idei Międzymorza. A więc osłabienie albo upadek Czechosłowacji stanowił korzystną okoliczność powrotu do niej.

Książka składa się z pięciu rozdziałów i listów, które autor dopełnił przypisami i bibliografią. Podział na rozdziały i listy jest trochę mylący bowiem obie części są tak samo interesujące gdyż zostały opracowane na podstawie archiwaliów znajdujących się w Archiwum Instytutu Literackiego w Paryżu – Maisons Laffitte.

Zaraz na początku dowiadujemy się na przykład, że Giedroyć poznał Józefa Czapskiego dopiero w 1943 r., gdy trafił do 2 Korpusu Polskiego w Iranie, który jako szef Samodzielnego Wydziału Kultury i Prasy 2 Korpusu spowodował nominację Giedroycia na kierownika Redakcji Czasopism i Wydawnictw Wojskowych Armii Polskiej na Wschodzie. Od tego momentu dla Giedroycia „był Czapski przede wszystkim kompasem”[3]. Ich ideowe zbliżenie oparte na antysowieckiej orientacji politycznej było naturalne. Obaj uważali teorię komunizmu za sprzeczną z kulturą europejską, a jego praktykę – za zbrodniczą. Na poziomie haseł sprawa była oczywista ale wybór drogi szczególnie dla Polaków zamieszkałych w kraju, wcale nie był już taki oczywisty. Odzwierciedleniem tych dylematów jest między innymi korespondencja Giedroycia z R. Raczyńskim: „Nie trafiały mu [J.G.] do przekonania argumenty przyjaciela [R.R.], który obawiając się zagłady biologicznej substancji narodu polskiego, opowiadał się za podjęciem próby porozumienia z Kremlem, nawet za cenę przejściowej utraty kresów wschodnich. Nie od razu skłonny był się z nim zgodzić, gdy przestrzegał przed aktami rozpaczy, które poza >>przyjemnością pozy na bohaterstwo<< mogą jedynie przyspieszyć sowietyzację Polski. >>Samobójstwo – tłumaczył dyplomata – popełnić samemu człowiekowi ostatecznie wolno. Człowiek jest ostatecznie panem własnego losu. Czy się ma prawo ryzykować samobójstwo narodu – dla najpiękniejszego gestu to jest pytanie – nad którym warto się zastanowić, i mam wrażenie, że się na nie musi odpowiedzieć – Nie!<<[4] . Zupełnie inną wymowę ma wypowiedź Tadeusza Katelbacha w jego diariuszu: „Ale czy Kraj po tylu zawodach, mając na co dzień do czynienia z narzuconym reżimem, dochowa wierności legalnemu rządowi nad Tamizą, którego pole działania będzie z natury rzeczy ograniczone? Bo nie chodzi przecież o to, by rząd Arciszewskiego był rządem bezpaństwowców! To sprawa względnie prosta. Ale chodzi o to, żeby ten rząd pozbawiony egzekutywy, spełniający w wolnym świecie rolę ambasadora milczącego z konieczności narodu, był przez niego uznany za jego rząd, pod względem prawnym, ideowym, moralnym, słowem za rząd jedyny. […] Tak czy owak, musimy być moralnie silni. Bo jeśli się na to nie zdobędziemy, nasz legalizm stanie się rekwizytem <> bezpaństwowców, oderwanych od rodzinnego Kraju, umierających na obcej ziemi w błogim przekonaniu, że do końca pozostali wierni sztandarowi niepodległości Polski”[5].

