Redakcja: Czym są tzw. chemtrails?

Prof. Szymon Malinowski: Spisek dotyczący chemtrails trwa od lat i uczestniczą w nim różne postacie. Kiedyś był on związany z bytami pozaziemskimi, które rozpylały różne dziwne rzeczy w atmosferze, a ostatnio zwolennicy spisku tłumaczą go w taki sposób, że tajny rząd światowy albo rządy wszystkich krajów w porozumieniu, latają samolotami i sypią nad nami związki chemiczne. Tak naprawdę nie wiadomo, o jakie związki chodzi poza tym, że zawierają one aluminium (glin), jeden z najpopularniej występujących pierwiastków na ziemi i że jest to działanie mające przeciwdziałać zmianom klimatu. Ich zdaniem mamy do czynienia z techniką geoinżynieryjną prowadzącą do tego, by drobne cząsteczki pyłu w atmosferze odbijały promieniowanie słoneczne i w ten sposób chłodziły planetę.

Oczywiście nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością, ponieważ tym, co widzimy na niebie za samolotem są smugi kondensacyjne, czyli para wodna, która skondensowała do postaci kropelek albo częściej do kryształków lodu. Takie samo zjawisko możemy zauważyć często zimą, kiedy wydychamy powietrze i widzimy parę unoszącą się z ust. Jeżeli powietrze dookoła jest bardzo wilgotne, to w tym momencie te kłęby pary mogą być długie i długo się utrzymywać. Jeżeli zaś powietrze jest suche, to będą one krótkie i zostaną na krótko. Istnieje ponadto jeszcze jedna bardziej specyficzna cecha smug kondensacyjnych, polegająca na tym, że kropelki wody, które tam kondensują zamieniają się potem w kryształki lodu i gwiazdki śniegowe. Taki proces zmienia charakter smugi na tyle, że może się ona przekształcić w chmurę cirrus i zaciągnąć częściowo niebo. Ma to rzekomo stanowić dowód na nienaturalność tych zjawisk. One oczywiście są nienaturalne w tym sensie, że nie występują w naturze, ponieważ do ich powstania potrzebny jest samolot wyrzucający ogromne ilości spalin, zawierających bardzo dużo pary wodnej. Ponieważ jednak ruch lotniczy gwałtownie się zwiększa, tych zjawisk mamy na świecie coraz więcej i jesteśmy w stanie obserwować je w atmosferze bardzo często. Stąd też biorą się uwagi zwolenników tej teorii spiskowej.

Czy to, że jest zimno oznacza, że globalne ocieplenie nie istnieje?

Gdybyśmy popatrzyli, jak zmienia się statystyka rozkładu temperatur związanych z globalnym ociepleniem, to zauważylibyśmy, że najbardziej chłodne pogody zostają takie, jakie były, a jedynie występują rzadziej niż kiedyś. Pojawia się natomiast zupełnie nowa klasa zjawisk, fal upałów i bardzo dużych odchyleń na plus od średniej temperatury. To, co kiedyś było średnią, w tej chwili jest już średnią chłodną. To, co było pogodą przeciętną, jest już pogodą nieprzeciętną. Przeciętna pogoda pojawia się rzadziej, bo rozkład prawdopodobieństwa wszystkich zdarzeń jest teraz szerszy niż dawniej. Krzywa gausowska się wypłaszcza i przesuwa coraz bardziej w kierunku wysokich temperatur, no i taki jest wtedy efekt. To, że jest zimno nie znaczy, że nie ma globalnego ocieplenia.

Czy CO2 emitowane przez człowieka może znacząco wpływać na globalne ocieplenie?

Nie liczy się, ile co produkuje, tylko to jak wygląda bilans, ponieważ przyroda produkuje bardzo dużo i pochłania bardzo dużo. Jeżeli pochłania tyle, ile produkuje, to bilans wychodzi na zero. Tyle samo, co było jest w atmosferze, tyle samo w biosferze i tyle samo w oceanie. Trochę jak w kasie, jeśli nasze miesięczne wydatki są równe przychodom, to mamy wówczas bilans zerowy. Jeżeli natomiast uda nam się zwiększyć ilość wpływających pieniędzy wyłącznie po stronie dochodów, a nie po stronie wydatków, to w tym momencie w portfelu z każdym momentem przybywa pieniędzy i tak jest również z globalnym ociepleniem. Człowiek produkuje kilka procent tego, co natura. Wydobywa paliwa kopalne z głębi ziemi, wykopując węgiel, który natura wycofała z obiegu przed milionami lat, a w ciągu roku spala tyle, ile natura wycofała w okresie 1-2 mln lat i w postaci CO2 emituje to do atmosfery. Nawet jeśli mowa tylko o kilku procentach naturalnej wymiany, która przebiega w obie strony między atmosferą a biosferą i hydrosferą, to jest to te kilka procent więcej, które zostaje w atmosferze i stąd bierze się przyrost koncentracji dwutlenku węgla.

Czy globalne ocieplenie musi być dla ludzi bardzo szkodliwe i uciążliwe?

Nie wiem, na jakiej podstawie miałoby tak być. Globalne ocieplenie to nie wyjazd na wakacje do ciepłych krajów, a zmiana wszystkiego, co jest wokół nas. Wszystko wokół nas w ciągu ostatnich 10-12 tysięcy lat przystosowało się mniej więcej do takiego zakresu temperatur, jaki panował jeszcze 30 czy 50 lat temu z pewnymi powolnymi, drobnymi zmianami. My natomiast w ciągu krótkich kilkudziesięciu lat podgrzaliśmy wszystko średnio o jeden stopień Celsjusza. Mówię średnio, bo ta wartość jest trochę mniejsza w okolicach równikowych i nad morzami oraz istotnie większa nad lodami i w Arktyce. To niezwykły szok dla całej natury z tego powodu, że tempo procesu ogrzewania jest dużo większe niż możliwość przystosowania się ekosystemów, od których my zależymy. Wszystko, co zjadamy i wszystko, co jest w nas zależy od tego, co one wyprodukowały. Jeżeli te ekosystemy przestaną produkować, bo zaczną się przystosowywać do innych zmian, ale najpierw obumrą, to my będąc na szczycie tej piramidy, niestety nie przystosujemy się do takiej sytuacji. Nie mówiąc już o tym, iż cała infrastruktura, którą planujemy na kilkadziesiąt lat do przodu jest przewidziana na całkiem inne warunki niż te, które mogą wystąpić za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat.

Oglądaj całość