Redakcja: Jakie były okoliczności śmierci Stanisława Pyjasa w 1977 roku?

Prof. Patryk Pleskot: Sprawa zabójstwa Stanisława Pyjasa pomimo wielu opracowań i badań wciąż pozostaje nie do końca wyjaśniona. Nadal nie potrafimy ze stuprocentową pewnością odpowiedzieć, czy mamy do czynienia z zabójstwem politycznym czy wypadkiem, a jeśli wypadkiem, to w jaki sposób spowodowanym? Samoczynnym przewróceniem się ze schodów studenta czy też zdarzeniem sprowokowanym przez funkcjonariuszy aparatu Służby Bezpieczeństwa PRL?

Możemy tu mówić o różnych prawdopodobieństwach. Z tego, co wiemy na podstawie wiedzy historycznej i kryminalnej najbliżej jest chyba do tezy o wypadku przy pracy popełnionym przez funkcjonariuszy SB. Stanisław Pyjas nie był osobą przypadkową. Angażował się w działalność świeżo powstałego i funkcjonującego Komitetu Obrony Robotników, był bardzo czynny w krakowskim życiu studenckim i organizował działania mobilizujące studentów do niezależnej aktywności. Wykazywał się też pewnym oporem. Studenci skupieni wokół Pyjasa, jak choćby Bronisław Wildstein, dostawali sporo anonimów, które zgłaszali oraz podejmowali czynne działania w celu dekonspiracji poczynań służb specjalnych. Wiemy, że w bezpośrednim otoczeniu Stanisława Pyjasa znajdował się tajny współpracownik SB, Lesław Maleszka, współtworzący ścisły krąg koleżeński razem z nim i Wildsteinem. Istniało więc poczucie ze strony władz, że Pyjas jest wrogiem oraz wiedza na jego temat dostarczana przez jego bliższych znajomych, co rodziło podłoże do działań opresyjnych wymierzonych przeciwko niemu.

Nie wydaje mi się, że jego zabójstwo planowano rzeczywiście od A do Z. Nie był to najważniejszy opozycjonista tego czasu, a tylko jeden z wielu studentów. Moim zdaniem chciano go po prostu zastraszyć. Jest możliwe, że Pyjas został przy braku świadków zawleczony do któregoś komisariatu milicyjnego, mocno pobity, a później rzucony na klatkę schodową, gdzie go następnie znaleziono. Możliwe, że ten wątły chłopak, dość mikrego wzrostu, stosunkowo słaby fizycznie, takiego bicia nie wytrzymał, no i wtedy upozorowano całą tę sprawę związaną z upadkiem Pyjasa ze schodów, rzekomo po pijanemu. SB często wmuszała alkohol w takich ludzi siłą, żeby ich skompromitować i pokazać, że nie są to żadni opozycjoniści, wojownicy o wolność, a zwykłe pijaczki. Być może to samo zrobiono również z Pyjasem, ale przesadzono i rzeczywiście doprowadzono do jego zgonu. Wydaje się, że jest to najbardziej prawdopodobna, chociaż tak jak mówię, niepewna wersja tych wydarzeń.

Żeby było ironicznie, jedyną osobą, która została w ogóle skazana jakimkolwiek wyrokiem w tej sprawie jest nie kto inny jak Bronisław Wildstein. Został on oskarżony przez pewnego profesora, który prowadził sekcję zwłok o zszarganie dobrego imienia i o wygłaszanie opinii, że sekcja była sfingowana. Ona rzeczywiście nie została przeprowadzona rzetelnie i paradoksalnie jeden z tych prawdziwych kolegów Pyjasa, Wildstein, został skazany bodajże na karę grzywny właśnie za wspomniane zniesławienie. W całej sprawie istnieją podejrzenia, wydaje się, że np. pewien były bokser mógł być wynajęty przez milicję do tego pobicia, ale oczywiście do tej pory nie znaleziono żadnych sprawców.

Sprawa budzi więc wielkie niezadowolenie z powodu tego, że nie potrafimy jej wyjaśnić ani wskazać ludzi odpowiedzialnych za śmierć Pyjasa. Nie jest to jednak jedyny taki przypadek, podobnych incydentów mamy dużo i co ciekawe one potęgują się w latach 80., w momencie zaciśnięcia się tej ideologicznej i represyjnej śruby w postaci stanu wojennego. Paradoksalnie czy nie, pewne natężenie morderstw politycznych pojawia się w 1989 r., kiedy ten reżim słabnie. Dlaczego? Otóż takim podłożem pod mordy polityczne może być właśnie sytuacja, gdzie osłabiają się więzi kontrolne, w której ci poszczególni oficerowie, funkcjonariusze czy naczelnicy wydziałów nie są już w pełni kontrolowani przez przełożonych i decydują się na akcje prywatne.

O co chodziło w sprawie śmierci księży Niedzielaka, Suchowolca i Zycha w 1989 r.?

Wydaje się, że właśnie w tych okolicznościach można szukać przyczyn łańcucha bardzo tajemniczych zgonów z 1989 r. Tutaj mam na myśli zwłaszcza sprawę księży Niedzielaka i Suchowolca ze stycznia 1989 r., a następnie księdza Zycha w lipcu 1989 r. oraz dosłownie dziesięć dni później także Anieli Piesiewicz, matki Krzysztofa Piesiewicza, adwokata, który bronił opozycjonistów w lipcu ‘89. Ksiądz Niedzielak, kapelan katyński, bardzo mocno zaangażowany w upamiętnianie Katynia, został brutalnie zamordowany przez złamanie karku w swoim mieszkaniu, z którego nic nie zginęło. Niedzielak był poza tym proboszczem przy Powązkach, gdzie już w latach 40. chowano potajemnie różne ofiary systemu. Czy ks. Niedzielak miał o tym jakąś wiedzę? Nie wiemy. Raptem niewiele ponad tydzień później, w nocy z 30 na 31 styczna 1989 r. w swojej parafii na białostockich Dojlidach ginie ks. Suchowolec, drugi Popiełuszko można powiedzieć. To określenie na pewno bardzo by mu się spodobało, ponieważ on wręcz za swoją dewizę życiową obrał naśladowanie ks. Popiełuszki.  

Oglądaj całość