Przytoczone fragmenty z korespondencji Giedroycia naprowadzają na wątki, które mogą zainteresować każdego Czytelnika, nie mówiąc o osobach ideowo i emocjonalnie związanych z „Kulturą”. Które pozostały na emigracji w związku z tym, że Europa Środkowo-Wschodnia znalazła się w radzieckiej strefie wpływów. Jest ich [wspomnianych wątków] w książce Nowinowskiego wiele biorąc pod uwagę zarówno bohaterów korespondencji Gedroycia, jak i poruszaną problematykę. Wśród najważniejszych znajduje się kwestia związana z „wykluwaniem” ideologii „Kultury” i jej pozycji wobec najważniejszych instytucji emigracyjnych i krajowych. Wojna stanowiła tragiczne doświadczenie dla środowiska związanego, przed 1939 r. z Gedroyciem i jego „Polityką”. Po pierwsze, wiele osób piszących do czasopisma albo sympatyzujących z jego linią polityczną zginęło, w tym Adolf Bocheński. Ale po drugie, środowisko rozpadło się generalnie na dwie części, na tych, którzy opowiadali się za powrotem do kraju i zdecydowanych przeciwników tego pomysłu.

Nowinowski przedstawiając sylwetki niektórych ważnych osób ze środowiska polityki, przywołując  ich poglądy sprzed 1939 r. a potem wybory dokonywane w czasie wojny i po 1945 r.,  trafia w sedno sprawy - przyczynę podziałów Polaków. Linię podziału wyznaczał stosunek do Związku Radzieckiego, a w tle utrata Kresów Wschodnich zagarniętych przez ZSRR po 17 września 1939 r.  Warto więc pamiętać, że Giedroyć i jego polityczni przyjaciele uważali Związek Radziecki, jak to określił marszałek Piłsudski w 1934 r., za najważniejszego wroga Polski. Ów pogląd stanowił fundament polityki zagranicznej min. Becka od śmierci Piłsudskiego w 1935 r. do klęski II RP w 1939 r. Z przywołanej przez Nowinowskiego korespondencji Giedroycia, Czapskiego, Niezbrzyckiego, Stempowskiego, Jeleńskiego, Herlinga-Grudzińskiego wynika, że w ich ocenie Związku Radzieckiego, w nowej rzeczywistości, a więc po 1945 r., nie zmieniło się nic. Uważali ZSRR za wroga, a obszar jego wpływów polityczno-militarnych w Europie Środkowo-Wschodniej, za okupację. Obowiązywała zasada: z wrogiem się nie rozmawia, tylko walczy. Projekt Gedroycia miał stanowić „narzędzie” przydatne do walki ze Związkiem Radzieckim i nową Polską, w której komunistyczna lewica powiązana z Kominternem przejęła władzę. Ważnym przedstawicielem tego środowiska był Adolf Bocheński, o którym Nowinowski pisze: „Błyskotliwy publicysta, erudyta w zakresie historii i stosunków międzynarodowych (…) jako zwolennik skrajnego realizmu politycznego opowiadał się za taktyczną kooperacją z Niemcami (…) Nie mógł jednak pogodzić się z perspektywą przejęcia kontroli nad Polską przez bolszewików. >>Był zbyt religijny by popełnić samobójstwo-twierdził Jerzy Giedroyć- ale szukał śmierci<<[6] (…) Jego towarzysz broni się nie mylił, sądząc, że był to: >>zabłąkany w nowoczesność rycerz krzyżowy, noszący jednak w sercu nie dwanaście, ale dwadzieścia wieków chrześcijaństwa<<[7].       

Natomiast inni niektórzy współpracownicy Giedroycia opowiadali się za koniecznością poszukiwania politycznego kompromisu ze Związkiem Radzieckim. A także za powrotem do zniszczonego kraju żeby włączyć się w jego odbudowę bez względu na istniejące tam realia i zagrożenia.  Jednym z nich był Ksawery Pruszyński, który jeszcze jako attaché prasowy ambasady RP w Moskwie opublikował jesienią 1942 r. w „Wiadomościach Polskich” artykuł pod tytułem Wobec Rosji, w którym napisał między innymi: „Dmowski był największym wrogiem jakiejkolwiek akcji antyrosyjskiej w Polsce, i nic go to nie obchodziło, jaki ustrój ma w danej chwili Rosja. […] Dzisiaj Dmowski byłby najlepszym naszym ambasadorem w Rosji. […] Niestety Dmowski nie żyje, i doprawdy <>. A szkoda”[8].  Jak pisze Nowinowski: „[K.P.] na łamach „Odrodzenia” drukował między innymi cykl tekstów pt. Dzieje emigracji polskiej. Otwarcie deklarował, że pragnął nimi zburzyć niezwykle szkodliwy, w jego mniemaniu, mit powrześniowego uchodźstwa. >>W przeszłości - dowodził – to ów właśnie mit nie pozwolił szukać wcześniej  i w lepszych okolicznościach dróg do porozumienia z Rosją, utwierdzał w społeczeństwie mylne, fałszywe, a w następstwach zgubne przekonanie, że wyzwolenie Polski nadejdzie zza mórz i oceanów, odrywał Polskę, od jej geopolitycznej rzeczywistości. W obecnym czasie mit londyński to mit czekania na nową wojnę, to mit wypatrywania interwencji, to mit odrywający od odbudowy poważne siły narodu<<[9]

Giedroyć i powiązane z nim, najbliższe mu osoby, odrzucali kategorycznie opcję prezentowaną przez K. Pruszyńskiego. Nie tylko nie zamierzali wracać do Polski w radzieckiej strefie wpływów. Planowali działać czynnie w kierunku osłabiania pozycji Związku Radzieckiego, jako dominującego mocarstwa w regionie, celem wyrwania Polski ze strefy jego oddziaływania. Najbardziej trafnie intencje Giedroycia w tamtym czasie wyjaśnia Józef Czapski w liście do Wincentego Bąkiewicza[10] napisanym w Maisons-Laffitte w marcu 1949 r.[11]. Autor przedstawia w nim pomysł na stworzenie jawnego (legalność miała stanowić fundament legitymizmu) polskiego ośrodka politycznego pod kierownictwem prezydenta i Inspektora Generalnego Sił Zbrojnych: „Dlaczego nie tylko prezydent? Bo Inspektor Generalny czy Wódz Naczelny to tkwi silnie w polskich tradycjach, bo p. Władysław [Anders] jako taki ma nazwisko, które zwalczane, czy bronione, istnieje jeszcze w Polsce, chyba jedyne obok Mikołajczyka z ludzi na emigracji. Przy czym to nazwisko ma rezonans na zewnątrz (…)”. Tym osobom miał zostać podporządkowany organ wykonawczy: „Chodziłoby o wąski sztab, o szkolenie specjalistów, inżynierów, techników i lotników. Przecież jeżeli wojna nie będzie za kwadrans, to się skończy na tym, że do przyszłej wojny nie będziemy mieli ani jednego Polaka, który by umiał prowadzić samolot nie przedpotopowy, który by wiedział, co to jest radar”. Dalej Czapski pisze: „Jak widzę ten ośrodek dyspozycyjny p. Władysława [Andersa]: 1. Odcinek wojskowy (…), 2. Robota na kraj (…) 3. Komórka badań sowieckich (…) 4. Polityka zagraniczna (…) 5. Komórka koncepcyjna i kulturalna (…) 6. Propaganda (…) 7. Na odcinku francuskim (…) To wszystko co Ci napisałem, wymagałoby politycznego sztabu. Nie skrywam Ci, że od takiego czy innego przyjęcia tych wniosków uzależniamy naszą dalszą współpracę w dotychczasowych ramach (…)[12].

Gen. Anders w lutym 1946 r. podpisał rozkaz, w którym powoływał organizatorów instytutu wydawniczego w Rzymie, w tym m.in. ppor. Jerzego Giedroycia oraz decydował o przeznaczeniu 8 milionów lirów na zakup drukarni[13]. Z pomysłu politycznego Giedroycia, przedstawionego w zaprezentowanym liście Czapskiego, nie skorzystał.

We wrześniu 1946 r. gen. Kazimierz Wiśniowski podpisał oficjalną nominację Giedroycia na kierownika Instytutu Literackiego w Rzymie (Casa Editrice „Lettere”).

Wartością dodaną książki Nowinowskiego są przedstawione przez niego wysiłki Giedroycia dotyczące pozyskiwania książek, które kierownik Casa Editrice „Lettere” chciał opublikować, jak też te związane z poszukiwaniem autorów i tekstów przydatnych dla wydawnictwa. Dzięki temu poznajemy tytuły ważnych lektur które redaktor planował wydać w pierwszej kolejności. A także nazwiska osób, z którymi  kontaktował się w tej sprawie, szukając pomocy i rad. Niedługo po uruchomieniu wydawnictwa  Giedroyć wydał pozycje, z których wiele stanowić miało dla Polaków na emigracji – przecież nie pierwszy raz w naszej historii – źródło duchowego wzmocnienia. Zgodnie z polskim doświadczeniem: poradziliśmy sobie w przeszłości i teraz też sobie poradzimy.

Do najważniejszych, które nie straciły na wartości mimo upływu czasu należały miedzy innymi: Dziennik podróży do Austrii i Niemiec, Jerzego Stempowskiego (ukrywającego się pod pseudonimem Paweł Hostowiec), W oczach pisarzy, antologia noweli wojennej, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Znaczącym osiągnięciem tego autora, wartym zauważenia mimo upływu czasu,  był napisany przez niego wstęp do Ksiąg narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego z 1832 roku: „Konstatując pewne podobieństwo do losów emigracji popowstaniowej oraz wojennej, ostrzegał tę ostatnią przed pokusą zdążania ku wolnej Polsce utartą przed stuleciem koleiną. W imię ocalenia rzeczywistej wartości Ksiąg domagał się od niej niezwłocznego zrzucenia jarzma narodowego mesjanizmu. Wyzbycia się megalomanii narodowej, wywodzącej się >>ze złudnego założenia, że wartość poświęcenia i ofiary oceniana jest w świecie kryteriów politycznych i społecznych tą samą miarą, co w świecie norm moralnych<>kompensującego swym natężeniem i siłą prawdziwy czyn rewolucyjny i jego konsekwencje<> Współczesny więc Polak –argumentował- nie może być nędzarzem, okrywającym swą nagość strzępkami płaszczów królewskich, ale tylko spadkobiercą i wykonawcą idei dziejowej państwa polskiego<>Przezwyciężony i odnowiony<< wieszcz jawił się Gustawowi Herlingowi-Grudzieńskiemu jako zwolennik sprzęgnięcia walki o niepodległość z rewolucją społeczną oraz wyznawca dogmatu >>solidarności ludów<> O wojnę powszechną za wolność ludów<>trud, ofiarność, godność wszystkich ludzi żywych, którzy poczuli się dzięki tej wojnie prawdziwymi Europejczykami<<[14]. Zdaniem Czapskiego pewna jego słabość jest związana z: „brakiem w tekście kategorycznego stwierdzenia, iż „mesjanizm jest z punktu widzenia każdej mistyki, wcale nie tylko katolickiej, bardzo fałszywą herezją, że wszystkie Herrenfolki od tej mistyki idą”[15].  Do sformułowania tej oceny popchnęło  Czapskiego konkretne wydarzenie, związane z mszą za duszę Marszałka. Mianowicie podczas tej uroczystości kaznodzieja: „stwierdził prawie, że Piłsudski był prorokiem, który nigdy się nie mylił, że wszyscy, którzy próbowali myśleć, zawsze się mylili i teraz musi każdy to przyznać, nie tylko to, ale że ośmielamy się zwalczać wiernych synów Piłsudskiego i nawet sądzić piłsudczyków – a przecież każden Sławoj, każden Galinat – to byli apostołowie naszego Chrystusa Piłsudskiego – więc kanonizowani i nieomylni”[16].  Zjawisko narastającej aberracji wśród polskiej emigracji dostrzegał także J. Niezbrzycki choć zwracał uwagę na inne zagrożenie z tym związane: „Wizje Sułkowskiego, Mickiewicza, Słowackiego czy Piłsudskiego, którymi żyjemy, są wizjami wstecznymi. Są literaturą-nie są życiem. Polityczną wizję Piłsudskiego trzeba uzbroić w miąższ społeczny, oczyścić ją od momentów nacjonalizmu, dać treść bardziej międzynarodową – to będzie nowy, żywy >Piłsudski<[17].

W przytoczonych tekstach widać zrozumiałość skutków zmian społeczno-politycznych zachodzących w kraju pod rządzami komunistów, przez środowisko intelektualne związane z Giedroyciem. Zarówno lewicujący Herling-Grudziński, jak i konserwatywny Niezbrzycki dostrzegają już potrzebę wzbogacenia własnego programu ideowego żeby nie stracić kontaktu z Polakami w kraju. Zauważyli, że w Polsce pod rządami komunistów ma miejsce rewolucja przemysłowa, socjalna, kulturalna, że mają miejsce zmiany które zmienią społeczeństwo polskie podczas gdy oni – emigracja - nadal tkwią w końcówce lat 30. XX wieku. W tym kontekście stwierdzenie Niezbrzyckiego, że „polityczną wizję Piłsudskiego trzeba uzbroić w miąższ społeczny, oczyścić ją od momentów nacjonalizmu, dać treść bardziej międzynarodową” dowodzi, że z jednej strony, dla piłsudczyków symbol Piłsudskiego był ciągle przydatny z ideologicznego punktu widzenia, który można nadal wykorzystywać do wpływania na świadomość Polaków, po wcześniejszym unowocześnieniu „idei Marszałka”, a z drugiej strony, pomału tracili oni wiarę we wcześniej wyznawane wartości, nadzieję na zmianę sytuacji, co w konsekwencji wpychało ich w świat iluzji.

Osobną część książki stanowią listy, z których Nowinowski prezentuje 37. Wszystkie są jakoś wartościowe z uwagi albo na autorów albo ciekawą treść. Warto zwrócić uwagę na korespondencję Rogera Raczyńskiego z J. Giedroyciem (1 list), J. Czapskiego z Wincentym Bąkiewiczem (3 listy), Jerzego Stempowskiego z J. Czapskim (3 listy), J. Stempowskiego z J. Giedroyciem (2 listy),  Jerzego Niezbrzyckiego z J. Giedroyciem (3 listy), J. Giedroycia z Janem Frankowskim (5 listów), J. Giedroycia z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim (1 list), J. Giedroycia ze Stefanem Kisielewskim (1 list), Hermini Naglerowej z J. Giedroyciem (2 listy) i J. Gedroycia z J. Czapskim (3listy). Treść tych listów jest niepowtarzalna bo ujawniają one problemy którymi żyła ówczesna emigracja i środowisko Giedroycia. Wśród nich znajdują się listy kierowane do osób zamieszkałych w kraju, a więc za „żelazną kurtyną”, co świadczy, że Giedroyć nie odżegnywał się kategorycznie od możliwości podtrzymania kontaktu ze znajomymi, którzy przeszli na drugą stronę, w takim sensie, że szukali możliwości kompromisu z władzami i ułożenia sobie życia w kraju w nowej rzeczywistości. 

Pod koniec 1946 r. Giedroyć wydał w Rzymie wspólnie z Herlingiem-Grudzińskim pierwszy numer „Kultury”. Zaraz potem zaczął przygotowywać przeprowadzkę wydawnictwa do Paryża we Francji.

Stwierdzenie, że rola Instytutu Literackiego i „Kultury” w życiu społeczno-politycznym Polaków była wielka jest truizmem. Jest to niepodważalny fakt. Natomiast cała ideologia na której była budowana świadomość polityczna środowiska skupionego wokół Giedroycia, uznania Rosji za najważniejszego wroga Polski,  zbankrutowała z punktu realnego doświadczenia historycznego.  Dotyczy to polskiej polityki zagranicznej  przed 1939 r. obliczonej na budowanie „muru” blokującego równoprawne traktowanie ZSRR w relacjach międzynarodowych. Ta polska polityka okazała się nie skuteczna bowiem na koniec Polska znalazła się w radzieckiej strefie wpływów. Ponadto wydaje się, że prowadzona polityka wrogości wobec Związku Radzieckiego potem, a więc po 1945 r., budowana na wymyślonym zagrożeniu, że komunizm zniewoli i zniszczy „duszę Polaków” okazała się mówiąc najdelikatniej nie trafna. Rosjanie opuścili terytorium Polski po 1990 r. z własnej woli, bez wojny. Ale co ważniejsze, wydarzenia w Polsce niepodległej, w III RP dowodzą, że „polska dusza” ma się dobrze i komunizm jej nie naruszył.

Polecam książkę S.M. Nowinowskiego choć nie wiem, czy ostateczna konkluzja będzie zgodna z intencjami autora.

 


[1] B. Toruńczyk, Rozmowy w Maisons-Laffitte, 1981, Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 2006, s. 86.

[2] S. M. Nowinowski, Jerzy Gedroyć w 1946 roku, wydawnictwo słowo/obraz terytoria sp. z o.o., Gdańsk 2017, s. 14.

[3] Muzeum Narodowe-Kraków (dalej: MNK), Archiwum Józefa i Marii Czapskich (dalej: AJiMCz), sygn. 2228, Seweryn K. Ehrlich, Mikroskopowy skrawek, 1947.

[4] Archiwum Instytutu Literackiego (dalej: AIL), Papiery Jerzego Gedroycia (dalej: PoJG), sygn.. 08.0I, Raczyński Roger, List R. Raczyńskiego do J. Gedroycia, Kair, 29.VIII.1944.

[5] AIL, Drobne materiały powierzone, sygn.. 070, T. Katelbach, Bezdroża, s. 65 (zapis z 18.X.1945).

[6] J. Gedroyć, Autobiografia na cztery ręce, opracował i posłowiem opatrzył K. Pomian, Warszawa 2006, s. 67.

[7] J. Bielatowicz, Laur Kapitplu i wianek ruty. Na polach bitwe Drugiego Korpusu, Katolicki Ośrodek Wydawniczy, Veritas, Londyn[1954], s. 126-127.

[8] K. Pruszyński, Wobec Rosji, „Wiadomości Polskie”, 1942, nr 40.

[9] K. Pruszyński, Irański odmarsz, „Odrodzenie”, 1945, nr 52.

[10] Ppłk Wincenty Bąkiewicz, szef Oddziału II sztabu 2 Korpusu Polskiego; osoba zaufana gen. W. Andersa.

[11] List Józefa Czapskiego do Wincentego Bąkiewicza, Maisons-Laffitte, 21 marca 1949 r. [w:] Jerzy Gedroyć w 1946 r., Gdańsk 2017, s. 134-140.

[12] List Józefa Czapskiego do Wincentego Bąkiewicza, Maisons-Laffitte, 21 marca 1949 r. [w:] Jerzy Gedroyć w 1946 r., Gdańsk 2017, s. 136-137 i 138-139.

[13] AIL, Instytut Literacki w Rzymie (dalej: ILR) sygn. 1-5, Rozkaz gen. W. Andersa, 11.II.19

[14] G. Herling-Grudziński, „Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego” na nowej emigracji [w:] A. Mickiewicz, Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego, Instytut Literacki, Rzym 1946, s. 13-15 i 20.

[15] AIL, Papiery Józefa Czapskiego (dalej: PoJCz), sygn.. 19/01, J. Czapski do J. Gedroycia, Paryż, 1 VII 1946.

[16] AIL, PoJCz, sygn.. 19/01, List J. Czapskiego do J. Gedroycia, Paryż, 13 V 1945.

[17] AIL, Papiery Jerzego Gedroycia (dalej: PoJG), sygn. 08.04, wol. I, Listy J. Niezbrzyckiego do J. Czapskiego, 31 XII 1945.